Strona 2 z 2

I don't like liars

: pn sie 10, 2026 7:27 pm
autor: Daisy Whitmore
Czemu wszyscy dookoła pytają, czy jesteśmy razem? — zaśmiała się głośno, przewracając błękitnymi oczami. — Lesbijki nie miewają koleżanek? — może i zabrzmiało to co najmniej dziwnie, jednak Daisy nie potrafiła zrozumieć tego fenomenu. W klubie było dokładnie to samo. Każdy pytał je, czy były razem, to samo z Brandford. Chociaż akurat tam poszły w to kłamstwo i przez moment nawet udawały parę. Tutaj nie miała zamiaru, a już na pewno nie przy znajomych Finch. Jeszcze plotka rozeszłaby się w nie tą stronę co trzeba i Daisy miałaby kłopoty, chociaż to akurat mało prawdopodobne, że takie rzeczy doszłyby z tego miejsca do Rowana. Warto jednak było dmuchać na zimne.
Uśmiechnęła się do Ravi, kiedy ta zrugała swojego kumpla za niewyparzony język, a potem na spokojnie wysłuchała opowieści o tej jednej dziewczynie przez którą były niezłe problemy.
A jakie prób… — tyle zdążyła powiedzieć, nim Sonic wpadł w panikę, widząc, co działo się na ekranie. Daisy z początku miała zdecydowanie za dużo pytań, nie wiedziała na czym skupić swoją uwagę, jak kiedy Ravy znowu zaczęła jej wszystko tłumaczyć, o tym, kim był G-Force i jak to niejednokrotnie chciał zepchnąć Kirę z trasy, Whitmore momentalnie doskoczyła do wyświetlacza. Spojrzała na podgląd z kamery, która pokazywała różowe auto, jak zbliża się coraz bardziej, a potem zajeżdża pierwsze od jednej a potem od drugiej strony. Nie wyglądało to za dobrze, szczególnie biorąc pod uwagę prędkość, z jaką się poruszali. Jeszcze jakby to było jakieś marne czterdzieści na godzinę to jeszcze, ale nie dwieście.
Trzeba coś z tym zrobić! — wyrwała się nagle, zbierając na siebie spojrzenie znajomych dziennikarki. — Nie możecie tego gdzieś zgłosić, gdzie są jacyś organizatorzy? — rozejrzała się nerwowo dookoła, szczajać jakiegoś stołka sędziowskiego, czegokolwiek, żeby coś poradzić na tąo zagrażające zdrowiu niebezpieczeństwo. Przecież to już nawet nie była zabawa. Tu trzeba było działać!
Komu chcesz to zgłosić? — Boost zaśmiał się prześmiewczo, patrząc na nią z politowaniem. — Daisy, to są nielegalne wyścigi. Jak sama nazwa wskazuje. A to znaczy, że tu nie ma żadnych zasad — przypomniał jej, a Whitmore wcale to nie pocieszyło. To nawet takie sytuacje uchodziły sucho? Jeszcze bardziej nie rozumiała, dlaczego Kira się w to mieszała. Dlaczego chciała tak bardzo ryzykować dla czegoś tak ulotnego jak kilkanaście minut adrenaliny?
Wstrzymała powietrze, kiedy samochody przejeżdżały przed nimi i nie wypuściła go chyba go połowy okrążenia.
Stresowała się.
Martwiła.
Czemu do cholery aż tak się o nią martwiła? To nie było normalne. Człowiek nie zamartwiał się tak o swoje koleżanki. Nie w taki sposób, jak przeżywała to Daisy. Chociaż sama była na bezpiecznym gruncie, serce waliło jej jak oszalałe, a kiedy tylko do jej uszu doszły te wszystkie przekleństwa, jeszcze bardziej uderzyła ją powaga sytuacji. Kira niby panowała nad tym, co się działo, jednak było widać, że jest nie tylko wkurzona ale też zestresowana.
Teraz najgorszy zakręt! — rzucił Sonic, zaciskając palce tak mocno na telefonie z podglądem, że aż pobledły mu knykcie. Wszyscy spojrzeli na wyświetlacz razem z Whitmore. — Kurwa, dobrze!!! Gubi go — krzyknął po chwili, wyrzucając rękę w górę. Na ekranie faktycznie było widać oddalające się światła. Zostające w tyle, podczas gdy żółte Ferrari wleciało na trzecie okrążenie.
No to teraz tylko wyprzedzić Outwal na prostej i ma wygraną jak w banku — rzuciła Ravi, a Daisy nawet nie zauważyła dokładnego momentu, w którym zacisnęła palce w pięść, trzymając za Finch mocno kciuki. Zaangażowana tak mocno, jak chyba nigdy nie była w żaden mecz Rowana.

kira :podnieta:

I don't like liars

: pn sie 10, 2026 8:01 pm
autor: kira finch
Miewają. Na przykład mnie — Ravy wypięła dumnie pierś, bo przecież poza kumplowaniem się nic więcej nie łączyło jej z Kirą. Może poszły w ślinę raz czy dwa na jakiejś imprezie, ale które dziewczyny tego nie robiły? Ona i tak wolała facetów, a Finch najwyraźniej to nie przeszkadzało. — Ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że K-Rush nigdy nikogo nie przyprowadza na wyścigi. No chyba że jakaś dziewczyna akurat wpadła jej w oko — w tym miejscu mrugnęła porozumiewawczo do Daisy, święcie przekonana, że dostała zaproszenie, a nie wbiła tutaj na krzywy ryj.
Panika Whitmore wydawała się zrozumiała. Każdy, kto oglądał takie wyścigi, zareagowałby podobnie. Ale jak podkreślił Boost, były one nielegalne i nie można było niczego nigdzie zgłosić. Nie było regulaminu ani żadnych zasad. No, z wyjątkiem tych, że jak dasz się złapać psiarni albo zginiesz, to odpadasz. To wydawało się całkiem sensowne.
Widząc jej zaniepokojoną minę, Sonic uśmiechnął się do niej znad ekranu telefonu, czym chciał dać jej do zrozumienia, że Finch nc nie będzie. Zawsze wychodziła z tego cało. Była przecież najlepsza, co pokazywała przy każdym zakręcie, grając G-Force'owi na nosie. Kiedy ten chciał ją wziąć z lewej strony, zajeżdżała mu drogą. A kiedy próbował z lewej, specjalnie zwalniała, żeby nie miał możliwości wyprzedzenia. Tak było za pierwszy i za drugim okrążeniem. Zostało jeszcze jedno, które zadecyduje o wyniku.
Ale poszła! Ale to było dobre! — wydarł się Boost, jak Kirze udało się w końcu zgubić zarówno różowej Porsche, jak i seledynowe Labo. — Jebaniutka, jak ona to zrobiła? — pokręcił z niedowierzaniem głową. Oderwał wzrok od telefonu i wyciągnął szyję ponad tłum.
Ostatnia prosta. Na horyzoncie pojawiło się żółte Ferrari, które z piskiem opon wjechało na metę. Kurz jeszcze przez chwilę unosił się spod opon, aż w końcu opadł. Kilka sekund później dołączyły pozostałe samochody. Kira wysiadła na parking, a G-Force uchylił szybę i spojrzał na nią spode łba, na co odpowiedziała mu znaczącym uniesieniem brwi. W jej spojrzeniu widać było zarówno dumę, jak i pogardę dla przeciwnika. Ale akurat McMillan nie zasługiwał na nic innego.
Mówiliśmy ci, że wygra — Ravy uśmiechnęła się szeroko, sprzedając Daisy kuksańca w bok. — Chodźmy jej pogratulować, zanim odbierze nagrodę — złapała blondynkę za przedramię i pociągnęła ją przez tłum w kierunku Ferrari. Boost i Sonic od razu ruszyli za nią.
A nagrodą jest oczywiście gruby szmal — wtrącił od razu ten drugi, gdyby koleżanka Kiry zastanawiała się, co otrzymywał zwycięzca. — Ale K-Rush nigdy go nie bierze. Zazwyczaj oddaje go na jakieś fundacje, schroniska dla zwierząt czy inne cele charytatywne. Ona ma hajsu lodu, ale to pewnie wiesz — machnął ręką, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.
Finch wyciągnęła papierosa z kieszeni skórzanej kurtki i umieściła go między wargami. Nie zdążyła jednak go odpalić, bo Boost od razu do niej dopadł i zaczął czochrań jej głowę pięścią.
Co robisz, debilu! — skarciła go, ale na jej twarzy od razu pojawił się szeroki uśmiech. Wyciągnęła rękę i wykonała z Ravy i Sonicem ich tajny uścisk dłoni. W uszach dalej szumiało jej od adrenaliny, a serce obijało się o żebra jak młot pneumatyczny, ale chyba właśnie w takich momentach czuła się najbardziej sobą.
W końcu wyciągnęła z kieszeni zapalniczkę, ale kiedy ujrzała Whitmore, zastygła z włączoną zapalniczką przy fajce.
Dobrze się bawiłaś? — rzuciła zwyczajnym tonem. Nie chciała zabrzmieć zbyt nonszalancko, chociaż ta wygrana na pewno dodawała jej animuszu. Nie miała pojęcia, że menadżerka się o nią martwiła, bo nie miała pojęcia, że ten łeb Sonic pokazał jej transmisję z zamontowanych w samochodzie i na samochodzie kamer.

Daisy ❁ꫂ❁

I don't like liars

: pn sie 10, 2026 9:54 pm
autor: Daisy Whitmore
Mówiliśmy ci, że wygra.
Głos Ravy wybrzmiał dookoła, a Daisy uśmiechnęła się szeroko.
Nie wątpiła w to, że Kira była dobra. Skoro brała udział w tego typu wyścigach, miała świetny samochód i nawet własną ekipę, musiała trzymać poziom, jednak Whitmore w życiu nie spodziewała się, że dziennikarka była aż tak dobra. Tym bardziej teraz nie mogła w to wątpić, kiedy na własne oczy widziała, jak blondyna zawodowo radzi sobie z natrętnym kierowcą, który chciał ją wypchnąć z trasy i do tego wygrywa cały wyścig.
Daisy normalnie nie porywały sporty, a jednak oglądanie takiego wyścigu na żywo kompletnie na moment odebrało jej mowę. Emocje naprawdę sięgały zenitu. Nawet nie wiedziała, że jej serce może tak mocno bić, bo kibicowała komuś wygraną, a z chwilą gry Ferrari przecięło metę i ona wyskoczyła w górę, nie kryjąc radości. Wyszło z niej kompletne dziecko i nawet zbiła sobie piąteczki z cała trójka, z którą wspólnie oglądali cały przebieg wyścigu. Gdyby ktoś obserwował ich z boku, wyglądali pewnie jak najlepsze ziomki, które znały się dobre kilka lat.
Pozwoliła Ravy złapać za jej nadgarstek i pociągnąć w store zaparkowanego Ferrari. Nie do końca wiedziała, czy to był aby na pewno dobry pomysł, biorąc pod uwagę, że Kira przecież wcale jej tu nie zaprosiła, pomimo tego, co mówili jej przyjaciele. Daisy wprosiła się sama, a to już robiło niemałą różnicę. Może powinna trzymać dystans? Ravy jednak zadecydowała za nią i nim Whitmore zdążyła zareagować już wysłuchiwać o tym, jak blondynka oddaje swoje wygrane na szyczytny cel, a potem już patrzyła na jej uśmiechniętą od ucha do ucha twarz.
Daisy sama się uśmiechnęła, szczególnie kiedy Boost zmierzwił zwyciężczyni włosy i zaczął się z nią szarpać. Wyglądało to iście beztrosko, jakby wcale chwile temu Kira prawie nie skończyła w rowie albo na drzewie. Spoważniała dopiero, kiedy Finch to na niej zawiesiła swoje piękne szare oczy.
Dobrze się bawiłaś?
Świetnie — odpowiedziała bez większych emocji, chociaż kącik jej ust drgnął do góry. Było coś czarującego w bezczelności, jaka serwowała jej Finch. I było jej też pełno w cholernej Ravi, która złapała Daisy za ramię i szarpnęła sobie w ramiona.
Świetnie?! — prychnęła, śmiejąc się ze słów managerki. — Kurwa, K-Rush, ona prawie na zawał zeszła — Boost i Sonic od razu potwierdzili tą wersje wydarzeń, szczerząc się głupio, podczas gdy na polikach Whitmore pojawiły się wypieki.
Chciała szukać organizatorów i zgłosić to, że G-Force chciał cię zepchnąć z trasy — wtrącił Boost. — Tak bardzo się zamartwiała — też poklepał Daisy po plecach w bliżej nieokreślonym, pokrzepiającym geście. Super. I to by było na tyle z jej odgrywania twardzielki, której nic nie ruszało. Teraz Kira miała czarno na białym to, jak bardzo zależało Whitmore na jej bezpieczeństwie. Rzuciła nowym znajomym mordercze spojrzenia, finalnie zawieszając błękitne oczy na Finch.
Koloryzowane — mruknęła pod nosem, chociaż prawda była taka, że oni w c a l e nie koloryzowali. Przedstawili fakty dokładnie takie, jakimi były, pogrążając tym samym Daisy po całości.

kira :przestraszon:

I don't like liars

: wt sie 11, 2026 3:25 pm
autor: kira finch
Lubiła ten moment tuż po wyścigu, kiedy emocje powoli opadały, ale adrenalina dalej płynęła w żyłach, huczała w uszach i świeciła się w oczach Kiry tysiące barw. Nie potrafiła opisać tego uczucia, ale było najlepsze na świecie. Lepsze niż orgazm. No dobra, trochę ją poniosło, ale właściwie były do siebie bardzo zbliżone, bo w obu przypadkach Finch ogarniała ekstaza.
Gratulacje od ziomków były zawsze miłe. Wiedziała, że jak odejdzie od samochodu, to zaraz zbiegną się inni ludzie, którzy będą chcieli z nią porozmawiać, a może nawet cyknąć sobie kilka fotek. K-Rush cieszyła się w tym nielegalnym świecie ogromną popularnością. Była lubiana i szanowana, co nie zawsze zdarzało się na co dzień. Tylko dlaczego w tym momencie tak bardzo zależało jej na opinii Daisy?
Świetnie.
Kira prychnęła cicho pod nosem. I co, to tyle? Aż wyciągnęła nieodpalonego papierosa z pomiędzy ust. Dopiero kiedy Ravy streściła jej zachowanie Whitmore, przeniosła wzrok z kumpeli na menadżerkę. Uniosła lekko brwi, trochę zaskoczona taką reakcją. Spodziewała się po niej wszystkiego, ale nie tego, że będzie będzie zamartwiać się przeżywać to w taki sposób. Zazwyczaj laski były zachwycone postawą Finch. A kiedy zjawiała się na mecie jako pierwsza, to już w ogóle miały mokre majtki. Ale zamartwianie się o to, że coś mogłoby jej się stać? Pierwsze słyszała.
Organizatorów? — powtórzyła słowa Boosta i posłała Daisy rozbawione spojrzenie. — Było aż tak źle? — spojrzała z rozbawieniem na Daisy. Wiedziała, że musiało chodzić o zachowanie G-Force'a na trasie, ale bez przesady. Już nie takie rzeczy wyprawiał, z czego jej znajomi doskonale zdawali sobie sprawę, ale Whitmore niekoniecznie. Nie znała historii z McMillanem. O ile ta banda debili niczego nie wypaplała. — To urocze — dodała, nie odrywając wzroku od niebieskich oczu i w końcu odpaliła tego nieszczęsnego papierosa, zaciągając się nim porządnie.
Boost od razu wyciągnął rękę, żeby Finch go poczęstowała. Natychmiast zleciała się reszta sępów i po chwili cała czwórka otulała płuca nikotyną. Kira wystawiła paczkę w stronę Daisy, żeby też sięgnęła po jednego.
I co teraz? Odbierasz nagrodę i lecimy do twojego garażu? — zapytał Sonic, za co został skarcony spojrzeniem. Już i tak wystarczająco podczas tego wieczoru wysypała się przed Whitmore. — Dziewczyny chyba jeszcze tam nie zapraszałaś? — dodał, na co Kira stęknęła żałośnie i wywróciła oczami.,
To nie jest moja dziewczyna. To menadżerka z redakcji. Technicznie rzecz biorąc, jest moją przełożoną — wyjaśniła, a cała trójka momentalnie zamknęła gęby. Popatrzyli niepewnie po sobie, jakby nie wiedzieli, jak na to zareagować. — Och, teraz nagle się spięliście? Bez obaw, Daisy jest w porządku — wskazała na nią ruchem głowy, tym samym dając jej do zrozumienia, że obdarzyła ją wystarczającym zaufaniem.
No jest całkiem spoko. Dlatego myśleliśmy, że skoro chciałaś, żeby tu przyszła... — Ravy urwała, bo Finch dmuchnęła jej dymem prosto w twarz. Naprawdę nie musieli teraz o tym rozmawiać. Tak, jak musieli wiedzieć, że Whitmore sama wprosiła się na to widowisko.

Daisy :kira:

I don't like liars

: śr sie 12, 2026 5:06 pm
autor: Daisy Whitmore
Nie było źle — poprawiła ją, wzruszając ramionami. — Po prostu jeszcze nie nauczyłam się, żeby się o ciebie nie martwić — puściła w jej kierunku oczko, starając się wyjść jakkolwiek z twarzą z tej całej wymiany zdań. Za nic nie spodziewała się, że znajomi Finch od razu na strzała ją sprzedadzą i jej zachowanie. Co prawda nie miała prawa wymagać od nich dyskrecji, kiedy sam Sonic puszczał jej nagrania jak K-Rush klnie na cały regulator, ale chociaż kurde jeden procent solidarności. Ale nie, oni musieli urządzić sobie jedną wielką bekę z paniki Whitmore. Przewróciła oczami, kiedy Kira okrzyknęła jej zachowanie u r o c z y m. Obelgą to niby nie było, ale komplementem chyba też średnim.
Nie jestem jej dziewczyną — powiedział równo z Finch i również spojrzała wymownie na Sonica. Przecież już im to tłumaczyła, kiedy stali w tłumie. Cóż, może chłopak potrzebował potwierdzenia u samej zainteresowanej. Nie wspominała jednak, że była jej przełożoną. Kira za to zrobiło to śpiewająco, aż Daisy musiała prychnąć widząc poważne miny jej znajomych. — Dokładnie tak — skinęła głową, a Ravy wymieniła spojrzenia z Boostem. — Ale spokojnie, jej sekret jest ze mną bezpieczny — zapewniła, jakby w ogóle trzeba było to potwierdząc na głos.
Daisy nie była kapusiem. Nawet gdyby przyłapała Kirę na jeszcze większym przewinieniu, ostatnie co by chciała zrobić, to ściągnąć na nią jeszcze więcej kłopotów i to gdziekolwiek zgłaszać. Nie były może nie wiadomo jak blisko, jednak z pewnością nie były wrogami. Jeszcze trochę jej brakowało, żeby na tekst zabiłam kogoś odpowiedziała przyniosę łopatę, ale zdecydowanie była już bliżej niż dalej.
Daleko zaś była Ravy ze swoimi wnioskami, jak i tym, że Kira sama zaprosiła tutaj Whitrmoe. Że c h c i a ł a, żeby tu przyszła. Tylko one dwie wiedziały, że Finch wcale tego nie chciała. Ba, nawet kazała wracać jej do domu jeszcze zanim zaczął się wyścig. Tylko czy oni musieli o tym wiedzieć?
Czy ja wiem, czy tak mnie tu chciała… — zaczęła finalnie obnażając ich mały sekret, zawieszając jasne spojrzenie na wielkich, szarych oczach. — Ale już chyba nie imała wyboru — dodała, posyłając jej zaczepne oczko. — A o co chodzi z tym garażem? — dopytała, znajomi Finch nie wiedzieli za bardzo co powiedzieć.
A to taka nasza miejscówka… — zaczęła Boost, wymachując rekami, ale zaraz dostał w brzuch od Ravy. — Ał, no co? — spojrzał na nią gniewnie. Oni chyba też do końca nie wiedzieli, jak powinni się teraz zachowywać, kiedy dowiedzieli się, że Daisy była przełożoną w redakcji. Jednak wszystko było łatwiejsze, kiedy pozostawała jedynie dziewczyną Kiry. Nikt przynajmniej się przy niej nie ograniczał i nie spinał.
…W przeciwieństwie do G-Foarca, który przechodził obok nich z kwaśną miną. Ręka otulał jakąś szczupłą blondyneczkę z wielkimi, zrobionymi ustami i nie tylko. Spojrzał w ich kierunku, pierwsze sunąć wzrokiem po twarzach znajomych F-Rush, a dopiero po chwili zatrzymał się na głównej zainteresowanej.
I co Rush? — prychnął pogardliwie. — Cieszysz się ze swojej małej wygranej? — puścił dziewczynę, zostawiajac ją z boku, a sam wcisnął się do kółeczka i nachylił w stronę blondynki. — Nie przyzwyczajaj się.

kira :wtulacz:

I don't like liars

: śr sie 12, 2026 6:48 pm
autor: kira finch
Było coś pociągającego w tym, że Daisy się o nią martwiła i próbowała udawać, że to wcale nic takiego. Po części Kira to rozumiała, nie wszyscy mogli zobaczyć na żywo, jak zapierdala z ponad dwoma setkami na liczniku, co nie tylko robiło wrażenie, ale też wzbudzało niepokój. Naprawdę niewiele było trzeba, żeby stracić panowanie nad kierownicą i wylądować w przydrożnym rowie albo - co gorsza - na ścianie jakiegoś budynku. Zwykle wyścigi były organizowane tak, żeby wokół było jak najwięcej wolnej przestrzeni, ale nie zawsze dało się przewidzieć, czy gdzieś pojawią się drzewa czy betonowe instalacja. Ale nikt normalny nie decydował się na udział w podobnej rozrywce, która po prostu nie była przeznaczona dla wszystkich.
Dobra, rozumiemy — Boost podniósł ręce w obronnym geście. — Nie jesteście razem. Jeszcze — zaznaczył, chyba tkwiąc w przekonaniu, że skoro blondynka zjawiła się tutaj, to łączyło je coś więcej niż tylko praca i zwykłe koleżeństwo.
Kira wywróciła ze zrezygnowaniem oczami, a potem spojrzała z wdzięcznością na Whitmore, kiedy ta zapewniła, że jej sekret był z nią bezpieczny. Wspaniale, bo gdyby to rozeszło się w eter i doszło do ludzi z redakcji, nie miałaby tam już czego szukać.
To wcale nie tak, że nie chciała jej tutaj widzieć. Istniało niezerowe prawdopodobieństwo, że kiedyś powiedziałaby jej, czym zajmowała się po godzinach. W jakiejś mniej lub bardziej odległej przyszłości. Nie uważała jednak, że dziś, to był ten odpowiedni moment. Menadżerka zaskoczyła ją faktem, że postanowiła wbić na wyścigi, zamiast wcześniej przedyskutować to z Finch. Skoro już zaczęła grzebać i odkryła jej tajemnicę, przede wszystkim powinna przyjść z tym najpierw do niej, a nie od razu stawać się częścią widowni. Na razie nie zamierzała jej tego wygarniać. Wbrew pozorom, potrafiła zachować się w towarzystwie. W przeciwieństwie do Boosta, któremu nie zamykała się jadaczka. Ravy wcale nie była lepsza, uciszając go tak ostentacyjnie, przez co znowu zrobiło się niezręcznie.
Możemy tam pojechać, to zobaczysz — oznajmiła Kira, dochodząc do wniosku, że nie było sensu już niczego zatajać. Daisy była dziennikarką, więc jak będzie chciała, to i tak znajdzie sposób, żeby dokopać się do informacji, gdzie Finch przesiaduje ze swoimi znajomymi.
Uniosła brwi, słysząc znajomy głos G-Force'a. Odwróciła się do niego i przycisnęła papierosa do ust. Blondynka, którą przytulał uśmiechnęła się na jej widok. Zdecydowanie wyglądałaby o wiele lepiej między jej udami niż w jego ramionach. Ona chyba uważała podobnie, bo nie mogła oderwać od Kiry wzroku.
Ciebie też niemiło widzieć, McMillan — przywitała się i wypuściła w jego stronę smugę dymu. — Racja, to naprawdę była mała wygrana. Pokonałam cię z palcem w dupie. Wypadłeś z wprawy, kiedy wypadłeś wtedy z drogi? — zapytała, przypominając mu o styczniowym wypadku.
G-Force prychnął pogardliwie, wyraźniej rozjuszony tematem.
Nie myśl sobie, że zapomniałem, co zrobiłaś — wysyczał przez zaciśnięte zęby, na co Finch zaśmiała się krótko i cisnęła mu niedopałkiem pod nogi.
Masz na myśli uratowanie ci życia? Och, drobiazg. Naprawdę nie oczekuję niczego w zamian — machnęła lekceważąco ręką. Prawda była taka, że gdyby wtedy tak się nie wyrwał do pościgu na oblodzonej nawierzchni i nie próbował ich dorwać, to nie spędziłby później kilku tygodni w szpitalu. — Ty masz w ogóle pojęcia, jakie miałeś szczęście, że skończyło się to tak, a nie inaczej? — zapytała, ale mina G-Force'a wskazywała na to, że w ogóle nie zdawał sobie z tego sprawy. Ale czego spodziewać się po takim kretynie?

Daisy ✿