Strona 2 z 2

Heartbeat

: pn wrz 28, 2026 1:15 pm
autor: Clementine Thallman
To było jak sen. Nie czuła już tego zmęczenia, które psuło jej humor w pracy. Nie miała żadnych wątpliwości. Nawet nie była w stanie określić, kiedy stracili równowagę i wylądowali na mokrej trawie. To był jeden pocałunek. Złączenie warg w zmysłowym tańcu ciał. Wspomnienie, które mieli zachować i przywoływać w tych chwilach zwątpienia, gdy odległość będzie robiła swoje. Musiał wyjechać. Ona musiała zostać. A to, co zaczęło się pojawiać między nimi miało przedwcześnie zostać poddane próbie.
- To z troski! Nie rozdwoisz się. - dwie zasady. Dwie tak trudne w jej przypadku do zrealizowania rzeczy. Ucieczka była formą obronny, gdy była niepewna. Nieraz potrzebowała samotności, żeby coś przemyśleć na spokojnie, nie kłopocząc się od razu bagażem emocjonalnym. Mogła jednak obiecać, że się postara. Próbować zdusić w sobie te małe odruchy, gdy rumieniec zacznie pojawiać się na jej policzkach. Ta ich nieporadność była słodka.
Ta propozycja ją zaskoczyła. Z jednej strony chciała zostać, ale...
- Moi bracia... Dostaną ataku paniki, jak nie wrócę w nocy do domu. Są nadopiekuńczy. My... straciliśmy rodziców i... Nie chcę, żebyś pomyślał, że jestem małolatą, która musi się tłumaczyć z każdego kroku. Po prostu zostaliśmy w trójkę i nie chcę, żeby się martwili. - mogłaby zapewne napisać jakąś wiadomość. Oni jednak znali wszystkie jej przyjaciółki i od razu wyczuliby kłamstwo. Nie mogła się im przyznać, że chciała nocować u mężczyzny, którego ledwo znała. Sama jej obecność tutaj była lekkomyślna. Podała mu adres swojej pracy. Domu. A jednocześnie siedziała u niego i spoglądała w gwiazdy, lądując w jego ramionach.
- Zresztą musimy coś zostawić na później. - uśmiechnęła się delikatnie. - Przepraszam, ale nie zostanę. - nawet gdyby nie miało nic więcej zajść. Nawet gdyby spali osobno, to nie powinno jej tutaj być tej nocy. - Chcę, żebyś zapamiętał, to spotkanie, tak jak jest teraz. - pierwszy pocałunek i gwiazdy. Ta niezręczność i pierwsze razy, których nie sposób powtórzyć.
- Będę czekać. - tymi słowami chciała go utwierdzić w tym przekonaniu, że dadzą radę. Dwa miesiące. - Tylko czasami mi pisz, dobrze? Nie lubię rozmawiać przez telefon. Wolę już przez kamerkę. - musiała widzieć twarz rozmówcy. Mówienie do siebie w eter, nie okazywało tylu emocji, co te spojrzenia i gestykulacje, które były widoczne. A ona nie chciała przegapić żadnego uśmiechu.
- Jeju. Pewnie strasznie ci niewygodnie. - wstała z ziemi na drżących nogach i podała mu swoją dłoń. Przeciągała to pożegnanie, które było nieuchronne.

Robbie Cole

Heartbeat

: czw paź 01, 2026 11:27 am
autor: Robbie Cole
Parsknął cichym śmiechem, kiedy stwierdziła, że się nie rozdwoi. O jakże niewiele wiedziała o jego trybie pracy. Nie tylko musiał się rozdwajać, ale czasem i każda z tych dwóch osób musiała się rozdwoić ponownie. Okres sezonu był bardzo intensywny, bo przez kilka miesięcy w roku drużyna była właściwie bez przerwy w ruchu. To nie znaczy, że był przez kilka miesięcy poza domem, bo przecież wracał na mecze tutaj, ale mimo wszystko ten czas był bardzo ograniczony.
Kiedy odmówiła tak gwałtownie, zmarszczył nieco brwi i rozluźnił uścisk ramion, żeby dać jej przestrzeń, gdyby chciała wstać. O rety, ale zawalił tą propozycją, nawet jeśli była niewinna. Przez chwilę nie rozumiał, przecież sama mówiła, że jest już dorosła i sama może podejmować decyzje, ale ze skupieniem słuchał wyrzucanej z jej pięknych ust opowieści. No, to skupienie wymagało od niego dużo wysiłku, bo go rozpraszał ten słodki ciężar, ale w końcu dotarło.
- Ok... W porządku. - pokiwał głową i uśmiechnął się do niej, kiedy wreszcie złapał jej spojrzenie swoim. - Wszystko gra, rozumiem. Trochę za mocno przyspieszyłem.
Dodał, gładząc uspokajająco jej ramiona i plecy dłońmi.
- Jak kiedyś poczujesz, że chcesz mi z tym zaufać, to mam nadzieję, że mi wszystko opowiesz. Póki co, nie musisz się tłumaczyć.
On nigdy nie był tak blisko ze swoją rodziną. Ale właściwie przez większość życia był sam i gdyby nie przygarnęła go w jakimś sensie rodzina właściciela Blue Jays, to nie wiadomo, jakby się potoczyły jego losy. Równie dobrze mógłby teraz być członkiem jakiegoś gangu, próbując zasłużyć na szacunek ludzi, którzy nie byli tego warci. Niemniej było coś ciepłego i rozczulającego w jej trosce. Zarówno o braci, jak i o niego. Nawet jeśli tego nie potrzebował, to Clem odruchowo starała się zaopiekować nim, nawet kosztem siebie.
- Nie musisz przepraszać. To twoja granica i szanuję to. Nawet jeśli nie będę mógł dzisiaj przez Ciebie spać. - zażartował, ale zaraz upewnił się, że nie wywołał kolejnej fali wyrzutów sumienia.
- Na pewno zapamiętam... - odpowiedział, gryząc się w język, żeby nie powiedzieć, że to chyba był najpiękniejszy wieczór w jego życiu.
Pokiwał głową, notując w myślach kolejne uwagi.
- Też pisz do mnie... Nawet jeśli nie będę długo odpisywał. Jak będę miał chwilę usiąść do telefonu, to chciałbym w nim widzieć wiadomości od Ciebie. I zapamiętam. Kamerka, nie telefon. - potem podniosła się, co przyjął z odrobiną żalu na twarzy.
Jeju. Pewnie strasznie ci niewygodnie.
- Ani trochę... Ale tak... to pewnie ten czas. - odpowiedział, podnosząc się. - Odwiozę Cię do domu.
I rzeczywiście niedługo potem musieli się pożegnać pod jej domem. Tyle tylko, że żadne z nich nie chciało tej nocy kończyć, więc przeciągali ją kolejnymi żartami, słowami, spojrzeniami. Prawie godzinę stali jeszcze koło samochodu, aż w końcu niebo zaczęło szarzeć. I pożegnali się... Czułym pocałunkiem i długo za długim uściskiem.

Koniec <3
Oh my darling Clementine!