Strona 2 z 2

little party never killed nobody

: wt paź 20, 2026 8:41 pm
autor: Apollo Bremers
   Tak w sumie to łatwo mówiło się, że nie szukało się niczego ani nikogo konkretnego. Oszukiwanie siebie samego było przyjemne. Apollo przez długi okres swojego życia uważał, że nikt nie był mu potrzebny. Sparzył się już na takiej relacji w swojej przeszłości i uznał, że nie było mu to potrzebne. Z resztą sprawy sercowe nie były mu teraz po drodze. Miał swoje obowiązki, rzeczy, które sprawiały, że nie mógł spać w nocy. Większość z tych rzeczy była jednak przyjemna i zarywanie nocy, by się nad nimi zastanawiać sprawiało mu wiele frajdy. Nie chciał jednak myśleć o chłopakach i związkach.
   Opinie na temat innych ludzi mógł sobie tworzyć do woli. Owszem. I robił to chętnie, bo uważał to za coś potrzebnego. Lepiej było wytworzyć sobie negatywną opinię o kimś, dzięki czemu uchroniłoby się w ten sposób przed kimś rzeczywiście niebezpiecznym. Oczywiście opinie takie, oparte na pierwszych wrażeniach, często były mylne i nie prowadziły do właściwych wniosków. Opinia o Bowiem nie wpływała na życie Apollo i blondyn zdawał sobie z tego sprawę. W sumie nie zakładał, że kontakt z chłopakiem się w jakimś stopniu utrzyma. Pochodzili z tak różnych środowisk, że raczej nie będą mieli większych okazji do tego, by na siebie wpaść, no chyba że znowu znajdą się na wspólnej imprezie. Co, jak się nad tym zastanowić, raczej nie było niemożliwe.
   Apollo, niestety, był prostym człowiekiem do tego stopnia, że interesował się tym, czym interesowało się pospólstwo kulturalne, a więc wszystkim, co było komercyjnie popularne. Tak więc znał się na temat blockbusterów, muzyki popularnej i wszystkich książek, które masowo czytali inni ludzie. Nie miał jednak zbyt dużej wiedzy o tym, co było popularne w konkretnych gatunkach. Nie znał nawet AC/DC czy Guns N’ Roses. Nie było mu z tym źle, bo w sumie czerpał sporo radości z tego, co lubił i czego słuchał.
   Świeże powietrze było zbawienne, nie tylko dla jego lekko przytępionego umysłu, ale również dla całego jego ciała. Nie był ubrany odpowiednio do pogody, więc szybko poczuł zimno, które przenikało przez cienki materiał jego ubrania. Miał nadzieję, że się nie rozchoruje, bo alkohol potrafił przytępić zmysły.
   Uśmiechnął się, słysząc jego słowa.
   – Niezwykle trafna rada – powiedział. No i co jak co, ale o upadkach i ich konsekwencjach wiedział doskonale. W końcu to właśnie upadek przekreślił jego szanse na karierę sportową, ale jedocześnie otworzył drogę do kariery naukowej, która wyglądała całkiem obiecująco. Prawda była taka, że kariera sportowa nie była łatwą drogą. Nawet bez wypadku mogło się okazać, że nie miał wystarczających umiejętności i talentu, by zostać zawodowym sportowcem. No i wtedy mogłoby być też za późno na jakiekolwiek próby podjęcia kariery w czymś innym. Nauka była pewniejsza. No i jego obecne życie nie było też takie złe.
   Przeszli do altanki. Rozejrzał się dookoła, podziwiając mrok nocy. O tej porze zawsze czuł się najlepiej, bo lubił ten spokój i ciszę, która ogarniała wszystko. Uśmiechnął się nawet lekko i sięgnął dłonią po paczkę papierosów, które zawsze trzymał przy sobie. Były one smakowe, tym razem karmelowe. Nie był to najlepszy zakup, ale już wydał swoje pieniądze, więc miał zamiar skończyć paczkę i zapomnieć o niej. Wziął jednego papierosa, drugiego wsadzając sobie za ucho, a paczkę skierował w stronę swojego towarzysza, ale wątpił, czy słodki zapach unoszący się z jej środka, go skusi.
   Usiadł na klepanym miejscu i odpalił swojego papierosa, zaciągając się nim. Skrzywił się lekko, czując jak słodkawy dym wypełnia jego usta.
   – Och… okej – powiedział zaskoczony, słysząc jego propozycję. Nie znali się na tyle dobrze, by mógł celować w niego odpowiednimi pytaniami, więc w sumie trochę mu zajęło zanim wymyślił coś odpowiedniego. – Jakbyś miał się sprzedać, to za ile? Tylko bez mówienia że za milion, podaj realną kwotę – powiedział, zaciągając się ponownie.

Bowie Vance