i guess i miss you
: wt sie 11, 2026 9:55 pm
When everything comes crashing down
Cyrus nie potrafił zebrać swoich myśli w jedno, gdy wyjeżdżał spod domu rodzinnego Calliope. Jego palce zaciskały się nerwowo na kierownicy, a wzrok pozostawał bezustannie rozbiegany. Adrenalina wciąż buzowała w jego organizmie, a przez wściekłość, nie mógł wyzbyć się tego uporczywego szumu w swojej głowie. Raz za razem, odtwarzał scenę sprzed paru minut; najpierw twarz Davida i te wszystkie słowa, padające z jego ust jak pociski, a potem jej matkę, która zamiast ją wspierać, jeszcze bardziej pogarszała sytuację. Lockhart dwukrotnie powstrzymywał się przed zawróceniem pojazdu i dokończeniem tego, co zaczął. Czuł, że mógł zrobić znacznie więcej i ta myśl doprowadzała go do szału. Nigdy nie zależało mu na zgrywaniu bohatera, ale… Ale będąc świadkiem krzywdzenia Callie, coś w sposobie jego myślenia, uległo nagłej zmianie.
Rezydent nie mówił o tym głośno, ale był kurewsko przerażony swoim własnym zachowaniem. Nigdy nie dopuścił się czegoś takiego; nigdy nie rzucił się na nikogo z pięściami, jak jakiś wariat. Nigdy też nie miał realnego powodu do użycia przemocy, a wystarczył jeden impuls, jedno złe słowo, skierowane w stronę Calliope, by całkowicie oszalał, dając się ponieść emocjom. Cholera. To dziwne, że nagle miał dla kogo walczyć i że czyjś los obchodził go do tego stopnia, że czuł się w obowiązku r e a g o w a ć. Szybko jednak zrozumiał, że niezależnie od tego, jakie relacje łączą go z Nerrezą; i to czy miało to jakąkolwiek przyszłość czy też nie, nie miało zbytnio żadnego znaczenia. Cyrus miał swoje zasady. Mógł zrobić wszystko i w dowolny sposób zepchnąć kogoś na samo dno, ale nie wyobrażał sobie, żeby… Lockhart nieświadomie zacisnął dłonie w pięści. Czuł wściekłość na samą myśl, że ktoś mógłby ją skrzywdzić. I to raz za razem, nie znając najmniejszego umiaru.
Nie było nawet chwili, w której to właśnie ją uznałby za winną czemukolwiek. Cyrus doszedł do wniosku, dość prostego zresztą, że nie wychowywała się w zbyt dobrym domu; a to z kolei, wyjaśniało pewne jej zachowania lub nawyki. Wiadomo, że żadna rodzina nie jest idealna i każda robi sobie w jakiś sposób krzywdę, ale to przez co musiała przejść Callie było niewybaczalne. Cy nie zamierzał pozwolić jej na powrót do tego miejsca, a przynajmniej już nie w pojedynkę. Lockhart chciał zrzucić swoje zdenerwowanie na drugi plan, ale spoglądając na nią, czuł jak wszystko w nim na nowo ożywa. Zwariował. Co mu się stało? Zachowywał się, jakby nie miał żadnej kontroli nad swoimi emocjami. Kretyn.
Tak, chciał emocji. Chciał, żeby jego życie przestało być monotonne i kompletnie pozbawione jakichkolwiek kolorów. Nie sądził jednak, że jego codzienność nabierze takich jaskrawych barw i tempa. No cóż, może Hamilton na najbliższy tydzień, wcale nie będzie dla nich najgorszą możliwą opcją.
— Callie, nie powstrzymuj mnie następnym razem — poprosił, patrząc na nią z powagą. — Jeśli nie chcesz na to patrzeć, to wyjdź, ale już nie powstrzymuj mnie przed tym więcej — powiedział twardo. Cóż, podświadomie liczył na to, że to pierwszy i ostatni raz, gdy widzi Davida. Chciał jednak postawić tę sprawę tak jasno, jak się tylko dało. Cyrus odruchowo chciał zapytać się o to, kto jeszcze o tym wszystkim wiedział, ale podejrzewał, że ta odpowiedź może go mocno nie zadowolić, więc zacisnął mocno wargi, powstrzymując się przed kąśliwym komentarzem, który na pewno nie byłby teraz na miejscu. Czując, jak dziewczyna gładzi go po policzku, spojrzał na nią z dziwnym błyskiem w oku; nie był przyzwyczajony do tak skrajnych uczuć. Chyba sam czuł się nieco zagubiony, ale nie chciał tego rozgrzebywać. Sam fakt, że jego serce biło tak niespokojnie, był dla niego cholernie niekomfortowy.
— Coś wymyślimy. Ubrania to nie jest coś, czym musisz się teraz martwić — stwierdził, zanim włączył silnik, ruszając powoli w stronę Hamilton. — Od teraz niczym nie musisz się zresztą martwić — wymruczał cicho, skupiając się na drodze. — Napisz już teraz — powiedział, wyciągając telefon z kieszeni. Droga do hotelu zajęła trochę więcej czasu niż wtedy, gdy pędził, żeby zdążyć przed czymś, co… Cóż, zarówno David, jak i Cyrus gorzko by pożałowali.
Przez większość czasu jechali w ciszy, słuchając muzyki; Lockhart był pogrążony w swoich myślach, ale z każdym kilometrem, oddalającym ich od Toronto, coraz bardziej się uspokajał. Dopiero, gdy otworzył drzwi, prowadzące do swojego apartamentu i puścił ją przodem, odetchnął z pewną ulgą. Czuł, że powoli odzyskiwał nad sobą jakiekolwiek panowanie.
— Przez ten tydzień możesz spędzać tu tyle czasu, ile tylko chcesz Przez kolejne dwa dni mam dwunastki, więc będziesz mogła sobie odpocząć — powiedział cicho, zanim ruszył w kierunku łazienki, żeby zmyć z rąk krew. Dostrzegł rozcięcia na swojej skórze, ale zignorował je, skupiając się na pozbyciu czerwoności ze swoich palców. To dziwne. Miał kontakt z krwią każdego dnia, ale to pierwszy raz, gdy nie zmywał jej po swojej operacji.
Lockhart wrócił po chwili do sypialni, zatrzymując się w połowie drogi, by zmierzyć ją uważnym spojrzeniem. — Jak się czujesz? — zapytał ostrożnie, zerkając w jej ciemne oczy. — Przynajmniej nie muszę szukać pretekstu, by mieć cię teraz tylko dla siebie — zażartował, przyciągając ją w swoje ramiona i zamknąć w łagodnym uścisku. — I nie będę się już tutaj nudził — zaśmiał się, unosząc palcami jej podbródek.
You're the one I want
babe
Cyrus nie potrafił zebrać swoich myśli w jedno, gdy wyjeżdżał spod domu rodzinnego Calliope. Jego palce zaciskały się nerwowo na kierownicy, a wzrok pozostawał bezustannie rozbiegany. Adrenalina wciąż buzowała w jego organizmie, a przez wściekłość, nie mógł wyzbyć się tego uporczywego szumu w swojej głowie. Raz za razem, odtwarzał scenę sprzed paru minut; najpierw twarz Davida i te wszystkie słowa, padające z jego ust jak pociski, a potem jej matkę, która zamiast ją wspierać, jeszcze bardziej pogarszała sytuację. Lockhart dwukrotnie powstrzymywał się przed zawróceniem pojazdu i dokończeniem tego, co zaczął. Czuł, że mógł zrobić znacznie więcej i ta myśl doprowadzała go do szału. Nigdy nie zależało mu na zgrywaniu bohatera, ale… Ale będąc świadkiem krzywdzenia Callie, coś w sposobie jego myślenia, uległo nagłej zmianie.
Rezydent nie mówił o tym głośno, ale był kurewsko przerażony swoim własnym zachowaniem. Nigdy nie dopuścił się czegoś takiego; nigdy nie rzucił się na nikogo z pięściami, jak jakiś wariat. Nigdy też nie miał realnego powodu do użycia przemocy, a wystarczył jeden impuls, jedno złe słowo, skierowane w stronę Calliope, by całkowicie oszalał, dając się ponieść emocjom. Cholera. To dziwne, że nagle miał dla kogo walczyć i że czyjś los obchodził go do tego stopnia, że czuł się w obowiązku r e a g o w a ć. Szybko jednak zrozumiał, że niezależnie od tego, jakie relacje łączą go z Nerrezą; i to czy miało to jakąkolwiek przyszłość czy też nie, nie miało zbytnio żadnego znaczenia. Cyrus miał swoje zasady. Mógł zrobić wszystko i w dowolny sposób zepchnąć kogoś na samo dno, ale nie wyobrażał sobie, żeby… Lockhart nieświadomie zacisnął dłonie w pięści. Czuł wściekłość na samą myśl, że ktoś mógłby ją skrzywdzić. I to raz za razem, nie znając najmniejszego umiaru.
Nie było nawet chwili, w której to właśnie ją uznałby za winną czemukolwiek. Cyrus doszedł do wniosku, dość prostego zresztą, że nie wychowywała się w zbyt dobrym domu; a to z kolei, wyjaśniało pewne jej zachowania lub nawyki. Wiadomo, że żadna rodzina nie jest idealna i każda robi sobie w jakiś sposób krzywdę, ale to przez co musiała przejść Callie było niewybaczalne. Cy nie zamierzał pozwolić jej na powrót do tego miejsca, a przynajmniej już nie w pojedynkę. Lockhart chciał zrzucić swoje zdenerwowanie na drugi plan, ale spoglądając na nią, czuł jak wszystko w nim na nowo ożywa. Zwariował. Co mu się stało? Zachowywał się, jakby nie miał żadnej kontroli nad swoimi emocjami. Kretyn.
Tak, chciał emocji. Chciał, żeby jego życie przestało być monotonne i kompletnie pozbawione jakichkolwiek kolorów. Nie sądził jednak, że jego codzienność nabierze takich jaskrawych barw i tempa. No cóż, może Hamilton na najbliższy tydzień, wcale nie będzie dla nich najgorszą możliwą opcją.
— Callie, nie powstrzymuj mnie następnym razem — poprosił, patrząc na nią z powagą. — Jeśli nie chcesz na to patrzeć, to wyjdź, ale już nie powstrzymuj mnie przed tym więcej — powiedział twardo. Cóż, podświadomie liczył na to, że to pierwszy i ostatni raz, gdy widzi Davida. Chciał jednak postawić tę sprawę tak jasno, jak się tylko dało. Cyrus odruchowo chciał zapytać się o to, kto jeszcze o tym wszystkim wiedział, ale podejrzewał, że ta odpowiedź może go mocno nie zadowolić, więc zacisnął mocno wargi, powstrzymując się przed kąśliwym komentarzem, który na pewno nie byłby teraz na miejscu. Czując, jak dziewczyna gładzi go po policzku, spojrzał na nią z dziwnym błyskiem w oku; nie był przyzwyczajony do tak skrajnych uczuć. Chyba sam czuł się nieco zagubiony, ale nie chciał tego rozgrzebywać. Sam fakt, że jego serce biło tak niespokojnie, był dla niego cholernie niekomfortowy.
— Coś wymyślimy. Ubrania to nie jest coś, czym musisz się teraz martwić — stwierdził, zanim włączył silnik, ruszając powoli w stronę Hamilton. — Od teraz niczym nie musisz się zresztą martwić — wymruczał cicho, skupiając się na drodze. — Napisz już teraz — powiedział, wyciągając telefon z kieszeni. Droga do hotelu zajęła trochę więcej czasu niż wtedy, gdy pędził, żeby zdążyć przed czymś, co… Cóż, zarówno David, jak i Cyrus gorzko by pożałowali.
Przez większość czasu jechali w ciszy, słuchając muzyki; Lockhart był pogrążony w swoich myślach, ale z każdym kilometrem, oddalającym ich od Toronto, coraz bardziej się uspokajał. Dopiero, gdy otworzył drzwi, prowadzące do swojego apartamentu i puścił ją przodem, odetchnął z pewną ulgą. Czuł, że powoli odzyskiwał nad sobą jakiekolwiek panowanie.
— Przez ten tydzień możesz spędzać tu tyle czasu, ile tylko chcesz Przez kolejne dwa dni mam dwunastki, więc będziesz mogła sobie odpocząć — powiedział cicho, zanim ruszył w kierunku łazienki, żeby zmyć z rąk krew. Dostrzegł rozcięcia na swojej skórze, ale zignorował je, skupiając się na pozbyciu czerwoności ze swoich palców. To dziwne. Miał kontakt z krwią każdego dnia, ale to pierwszy raz, gdy nie zmywał jej po swojej operacji.
Lockhart wrócił po chwili do sypialni, zatrzymując się w połowie drogi, by zmierzyć ją uważnym spojrzeniem. — Jak się czujesz? — zapytał ostrożnie, zerkając w jej ciemne oczy. — Przynajmniej nie muszę szukać pretekstu, by mieć cię teraz tylko dla siebie — zażartował, przyciągając ją w swoje ramiona i zamknąć w łagodnym uścisku. — I nie będę się już tutaj nudził — zaśmiał się, unosząc palcami jej podbródek.
You're the one I want
babe