Heartbeat
: pn wrz 28, 2026 1:15 pm
To było jak sen. Nie czuła już tego zmęczenia, które psuło jej humor w pracy. Nie miała żadnych wątpliwości. Nawet nie była w stanie określić, kiedy stracili równowagę i wylądowali na mokrej trawie. To był jeden pocałunek. Złączenie warg w zmysłowym tańcu ciał. Wspomnienie, które mieli zachować i przywoływać w tych chwilach zwątpienia, gdy odległość będzie robiła swoje. Musiał wyjechać. Ona musiała zostać. A to, co zaczęło się pojawiać między nimi miało przedwcześnie zostać poddane próbie.
- To z troski! Nie rozdwoisz się. - dwie zasady. Dwie tak trudne w jej przypadku do zrealizowania rzeczy. Ucieczka była formą obronny, gdy była niepewna. Nieraz potrzebowała samotności, żeby coś przemyśleć na spokojnie, nie kłopocząc się od razu bagażem emocjonalnym. Mogła jednak obiecać, że się postara. Próbować zdusić w sobie te małe odruchy, gdy rumieniec zacznie pojawiać się na jej policzkach. Ta ich nieporadność była słodka.
Ta propozycja ją zaskoczyła. Z jednej strony chciała zostać, ale...
- Moi bracia... Dostaną ataku paniki, jak nie wrócę w nocy do domu. Są nadopiekuńczy. My... straciliśmy rodziców i... Nie chcę, żebyś pomyślał, że jestem małolatą, która musi się tłumaczyć z każdego kroku. Po prostu zostaliśmy w trójkę i nie chcę, żeby się martwili. - mogłaby zapewne napisać jakąś wiadomość. Oni jednak znali wszystkie jej przyjaciółki i od razu wyczuliby kłamstwo. Nie mogła się im przyznać, że chciała nocować u mężczyzny, którego ledwo znała. Sama jej obecność tutaj była lekkomyślna. Podała mu adres swojej pracy. Domu. A jednocześnie siedziała u niego i spoglądała w gwiazdy, lądując w jego ramionach.
- Zresztą musimy coś zostawić na później. - uśmiechnęła się delikatnie. - Przepraszam, ale nie zostanę. - nawet gdyby nie miało nic więcej zajść. Nawet gdyby spali osobno, to nie powinno jej tutaj być tej nocy. - Chcę, żebyś zapamiętał, to spotkanie, tak jak jest teraz. - pierwszy pocałunek i gwiazdy. Ta niezręczność i pierwsze razy, których nie sposób powtórzyć.
- Będę czekać. - tymi słowami chciała go utwierdzić w tym przekonaniu, że dadzą radę. Dwa miesiące. - Tylko czasami mi pisz, dobrze? Nie lubię rozmawiać przez telefon. Wolę już przez kamerkę. - musiała widzieć twarz rozmówcy. Mówienie do siebie w eter, nie okazywało tylu emocji, co te spojrzenia i gestykulacje, które były widoczne. A ona nie chciała przegapić żadnego uśmiechu.
- Jeju. Pewnie strasznie ci niewygodnie. - wstała z ziemi na drżących nogach i podała mu swoją dłoń. Przeciągała to pożegnanie, które było nieuchronne.
Robbie Cole
- To z troski! Nie rozdwoisz się. - dwie zasady. Dwie tak trudne w jej przypadku do zrealizowania rzeczy. Ucieczka była formą obronny, gdy była niepewna. Nieraz potrzebowała samotności, żeby coś przemyśleć na spokojnie, nie kłopocząc się od razu bagażem emocjonalnym. Mogła jednak obiecać, że się postara. Próbować zdusić w sobie te małe odruchy, gdy rumieniec zacznie pojawiać się na jej policzkach. Ta ich nieporadność była słodka.
Ta propozycja ją zaskoczyła. Z jednej strony chciała zostać, ale...
- Moi bracia... Dostaną ataku paniki, jak nie wrócę w nocy do domu. Są nadopiekuńczy. My... straciliśmy rodziców i... Nie chcę, żebyś pomyślał, że jestem małolatą, która musi się tłumaczyć z każdego kroku. Po prostu zostaliśmy w trójkę i nie chcę, żeby się martwili. - mogłaby zapewne napisać jakąś wiadomość. Oni jednak znali wszystkie jej przyjaciółki i od razu wyczuliby kłamstwo. Nie mogła się im przyznać, że chciała nocować u mężczyzny, którego ledwo znała. Sama jej obecność tutaj była lekkomyślna. Podała mu adres swojej pracy. Domu. A jednocześnie siedziała u niego i spoglądała w gwiazdy, lądując w jego ramionach.
- Zresztą musimy coś zostawić na później. - uśmiechnęła się delikatnie. - Przepraszam, ale nie zostanę. - nawet gdyby nie miało nic więcej zajść. Nawet gdyby spali osobno, to nie powinno jej tutaj być tej nocy. - Chcę, żebyś zapamiętał, to spotkanie, tak jak jest teraz. - pierwszy pocałunek i gwiazdy. Ta niezręczność i pierwsze razy, których nie sposób powtórzyć.
- Będę czekać. - tymi słowami chciała go utwierdzić w tym przekonaniu, że dadzą radę. Dwa miesiące. - Tylko czasami mi pisz, dobrze? Nie lubię rozmawiać przez telefon. Wolę już przez kamerkę. - musiała widzieć twarz rozmówcy. Mówienie do siebie w eter, nie okazywało tylu emocji, co te spojrzenia i gestykulacje, które były widoczne. A ona nie chciała przegapić żadnego uśmiechu.
- Jeju. Pewnie strasznie ci niewygodnie. - wstała z ziemi na drżących nogach i podała mu swoją dłoń. Przeciągała to pożegnanie, które było nieuchronne.
Robbie Cole