women want me, fish fear me
: wt sie 11, 2026 1:07 am
Nastoletnia (a nawet i nieco młodsza Evina, którą powiodłaby ciekawość) pewnie byłaby pierwszą osobą do tego, aby podkradać piwo swojego ojca, więc do tego zadania na pewno się nie nadawała. W końcu dorośli często je pili, więc nic dziwnego, że od najmłodszych lat wyrażała zainteresowanie czymś, co znajdowało się na stole w czasie rodzinnych spędów. Czytanie z kolei na pewno też do niej pasowało. Proszę, jak wiele je łączyło.
- Miałaś bardzo odpowiedzialną funkcję. Dlatego teraz stoisz na straży prawa w prosektorium - rzuciła żartobliwie, uśmiechając się jeszcze do niej.
Sama Swanson dalej odnajdywała się w mniejszych miasteczkach czy miejscach bardziej związanymi z naturą. W końcu wychowywała się na prowincji, a do tego w czasach, gdy pewne technologie ułatwiające codzienność jeszcze nie istniały lub nie były tak powszechne. Może i po latach przywykła już do życia w Toronto, a taka całkowita zmiana mogłaby jej sprawić trudność, ale takie krótkie wypady sprawiały jej sporą frajdę... Może nawet powinna kiedyś zabrać Sama pod namiot... O ile Zaylee nie zejdzie na zawał, gdy pomyśli o tych wszystkich nieszczęściach, które mogłyby spotkać ich syna w takiej dziczy.
Dotychczas Miller z pewnością miała okazję przekonać się o tym, że jej małżonka miała niekoniecznie dobre pomysły, więc pewna doza nieufności była jak najbardziej zrozumiała. Tylko, że złość narastała w nich do tego stopnia, że wszystko inne przestawało mieć takie znaczenie.
Tym razem łatwiej było jej ignorować docinki. Dlatego, że to ona będzie się śmiała ostatnia. Zapewne będzie ją to nieco boleć, bo przy kolizji obtłukła sobie nieco żebra, ale najważniejsze, że gdy tamci byli rozkojarzeni, a obie łódki zachowywały się chwiejnie, detektywka zyskała szansę na dokonanie tej drobnej kradzieży.
- To był mój plan. Nawet jeśli to nie jest jakiś boski specyfik to przynajmniej trudniej będzie im coś złapać na pusty haczyk - odpowiedziała, wzruszając ramionami, bo przynajmniej w ten sposób mogła się odegrać na mężczyznach. - Może to jednak są jakieś mitologiczne kulki na ryby. Kto wie...
Na razie miały się dopiero o tym przekonać. Swanson otworzyła pudełko, w którym znajdowały się faktycznie kulki, ale uformowane z jakiegoś ciasta, które zapewne musiało być wspomnianym przez Andrewsa sekretem prapradziadka lub kogoś podobnego.
- No to zobaczymy! - oświadczyła, nie przejmując się pobłażliwym spojrzeniem żony.
Oblepiła haczyk ową mieszanką z ciasta po czym zarzuciła go w upatrzony punkt na jeziorze. Teraz wystarczyło trochę poczekać. Może i nie będzie natychmiastowego efektu, ale przynajmniej na coś liczyła...
1d10
W zasadzie to nawet nie musiała czekać zbyt długo. Odwieczny sekret rodziny musiał faktycznie działać cuda, bo wkrótce po zarzuceniu, Evina poczuła jak coś zaczyna ciągnąć. Spławik znalazł się pod powierzchnią wody, a ona szarpnęła wędką i wprawiła w ruch kołowrotek, aby zacząć walkę ze swoją zdobyczą.
Pojedynek był naprawdę trudny. Ryba miotała się w wodzie jak szatan, ale w końcu uległa i została wciągnięta na podkład, a Swanson mogła w końcu odetchnąć i roześmiać się, gdy okazało się, że jej plan chyba mógł zapewnić im nadzwyczajnie dobry wynik.
- Zaylee! Jesiotr! Patrz jakie bydlę! - zwróciła się do koronerki, unosząc słusznych rozmiarów rybę, którą zapewne nie jeden z obecnych na jeziorze wędkarzy chętnie pochwaliłby się na facebooku w boomerskim stylu.
zaylee miller
- Miałaś bardzo odpowiedzialną funkcję. Dlatego teraz stoisz na straży prawa w prosektorium - rzuciła żartobliwie, uśmiechając się jeszcze do niej.
Sama Swanson dalej odnajdywała się w mniejszych miasteczkach czy miejscach bardziej związanymi z naturą. W końcu wychowywała się na prowincji, a do tego w czasach, gdy pewne technologie ułatwiające codzienność jeszcze nie istniały lub nie były tak powszechne. Może i po latach przywykła już do życia w Toronto, a taka całkowita zmiana mogłaby jej sprawić trudność, ale takie krótkie wypady sprawiały jej sporą frajdę... Może nawet powinna kiedyś zabrać Sama pod namiot... O ile Zaylee nie zejdzie na zawał, gdy pomyśli o tych wszystkich nieszczęściach, które mogłyby spotkać ich syna w takiej dziczy.
Dotychczas Miller z pewnością miała okazję przekonać się o tym, że jej małżonka miała niekoniecznie dobre pomysły, więc pewna doza nieufności była jak najbardziej zrozumiała. Tylko, że złość narastała w nich do tego stopnia, że wszystko inne przestawało mieć takie znaczenie.
Tym razem łatwiej było jej ignorować docinki. Dlatego, że to ona będzie się śmiała ostatnia. Zapewne będzie ją to nieco boleć, bo przy kolizji obtłukła sobie nieco żebra, ale najważniejsze, że gdy tamci byli rozkojarzeni, a obie łódki zachowywały się chwiejnie, detektywka zyskała szansę na dokonanie tej drobnej kradzieży.
- To był mój plan. Nawet jeśli to nie jest jakiś boski specyfik to przynajmniej trudniej będzie im coś złapać na pusty haczyk - odpowiedziała, wzruszając ramionami, bo przynajmniej w ten sposób mogła się odegrać na mężczyznach. - Może to jednak są jakieś mitologiczne kulki na ryby. Kto wie...
Na razie miały się dopiero o tym przekonać. Swanson otworzyła pudełko, w którym znajdowały się faktycznie kulki, ale uformowane z jakiegoś ciasta, które zapewne musiało być wspomnianym przez Andrewsa sekretem prapradziadka lub kogoś podobnego.
- No to zobaczymy! - oświadczyła, nie przejmując się pobłażliwym spojrzeniem żony.
Oblepiła haczyk ową mieszanką z ciasta po czym zarzuciła go w upatrzony punkt na jeziorze. Teraz wystarczyło trochę poczekać. Może i nie będzie natychmiastowego efektu, ale przynajmniej na coś liczyła...
1d10
W zasadzie to nawet nie musiała czekać zbyt długo. Odwieczny sekret rodziny musiał faktycznie działać cuda, bo wkrótce po zarzuceniu, Evina poczuła jak coś zaczyna ciągnąć. Spławik znalazł się pod powierzchnią wody, a ona szarpnęła wędką i wprawiła w ruch kołowrotek, aby zacząć walkę ze swoją zdobyczą.
Pojedynek był naprawdę trudny. Ryba miotała się w wodzie jak szatan, ale w końcu uległa i została wciągnięta na podkład, a Swanson mogła w końcu odetchnąć i roześmiać się, gdy okazało się, że jej plan chyba mógł zapewnić im nadzwyczajnie dobry wynik.
- Zaylee! Jesiotr! Patrz jakie bydlę! - zwróciła się do koronerki, unosząc słusznych rozmiarów rybę, którą zapewne nie jeden z obecnych na jeziorze wędkarzy chętnie pochwaliłby się na facebooku w boomerskim stylu.
zaylee miller