summer, pretty lover, won't you come my way?
: pt sie 21, 2026 6:10 pm
Oczywiście, że postanowiła zaatakować go jego własną bronią.
Abby Wallace może przy pierwszym poznaniu wydawała się sympatyczną, miłą kobietą, ale każdy kto znał ją lepiej, doskonale wiedział, że tak naprawdę drzemał w niejmały skurwysyn prawdziwy diabełek. Pomimo tego, że na codzień ratowała życia, też potrafiła być złośliwa. Szczególnie kiedy w grę wchodziło utarcie nosa Millerowi, który myślał, że jednym zdjęciem koszulki była w stanie ją załatwić i rozłożyć na łopatki.
Chociaż torcie jednak był.
Bo kiedy tylko błysnął klatką piersiową, Abby zapatrzyła się na niego zdecydowanie dłużej niż powinna. I kiedy biegał po piłkę również, a gdy rzucał się nią do piachu…Abby chciała zostać tym piaskiem, wstrzymywała tylko powietrze i przystawała w miejscu. Całe szczęście Benito ogarniał na odpowiednim poziomie i produkował się praktycznie za dwóch na ich połowie boiska.
Dziwny to był mecz. Trochę jakby niektórzy grali w siatkówkę, a oni z Archiem… no właśnie, w co? Bo na pewno nie żaden zespołowy sport. Bardziej ich własną, niemą grę na wydłużone spojrzenia i ukradkowe uśmieszki. On prężył mięśnie, ona wyginała się w jego kierunku, zarzucając włosami i tak sobie czekali, kto pierwszy się złamie. Pierwszy co prawda złamał się Miller, kiedy pierwsze przywalił sobie w nos, a potem gdy razem z Pamelcią wylądowali razem w piachu. Chociaż w kolejnym secie o mały włos to Wallace była odniosłaby sromotną porażkę, bo gdy Miller zabrał się do ataku, ona tak zapatrzyła się na jego brzuch, że potknęła się o własne nogi. Całe szczęście Benito złapał ją w ostatniej chwili, zacisnął silne palce na jej biodrach, a potem wyrzucił ją do góry tuż przy siatce. Ona sama nic praktycznie nie musiała robić. Wystarczyło, że wyciągnęła ręce w górę i zablokowała Archiego.
— To jest oszustwo!!! — oburzyła się Pamela, krzycząc tak głośno, że chyba słyszeli ich nawet na drugiej stronie plaży. — Przecież tak nie można robić.
— A kto tak powiedział? — wtrąciła się Abby z szerokim uśmiechem na twarzy. Nie tyle chciała z nią dyskutować, co wciąż miała w sobie satysfakcję z zablokowania swojego przyjaciela, a że była trochę podchmielona… — Żebym ja ci nie powiedziała, czego też nie można robić na boisku! — dodała, a Pamela zrobiła się całą czerwona. Spojrzała gniewnie na Wallace. Już pewnie na końcu języka miała to no czego, ale spodziewając się argumentu świecić cyckami finalnie nie powiedziała nic i odwróciła się w stronę Archiego. Wbiła w niego intensywnie niebieskie spojrzenie, szpony wbijając w jego nagie ramiona.
— Dlaczego ty mnie tak nie podnosisz, co? — fuknęła na niego oburzona, jakby miała do tego pełne prawo, tak się na niego wydzierać. Abby aż złapała więcej powietrza w płuca, bo co ona sobie myślała? Zabawa zabawą, ale szanujemy się. Tylko Wallace mogła się tak na niego wydzierać, bez wyjątków!
— A może tak grzeczniej? — wtrąciła się, lekko oburzona.
— A ty się lepiej zajmij swoją połówką boiska — Pamela momentalnie odpyskowała, zaciskając jeszcze mocniej palce na biednej, niczemu nie winnej skórze Archibalda.
— Żebym tobą się nie zajęła ze to, że się tak wydzierasz na mojego… — przyjaciela? To chciała powiedzieć. Na pewno to, no bo co innego? Cóż, różne rzeczy w tym momencie przeszły jej przez głowę, gdy już prawie przebiegała pod siatką jak jakaś pijana lwica, która chciała przebić balony przeciwniczki. Całe szczęście Benito złapał ją w ostatnim momencie w pasie i ściągnął w tył. Pewnie Abby i tak finalnie nie zrobiła nikomu krzywdy, ale mogło to tak wyglądać.
— Ei! Tranquilla!!! — krzyknął tym razem on, kręcąc Wallace jak jakimś workiem ziemniaków. — Za ładna jesteś, żeby się tak gniewać — wtrącił i chociaż Abby Miałą ochotę przewrócić oczami i waląc jakimś feministycznym tekstem o tym, jak płytkie było to, co właśnie powiedział, to zamiast tego po prostu delikatnie się do niego uśmiechnęła.
— Dobra — mruknęła, a kiedy ją odstawił, podniosła piłkę i otrzepała ją z piasku. — Grajmy już — dodała, g r o m i ą c spojrzeniem Pamelę i jej wielkie cycki, które przyklejały się do Archiego. No, koleżankami to one nie zostaną, to już było wiadomo na sto procent. Ale jak potoczy się dalej ten mecz i czy ten set będzie finalnie ostatnim? Oby.
Abby Wallace może przy pierwszym poznaniu wydawała się sympatyczną, miłą kobietą, ale każdy kto znał ją lepiej, doskonale wiedział, że tak naprawdę drzemał w niej
Chociaż torcie jednak był.
Bo kiedy tylko błysnął klatką piersiową, Abby zapatrzyła się na niego zdecydowanie dłużej niż powinna. I kiedy biegał po piłkę również, a gdy rzucał się nią do piachu…
Dziwny to był mecz. Trochę jakby niektórzy grali w siatkówkę, a oni z Archiem… no właśnie, w co? Bo na pewno nie żaden zespołowy sport. Bardziej ich własną, niemą grę na wydłużone spojrzenia i ukradkowe uśmieszki. On prężył mięśnie, ona wyginała się w jego kierunku, zarzucając włosami i tak sobie czekali, kto pierwszy się złamie. Pierwszy co prawda złamał się Miller, kiedy pierwsze przywalił sobie w nos, a potem gdy razem z Pamelcią wylądowali razem w piachu. Chociaż w kolejnym secie o mały włos to Wallace była odniosłaby sromotną porażkę, bo gdy Miller zabrał się do ataku, ona tak zapatrzyła się na jego brzuch, że potknęła się o własne nogi. Całe szczęście Benito złapał ją w ostatniej chwili, zacisnął silne palce na jej biodrach, a potem wyrzucił ją do góry tuż przy siatce. Ona sama nic praktycznie nie musiała robić. Wystarczyło, że wyciągnęła ręce w górę i zablokowała Archiego.
— To jest oszustwo!!! — oburzyła się Pamela, krzycząc tak głośno, że chyba słyszeli ich nawet na drugiej stronie plaży. — Przecież tak nie można robić.
— A kto tak powiedział? — wtrąciła się Abby z szerokim uśmiechem na twarzy. Nie tyle chciała z nią dyskutować, co wciąż miała w sobie satysfakcję z zablokowania swojego przyjaciela, a że była trochę podchmielona… — Żebym ja ci nie powiedziała, czego też nie można robić na boisku! — dodała, a Pamela zrobiła się całą czerwona. Spojrzała gniewnie na Wallace. Już pewnie na końcu języka miała to no czego, ale spodziewając się argumentu świecić cyckami finalnie nie powiedziała nic i odwróciła się w stronę Archiego. Wbiła w niego intensywnie niebieskie spojrzenie, szpony wbijając w jego nagie ramiona.
— Dlaczego ty mnie tak nie podnosisz, co? — fuknęła na niego oburzona, jakby miała do tego pełne prawo, tak się na niego wydzierać. Abby aż złapała więcej powietrza w płuca, bo co ona sobie myślała? Zabawa zabawą, ale szanujemy się. Tylko Wallace mogła się tak na niego wydzierać, bez wyjątków!
— A może tak grzeczniej? — wtrąciła się, lekko oburzona.
— A ty się lepiej zajmij swoją połówką boiska — Pamela momentalnie odpyskowała, zaciskając jeszcze mocniej palce na biednej, niczemu nie winnej skórze Archibalda.
— Żebym tobą się nie zajęła ze to, że się tak wydzierasz na mojego… — przyjaciela? To chciała powiedzieć. Na pewno to, no bo co innego? Cóż, różne rzeczy w tym momencie przeszły jej przez głowę, gdy już prawie przebiegała pod siatką jak jakaś pijana lwica, która chciała przebić balony przeciwniczki. Całe szczęście Benito złapał ją w ostatnim momencie w pasie i ściągnął w tył. Pewnie Abby i tak finalnie nie zrobiła nikomu krzywdy, ale mogło to tak wyglądać.
— Ei! Tranquilla!!! — krzyknął tym razem on, kręcąc Wallace jak jakimś workiem ziemniaków. — Za ładna jesteś, żeby się tak gniewać — wtrącił i chociaż Abby Miałą ochotę przewrócić oczami i waląc jakimś feministycznym tekstem o tym, jak płytkie było to, co właśnie powiedział, to zamiast tego po prostu delikatnie się do niego uśmiechnęła.
— Dobra — mruknęła, a kiedy ją odstawił, podniosła piłkę i otrzepała ją z piasku. — Grajmy już — dodała, g r o m i ą c spojrzeniem Pamelę i jej wielkie cycki, które przyklejały się do Archiego. No, koleżankami to one nie zostaną, to już było wiadomo na sto procent. Ale jak potoczy się dalej ten mecz i czy ten set będzie finalnie ostatnim? Oby.
