one weekend. no disasters. hopefully.
: pt sie 07, 2026 10:01 pm
Po co miałby ją po raz kolejny zapewniać, że podobała mu się absolutnie we wszystkim – albo i w niczym, co też było całkiem dobrą opcją – skoro o tym doskonale powinna już wiedzieć? Zwłaszcza, że znacznie zabawniejszym wyborem było podchwycenie tych jej przekomarzanek. Wraz z wyrażeniem pewności, że w wymienionym przez nią stroju podczas wyprowadzania psów, niewątpliwie miałaby okazję stać się jedną z bardziej rozpoznawalnych osób – i to nie tylko w najbliższym sąsiedztwie. Prawdopodobnie nie mogłaby też narzekać na brak towarzystwa podczas takich spacerów, więc jak najbardziej, powinna wcielić ten pomysł w życie.
A chociaż nie miał absolutnie nic przeciwko temu, by w ten sposób na chwilę cofnąć się do czasów szkolnych i ówczesnych słownych utarczek… może lepiej byłoby nie traktować tego powrotu zbyt dosłownie i rzeczywiście nie zagłębiać się bardziej w szczegóły imprez odbywających się w tamtym czasie. Ani – tym bardziej – napojów spożywanych podczas nich. Zwłaszcza, że ich dokładny skład chyba do dziś pozostawał zagadką dla wszystkich poza samych Chrisem i… może lepiej, by tak właśnie zostało. Na wypadek, gdyby ktoś kiedyś wpadł na genialny pomysł odtwarzania tej cudownej receptury albo… choćby po prostu dlatego, że czasem zwyczajnie lepiej było nie wiedzieć…
– No dobra, niech będzie. Pistacja nadal jest w porządku – cmoknął ją krótko w policzek, kiedy rozsiadła się obok. Bo oczywiście, że nie zamierzał przecież kręcić nosem na wybrany przez nią smak, który chyba rzeczywiście nadal śmiało można było uznać za jego ulubiony. Tym bardziej nie zamierzał całkowicie rezygnować z tej przyniesionej przez nią dawki cukru, a buziak… po prostu jej się należał – choćby jako podziękowanie. Albo tak po prostu, bo przecież każdą z tych wersji można byłoby uznać za równie trafną.
Czy fakt, że wykorzystał na swoją korzyść ten element zaskoczenia podczas rzuconego niespodziewanie wyzwania, można było uznać za celowe działanie…? Być może. Nie wspomniał przecież ani słowem o tym, że miała to być uczciwa rywalizacja… Zresztą, chodziło przecież o kąpanie Murphy’ego. To chyba oczywiste, że nie zamierzał przegrać, kiedy stawka była aż tak poważna… Z szerokim uśmiechem odwrócił się w stronę Elsy dopiero wtedy, gdy sam dotarł już do wody i… chyba nawet nie musiał ogłaszać swojego zwycięstwa, skoro dziewczyna nie zdążyła jeszcze nawet zamoczyć choćby stopy.
Bo nie, jej późniejsze nadrabianie dystansu absolutnie się nie liczyło. Dotarł do jeziora pierwszy, wygrał, po zawodach. A co więcej – zdecydowanie nie wyglądał na kogoś, kto mógłby czuć się jakkolwiek winny przez to, że – rzekomo! – miałby tego dokonać nieuczciwie, jak właśnie próbowała mu zarzucać.
– Może trochę – roześmiał się, słysząc to jej paskudne oskarżenie o oszustwo. Bo… no tak, gdyby za takowe uznać fakt, że nie dał jej nawet chwili na przyswojenie informacji o tym, że w ogóle zaczynali właśnie jakieś wyzwanie, to rzeczywiście, pewnie można byłoby dojść do wniosku, że dopuścił się drobnego oszustwa. Albo po prostu zapomniał ją w międzyczasie uprzedzić, że cały ten wyścig z założenia nie miał być zbyt uczciwy. – Ale szukanie wymówek w niczym ci już nie pomoże. Przegrałaś, po powrocie kąpiesz Murphy’ego. I…
Rozejrzał się, żeby odnaleźć psa wzrokiem i przekonać się dzięki temu, że ten zdążył już wyleźć z wody. Tylko po to, żeby zająć się radosnym tarzaniem w przybrzeżnym piasku – a przynajmniej można było mieć nadzieję, że był to tylko piasek – co zdawało się jedynie potwierdzać tę katastroficzną wizję Elsy. Szanse na to, że tym razem psia kąpiel miałaby okazać się mniejszym wyzwaniem niż dotychczas była… chyba nawet mniejsza niż zerowa.
– …tak, pralka będzie chyba najlepszym rozwiązaniem… Albo wymienienie go na jakiegoś nowego, trochę czystszego psa – w jednym i drugim przypadku na pewno byłoby to wyjście o wiele łatwiejsze niż próby doprowadzania go do porządku w wannie. Zwłaszcza, że te chyba i tak można było uznać za kompletnie bezsensowne, skoro Murphy’emu i tak wystarczyło przecież ledwie jedno wyjście do ogrodu – a także chwila ludzkiej nieuwagi – by z powrotem doprowadził się do stanu sprzed kąpieli. Albo i jeszcze gorszego, nawet jeśli to za każdym razem zdawało się być już absolutnie niemożliwe…
A kiedy już miał wspaniałomyślnie zaoferować jej pomoc podczas tego karkołomnego przedsięwzięcia… odezwała się ponownie, wspominając o konieczności odstąpienia jej koszulki i skłaniając go tym samym do całkowicie mimowolnego przeniesienia wzroku na tę, w której podobno nie mogłaby wrócić do domku. I oczywiście, że to spojrzenie musiało pozostać w tym miejscu przez dłuższą chwilę, a wymowny uśmiech na twarzy Dantego można było uznać za całkiem naturalną reakcję. A gdyby jakimś cudem miała jeszcze jakieś wątpliwości, czy w jakimś stroju mogłaby mu się nie podobać… możliwe, że przemoczone ubrania śmiało mogła wpisać na listę tych, które były całkiem w porządku. I na pewno znajdowałyby się znacznie wyżej niż te nieszczęsne dresy.
– Nie mam pojęcia, czemu miałabyś jej potrzebować… – uśmiechnął się nieco szerzej, zbliżając się do niej, by móc w kolejnej chwili objąć ją i pocałować – tak na wszelki wypadek przed tym, jak już mogłaby dojść do wniosku, że próba utopienia go może wcale nie byłaby takim najgorszym pomysłem. – No i… mogłaś przecież zostawić swoją na brzegu…
Chociaż może to rozwiązanie mogłoby jednak spotkać się z nieco szerszym poparciem – zwłaszcza, że nie byli przecież na plaży zupełnie sami, nawet jeśli udało im się znaleźć nieco miejsca we względnym oddaleniu od innych osób.
Elsa Eriksen
A chociaż nie miał absolutnie nic przeciwko temu, by w ten sposób na chwilę cofnąć się do czasów szkolnych i ówczesnych słownych utarczek… może lepiej byłoby nie traktować tego powrotu zbyt dosłownie i rzeczywiście nie zagłębiać się bardziej w szczegóły imprez odbywających się w tamtym czasie. Ani – tym bardziej – napojów spożywanych podczas nich. Zwłaszcza, że ich dokładny skład chyba do dziś pozostawał zagadką dla wszystkich poza samych Chrisem i… może lepiej, by tak właśnie zostało. Na wypadek, gdyby ktoś kiedyś wpadł na genialny pomysł odtwarzania tej cudownej receptury albo… choćby po prostu dlatego, że czasem zwyczajnie lepiej było nie wiedzieć…
– No dobra, niech będzie. Pistacja nadal jest w porządku – cmoknął ją krótko w policzek, kiedy rozsiadła się obok. Bo oczywiście, że nie zamierzał przecież kręcić nosem na wybrany przez nią smak, który chyba rzeczywiście nadal śmiało można było uznać za jego ulubiony. Tym bardziej nie zamierzał całkowicie rezygnować z tej przyniesionej przez nią dawki cukru, a buziak… po prostu jej się należał – choćby jako podziękowanie. Albo tak po prostu, bo przecież każdą z tych wersji można byłoby uznać za równie trafną.
Czy fakt, że wykorzystał na swoją korzyść ten element zaskoczenia podczas rzuconego niespodziewanie wyzwania, można było uznać za celowe działanie…? Być może. Nie wspomniał przecież ani słowem o tym, że miała to być uczciwa rywalizacja… Zresztą, chodziło przecież o kąpanie Murphy’ego. To chyba oczywiste, że nie zamierzał przegrać, kiedy stawka była aż tak poważna… Z szerokim uśmiechem odwrócił się w stronę Elsy dopiero wtedy, gdy sam dotarł już do wody i… chyba nawet nie musiał ogłaszać swojego zwycięstwa, skoro dziewczyna nie zdążyła jeszcze nawet zamoczyć choćby stopy.
Bo nie, jej późniejsze nadrabianie dystansu absolutnie się nie liczyło. Dotarł do jeziora pierwszy, wygrał, po zawodach. A co więcej – zdecydowanie nie wyglądał na kogoś, kto mógłby czuć się jakkolwiek winny przez to, że – rzekomo! – miałby tego dokonać nieuczciwie, jak właśnie próbowała mu zarzucać.
– Może trochę – roześmiał się, słysząc to jej paskudne oskarżenie o oszustwo. Bo… no tak, gdyby za takowe uznać fakt, że nie dał jej nawet chwili na przyswojenie informacji o tym, że w ogóle zaczynali właśnie jakieś wyzwanie, to rzeczywiście, pewnie można byłoby dojść do wniosku, że dopuścił się drobnego oszustwa. Albo po prostu zapomniał ją w międzyczasie uprzedzić, że cały ten wyścig z założenia nie miał być zbyt uczciwy. – Ale szukanie wymówek w niczym ci już nie pomoże. Przegrałaś, po powrocie kąpiesz Murphy’ego. I…
Rozejrzał się, żeby odnaleźć psa wzrokiem i przekonać się dzięki temu, że ten zdążył już wyleźć z wody. Tylko po to, żeby zająć się radosnym tarzaniem w przybrzeżnym piasku – a przynajmniej można było mieć nadzieję, że był to tylko piasek – co zdawało się jedynie potwierdzać tę katastroficzną wizję Elsy. Szanse na to, że tym razem psia kąpiel miałaby okazać się mniejszym wyzwaniem niż dotychczas była… chyba nawet mniejsza niż zerowa.
– …tak, pralka będzie chyba najlepszym rozwiązaniem… Albo wymienienie go na jakiegoś nowego, trochę czystszego psa – w jednym i drugim przypadku na pewno byłoby to wyjście o wiele łatwiejsze niż próby doprowadzania go do porządku w wannie. Zwłaszcza, że te chyba i tak można było uznać za kompletnie bezsensowne, skoro Murphy’emu i tak wystarczyło przecież ledwie jedno wyjście do ogrodu – a także chwila ludzkiej nieuwagi – by z powrotem doprowadził się do stanu sprzed kąpieli. Albo i jeszcze gorszego, nawet jeśli to za każdym razem zdawało się być już absolutnie niemożliwe…
A kiedy już miał wspaniałomyślnie zaoferować jej pomoc podczas tego karkołomnego przedsięwzięcia… odezwała się ponownie, wspominając o konieczności odstąpienia jej koszulki i skłaniając go tym samym do całkowicie mimowolnego przeniesienia wzroku na tę, w której podobno nie mogłaby wrócić do domku. I oczywiście, że to spojrzenie musiało pozostać w tym miejscu przez dłuższą chwilę, a wymowny uśmiech na twarzy Dantego można było uznać za całkiem naturalną reakcję. A gdyby jakimś cudem miała jeszcze jakieś wątpliwości, czy w jakimś stroju mogłaby mu się nie podobać… możliwe, że przemoczone ubrania śmiało mogła wpisać na listę tych, które były całkiem w porządku. I na pewno znajdowałyby się znacznie wyżej niż te nieszczęsne dresy.
– Nie mam pojęcia, czemu miałabyś jej potrzebować… – uśmiechnął się nieco szerzej, zbliżając się do niej, by móc w kolejnej chwili objąć ją i pocałować – tak na wszelki wypadek przed tym, jak już mogłaby dojść do wniosku, że próba utopienia go może wcale nie byłaby takim najgorszym pomysłem. – No i… mogłaś przecież zostawić swoją na brzegu…
Chociaż może to rozwiązanie mogłoby jednak spotkać się z nieco szerszym poparciem – zwłaszcza, że nie byli przecież na plaży zupełnie sami, nawet jeśli udało im się znaleźć nieco miejsca we względnym oddaleniu od innych osób.
Elsa Eriksen