001. Chodź, pomaluj mój świat
: sob wrz 05, 2026 7:21 pm
trigger warning
Wulgaryzmy- To brzmi bardziej jak zapowiedź polowania niż flirt - zauważyłem, opierając się wygodniej o blat. - Ale skoro już postanowiłaś mnie zdobyć, to jestem ciekawy, jak daleko jesteś gotowa się posunąć. - Puściłem jej zaczepnie oczko. - I skoro jesteś łowcą, to rozumiem, że ja mam być Śnieżką? Tylko błagam nie wycinaj mi serca.
Skoro chciała sprawdzić, co kryło się pod moim profesjonalnym zachowaniem, to zamierzałem pozwolić jej zobaczyć trochę więcej. Uśmiechnąłem się przy pytaniu o trzymanie za rękę. Temat porodu automatycznie uruchamiał we mnie tę część, która nie potrafiła traktować wszystkiego jak żartu.
- Jeżeli będę miał wolną, to nawet ci ją dam - odpowiedziałem. - Ale jak mi ją złamiesz, to później wystawię ci za to rachunek.
Sam wiedziałem, że jeśli będzie tego potrzebowała, to pewnie nawet nie pomyślę o odsuwaniu jej dłoni. Przy porodzie pacjentki reagowały różnie, a ostatnią rzeczą, jaką chciałem robić, to było ocenianie kogokolwiek za strach czy potrzebę złapania się czegoś znajomego.
Gdy padła z jej ust uwaga dotycząca moich nóg to odruchowo opuściłem wzrok na własne spodnie. Przez krótką chwilę przemknęła mi przez głowę myśl, że właśnie tutaj powinienem postawić granicę. Zaraz potem uznałem jednak, że skoro sam zdjąłem koszulkę tylko po to, żeby ją sprowokować, to udawanie niewinnego zaczynało być zwyczajnie śmieszne.
- Wiesz co? Masz rację - rzuciłem. - Nie chciałbym przecież ograniczać twojej artystycznej wizji. - Bez pośpiechu rozpiąłem pasek, potem guzik i zsunąłem spodnie z bioder. Zostałem w samych bokserkach, a spodnie rzuciłem na krzesło obok koszulki. Wyprostowałem się i napiąłem lekko mięśnie nóg. - Teraz już nie możesz narzekać na brak powierzchni - powiedziałem z prowokującym uśmiechem.
Przesunąłem dłonią po boku własnej klatki piersiowej i próbowałem wymyślić coś odpowiednio pojebanego, żeby pasowało do całej tej sytuacji. Właśnie wtedy wpadł mi do głowy pomysł, który niemal od razu mnie rozbawił.
- Mam coś lepszego niż runy czy kocie łapki - oznajmiłem. - Zrób mi blizny po szponach demonach seksu. - Przejechałem palcami od obojczyka w dół klatki, mniej więcej wyznaczając miejsce. - Tutaj trzy albo cztery ślady, a później możesz przeciągnąć je na bok. Zrób czerwone, dodaj trochę ciemniejszego koloru wokół i niech to wygląda tak, jakbym ledwo przeżył spotkanie z czymś naprawdę niebezpiecznym.
Pokręciłem głową i parsknąłem śmiechem. Jeszcze bardziej bawiło mnie to, że właściwie naprawdę chciałem zobaczyć efekt.
- Jak ktoś zapyta, to powiem, że to skutki ryzyka zawodowego.
Gdy wróciliśmy do tematu naszego wyimaginowanego ślubu, to musiałem się przez chwilę dobrze zastanowić.
- Motyle myślę, że mogą zostać, a alpaki brzmią absurdalnie, więc właściwie też zaczynają mi się podobać - przyznałem. - Ale od razu mówię, że na pierwszy taniec nie będzie "Alejandro". Nie zamierzam tańczyć do piosenki, w której przez pół numeru ktoś woła moje imię. Nawet ja mam granice narcyzmu. Chociaż w sumie na drugie imię mam Roberto, więc zaczynam podejrzewać, że to ja byłem inspiracją Gagi. - Pokręciłem głową z rozbawieniem. - "Blade of Grass" będzie git. To akurat jestem w stanie zaakceptować.
Spojrzałem w dół na siebie, a potem przesunąłem dłonią po karku. Stałem prawie nagi i omawiałem wzór, który miała mi namalować pacjentka, z którą przed chwilą planowałem fikcyjny ślub. Brzmiało to w kurwe źle.
- Więc łap się za farbę - powiedziałem w końcu. - Skoro już tyle obiecałaś, to teraz chcę zobaczyć, czy naprawdę jesteś równie dobra w działaniu, co gadaniu. - Uśmiechnąłem się szerzej. - I możesz przy okazji sprawdzić te łaskotki. Tylko pamiętaj, że nie obiecywałem siedzieć grzecznie.
Gabriela R. Blais