Strona 2 z 2

001. Chodź, pomaluj mój świat

: sob wrz 05, 2026 7:21 pm
autor: Alejandro Serrano
trigger warning
Wulgaryzmy
Stwierdzenie Gabrieli na temat zdobywania mnie wywołało u mnie szeroki, niemal bezczelny uśmiech. Musiałem przyznać, że coraz bardziej podobało mi się to, jak swobodnie podchodziła do całej sytuacji. Jeszcze kilkanaście minut wcześniej groziła mi wiertarką, a teraz rozmawialiśmy o randkach, ślubie i tym co mogłaby zrobić z moim ciałem przy pomocy farby. W chuj duży przeskok jak na nasze pierwsze nieoficjalne spotkanie. Nie miałem jednak najmniejszej ochoty tego kończyć.
- To brzmi bardziej jak zapowiedź polowania niż flirt - zauważyłem, opierając się wygodniej o blat. - Ale skoro już postanowiłaś mnie zdobyć, to jestem ciekawy, jak daleko jesteś gotowa się posunąć. - Puściłem jej zaczepnie oczko. - I skoro jesteś łowcą, to rozumiem, że ja mam być Śnieżką? Tylko błagam nie wycinaj mi serca.
Skoro chciała sprawdzić, co kryło się pod moim profesjonalnym zachowaniem, to zamierzałem pozwolić jej zobaczyć trochę więcej. Uśmiechnąłem się przy pytaniu o trzymanie za rękę. Temat porodu automatycznie uruchamiał we mnie tę część, która nie potrafiła traktować wszystkiego jak żartu.
- Jeżeli będę miał wolną, to nawet ci ją dam - odpowiedziałem. - Ale jak mi ją złamiesz, to później wystawię ci za to rachunek.
Sam wiedziałem, że jeśli będzie tego potrzebowała, to pewnie nawet nie pomyślę o odsuwaniu jej dłoni. Przy porodzie pacjentki reagowały różnie, a ostatnią rzeczą, jaką chciałem robić, to było ocenianie kogokolwiek za strach czy potrzebę złapania się czegoś znajomego.
Gdy padła z jej ust uwaga dotycząca moich nóg to odruchowo opuściłem wzrok na własne spodnie. Przez krótką chwilę przemknęła mi przez głowę myśl, że właśnie tutaj powinienem postawić granicę. Zaraz potem uznałem jednak, że skoro sam zdjąłem koszulkę tylko po to, żeby ją sprowokować, to udawanie niewinnego zaczynało być zwyczajnie śmieszne.
- Wiesz co? Masz rację - rzuciłem. - Nie chciałbym przecież ograniczać twojej artystycznej wizji. - Bez pośpiechu rozpiąłem pasek, potem guzik i zsunąłem spodnie z bioder. Zostałem w samych bokserkach, a spodnie rzuciłem na krzesło obok koszulki. Wyprostowałem się i napiąłem lekko mięśnie nóg. - Teraz już nie możesz narzekać na brak powierzchni - powiedziałem z prowokującym uśmiechem.
Przesunąłem dłonią po boku własnej klatki piersiowej i próbowałem wymyślić coś odpowiednio pojebanego, żeby pasowało do całej tej sytuacji. Właśnie wtedy wpadł mi do głowy pomysł, który niemal od razu mnie rozbawił.
- Mam coś lepszego niż runy czy kocie łapki - oznajmiłem. - Zrób mi blizny po szponach demonach seksu. - Przejechałem palcami od obojczyka w dół klatki, mniej więcej wyznaczając miejsce. - Tutaj trzy albo cztery ślady, a później możesz przeciągnąć je na bok. Zrób czerwone, dodaj trochę ciemniejszego koloru wokół i niech to wygląda tak, jakbym ledwo przeżył spotkanie z czymś naprawdę niebezpiecznym.
Pokręciłem głową i parsknąłem śmiechem. Jeszcze bardziej bawiło mnie to, że właściwie naprawdę chciałem zobaczyć efekt.
- Jak ktoś zapyta, to powiem, że to skutki ryzyka zawodowego.
Gdy wróciliśmy do tematu naszego wyimaginowanego ślubu, to musiałem się przez chwilę dobrze zastanowić.
- Motyle myślę, że mogą zostać, a alpaki brzmią absurdalnie, więc właściwie też zaczynają mi się podobać - przyznałem. - Ale od razu mówię, że na pierwszy taniec nie będzie "Alejandro". Nie zamierzam tańczyć do piosenki, w której przez pół numeru ktoś woła moje imię. Nawet ja mam granice narcyzmu. Chociaż w sumie na drugie imię mam Roberto, więc zaczynam podejrzewać, że to ja byłem inspiracją Gagi. - Pokręciłem głową z rozbawieniem. - "Blade of Grass" będzie git. To akurat jestem w stanie zaakceptować.
Spojrzałem w dół na siebie, a potem przesunąłem dłonią po karku. Stałem prawie nagi i omawiałem wzór, który miała mi namalować pacjentka, z którą przed chwilą planowałem fikcyjny ślub. Brzmiało to w kurwe źle.
- Więc łap się za farbę - powiedziałem w końcu. - Skoro już tyle obiecałaś, to teraz chcę zobaczyć, czy naprawdę jesteś równie dobra w działaniu, co gadaniu. - Uśmiechnąłem się szerzej. - I możesz przy okazji sprawdzić te łaskotki. Tylko pamiętaj, że nie obiecywałem siedzieć grzecznie.

Gabriela R. Blais

001. Chodź, pomaluj mój świat

: ndz wrz 13, 2026 4:09 pm
autor: Gabriela R. Blais
Z nią właśnie, tak to było. Istny rollercoaster. Plątanina wszelkich emocji, które zmieniały się, jak w kalejdoskopie. Nie umiała usiedzieć na dupie, a jej niewyparzony język nieraz wpakował ją w kłopoty. Była głośna. Pewna siebie i absurdalnie często rzucała na prawo i lewo kiepskimi żartami. Najwidoczniej jednak miała w sobie jakiś urok, który sprawiał, że powoli usta Alejandro rozciągały się w coś na kształt uśmiechu. Nie wypierdolił jej za drzwi i nie groził pozwem o molestowanie, więc to był jakiś progres. Aczkolwiek nie była do końca pewna, kto kogo w tym rozdaniu owijał sobie wokół paluszka.
- Znalazłam ostatnio klucze do piwnicy. W ostateczności może po prostu cię zamknę. - wysunęła koniuszek języka w geście droczenia się, ale ton jej głosu świadczył o tym, że nie miałaby najmniejszych oporów. Nazywało się to chyba syndrom sztokholmski. Dość drastyczne kroki jak na zdobycie jednego faceta dla siebie, ale kto mógłby się oprzeć takiemu porwaniu? Żadnej pracy i tak zacne towarzystwo. Czego chcieć więcej? - O to się nie martw. Nie po to robiłam nowe paznokcie, żeby wycinać ci serce. Wolę je trzymać w swojej dłoni. - rozkochać, a później porzucić. Przecież tak to wyglądało w jej przypadku od kilku lat. Teraz jednak miała wrażenie, że jest inaczej. Nie znudzi się po kilku dniach. Bo ta zabawa pomiędzy nimi wyglądała na grę w kotka i myszkę, gdzie role wciąż się odwracały.
A to było ciekawe.
Przyciągało jej uwagę, powodując, że pozwalała mu również kontrolować sytuację. Bawić się tą małą wymianą zdań. Jeszcze nie tak dawno miała go za sztywnego lekarza, który nie znał się na żartach. A tu proszę.
- Czy powinno mnie martwić to, że mój przyszły mąż będzie oglądał poród z tamtej strony? Nie chciałabym, żeby to zaważyło na naszym życiu intymnym. - świadomość tego, że codziennie oglądał tak wiele kobiet w różnym wieku i stanie była... dziwna. Jednocześnie była ciekawa, jak jego praca wpływała na inne strefy jego życia. Podobały mu się one? Czy później jeśli był z kobietą na randce, to patrzył na nią pod względem medycznym, gdy lądowali finalnie w łóżku? Miała tak wiele pytań... Niestosownych.
Nawet może kilka padłoby z jej ust, ale... Jej umysł zaprzątały teraz znacznie lepsze widoki. Bez żadnych oporów spuściła wzrok, żeby obejrzeć, jak bardzo natura go obdarzyła pewnymi walorami. Co prawda bokserki przeszkadzały w ocenie, ale przecież musieli cokolwiek zostawić na później. W tym była cała zabawa.
Zamrugała.
- Demona Seksu? - powtórzyła za nim niemal krztusząc się powietrzem, ledwo powstrzymując się od śmiechu. - Jak chcesz przed kumplami pochwalić się, jak bawisz się w łóżku, wystarczyło poprosić. Nie bez przyczyny robię takie szpony. - przejechała delikatnie paznokciami w miejscach, które wskazał. A na jej twarzy nie było już żadnego śladu po rozbawieniu, ale mina artystki, która staje przed czystym płótnem i zastanawia się w jaki sposób powinna przelać własną wizję na płótno.
- Zaraz wracam. - oznajmiła w końcu i na dobre kilka minut pozostawiła Alejandro samego. Wróciła ze wszystkim, czego potrzebowała, żeby spełnić jego pokręconą wizję. - Mam wosk do charakteryzacji. Możesz uznać, że to makijaż próbny na Halloween. - uklękła przed nim i zerknęła niewinnie na jego twarz. Zaczęła przygotowywać jego skórę do malowania. Oboje nie chcieli przecież, żeby to śliczne ciałko dostało podrażnienia.
- A Fernando masz na trzecie? Blade of grass? Romantycznie i trochę mrocznie. Podoba mi się. Będzie pasować do mojej wymarzonej sukni. - bo jak większość kobiet, to od dawna miała wybraną tę jedyną wymarzoną suknię, w której w ten jeden wyjątkowy dzień czułaby się jak królowa mroku. - Tylko tort ma być klasyczny. Czekolada z owocami, bez żadnego Dubajskiego shitu. - zaczęła powoli nakładać wosk, żeby rana wyglądała na autentyczną. - A kto powiedział, że ja będę grzecznie pracować? - zahaczyła paznokciem o gumkę od jego bokserek, żeby wsunąć pędzelek poza linię, która jej wyznaczył.

Alejandro Serrano

001. Chodź, pomaluj mój świat

: ndz wrz 13, 2026 11:43 pm
autor: Alejandro Serrano
trigger warning
Wulgaryzmy
Po wzmiance o zamknięciu mnie w piwnicy przez chwile udawałem, że naprawę rozważam wszystkie plusy i minusy. Coraz trudniej było jednak przewidzieć, które pomysły kończyły się na żartach, a które należało potraktować jako ostrzeżenie.
- Czyli przeszliśmy już od flirtu do porwania? - zapytałem z rozbawieniem. - Muszę przyznać, że tempo tej relacji zaczyna mi imponować. Tylko załatw mi mi jedzenie i Wi-Fi, żebym nie zanudził się na śmierć. - Znacznie bardziej spodobała mi się druga część jej wypowiedzi. Przesunąłem językiem po wewnętrznej stronie polika, powstrzymując kolejny uśmiech. - Moje serce w twoich rękach? Brzmi romantycznie, dopóki człowiek nie przypomni sobie, że masz długie paznokcie i klucze do piwnicy.
Temat porodu rozbawił mnie na tyle, że parsknąłem śmiechem. To pytanie było absurdalne, ale gdyby bardziej się nad nim zastanowić, to cholernie do niej pasowało.
- Spokojnie. Lekarz i facet to jednak dwie różne części mojego mózgu - odpowiedziałem. - Nie wychodzę z porodówki z traumą na widok kobiecego ciała. Gdybym miał taki problem, to długo nie popracowałbym w zawodzie. - Uśmiechnąłem się szeroko. - Poza tym przyszłej żonie wybaczyłbym nawet poród. Jestem podobno bardzo tolerancyjny.
Pomysł z demonem seksu nadal bawił mnie równie mocno, ale kiedy spojrzałem na miejsce, w którym miały znaleźć się ślady, to zacząłem traktować całość zdecydowanie poważniej.
- Czyli teraz mogę oficjalnie mówić, że blizny zrobiła mi demonica seksu? - zapytałem. W sumie to nawet nie wiedziałem, czy funkcjonuje takie określenie. Nie byłby to jednak pierwszy raz, kiedy stworzyłem jakieś nowo słowo. - Bo jak ktoś uwierzy, to zamierzam bezczelnie mówić o tym, kto jest autorem.
Stałem cierpliwie i starałem się nie ruszać. Jednak świadomość tego, jak komicznie musiała wyglądać cała ta scena, tylko poprawiała mi humor. Jeszcze tego ranka moim największym problemem był remont. Teraz stałem w bokserkach i planowałem ślub z własną sąsiadką.
- Fernando? Nie, xd. Rodzice najwyraźniej już przy drugim imieniu uznali, że wystarczy zabawy - odpowiedziałem. - Chociaż skoro Gaga użyła moje dwa imiona w jednej piosence, to chyba należy mi się procent od sprzedanych kopii.
Gdy rozmowa przeszła na temat tortu, to kiwnąłem głową na znak aprobaty. - Czekolada i owoce brzmią ekstra. Jak zobaczę cokolwiek z jebanych pistacji, to odwołuję ślub przed ołtarzem. Nawet jeśli będzie cywilny.
Kiedy poczułem ruch tuż przy linii bokserek, to odruchowo napiąłem brzuch. Spojrzałem w dół, a potem powoli uniosłem wzrok, czując jak na mojej twarzy pojawia się zdecydowanie zbyt zadowolony uśmiech.
- A więc tak zamierzasz pracować? - spytałem. Jednak zamiast się odsunąć, to oparłem dłonie za sobą o blat i zostałem dokładnie tam, gdzie stałem. - Ostrzegałem cię, że ja też nie zamierzam być grzeczny. Więc jeżeli próbujesz sprawdzać, gdzie leży moja granica, to będziesz musiała postarać się trochę bardziej. - Przechyliłem lekko głowę. - Tylko uważaj z tym pędzelkiem. Chyba nie chcesz, abym pomyślał, że malowanie było wyłącznie wymówką?

Gabriela R. Blais