may you find the courage to face whatever comes your way
: ndz lis 01, 2026 6:41 pm
Zaskoczenie nieznajomego mógł potraktować jako komplement – może chodziło o to, że tak nudnego zajęcia się po nim nie spodziewał? Że takie statyczne zajęcie nie pasowało do enigmatycznej sylwetki, którą prezentował. Mógł snuć jedynie domysły. Ale ta niewiedza była w pewnym stopniu dla niego interesująca. Bo Dean też go zaskakiwał. Może nie w jakichś oczywisty sposób, ale między słowami wyłapywał rzeczy, które zdawały się nie pasować do jego postaci. I to było najlepsze – najbardziej lubił, gdy wybrakowany obraz mógł poskładać samodzielnie.
Z pełną świadomością zapraszał go do gry. Głównie drażnił się z nim. Machał mu przynętą przed twarzą tylko po to, by po chwili ją schować. Jakby sukcesywnie sprawdzał na ile jeszcze może sobie pozwolić i w którym momencie zedrze z niego maskę pozornej cierpliwości.
Zamyślił się na chwilę, gdy padło pytanie o inspirację. Tak naprawdę to ciężko było mówić o jakimkolwiek inspirowaniu się, bo jego praca opierała się raczej na graficznym projektowaniu wyglądu tabelek, układy strony i innych takich duperelach. Albo na przerabianiu grafik i zdjęć. Nie tworzył obrazów, nie szkicował i nie malował. Ale doskonale wiedział jak odpowiedzieć na to pytanie, by wzbudzić w swoim rozmówcy ciekawość.
— Z Pornhuba — odparł ze spokojem przytwierdzonym do twarzy. Nawet nie drgnęła mu powieka i nie poruszyły się usta. Tylko oczy odnalazły wzrok rozmówcy, żeby jak najszybciej dostrzec jego reakcję na te słowa. Celowo nie rozwinął tematu, zapraszając do dalszej dyskusji.
Wzruszył tylko ramionami, gdy mężczyzna uznał, że byłby ignorantem gdyby się nie przyglądał dostatecznie dobrze. Ayaan naturalnie stale czuł na sobie jego wzrok, ale zdawał się nic z tego nie robić. Przekornie nawet rozkładał się wygodniej, trzymając nogi w niego większym rozkroku, a łopatki bardziej ściśnięte, żeby eksponować szerokość swoich ramion w całej okazałości.
— Tak, dokładnie — potwierdził jego słowa. Może właśnie dlatego nie zgrywał niewiniątka, może dlatego granice, których zwykł się trzymać tego wieczora stały się wyjątkowo elastyczne. Ale co ostatecznie było powodem tego, że pozwalał mu na wiele? Prawdopodobnie to, że dawno nikogo nie miał. I choć nie mógł być pewny czy zdecyduje się na właśnie jego to wiele znaków na niebie wskazywała, że był temu bliższy niż dalszy.
Nie komentował jego zaczepek odnośnie wyglądu, ściągania ubrań i niemoralnych propozycji, które pojawiały się w jego głowie na głos. Zamiast tego posyłał mu kolejne uśmiechy, nieco teatralnie sięgał palcami po szklankę z alkoholem i pozwalał na snucie kolejnych domysłów. Jakby otwarcie nie chciał przyznać się do niczego, jakby chciał go zmęczyć jego własnymi rozmyślaniami, by dokładnie przyglądać się momentowi, w którym pęknie. Jak sądził – to tylko kwestia czasu.
Zaśmiał się, gdy wyzwaniem okazała się zmiana otoczenia i miejsca. Musiał przyznać, że czegoś takiego się nie spodziewał, dużo bardziej prawdopodobnym scenariuszem był pocałunek, jakiś wymuszony dotyk lub po prostu zrobienie czegoś niebywale idiotycznego.
— Dobrze — zgodził się najpierw bez jakiegokolwiek ale. Te pojawili się po chwili. — Ale będziemy wciąż grać? — zapytał, pochylając się w jego stronę. Wręcz przysuwając się razem ze stołkiem barowym na tyle blisko, by ich kolana się zetknęły. Pod stołem nie było tyle swobody, by mogli uniknąć złączenia nóg.
— Prawda czy wyzwanie, Dean? — wyszeptał prosto w jego ucho, korzystając z okazji, że był znacznie bliżej i bez problemu mógł to zrobić. Ciepły oddech otarł się o jego skórę, a Ayaan powrócił do normalnej pozycji siedzącej. Chwycił szklankę, wypił jej zawartość do końca, po czym spojrzał na swojego towarzysza. — To... dokąd mam z Tobą iść?
Może w tym pytaniu nie byłoby nic dziwnego, gdyby było tylko pytaniem. Ale Malviya pokusił się o pochylenie się w stronę Vanberga kolejny raz, tym razem kładąc rękę na jego udzie. Palce spoczęły bliżej kolana.
Dean Vanberg
Z pełną świadomością zapraszał go do gry. Głównie drażnił się z nim. Machał mu przynętą przed twarzą tylko po to, by po chwili ją schować. Jakby sukcesywnie sprawdzał na ile jeszcze może sobie pozwolić i w którym momencie zedrze z niego maskę pozornej cierpliwości.
Zamyślił się na chwilę, gdy padło pytanie o inspirację. Tak naprawdę to ciężko było mówić o jakimkolwiek inspirowaniu się, bo jego praca opierała się raczej na graficznym projektowaniu wyglądu tabelek, układy strony i innych takich duperelach. Albo na przerabianiu grafik i zdjęć. Nie tworzył obrazów, nie szkicował i nie malował. Ale doskonale wiedział jak odpowiedzieć na to pytanie, by wzbudzić w swoim rozmówcy ciekawość.
— Z Pornhuba — odparł ze spokojem przytwierdzonym do twarzy. Nawet nie drgnęła mu powieka i nie poruszyły się usta. Tylko oczy odnalazły wzrok rozmówcy, żeby jak najszybciej dostrzec jego reakcję na te słowa. Celowo nie rozwinął tematu, zapraszając do dalszej dyskusji.
Wzruszył tylko ramionami, gdy mężczyzna uznał, że byłby ignorantem gdyby się nie przyglądał dostatecznie dobrze. Ayaan naturalnie stale czuł na sobie jego wzrok, ale zdawał się nic z tego nie robić. Przekornie nawet rozkładał się wygodniej, trzymając nogi w niego większym rozkroku, a łopatki bardziej ściśnięte, żeby eksponować szerokość swoich ramion w całej okazałości.
— Tak, dokładnie — potwierdził jego słowa. Może właśnie dlatego nie zgrywał niewiniątka, może dlatego granice, których zwykł się trzymać tego wieczora stały się wyjątkowo elastyczne. Ale co ostatecznie było powodem tego, że pozwalał mu na wiele? Prawdopodobnie to, że dawno nikogo nie miał. I choć nie mógł być pewny czy zdecyduje się na właśnie jego to wiele znaków na niebie wskazywała, że był temu bliższy niż dalszy.
Nie komentował jego zaczepek odnośnie wyglądu, ściągania ubrań i niemoralnych propozycji, które pojawiały się w jego głowie na głos. Zamiast tego posyłał mu kolejne uśmiechy, nieco teatralnie sięgał palcami po szklankę z alkoholem i pozwalał na snucie kolejnych domysłów. Jakby otwarcie nie chciał przyznać się do niczego, jakby chciał go zmęczyć jego własnymi rozmyślaniami, by dokładnie przyglądać się momentowi, w którym pęknie. Jak sądził – to tylko kwestia czasu.
Zaśmiał się, gdy wyzwaniem okazała się zmiana otoczenia i miejsca. Musiał przyznać, że czegoś takiego się nie spodziewał, dużo bardziej prawdopodobnym scenariuszem był pocałunek, jakiś wymuszony dotyk lub po prostu zrobienie czegoś niebywale idiotycznego.
— Dobrze — zgodził się najpierw bez jakiegokolwiek ale. Te pojawili się po chwili. — Ale będziemy wciąż grać? — zapytał, pochylając się w jego stronę. Wręcz przysuwając się razem ze stołkiem barowym na tyle blisko, by ich kolana się zetknęły. Pod stołem nie było tyle swobody, by mogli uniknąć złączenia nóg.
— Prawda czy wyzwanie, Dean? — wyszeptał prosto w jego ucho, korzystając z okazji, że był znacznie bliżej i bez problemu mógł to zrobić. Ciepły oddech otarł się o jego skórę, a Ayaan powrócił do normalnej pozycji siedzącej. Chwycił szklankę, wypił jej zawartość do końca, po czym spojrzał na swojego towarzysza. — To... dokąd mam z Tobą iść?
Może w tym pytaniu nie byłoby nic dziwnego, gdyby było tylko pytaniem. Ale Malviya pokusił się o pochylenie się w stronę Vanberga kolejny raz, tym razem kładąc rękę na jego udzie. Palce spoczęły bliżej kolana.