I don't like liars
: pn sie 10, 2026 7:27 pm
— Czemu wszyscy dookoła pytają, czy jesteśmy razem? — zaśmiała się głośno, przewracając błękitnymi oczami. — Lesbijki nie miewają koleżanek? — może i zabrzmiało to co najmniej dziwnie, jednak Daisy nie potrafiła zrozumieć tego fenomenu. W klubie było dokładnie to samo. Każdy pytał je, czy były razem, to samo z Brandford. Chociaż akurat tam poszły w to kłamstwo i przez moment nawet udawały parę. Tutaj nie miała zamiaru, a już na pewno nie przy znajomych Finch. Jeszcze plotka rozeszłaby się w nie tą stronę co trzeba i Daisy miałaby kłopoty, chociaż to akurat mało prawdopodobne, że takie rzeczy doszłyby z tego miejsca do Rowana. Warto jednak było dmuchać na zimne.
Uśmiechnęła się do Ravi, kiedy ta zrugała swojego kumpla za niewyparzony język, a potem na spokojnie wysłuchała opowieści o tej jednej dziewczynie przez którą były niezłe problemy.
— A jakie prób… — tyle zdążyła powiedzieć, nim Sonic wpadł w panikę, widząc, co działo się na ekranie. Daisy z początku miała zdecydowanie za dużo pytań, nie wiedziała na czym skupić swoją uwagę, jak kiedy Ravy znowu zaczęła jej wszystko tłumaczyć, o tym, kim był G-Force i jak to niejednokrotnie chciał zepchnąć Kirę z trasy, Whitmore momentalnie doskoczyła do wyświetlacza. Spojrzała na podgląd z kamery, która pokazywała różowe auto, jak zbliża się coraz bardziej, a potem zajeżdża pierwsze od jednej a potem od drugiej strony. Nie wyglądało to za dobrze, szczególnie biorąc pod uwagę prędkość, z jaką się poruszali. Jeszcze jakby to było jakieś marne czterdzieści na godzinę to jeszcze, ale nie dwieście.
— Trzeba coś z tym zrobić! — wyrwała się nagle, zbierając na siebie spojrzenie znajomych dziennikarki. — Nie możecie tego gdzieś zgłosić, gdzie są jacyś organizatorzy? — rozejrzała się nerwowo dookoła, szczajać jakiegoś stołka sędziowskiego, czegokolwiek, żeby coś poradzić na tąo zagrażające zdrowiu niebezpieczeństwo. Przecież to już nawet nie była zabawa. Tu trzeba było działać!
— Komu chcesz to zgłosić? — Boost zaśmiał się prześmiewczo, patrząc na nią z politowaniem. — Daisy, to są nielegalne wyścigi. Jak sama nazwa wskazuje. A to znaczy, że tu nie ma żadnych zasad — przypomniał jej, a Whitmore wcale to nie pocieszyło. To nawet takie sytuacje uchodziły sucho? Jeszcze bardziej nie rozumiała, dlaczego Kira się w to mieszała. Dlaczego chciała tak bardzo ryzykować dla czegoś tak ulotnego jak kilkanaście minut adrenaliny?
Wstrzymała powietrze, kiedy samochody przejeżdżały przed nimi i nie wypuściła go chyba go połowy okrążenia.
Stresowała się.
Martwiła.
Czemu do cholery aż tak się o nią martwiła? To nie było normalne. Człowiek nie zamartwiał się tak o swoje koleżanki. Nie w taki sposób, jak przeżywała to Daisy. Chociaż sama była na bezpiecznym gruncie, serce waliło jej jak oszalałe, a kiedy tylko do jej uszu doszły te wszystkie przekleństwa, jeszcze bardziej uderzyła ją powaga sytuacji. Kira niby panowała nad tym, co się działo, jednak było widać, że jest nie tylko wkurzona ale też zestresowana.
— Teraz najgorszy zakręt! — rzucił Sonic, zaciskając palce tak mocno na telefonie z podglądem, że aż pobledły mu knykcie. Wszyscy spojrzeli na wyświetlacz razem z Whitmore. — Kurwa, dobrze!!! Gubi go — krzyknął po chwili, wyrzucając rękę w górę. Na ekranie faktycznie było widać oddalające się światła. Zostające w tyle, podczas gdy żółte Ferrari wleciało na trzecie okrążenie.
— No to teraz tylko wyprzedzić Outwal na prostej i ma wygraną jak w banku — rzuciła Ravi, a Daisy nawet nie zauważyła dokładnego momentu, w którym zacisnęła palce w pięść, trzymając za Finch mocno kciuki. Zaangażowana tak mocno, jak chyba nigdy nie była w żaden mecz Rowana.
kira
Uśmiechnęła się do Ravi, kiedy ta zrugała swojego kumpla za niewyparzony język, a potem na spokojnie wysłuchała opowieści o tej jednej dziewczynie przez którą były niezłe problemy.
— A jakie prób… — tyle zdążyła powiedzieć, nim Sonic wpadł w panikę, widząc, co działo się na ekranie. Daisy z początku miała zdecydowanie za dużo pytań, nie wiedziała na czym skupić swoją uwagę, jak kiedy Ravy znowu zaczęła jej wszystko tłumaczyć, o tym, kim był G-Force i jak to niejednokrotnie chciał zepchnąć Kirę z trasy, Whitmore momentalnie doskoczyła do wyświetlacza. Spojrzała na podgląd z kamery, która pokazywała różowe auto, jak zbliża się coraz bardziej, a potem zajeżdża pierwsze od jednej a potem od drugiej strony. Nie wyglądało to za dobrze, szczególnie biorąc pod uwagę prędkość, z jaką się poruszali. Jeszcze jakby to było jakieś marne czterdzieści na godzinę to jeszcze, ale nie dwieście.
— Trzeba coś z tym zrobić! — wyrwała się nagle, zbierając na siebie spojrzenie znajomych dziennikarki. — Nie możecie tego gdzieś zgłosić, gdzie są jacyś organizatorzy? — rozejrzała się nerwowo dookoła, szczajać jakiegoś stołka sędziowskiego, czegokolwiek, żeby coś poradzić na tąo zagrażające zdrowiu niebezpieczeństwo. Przecież to już nawet nie była zabawa. Tu trzeba było działać!
— Komu chcesz to zgłosić? — Boost zaśmiał się prześmiewczo, patrząc na nią z politowaniem. — Daisy, to są nielegalne wyścigi. Jak sama nazwa wskazuje. A to znaczy, że tu nie ma żadnych zasad — przypomniał jej, a Whitmore wcale to nie pocieszyło. To nawet takie sytuacje uchodziły sucho? Jeszcze bardziej nie rozumiała, dlaczego Kira się w to mieszała. Dlaczego chciała tak bardzo ryzykować dla czegoś tak ulotnego jak kilkanaście minut adrenaliny?
Wstrzymała powietrze, kiedy samochody przejeżdżały przed nimi i nie wypuściła go chyba go połowy okrążenia.
Stresowała się.
Martwiła.
Czemu do cholery aż tak się o nią martwiła? To nie było normalne. Człowiek nie zamartwiał się tak o swoje koleżanki. Nie w taki sposób, jak przeżywała to Daisy. Chociaż sama była na bezpiecznym gruncie, serce waliło jej jak oszalałe, a kiedy tylko do jej uszu doszły te wszystkie przekleństwa, jeszcze bardziej uderzyła ją powaga sytuacji. Kira niby panowała nad tym, co się działo, jednak było widać, że jest nie tylko wkurzona ale też zestresowana.
— Teraz najgorszy zakręt! — rzucił Sonic, zaciskając palce tak mocno na telefonie z podglądem, że aż pobledły mu knykcie. Wszyscy spojrzeli na wyświetlacz razem z Whitmore. — Kurwa, dobrze!!! Gubi go — krzyknął po chwili, wyrzucając rękę w górę. Na ekranie faktycznie było widać oddalające się światła. Zostające w tyle, podczas gdy żółte Ferrari wleciało na trzecie okrążenie.
— No to teraz tylko wyprzedzić Outwal na prostej i ma wygraną jak w banku — rzuciła Ravi, a Daisy nawet nie zauważyła dokładnego momentu, w którym zacisnęła palce w pięść, trzymając za Finch mocno kciuki. Zaangażowana tak mocno, jak chyba nigdy nie była w żaden mecz Rowana.
kira