Strona 2 z 2

definitely not drowning

: ndz sie 09, 2026 6:49 pm
autor: Cyrus Lockhart
— Callie — mruknął ostrzegawczo, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, jak łatwo zaczął używać zdrobnienia jej imienia. To niesamowite, jak naturalnie mu to przyszło. Spojrzał na nią twardo, jakby w ten sposób, próbował dać jej do zrozumienia, że pewnych rzeczy nie zdoła w nim zmienić lub zasiać. — Nie sądzę, aby ci się to udało, ale go on, sweetheart. Zobaczymy, do czego jesteś zdolna — dodał, ostatecznie odrywając od niej spojrzenie, by utkwić je gdzieś indziej. Był uparty. A przy tym kurewsko zapatrzony w siebie i swoje racje. Nie sądził, żeby kobieta była w stanie realnie namieszać mu w głowie. Aż przypomniała mu się rozmowa z Callumem, gdy doszedł do wniosku, że dziewczyna, która chciała z nim być musiała być… cóż, zawzięta. Dlatego znów zerknął na nią przelotnie, czując jak coś ścisnęło go w klatce piersiowej. Czy to Reid zesłał mu tę dziewuchę swoimi głupimi manifestacjami? Póki co wydawało mu się, że jakieś rysunki, malunki, brokaty i paznokcie były czymś przed czym uciekłby na koniec kraju. Na ten moment, nie sądził, aby Calliope zdołała go do tego przekonać, ale who knows, right?

Cyrus niczego się nie bał. Dotychczas strach był dość nieznanym dla niego uczuciem. Dlatego, jak dziewczyna wpadła pod wodę, Lockhart od razu zareagował. Może to coś, czego nauczył się w szpitalu? Szybkie podejmowanie dobrych decyzji. Logiczne myślenie. Stawianie rozsądku przed emocjonalnością. Dzięki temu nie panikował, gdy zanurzył się pod powierzchnię, od razu odpowiednio reagując i w porę wyciągając dziewczynę z odmętów tego… obrzydliwego jeziora. Nie było to spełnieniem jego marzeń. Nie zmieniało to jednak faktu, że ludzko się zmartwił, mimo że nie chciałby przyznać tego głośno. Skupił się na tym, żeby zapewnić jej bezpieczeństwo. Podejrzewał, że musiała być przerażona i zszokowana; dlatego dopiero, gdy wydostali się na brzeg, pozwolił sobie na swój wybuch. Nie byłby sobą, gdyby nie wypluł z siebie wszystkiego, co o tym myślał. Dopiero po chwili zatrzymał na niej nieco spokojniejsze spojrzenie, dostrzegając jej rozmazany makijaż i gacie w hello kitty, na które opuścił swój wzrok, zanim parsknął nieco kpiącym śmiechem. Zaraz jednak sapnął pod nosem, gdy Calliope wybuchnęła śmiechem.

— To nie jest, kurwa, śmieszne. Mogłabyś zginąć, zadławić się wodą albo… — warknął, machając lekceważąco ręką. Po co on się w ogóle starał? Umawiał się przecież z pieprzoną wariatką. Cyrus ściągnął gniewnie brwi, gdy chwyciła jego dłonie i przytrzymał je na jej tyłku, spoglądając w jej oczy z dezaprobatą. Tak, wciąż był zły. Słysząc przeprosiny, spojrzał w jej oczy stanowczo; to nie było coś, co mógł jej ot tak odpuścić. — Calliope. Nie zgrywaj tajemniczej w takich ważnych momentach — powiedział poważnie, kręcąc z niedowierzaniem głową. Jak ktoś tak spokojny i jednocześnie dojrzały, wpadł na taką osobę jak ona? Los zdecydowanie chciał przetestować jego cierpliwość i wytrzymałość. — Jestem wściekły, Calls. Nie obchodzi mnie teraz, co myślą inni ludzie — stwierdził. A choć zarzekał się, że był diabelnie zły, tak jego spojrzenie nieznacznie złagodniało. Gdy tylko cmoknęła go w usta, Cyrus niekontrolowanie pochylił się, by złożyć przelotnego buziaka na jej policzku. — Nie ukrywaj więcej przede mną takich rzeczy, jasne? — poprosił, złośliwie zaciskając palce na jej pośladkach. Dopiero wspomnienie o jej telefonie sprawiło, że Cy drgnął, wyciągając swoją własną komórkę z kieszeni (co też nie przyszło mu łatwo). Próbował ją włączyć, ale na ten moment całkowicie umarła, przez co zaklął pod nosem. — Kupię ci nowy telefon — stwierdził odruchowo, zanim zdążył dwukrotnie pomyśleć. Och, ta cholerna obsesja na punkcie kontroli… Wpadłby w szał, gdyby nie mogła mu od razu odpisać.

Cyrus rozejrzał się ukradkiem, widząc przechodzących gapiów. Miał już ich wszystkich dosyć. Pochylił się, złapał ją w pasie i przerzucił przez ramię, poprawiając swoją koszulkę na jej tyłku. Cała ta sytuacja nigdy nie była w jego planach; podobnie jak randka, do której od początku nie był przekonany, ale już za późno. Ruszył jakąś bardziej boczną drogą w kierunku parkingu, gdzie zostawił swoje auto.
— Ostatnią rzeczą, o jakiej marzę jest to, by inni zobaczyli twój piękny tyłek — mruknął pod nosem, poprawiając ją sobie na swoim ramieniu. — Chcesz mi coś jeszcze powiedzieć, zanim dojdziemy? To twoja ostatnia szansa, Nerreza — ostrzegł na pół-serio, pół-żartem. — Poza tym fajne gacie. Zajebiście seksowne — parsknął pod nosem.

calliope

definitely not drowning

: ndz sie 09, 2026 6:51 pm
autor: calliope nerreza
✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧

Nie chciała go przestraszyć.

Naprawdę nie miała takiego zamiaru. Przecież wychodząc na tę randkę, nie myślała sobie - yippee, będę pływać, a raczej tonąć i przy okazji przyprawię Lockharta o zawał serca. No nic z tych rzeczy. Po prostu miała cudowny pomysł z tą łódką i chciała go wykorzystać. Jakoś nie miał nic przeciwko, kiedy wypychał ją od brzegu i wiosłował wyprowadzając ich na środek jeziorka, co nie? No dobra, może dlatego, że myślał, że jednak umiała pływać, ale nie czepiajmy się drobiazgów, duh... Stała przed nim, przyglądając mu się przepraszająco, bo nie chciała, żeby się na nią gniewał. Chociaż wyglądał wtedy kurewsko przystojnie i kinda hot, ale ciiii. - Przepraszam - dodała tylko, chwytając jego dłonie i układając je sobie na pośladkach. - Już nie będę. - Chciała go uspokoić. No, nie była pewna, czy mówiła całą prawdę, ale część na bank. Postara się. Kurczę, gdy zwracał się do niej tymi pseudonimami, serio robiło jej się coraz cieplej na sercu, które biło, gdy wpatrywała się w niego… zdecydowanie za szybko. - Złość piękności szkodzi, Cy - uniosła brwi, zanim po prostu skradła sobie całusa z jego ust. Musiała spróbować jakoś go uspokoić. Uśmiechnęła się, gdy jego wyraz twarzy złagodniał, a po chwili sam pocałował ją w policzek. - Mhm, scout’s honour - mruknęła, udając, że robi krzyżyk w miejscu serca w ramach obietnicy.

Zgubienie telefonu też nie wchodziło w rachubę. Powinna to bardziej przeżyć, co nie? Odwalić jakiś lament, może dramatycznie paść na kolana i przekląć jezioro na jakieś makaronowe bożki srożki, ale serio? Nie ruszało jej to aż tak bardzo. Jak nie ten telefon, to wykupi sobie z lombardu jakiś inny, jak tylko sobie dorobi. Zmarszczyła brwi, przyglądając się jego reakcji, a po chwili uchyliła usta w szczerym szoku. - Nie. To za dużo pieniędzy - pokręciła głową. Zemsta zemstą, ale nie mogła pozwolić, żeby wydawał swoje pieniądze na jakąś materialną rzecz dla niej. Ugh. Czemu faceci byli tacy difficult? Pisnęła, wybuchając śmiechem pod nosem, gdy przerzucił ją sobie przez ramię. - Ahhh, uważasz, że mam piękny tyłek? - udała, że się wachluje, raz po raz pokazując język jakiemuś gówniakowi, który gapił się na nich zdecydowanie zbyt długo. Ciało jakoś tak naturalnie podskakiwało lekko z każdym jego krokiem, a ona przyglądała się przechodniom, którzy patrzyli na Cyrusa z mieszaniną szoku i rozbawienia. No trudno. Zerknęła na jego zgrabny tyłeczek…. wyciągnęła dłonie i no… to było silniejsze od niej. Ścisnęła jego pośladki, bo w tych wilgotnych spodniach serio wyglądały zbyt jędrnie, żeby je po prostu zignorować. No co? Była tylko kobietą. One też leciały na tyłki. - Ale jesteś jędrny, Cy - parsknęła śmiechem. - Podobają ci się? Specjalnie dla ciebie takie ubrałam. - Uśmiechnęła się szeroko, po czym zaraz dodała, - Nie odpowiedziałeś na moje poprzednie pytanie. - No bo to była bardzo ważna sprawa. Nie popuści tak Lockhartowi, nawet paradując przez pół parku w gatkach z hello kitty. Nic z tych rzeczy. Najwyżej zapyta go jeszcze raz w aucie.

Kiedy w końcu dotarli do samochodu i usiedli w środku, cała sytuacja wyglądała, welp, zabawnie. Callie bez dolnej części garderoby i marynarki, mokra, rozmazana i z miną zbitego kundelka... Usiadła bokiem, przyglądając mu się uważnie. - Nie chcę marnować czasu - zaczęła spokojnie. - Jesteś albo mój, albo znajdę sobie kogoś innego. - Rzuciła to tak, jakby naprawdę miało go przekonać, żeby po prostu jej się oddał. Prawda była jednak taka, że nikogo innego nie było. Żadnego rycerza na białym koniu. Żadnego adoratora, który walczyłby o jej względy. Nic z tych rzeczy. Była tylko ona. Ze swoimi lękami, spontanicznymi wybuchami energii i ewentualnie tymi pojedynczymi spotkaniami z przyjacielem, z którym sypiała, gdy oboje tego potrzebowali.

I tutaj dyń, dyń, dyń.

Zapaliła jej się lampka. Wiedziała, że albo wkurwi Lockharta, albo łyknie to jak kotek kocimiętkę. Więc dodała, - Pytam, bo nie wiem, czy mam zakończyć mój układ z przyjacielem. - Zerknęła na niego, po czym oparła się plecami o siedzenie, zapięła pas i spojrzała przed siebie, - Wiesz, taki układ, w którym mnie pieprzy, kiedy oboje potrzebujemy bliskości. - Obróciła głowę, żeby mu się przyjrzeć, i wzruszyła ramionami niby od niechcenia. - Your call.
✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧


decide

definitely not drowning

: ndz sie 09, 2026 6:51 pm
autor: Cyrus Lockhart
Heaven knows I should let go
It's nothin' that I don't already know


Te ciemne, czekoladowe oczy na pewno go kiedyś zgubią.
Zatonie w nich szybciej niż w tym brudnym jeziorze, od którego coraz bardziej się oddalali. Cyrus zaczynał oswajać się z tą myślą, że za tymi niewinnymi tęczówkami kryły się tajemnice, o których nawet nie miał żadnego pojęcia. Lockhart też miał rzeczy, które pozostawały nienaruszone w odmętach jego pamięci; miał wspomnienia, do których niechętnie się przyznawał. Posiadał nawyki, które zmuszały go do myślenia i podważania tego, kim właściwie był. Nie zmieniało to jednak faktu, że jego brudne sekrety nie narażały jej zdrowia lub bezpieczeństwa. Cholera, Cy nienawidził ryzyka — nigdy nie stawiał wszystkiego na jedną kartę. Był człowiekiem, który musiał każdą ważną decyzję dokładnie przeanalizować. Oceniał ewentualne straty, korzyści i czas, a dopiero potem dochodził do wniosku, czy warto w coś zainwestować. W końcu chodziło o jego życie; miał ponoć tak wiele do stracenia. A Callie? Callie po prostu wskakiwała w sytuację, jakoś się do niej dostosowując i najpewniej licząc przy tym na szczęście. Wariatka.

— Stać mnie na pieprzony telefon — rzucił ostro. Gdyby chciał mógłby zmieniać modele co tydzień, bez najmniejszego problemu. Poza tym to rozwiązanie wydawało mu się nie dość, że najrozsądniejsze, to zwyczajnie najprostsze. Skąd miał wiedzieć, ile czasu zajmie jej kupienie sobie nowego sprzętu? Miał znowu zachowywać się jak nastolatek i stać na czatach, dopóki dziewczyna nie dorwie się do komputera? Nie ma takiej opcji. Choć im dłużej o tym myślał, tym bardziej dochodził do wniosku, że może to nie był taki zły pomysł. Przynajmniej nie będzie sprawdzał telefonu co piętnaście minut jak skończony frajer. I może dzięki temu wróci po rozsądek do głowy? Och, nadzieja matką głupich.

— Dziwi cię to? — rzucił przez ramię, ignorując ciekawskie spojrzenia ludzi, którzy ich mijali. Cholera, wybrał boczną ścieżkę, a i tak co rusz na kogoś wpadali. No trudno. Nie mógł zaprzeczyć, że musieli wyglądać komicznie; on bez koszulki, przemoczony do suchej nitki, a ona przerzucona przez jego ramię, okryta zaledwie t-shirtem. — Nie tylko tyłek mi się w tobie podoba — dodał z rozbawieniem, zaraz parskając pod nosem, gdy wyczuł jak go zaatakowała. — A ponoć to mężczyźni nie potrafią się kontrolować — rzucił, znów odgarniając swoje loki z oczu. Dopiero, gdy powróciła do swojego poprzedniego pytania, rezydent neurochirurgii odetchnął ciężko. Już myślał, że przez to niedoszłe zatonięcie, uniknie rozmawiania na ten temat.

Gdy znaleźli się w samochodzie, Cyrus oparł łokieć na podłokietniku, a drugą dłoń na kierownicy. Nie spojrzał od razu w jej stronę; zaczął stukać palcami o plastik, przez co mogło to wyglądać, jakby był zdenerwowany.

Jesteś albo mój, albo znajdę sobie kogoś innego.

Jasne, powodzenia. Lockhart w końcu przeniósł na nią spojrzenie, unosząc przy tym brew. Calliope była piękną dziewczyną, to nie pozostawiało żadnych wątpliwości, jednak nie była typem osobowości, która przypadłaby do gustu… byle komu. — Skoro tak łatwo znaleźć ci kogoś innego, to czemu jeszcze nikogo nie ma? — zapytał obojętnie, jakby cała ta rozmowa nie robiła na nim wrażenia. Słysząc jednak te magiczne słowa - “układ z przyjacielem”, mężczyzna drgnął, z wolna odwracając głowę w jej stronę. Przez chwilę patrzył na nią w milczeniu, czując jak krew gotuje mu się w żyłach. Opanuj się, Lockhart. Cy zacisnął palce na kierownicy, zanim parsknął pod nosem. — Możesz popierdolić tego przyjaciela, Nerreza — warknął nerwowo. — Nie będziesz go już więcej potrzebowała — dodał, nachylając się nieznacznie w jej stronę. — Skup się tylko na mnie, jeśli tak bardzo chcesz, żebym był tylko twój — wymruczał niechętnie. Kim był ten chłopak? Jak często się spotykali? W jego głowie roiło się od pytań, gdy wwiercał w nią spojrzenie. — Jestem twój. Cały twój. Tylko na litość boską, pozbądź się tego chłopaka ze swojego życia — powiedział ostro. Zadziałało. Ale kto by nie poddał się, słysząc takie wyznanie?

calliope

definitely not drowning

: ndz sie 09, 2026 6:53 pm
autor: calliope nerreza
✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧

Rzucanie się na głęboką wodę, w przenośni, a teraz jak widać również dosłownie, nie przerażało jej od wielu lat. Z każdym nowym tatuażem, piercingiem albo cieniem, którym dokładnie dekorowała swoją twarz, starała się być sobą. Wiedziała, że w porównaniu do całego świata wydawała się malutka, więc swoją ekspresją, tym jak wyglądała, chciała chociaż trochę różnić się od otoczenia. Zastanawiała się, czy Cyrus zwrócił na nią uwagę tylko przez pryzmat tego, jak teraz wyglądała. Jak bardzo odbiegała od tej wersji, którą znał, gdy spotykali się jeszcze za gówniarza. Czy może jakimś przypadkiem naprawdę uważał ją za atrakcyjną? Za kogoś, z kim mógłby spędzić trochę więcej swojego jakże cennego wolnego czasu?

Nie była pewna niczego. Tym bardziej gdy tak pewnie się do niej odzywał. Gdy z taką determinacją decydował o tym, że kupi jej telefon, jakby w ogóle nie brał pod uwagę, że mogłaby mu odmówić. - Tęskniłbyś za bardzo, gdybym od razu ci nie odpisywała? - uniosła brew, uśmiechając się do niego szerzej. - Chcę tylko taki z różowym etui. Albo jakimś słodkim. - Zaśmiała się, drażniąc się z nim. Nie oczekiwała od niego czegoś takiego, ale sam fakt, że mogła tak sobie żartować w tym temacie i przyglądać mu się z bliska… no podobało jej się to. Stanęła na palcach i musnęła go szybciutko w kącik ust. Just because... W ramach podziękowania. Za to, że pomimo iż z początku wydawał jej się sztywniakiem, jednak coraz bardziej podobało jej się jego towarzystwo.

Podobał jej się. Chyba już nawet nie próbowała tego ukrywać. Ani przed sobą, ani przed nim samym. Parsknęła śmiechem, mijając kolejnych ludzi, przerzucona przez jego ramię. - A co jeszcze ci się podoba? - zapytała, śmiejąc się pod nosem. No, przeginała. Ale co mogła na to poradzić? Po prostu kurewsko ją to kusiło. I jego tyłeczek też ją kusił. Okej? - Hejjjj, nie moja wina, że tak fajnie podskakuje - parsknęła śmiechem, po czym jeszcze raz ścisnęła jego pośladki. Tak o. For good luck, no nie?

Potrzebowała konkretów.

Chciała, żeby się określił, bo serio musiała wiedzieć, czy jej plan pójdzie gładko, czy jednak będzie musiała się trochę pomęczyć. Oczywiście, że byłoby w chuj ciężko, gdyby spotykał się z wieloma kobietami. Wiedziała, że nie była tak atrakcyjna jak te wszystkie kobiety, w których towarzystwie Cyrus zapewne się obracał. Już nawet nie wspominając o jej stanie psychicznym. Zdawała sobie sprawę, że była wariatką. A jego życie? Jego życie zawsze musiało być usłane poprawnymi odpowiedziami i całą tą cholerną perfekcją, której nie potrafiła nawet udawać. Nie pasowała do obrazka idealnej rodziny. Dlatego musiała usłyszeć od niego jasne potwierdzenie. Musiała wiedzieć, czy faktycznie miała jakiekolwiek szanse.

Słysząc stukanie jego palców rozbrzmiewające w samochodzie, tylko zerknęła na niego kątem oka. Wiedziała, że musiała teraz trzymać się tych swoich szarad i nie potknąć o własną pułapkę. - Przecież mówiłam ci, że odwołałam dla ciebie randkę - prychnęła pod nosem, przewracając oczami i udając jakże przejętą. - Gdyby nie to, że mój telefon pływa teraz na dnie jeziora, pokazałabym ci, jak wielu mężczyzn pisze do mnie na aplikacji randkowej. - No dobra. Może faktycznie dużo mężczyzn do niej pisało, ale przeważnie były to sprośne rzeczy albo wiadomości, na które i tak nigdy nie odpisywała.Details, ugh. Nie musiał znać wszystkich szczegółów, co nie? Musiał za to łyknąć przynętę. I dlatego postanowiła dalej brnąć w temat Briana. Przesunęła głowę tak, żeby teraz patrzeć prosto na niego, gdy zbliżył się w jej stronę. Łii. Przynęta połknięta.

Spojrzała w jego niebieskie tęczówki. - Och, nie będę? - zamrugała kilkakrotnie, zerkając raz na jego usta, raz w oczy. A kiedy powiedział, że był cały jej, coś w niej po prostu pękło. Cholera. Odpięła pas i bez żadnego ostrzeżenia wskoczyła mu na kolana, trącając tyłkiem klakson samochodu. Upsi. Siedziała na nim okrakiem i chwyciła jego twarz w obie dłonie, patrząc na niego intensywnie, - Powiedz to jeszcze raz - rzuciła cicho. - Że jesteś tylko mój. - Zbliżyła się do jego ust i musnęła je delikatnie swoimi. Wplotła palce w jego włosy i pociągnęła za nie lekko do tyłu, odsłaniając jego szyję. Złożyła na niej kilka krótkich pocałunków, powoli i z premedytacją, zanim przyssała się do skóry na tyle mocno, żeby zostawić na niej malinkę. Dopiero wtedy uniosła głowę i spojrzała mu prosto w oczy. - Przestanę z nim sypiać - powiedziała spokojniej. - Ale nie urwę kontaktu. - Bo Calliope mogła od teraz być tylko jego, ale nie będzie znowu na tyle głupia by od razu oddać mu nad sobą całą kontrolę i… władzę.

✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧

Cyrus

definitely not drowning

: ndz sie 09, 2026 6:54 pm
autor: Cyrus Lockhart
Calliope była przeciwieństwem wszystkiego, co Cyrus wyznawał przez całe swoje życie.


Mężczyzna zerknął na jej rozmazany makijaż, który praktycznie spływał jej po policzkach. Na jej włosy pozostawione w lekkim nieładzie po nieudanym nurkowaniu. Na jej gacie w Hello Kitty, jakby miała dwanaście lat i wcale nie była dorosłą kobietą, która w teorii powinna być poważna i odpowiedzialna. A potem pomyślał o jej impulsywności, charakterku i pyskatych ustach, które z przyjemnością wielokrotnie by jakoś zamknął. Lockhart nigdy nie lubił takich ludzi — nieprzewidywalnych, szalonych i nieokiełznanych. Nienawidził, gdy ktoś nie był uporządkowany i dojrzały, gdy nie miał logicznego planu na swoje życie. Jeśli już wyobrażał sobie swoją przyszłą partnerkę, a to działo się naprawdę rzadko, to widział przy sobie ułożoną blondynkę; elegancką, chłodną i zdeterminowaną. Może po prostu szukał siebie samego w innych ludziach, ostatecznie dochodząc do wniosku, że pewnie niedługo po tym mógłby oszaleć. Tak jak w życiu, gdy zdążył wszystko sobie ułożyć, finalnie dochodząc do wniosku, że to nie było coś, czego naprawdę chciał i co go satysfakcjonowało.

A jednak wpatrywał się teraz w Callie i nie widział przeszkód, żeby nie spróbować. Z dnia na dzień, przyzwyczajał się do jej towarzystwa coraz bardziej. Potrafił z nią obcować, przyzwyczajał się do jej poczucia humoru i nie wydawała mu się, aż tak nieznośna jak do tej pory. No i co gorsza… Nie potrafił trzymać rąk przy sobie, jeśli znajdowała się w zasięgu jego palców. Nie potrafił nie zerknąć w jej błyszczące oczy i nie schylić się po pocałunek, nawet jeśli po tym miałaby rzucić kolejny idiotyczny tekst. Chyba zaczął ją lubić, bez czucia tej potrzeby, co kiedyś, żeby ją zmienić. Chyba lubił ją taką jaka jest, bo wprowadzała do jego życia chaos, który sprawiał, że Cyrus zaczynał czuć, że naprawdę żyje i realnie coś czuje. Pojebane.

— Masz tak wiele chętnych na moje miejsce, że chyba wolę mieć nad tym jakąś kontrolę — parsknął gorzko pod nosem. Wolał tego nawet nie weryfikować, żeby nie wpaść w jakiś szał. Niby nie czuł się zagrożony, bo kto niby mógłby mu dorównać? Ale i tak nie podobała mu się myśl, że ktoś mógłby się obok niej kręcić. Co, jeśli kogoś też traktowała w ten sposób, co go? Cy przyjrzał jej się nieco podejrzliwie; a w jego głowie pojawiły się dręczące myśli, które wcale mu się nie podobały, bo jedynie zatruwały jego umysł tanimi głupotami. Zawsze śmiał się z chłopców, którym tak łatwo było namieszać w głowie. — Jasne. Różowy — rzucił, kręcąc lekko głową z niedowierzaniem, bo znowu poczuł się, jakby rozmawiał z dzieckiem. Zaraz jednak uśmiechnął się delikatnie, gdy cmoknęła go w kącik ust i pogładził ją po głowie. Impuls, którego sam się po sobie nie spodziewał.

Słysząc jej pytanie, Cyrus uśmiechnął się kpiąco, czego nie mogła już dostrzec, bo nadal wisiała na jego ramieniu. — Ciekawość to pierwszy stopień do piekła — odparł na swoją obronę, żeby nie odpowiadać na jej pytanie. Za dużo chciała wiedzieć, cwaniara.

Lockhart naprawdę nie chciał jakkolwiek się jeszcze określać. Wydawało mu się to strasznie zobowiązujące, choć z drugiej strony, od kiedy przejmował się jakimś durnym nazewnictwem? Mógł powiedzieć wszystko, co tylko chciała usłyszeć. A mimo to, musiał zebrać się w sobie, żeby w ogóle przeszło mu to przez usta. Nie dlatego, że tego chciał; po prostu nigdy wcześniej nie był w miejscu, w którym musiałby oddać się komuś w całości.

— Zajebiście, Calliope. Chcesz za to order? — rzucił nerwowo, gdy po raz kolejny wspomniała o innych mężczyznach. — Jak tak łatwo mówić ci o innych, to może ja powinienem zapytać, czy ty na pewno chcesz być moja? — zapytał, znów stukając palcami o kierownicę. Jego myśli były cholernie rozbiegane. Nie dość, że przez to całe wyznanie, to jeszcze przez jej czystą prowokację. Cholera. Czuł się, jakby podpisywał pakt z diabłem.

Cyrus odchylił się lekko na fotelu, ze zdziwieniem, obserwując jak dziewczyna błyskawicznie zmieniła swoje miejsce, siadając na jego kolanach. Jego dłonie automatycznie znalazły się na jej biodrach; uniósł lekko podbródek, wpatrując się w nią nieprzeniknionym spojrzeniem. Jego serce zabiło niespokojnie. Cy westchnął w jej usta, gdy pocałowała go miękko i objął ją w pasie, przyciągając bliżej siebie.

— Jestem twój.

Te słowa wymknęły się z niego zbyt szybko, zbyt pewnie i zbyt nieprzemyślanie, ale nie mógł już ich cofnąć. Nie mógł udawać, że wcale tego nie powiedział, że wcale tak nie myślał. Nie chciał się nią z nikim dzielić i wiedział, że to do czegoś zobowiązywało. Mógł teraz jedynie odchylić lekko głowę, gdy złożyła na jego szyi parę pocałunków. — Calls — syknął, gdy wyczuł, że robi mu malinkę. — Idę jutro do pracy — przypomniał jej, bo przecież nie był nastolatkiem, który chodziłby z takimi znaczkami na ciele. Na pewno padną niewygodne pytania. — To niesprawiedliwe — rzucił, gdy stwierdziła, że nie zerwie kontaktu z tym całym przyjacielem. — Nie ufam mu. Nie chcę, żebyś się z nim widywała — dodał nerwowo. — Co, jeśli będzie znowu próbował ciebie zdobyć? — zapytał retorycznie, zsuwając palce na jej uda. — Ciężko pozbyć się starych przyzwyczajeń, a ja nie mam ochoty przyjebać jakiemuś kompletnie obcemu gościowi za to, że cię dotknął — mruknął w jej usta, zanim złożył na jej wargach niespieszny pocałunek, swobodnie zaciskając palce na jej odkrytych udach.

calliope

definitely not drowning

: ndz sie 09, 2026 6:55 pm
autor: calliope nerreza
✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧

Różnił się od siebie sprzed wielu lat.

Pomimo swojego chłodu i tej całej taktyczności przetykanej cechami z przeszłości, które przypominały jej i upewniały ją, że nadal miała do czynienia z Lockhartem, widziała w nim malutkie iskierki zupełnie nowej wersji chłopaka, w którym kiedyś tak cholernie była zakochana. Omamił ją. Co do tego nie miała cienia wątpliwości, ale tłumaczyła to sobie tym, że była wtedy po prostu młoda. Młoda i głupia. A teraz? Teraz była już przecież dorosłą kobietą, która wiedziała, czego chce. Wiedziała, że musi być silna i zdeterminowana, by odegrać się na nim za tamten wieczór, gdy zostawił ją samą na pastwę swoich kumpli. Próbowała zapomnieć. Próbowała wyleczyć się ze wspomnień z tamtego pokoju, ale nie potrafiła. Może dlatego, że cień tamtych czynów poniekąd nadal mieszkał z nią pod jednym dachem? Wpadał do jej pokoju sporadycznie, przypominając jej, że nie była niczym więcej niż obiektem. Czymś, co można wykorzystać, kiedy tylko ma się na to ochotę.

Miała mu to za złe.

Ale najbardziej czuła wstręt do samej siebie, bo z każdą ulotną sekundą spędzaną w jego towarzystwie faktycznie zaczynało jej się to podobać. Do tego stopnia, że jej vendetta spadała gdzieś na boczny tor. Jego przebłyski zazdrości, troski, tego, że chciał z nią pisać, chciał spędzać z nią czas… kurwa no. Działało to na nią. Od dłuższego czasu potrzebowała takiej atencji. Potrzebowała być widziana, a on, może nawet nieświadomie, właśnie jej to dawał. A może to był jego sposób, żeby znowu ją wykorzystać? Nie wiedziała. Była pewna tylko tego, że musiała być mądrzejsza. Choć niestety, przy nim serce zaczynało bić odrobinę mocniej…

Przewróciła oczami, wzdychając ciężko, zanim odwróciła głowę, żeby na niego spojrzeć. - Tak, masz z tym jakiś problem? - Ohhohohoo, no co za dresik gangsterka. Cyrusowi to już się portki trzęsły, na bank. Ale dobra, chyba serio ten bait zadziałał, bo jego kolejne słowa odrobinę rozpromieniły jej twarz, choć te cholerne cienie i eyeliner zdążyły już opatulić jej buźkę czernią, przypominając członka zespołu KISS. Ah. - Chcę być twoja - odparła, wzruszając ramionami. - Nie widzę problemu w odrzuceniu kogoś dla ciebie. - Odwróciła głowę, mówiąc to już bez patrzenia na niego. Zacznijmy od tego, że nie było nawet kogo odrzucać dla niego, ale gdyby faktycznie tak było, nie miałaby z tym problemu. Pomimo tego, że wyznaczyła sobie zadanie, do którego chciała tak bardzo mknąć, jej side quest, w którym spędzała faktyczny quality time z Cyrusem, serio jej się podobał. Wydobywał z niej emocje, o których dawno zapomniała, że w ogóle istnieją. A ten bezwiedny uśmiech, który pojawiał się na jej twarzy przez niego? Coś musiał znaczyć, no nie?

Siedząc na nim, będąc tak blisko niego, prawie nadzy, cholera… tak bardzo jej się podobał. Tak mocno na nią działał, że ciężko było jej się stopować. Chciała go sobie zaskarbić w całości. Chciała być jego pierwszą i ostatnią myślą w ciągu dnia. Chciała, żeby tęsknił za nią tak mocno, że z trudem łapałby oddech, gdy nie będzie jej obok. Chciała, żeby poddał się jej. Chciała, żeby był jej. I cholera. Był? Mogłaby przysiąc, że w jej ciemnych oczach pojawił się błysk ekscytacji, kiedy poczuła, jak przyciągnął ją do siebie. Jak słodko i szybko odpowiedział, że jest jej. Poczuła ciepło rozlewające się po klatce piersiowej, doprowadzające ją do tej dziwnej, niebezpiecznej ekscytacji. Naznaczając go ustami, zasysając jego skórę, uśmiechnęła się w jego szyję, gdy zwrócił jej uwagę, że będzie miał pracę. Zamiast przestać, zassała mocniej. Dopiero po chwili odsunęła się i przechyliła głowę, wpatrując się w soczyście różową malinkę na jego skórze. Zerknęła mu prosto w oczy. - Jesteś mój, a ja twoja - dodała stanowczo. - Teraz te twoje pielęgniarki będą wiedziały, że jesteś off limits. - Prychnęła, zbliżając się do jego twarzy i muskając swoim nosem jego nos. Zmarszczyła brwi, słuchając go uważnie, jednocześnie przejeżdżając palcami po jego lokach. Sporadycznie owijała sobie wskazujący palec wokół blond kosmyków.

Nie podobało jej się to.

Nie było szans, że przestanie przyjaźnić się z Brianem. Był jedyną stałą w jej życiu, odkąd go poznała. - Nie będzie próbował - odparła, wpatrując się w jego niebieskie oczy przepełnione determinacją. - Jest dobrym przyjacielem. Wie o mnie wszystko. A seks? - Przejechała palcami po jego policzku. - Powiem mu, że już nie będziemy ze sobą sypiać, a on to uszanuje. - Uśmiechnęła się lekko, bo taka była prawda. Brian był jedyną osobą, która wiedziała o niej wszystko. Łącznie z tym, co zrobił Cyrus. Więc tutaj raczej nikogo nie zdziwiłoby, gdyby Brian odpierdolił Calliope za to, że w ogóle spotkała się z Lockhartem. Odwzajemniła jego pocałunek, pogłębiając go powoli i wydobywając z siebie ciche mruknięcie, kiedy poczuła, jak zaciska palce na jej udach, - Zaufaj mi - mruknęła przy jego ustach. - Jestem tylko twoja. - A z każdą kolejną, cholerną sekundą pragnęła go coraz bardziej. Odsunęła się gwałtownie i spojrzała na niego - Dobra, odwieź mnie do domu, bo zaraz nie będę mogła się opanować, a jesteśmy na parkingu. - Uśmiechnęła się szeroko, czując delikatne zawstydzenie opanowujące jej ciało. Bo to, co zaczynała do niego czuć, nawet jeśli jeszcze nie chciała tego nazwać, wymykało się spod kontroli.

✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧


Cyrus

definitely not drowning

: ndz sie 09, 2026 6:56 pm
autor: Cyrus Lockhart
Dziesięć lat to całkiem sporo, żeby wywrócić całe swoje życie do góry nogami.


W przypadku Cyrusa wcale nie zmieniło się tak wiele, jak można by stwierdzić na pierwszy rzut oka. Jego obsesja na punkcie kontroli, usprawiedliwianie każdego nawet najmniejszego wykroczenia i chory pedantyzm pozostał nienaruszony. Podobnie jak jego zamiłowanie do pracy czy do zdrowego rozsądku, do sięgania po to, na czym mu względnie zależy. Wciąż był zaborczy, zachłanny i cholernie wymagający. Można by rzecz, że w sumie to nic się nie zmieniło, ale gdyby zajrzeć do jego umysłu czy przypatrzeć się tym drobnym detalom, można by dostrzec jakiś postęp. To ten kryzys, który utrzymywał się przez ostatnie sześć miesięcy, zmusił go do przemyśleń, do analizowania swojego stanu psychicznego, który popychał go na granicę wytrzymałości. I tutaj właśnie zaczynała się prawdziwa zmiana.

Potrafił się uśmiechnąć. Nie tylko w chwilach, gdy kogoś krzywdził lub wbijał nieprzyjemne szpileczki, żeby podnieść sobie samemu samoocenę. Zwracał nikłą, bo nikłą, ale wciąż jakąś uwagę na drugiego człowieka; potrafił rozmawiać i silić się na chłodną uprzejmość, czego brakowało mu, gdy był jeszcze nastolatkiem. Brał pod uwagę nowe możliwości, mimo że była to wewnętrzna walka ze starymi nawykami. Próbował się otworzyć, chociaż sprawiało mu to bardzo dużo trudności. Chyba zwyczajnie starał się być bardziej ludzki, jakby funkcjonowanie według robotycznego schematu na dłuższą metę, wcale mu nie odpowiadało.

A więc zmienił się. Odrobinę. Na tyle, żeby móc spojrzeć na niektóre sprawy z innej perspektywy. Jednak nie do tego stopnia, by stać się zupełnie innym człowiekiem. Nie wiedział jeszcze, co dokładnie czuł w stosunku do Calliope — w tej chwili wydawało mu się, że była wszystkim, czego potrzebował na swój kryzys egzystencjalny. Nie wiedział jednak, jak długo to wszystko będzie trwać ani czy jego emocje są realne. Nigdy nie kochał i nigdy nie czuł czegoś więcej, a więc ciężko było mu to odróżnić od zaspokajania swoich potrzeb; czysto fizycznych czy też tych, związanych z jego systemem nerwowym.

— Żaden — odparł bez zająknięcia, a kącik jego ust drgnął w ledwie powstrzymywanym uśmiechu. Ton jej głosu był rozkoszny, podobnie jak jej waleczne spojrzenie, które w gruncie rzeczy, nie robiło na nim żadnego wrażenia. — Jednak niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają — stwierdził. Ten komentarz prawdopodobnie nie był potrzebny; był głosem starego Cyrusa, którego duma wyprzedzała jego umysł. Kiedyś też chciała być tylko jego, dlatego w ogóle zaczęli się ze sobą spotykać.

Nowością było jednak to, że to on zdecydował się należeć tylko do niej. Początkowo sam nie potrafił uwierzyć, jak łatwo te słowa uciekły spomiędzy jego warg. To wydawało mu się zbyt naturalne, żeby było prawdziwe. Starał się nie myśleć o tym zbyt intensywnie; wiedział, że jeśli zacznie to analizować, zacznie żałować. Okazywanie tak głębokich emocji, zawsze wydawało mu się straszną słabością. Ale chyba osiągnął to, czego chciał. Callie wydawała się usatysfakcjonowana, a on nie musiał słyszeć o potencjalnych kandydatach do jej serca. Zawsze to mniej ludzi do otrucia, prawda?

Cyrus odetchnął ciężko, gdy zassała jego skórę. Pielęgniarki zdecydowanie zrobią z tego plotkę na cały oddział; przecież to pieprzony Lockhart. Pan wiecznie niedostępny. Już widział wszystkie dziewczyny, szepczące po kątach, kto zdołał do niego dotrzeć?
— Teraz podpiszemy jakiś pakt? — parsknął pod nosem, bo całe to oznajmienie przypominało jakąś poważną chwilę. — Myślisz, że to je przed czymś powstrzyma? Wiesz ile romansów dzieje się w szpitalnych salach, kiedy żony i mężowie siedzą kompletnie nieświadomi w domach? — zaśmiał się, może też podświadomie nieco ją prowokując. Cholera, uwielbiał, gdy bawiła się jego włosami. Zupełnie, jakby zdawała sobie sprawę z jego słabości. — Musisz postarać się trochę bardziej, żeby nie próbowały — dodał, przechylając głowę do boku, by posłać jej rozbawione spojrzenie.

Dopiero kolejne wspomnienie o tym nieszczęsnym przyjacielu, sprawiło, że wywrócił z niezadowoleniem oczami. — Dziwna kombinacja — skomentował niechętnie. Teraz mógł machnąć lekceważąco ręką, żeby nie wywołać z tego jakiejś kłótni, ale nie zamierzał zostawić tego tematu. Jeśli miał się z nią umawiać, nie miał zamiaru się nią dzielić. Uniósł jedynie brew, tym samym pokazując swój brak przekonania do jej słów.

— No i co z tego? — mruknął marudnie, gdy wspomniała o tym, że są na parkingu. — Nie robimy nic złego — przypomniał jej, uśmiechając się przy tym cwaniacko. — Jeszcze — odparł z rozbawieniem, wciąż sunąc po jej udach. — Już chcesz wracać? Szybko wymiękasz, Calliope — zaśmiał się, zanim nachylił się, by cmoknąć ją w usta. — Może chcesz do mnie wpaść? Callum mówi, że moje mieszkanie wygląda jak kostnica. Może nawet zapytam cię o to, co można zmienić — zaproponował, odchylając się lekko na fotelu.

nerreza

definitely not drowning

: ndz sie 09, 2026 6:58 pm
autor: calliope nerreza
✧。・゚゚・༺✞♡✞༻・゚゚・。✧

Nie dzieliła się.

W żadnym wypadku nie wchodziło w grę, że pozwoli Cyrusowi na jakikolwiek romans. Nie miał prawa nawet myśleć o innej kobiecie, będąc z nią. Będąc jej. Nie była pewna, jak poradziłaby sobie z faktem, że wybrał kogoś innego. Że zostawił ją dla osoby, która w tamtym momencie wydałaby mu się lepsza. No bo przecież ostatnim razem porzucił ją jak nic niewarty śmieć tylko dlatego, że przestała być mu przydatna.

Teraz role się odwróciły.

To ona miała go zostawić w momencie, gdy jego serce nie będzie potrafiło bić ani sekundy dłużej bez niej w pobliżu. Przynajmniej taki miała ambitny plan, eh? Czuła złość i frustrację, że w ogóle śmiał z taką lekkością do niej mówić i się zgrywać. - Tak, pakt krwi, if you wish - prychnęła pod nosem, mrużąc oczy. Przejechała dłońmi po jego blond lokach i przysunęła się do niego bliżej. - Denerwujesz mnie, Lockhart. - Przesunęła dłonie z jego włosów na policzek, przejeżdżając palcami po zaroście, zanim ujęła jego podbródek i odchyliła mu głowę bardziej w bok. Nachyliła się do jego szyi, przejechała po niej językiem zostawiając po sobie wilgotny ślad, a potem złożyła na skórze kilka krótkich pocałunków. Dopiero po chwili przyssała się do niej tak mocno, żeby nikt nie miał cienia wątpliwości, co Cyrus robił dzień albo kilka godzin wcześniej.

Dalej zirytowana odsunęła twarz i nakierowała go tak, żeby spojrzał jej prosto w oczy. - Jeżeli tkniesz kogokolwiek innego, będąc ze mną, to ci tego nie wybaczę. - Wpatrywała się w jego niebieskie oczy, zanim przysunęła się bliżej jego ust i musnęła je raz. Drugi. Trzeci. Czwarty… Powoli przyspieszyła pocałunki, całując go coraz zachłanniej, aż w końcu chwyciła zębami jego dolną wargę i delikatnie pociągnęła ją do siebie, w tym samym czasie wbijając zęby tak mocno, aż do momenty, gdy nie poczuła metalicznego posmaku, - Pilnuj się - mruknęła przy jego ustach. Musnęła je raz jeszcze, po czym odsunęła dłoń od jego twarzy i pochyliła się delikatnie do tyłu, zwiększając dystans pomiędzy nimi. Nie było szans, żeby zerwała kontakt z Brianem. Kochała go na swój sposób. Był jej najbliższą osobą i wiedział o niej dosłownie wszystko. Każdą ciemną myśl, każde zmartwienie, każde wspomnienie, które sprawiło, że była teraz taka, jaka była. Nie byłaby gotowa zerwać z nim znajomości tylko dlatego, że Cyrus obawiał się, że będzie z nim sypiała. Na dobrą sprawę Cyrus był przecież dopiero drugą osobą, z którą Calliope świadomie uprawiała seks. Nie mogła liczyć tamtych trzech mężczyzn. Nie wiedziała tylko, co by mu odpowiedziała, gdyby o to zapytał. Raczej prawdę. Może tylko omijając specyficzne szczegóły wskazujące na to, że przez wiele lat, nawet teraz, miała w sobie tę cichą niepewność, że on o wszystkim wiedział…
…że to zaplanował.
Uśmiechnęła się zadziornie, gdy machnął ręką, uznając to za swój mały, osobisty win. Nie będzie musiała z nim walczyć w tej kwestii. Przynajmniej nie teraz. - Mhm, jeszcze - zaśmiała się. Cholera. Tak bardzo ją pociągał. Działał na nią w sposób, którego już nie potrafiła sobie racjonalnie wyjaśnić. - Po prostu dbam o ciebie, Cy - przewróciła oczami, zanim uśmiechnęła się przez pocałunek, który złożył na jej ustach.

Kurwa.
Te jebane motylki.
Tak bardzo go pragnęła.

- Nie chcę, żebyś zaraz dostał jakiś mandat za seks w miejscu publicznym - uniosła brew, po czym puściła mu oczko, żeby zrozumiał, że mówiła całkiem poważnie. Bo jeszcze chwila i serio nie potrafiłaby za siebie odpowiadać. - Callum to twój przyjaciel? - zapytała z ciekawości, bo tak właściwie niewiele o nim wiedziała. Nie słyszała o nim nigdy wcześniej. Nie był też żadnym z mężczyzn z tamtej nocy, więc uznała, że bezpiecznie będzie zapytać. - Hmmm, chciałabym - uniosła nadgarstek i spojrzała na niego, udając, że sprawdza godzinę. - Ale już późno. Muszę się zbierać. - Zaśmiała się, zsuwając się z jego kolan, po czym usiadła na siedzeniu obok i zapięła pas. - Zapomniałam, że miałam dzisiaj pomóc w domu. Przepraszam. - Dodała to, patrząc przez okno, zanim zerknęła na Cyrusa, który niechętnie odpalił stacyjkę i odwiózł ją do domu.

Tak naprawdę bardzo chciała spędzić z nim więcej czasu. Czuła się szczęśliwa w jego towarzystwie i właśnie to przerażało ją najbardziej. To, że działał na nią tak mocno. Tak szybko. Tak kurewsko skutecznie. Musiała ochłonąć od tych wszystkich wrażeń w zaciszu własnego pokoju. Potrzebowała poukładać myśli i upewnić się, że nadal będzie potrafiła wykonać zadanie, które sobie wyznaczyła. Bo Cyrus, pomimo swoich mrocznych cech, w pewnym sensie rozświetlał te jej. A ona, gdzieś w głębi serca, pragnęła rozświetlić jego.

k o n i e c


Cyrus