Strona 2 z 2

001. Chodź, pomaluj mój świat

: sob wrz 05, 2026 7:21 pm
autor: Alejandro Serrano
trigger warning
Wulgaryzmy
Stwierdzenie Gabrieli na temat zdobywania mnie wywołało u mnie szeroki, niemal bezczelny uśmiech. Musiałem przyznać, że coraz bardziej podobało mi się to, jak swobodnie podchodziła do całej sytuacji. Jeszcze kilkanaście minut wcześniej groziła mi wiertarką, a teraz rozmawialiśmy o randkach, ślubie i tym co mogłaby zrobić z moim ciałem przy pomocy farby. W chuj duży przeskok jak na nasze pierwsze nieoficjalne spotkanie. Nie miałem jednak najmniejszej ochoty tego kończyć.
- To brzmi bardziej jak zapowiedź polowania niż flirt - zauważyłem, opierając się wygodniej o blat. - Ale skoro już postanowiłaś mnie zdobyć, to jestem ciekawy, jak daleko jesteś gotowa się posunąć. - Puściłem jej zaczepnie oczko. - I skoro jesteś łowcą, to rozumiem, że ja mam być Śnieżką? Tylko błagam nie wycinaj mi serca.
Skoro chciała sprawdzić, co kryło się pod moim profesjonalnym zachowaniem, to zamierzałem pozwolić jej zobaczyć trochę więcej. Uśmiechnąłem się przy pytaniu o trzymanie za rękę. Temat porodu automatycznie uruchamiał we mnie tę część, która nie potrafiła traktować wszystkiego jak żartu.
- Jeżeli będę miał wolną, to nawet ci ją dam - odpowiedziałem. - Ale jak mi ją złamiesz, to później wystawię ci za to rachunek.
Sam wiedziałem, że jeśli będzie tego potrzebowała, to pewnie nawet nie pomyślę o odsuwaniu jej dłoni. Przy porodzie pacjentki reagowały różnie, a ostatnią rzeczą, jaką chciałem robić, to było ocenianie kogokolwiek za strach czy potrzebę złapania się czegoś znajomego.
Gdy padła z jej ust uwaga dotycząca moich nóg to odruchowo opuściłem wzrok na własne spodnie. Przez krótką chwilę przemknęła mi przez głowę myśl, że właśnie tutaj powinienem postawić granicę. Zaraz potem uznałem jednak, że skoro sam zdjąłem koszulkę tylko po to, żeby ją sprowokować, to udawanie niewinnego zaczynało być zwyczajnie śmieszne.
- Wiesz co? Masz rację - rzuciłem. - Nie chciałbym przecież ograniczać twojej artystycznej wizji. - Bez pośpiechu rozpiąłem pasek, potem guzik i zsunąłem spodnie z bioder. Zostałem w samych bokserkach, a spodnie rzuciłem na krzesło obok koszulki. Wyprostowałem się i napiąłem lekko mięśnie nóg. - Teraz już nie możesz narzekać na brak powierzchni - powiedziałem z prowokującym uśmiechem.
Przesunąłem dłonią po boku własnej klatki piersiowej i próbowałem wymyślić coś odpowiednio pojebanego, żeby pasowało do całej tej sytuacji. Właśnie wtedy wpadł mi do głowy pomysł, który niemal od razu mnie rozbawił.
- Mam coś lepszego niż runy czy kocie łapki - oznajmiłem. - Zrób mi blizny po szponach demonach seksu. - Przejechałem palcami od obojczyka w dół klatki, mniej więcej wyznaczając miejsce. - Tutaj trzy albo cztery ślady, a później możesz przeciągnąć je na bok. Zrób czerwone, dodaj trochę ciemniejszego koloru wokół i niech to wygląda tak, jakbym ledwo przeżył spotkanie z czymś naprawdę niebezpiecznym.
Pokręciłem głową i parsknąłem śmiechem. Jeszcze bardziej bawiło mnie to, że właściwie naprawdę chciałem zobaczyć efekt.
- Jak ktoś zapyta, to powiem, że to skutki ryzyka zawodowego.
Gdy wróciliśmy do tematu naszego wyimaginowanego ślubu, to musiałem się przez chwilę dobrze zastanowić.
- Motyle myślę, że mogą zostać, a alpaki brzmią absurdalnie, więc właściwie też zaczynają mi się podobać - przyznałem. - Ale od razu mówię, że na pierwszy taniec nie będzie "Alejandro". Nie zamierzam tańczyć do piosenki, w której przez pół numeru ktoś woła moje imię. Nawet ja mam granice narcyzmu. Chociaż w sumie na drugie imię mam Roberto, więc zaczynam podejrzewać, że to ja byłem inspiracją Gagi. - Pokręciłem głową z rozbawieniem. - "Blade of Grass" będzie git. To akurat jestem w stanie zaakceptować.
Spojrzałem w dół na siebie, a potem przesunąłem dłonią po karku. Stałem prawie nagi i omawiałem wzór, który miała mi namalować pacjentka, z którą przed chwilą planowałem fikcyjny ślub. Brzmiało to w kurwe źle.
- Więc łap się za farbę - powiedziałem w końcu. - Skoro już tyle obiecałaś, to teraz chcę zobaczyć, czy naprawdę jesteś równie dobra w działaniu, co gadaniu. - Uśmiechnąłem się szerzej. - I możesz przy okazji sprawdzić te łaskotki. Tylko pamiętaj, że nie obiecywałem siedzieć grzecznie.

Gabriela R. Blais

001. Chodź, pomaluj mój świat

: ndz wrz 13, 2026 4:09 pm
autor: Gabriela R. Blais
Z nią właśnie, tak to było. Istny rollercoaster. Plątanina wszelkich emocji, które zmieniały się, jak w kalejdoskopie. Nie umiała usiedzieć na dupie, a jej niewyparzony język nieraz wpakował ją w kłopoty. Była głośna. Pewna siebie i absurdalnie często rzucała na prawo i lewo kiepskimi żartami. Najwidoczniej jednak miała w sobie jakiś urok, który sprawiał, że powoli usta Alejandro rozciągały się w coś na kształt uśmiechu. Nie wypierdolił jej za drzwi i nie groził pozwem o molestowanie, więc to był jakiś progres. Aczkolwiek nie była do końca pewna, kto kogo w tym rozdaniu owijał sobie wokół paluszka.
- Znalazłam ostatnio klucze do piwnicy. W ostateczności może po prostu cię zamknę. - wysunęła koniuszek języka w geście droczenia się, ale ton jej głosu świadczył o tym, że nie miałaby najmniejszych oporów. Nazywało się to chyba syndrom sztokholmski. Dość drastyczne kroki jak na zdobycie jednego faceta dla siebie, ale kto mógłby się oprzeć takiemu porwaniu? Żadnej pracy i tak zacne towarzystwo. Czego chcieć więcej? - O to się nie martw. Nie po to robiłam nowe paznokcie, żeby wycinać ci serce. Wolę je trzymać w swojej dłoni. - rozkochać, a później porzucić. Przecież tak to wyglądało w jej przypadku od kilku lat. Teraz jednak miała wrażenie, że jest inaczej. Nie znudzi się po kilku dniach. Bo ta zabawa pomiędzy nimi wyglądała na grę w kotka i myszkę, gdzie role wciąż się odwracały.
A to było ciekawe.
Przyciągało jej uwagę, powodując, że pozwalała mu również kontrolować sytuację. Bawić się tą małą wymianą zdań. Jeszcze nie tak dawno miała go za sztywnego lekarza, który nie znał się na żartach. A tu proszę.
- Czy powinno mnie martwić to, że mój przyszły mąż będzie oglądał poród z tamtej strony? Nie chciałabym, żeby to zaważyło na naszym życiu intymnym. - świadomość tego, że codziennie oglądał tak wiele kobiet w różnym wieku i stanie była... dziwna. Jednocześnie była ciekawa, jak jego praca wpływała na inne strefy jego życia. Podobały mu się one? Czy później jeśli był z kobietą na randce, to patrzył na nią pod względem medycznym, gdy lądowali finalnie w łóżku? Miała tak wiele pytań... Niestosownych.
Nawet może kilka padłoby z jej ust, ale... Jej umysł zaprzątały teraz znacznie lepsze widoki. Bez żadnych oporów spuściła wzrok, żeby obejrzeć, jak bardzo natura go obdarzyła pewnymi walorami. Co prawda bokserki przeszkadzały w ocenie, ale przecież musieli cokolwiek zostawić na później. W tym była cała zabawa.
Zamrugała.
- Demona Seksu? - powtórzyła za nim niemal krztusząc się powietrzem, ledwo powstrzymując się od śmiechu. - Jak chcesz przed kumplami pochwalić się, jak bawisz się w łóżku, wystarczyło poprosić. Nie bez przyczyny robię takie szpony. - przejechała delikatnie paznokciami w miejscach, które wskazał. A na jej twarzy nie było już żadnego śladu po rozbawieniu, ale mina artystki, która staje przed czystym płótnem i zastanawia się w jaki sposób powinna przelać własną wizję na płótno.
- Zaraz wracam. - oznajmiła w końcu i na dobre kilka minut pozostawiła Alejandro samego. Wróciła ze wszystkim, czego potrzebowała, żeby spełnić jego pokręconą wizję. - Mam wosk do charakteryzacji. Możesz uznać, że to makijaż próbny na Halloween. - uklękła przed nim i zerknęła niewinnie na jego twarz. Zaczęła przygotowywać jego skórę do malowania. Oboje nie chcieli przecież, żeby to śliczne ciałko dostało podrażnienia.
- A Fernando masz na trzecie? Blade of grass? Romantycznie i trochę mrocznie. Podoba mi się. Będzie pasować do mojej wymarzonej sukni. - bo jak większość kobiet, to od dawna miała wybraną tę jedyną wymarzoną suknię, w której w ten jeden wyjątkowy dzień czułaby się jak królowa mroku. - Tylko tort ma być klasyczny. Czekolada z owocami, bez żadnego Dubajskiego shitu. - zaczęła powoli nakładać wosk, żeby rana wyglądała na autentyczną. - A kto powiedział, że ja będę grzecznie pracować? - zahaczyła paznokciem o gumkę od jego bokserek, żeby wsunąć pędzelek poza linię, która jej wyznaczył.

Alejandro Serrano

001. Chodź, pomaluj mój świat

: ndz wrz 13, 2026 11:43 pm
autor: Alejandro Serrano
trigger warning
Wulgaryzmy
Po wzmiance o zamknięciu mnie w piwnicy przez chwile udawałem, że naprawę rozważam wszystkie plusy i minusy. Coraz trudniej było jednak przewidzieć, które pomysły kończyły się na żartach, a które należało potraktować jako ostrzeżenie.
- Czyli przeszliśmy już od flirtu do porwania? - zapytałem z rozbawieniem. - Muszę przyznać, że tempo tej relacji zaczyna mi imponować. Tylko załatw mi mi jedzenie i Wi-Fi, żebym nie zanudził się na śmierć. - Znacznie bardziej spodobała mi się druga część jej wypowiedzi. Przesunąłem językiem po wewnętrznej stronie polika, powstrzymując kolejny uśmiech. - Moje serce w twoich rękach? Brzmi romantycznie, dopóki człowiek nie przypomni sobie, że masz długie paznokcie i klucze do piwnicy.
Temat porodu rozbawił mnie na tyle, że parsknąłem śmiechem. To pytanie było absurdalne, ale gdyby bardziej się nad nim zastanowić, to cholernie do niej pasowało.
- Spokojnie. Lekarz i facet to jednak dwie różne części mojego mózgu - odpowiedziałem. - Nie wychodzę z porodówki z traumą na widok kobiecego ciała. Gdybym miał taki problem, to długo nie popracowałbym w zawodzie. - Uśmiechnąłem się szeroko. - Poza tym przyszłej żonie wybaczyłbym nawet poród. Jestem podobno bardzo tolerancyjny.
Pomysł z demonem seksu nadal bawił mnie równie mocno, ale kiedy spojrzałem na miejsce, w którym miały znaleźć się ślady, to zacząłem traktować całość zdecydowanie poważniej.
- Czyli teraz mogę oficjalnie mówić, że blizny zrobiła mi demonica seksu? - zapytałem. W sumie to nawet nie wiedziałem, czy funkcjonuje takie określenie. Nie byłby to jednak pierwszy raz, kiedy stworzyłem jakieś nowo słowo. - Bo jak ktoś uwierzy, to zamierzam bezczelnie mówić o tym, kto jest autorem.
Stałem cierpliwie i starałem się nie ruszać. Jednak świadomość tego, jak komicznie musiała wyglądać cała ta scena, tylko poprawiała mi humor. Jeszcze tego ranka moim największym problemem był remont. Teraz stałem w bokserkach i planowałem ślub z własną sąsiadką.
- Fernando? Nie, xd. Rodzice najwyraźniej już przy drugim imieniu uznali, że wystarczy zabawy - odpowiedziałem. - Chociaż skoro Gaga użyła moje dwa imiona w jednej piosence, to chyba należy mi się procent od sprzedanych kopii.
Gdy rozmowa przeszła na temat tortu, to kiwnąłem głową na znak aprobaty. - Czekolada i owoce brzmią ekstra. Jak zobaczę cokolwiek z jebanych pistacji, to odwołuję ślub przed ołtarzem. Nawet jeśli będzie cywilny.
Kiedy poczułem ruch tuż przy linii bokserek, to odruchowo napiąłem brzuch. Spojrzałem w dół, a potem powoli uniosłem wzrok, czując jak na mojej twarzy pojawia się zdecydowanie zbyt zadowolony uśmiech.
- A więc tak zamierzasz pracować? - spytałem. Jednak zamiast się odsunąć, to oparłem dłonie za sobą o blat i zostałem dokładnie tam, gdzie stałem. - Ostrzegałem cię, że ja też nie zamierzam być grzeczny. Więc jeżeli próbujesz sprawdzać, gdzie leży moja granica, to będziesz musiała postarać się trochę bardziej. - Przechyliłem lekko głowę. - Tylko uważaj z tym pędzelkiem. Chyba nie chcesz, abym pomyślał, że malowanie było wyłącznie wymówką?

Gabriela R. Blais

001. Chodź, pomaluj mój świat

: śr wrz 23, 2026 2:41 pm
autor: Gabriela R. Blais
Flirt i małe przekomarzanki z nim uwalniały te drobne pokłady endorfin, o których istnieniu zdążyła zapomnieć. Już dawno się tak nie czuła. Od dawna nikt nie wywoływał u niej takich reakcji, a tutaj każde zdanie zbliżało ich do wielkiej niewiadomej. Była ciekawa, jak ta historia się zakończy. Czy w końcu ktoś zatrzyma ją na dłużej w jednym miejscu, czy znowu zacznie pędzić przed siebie bez opamiętania? Znudzi jej się ta gra? Póki co, to naprawdę miała ochotę go zamknąć z dala od wszystkich. Udowodnić, że akurat nuda nie groziła mu przy jej boku.
- Od kiedy, to tak działa? Podobno faceci potrafią myśleć dwoma częściami ciała, ale zazwyczaj używają jednej. -i raczej nikogo nie zdziwi, że mózg plasował się w tym rankingu dość nisko. - Czyli będziesz trzymał mnie za rączkę i jeszcze mi wybaczysz mój wygląd przy porodzie? Dobrze, że przywołały mnie odgłosy wiertarki, bo tak dalej ze świecą bym cię szukała. - uśmiechnęła się w ten niewinny niemal dziewczęcy sposób. Tylko czy to były puste słowa? Ojciec dziecka nawet nie interesował się przebiegiem ciąży. Była w tym kompletnie sama i zaufanie komuś przychodziło z trudem. O ile teraz mogli sobie pozwolić na te gierki, to co będzie później? Nie czarowała się. Mężczyźni uwielbiali unikać odpowiedzialności, a jej mały synek... To było głupie, że przez chwilę pomyślała, że Alejandro mógłby zastąpić tej małej poczwarce ojca.
- Tylko będziesz musiał przychodzić na poprawki, żeby uwiarygodnić swoją wersję. Demonice są bardzo nienasycone. Dbamy o własną przyjemność. Nie wiem, czy przy twoim grafiku podołasz. - odpowiedziała bez chwili namysłu, nakładając starannie wosk na jego skórę. Na jej twarzy było widoczne skupienie, gdy poruszała zręcznie palcami, w których trzymała pędzelek. - Zdecydowanie powinieneś do niej napisać. Może da ci jakieś bilety na koncert i mnie zabierzesz? - wcale się nie pchała na randkę z nim. WCALE.
- Tylko bez truskawek. No chyba, że chcesz od razu zostać wdowcem. Albo spędzić noc poślubną w szpitalu. - cholerne truskawki. Czemu akurat musiała mieć alergie na ten owoc ?
- Tak? Póki co jesteś bardzo grzeczny. To ja jestem przecież wytworem wszelkich niegodziwości, a ty moim płótnem. - kącik ust uniosła w leniwym uśmieszku i złapała między zęby gumkę od jego bokserek, żeby ponownie przekroczyć pędzelkiem tę granicę. Tym razem ten ruch nie pozostawiał żadnych wątpliwości, co do jej intencji. - Malowanie było tylko wymówką. I jak widać całkiem na dobre mi to wyszło. - bezwstydnie spojrzała w kierunku tej części jego ciała, którą zakrywał jeszcze materiał bielizny.

Alejandro Serrano

001. Chodź, pomaluj mój świat

: ndz wrz 27, 2026 2:44 pm
autor: Alejandro Serrano
Muszę przyznać, że tekst o dwóch częściach ciała bardzo mnie rozbił. Zaczynałem podejrzewać, że niezależnie od tego, co powiem, to Gabriela i tak znajdzie sposób na to, żeby sprowadzić rozmowę dokładnie tam, gdzie chciała.
- To tylko krzywdzący stereotyp - zaprotestowałem z udawaną powagą. - Ja staram się używać obu jednocześnie. Inni najwyraźniej nie potrafią robić kilku rzeczy jednocześnie.
Temat ślubu też był całkiem zabawny, jednak to, co dotyczyło porodu, starałem się traktować poważnie. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że będzie to dla niej jeden z najbardziej stresujących momentów z całej ciąży.
- Przy porodzie możesz wyglądać jak po tygodniowym maratonie na bagnie i nadal nie będzie mnie to obchodziło - odpowiedziałem. - Moim zadaniem będzie dopilnowanie tego, żebyś ty i mały bezpiecznie przez to przeszli. Reszta naprawdę nie będzie wtedy miała żadnego znaczenia.
Po chwili zdałem sobie sprawę z tego, że jej dziecko wcale nie było mi obojętne. Co prawda nie znałem go poza wynikami badań i obrazem na monitorze, a mimo wszystko coraz częściej przestawałem myśleć o całej sytuacji wyłącznie zawodowo. Szybko wróciłem jednak do zdecydowanie bezpieczniejszego dla mnie tematu. W końcu prywatnie dopiero co się poznaliśmy.
- Nienasycona demonica seksu wymagająca regularnych poprawek? - uniosłem brew. - Mam bardzo napięty grafik, ale dla podtrzymania wiarygodności historii jestem gotowy dokonać pewnych poświęceń. Nie chciałbym przecież wyjść na kłamcę przed kumplami.
Uśmiechnąłem się na propozycję koncertu.
- Napiszę do niej, że bezczelnie wykorzystała oba moje imiona. A jak dostanę bilety w ramach odszkodowania, to możesz iść ze mną. Tylko wtedy już oficjalnie nazwę to naszą pierwszą randką. To tak na wypadek, gdybyś później próbowała wyłudzić randki poprawkowe.
Informację o truskawkach natychmiast sobie zakodowałem, żeby później nie pierdolnąć gafy. - Serio nie możesz jeść truskawek? - spytałem trochę poważniej.
Kiedy sytuacja przy moich bokserkach zaczęła się robić coraz mniej niewinna, to poczułem, że automatycznie napinam mięśnie brzucha. Na chwilę spojrzałem w dół, a następnie powoli uniosłem wzrok. Uśmiech znikł z mojej twarzy tylko na sekundę i zastąpiło go coś znacznie bardziej niegrzecznego.
- Mówisz, że bardzo grzeczny? - powtórzyłem po niej. - Chyba po prostu dałem ci zbyt dużo czasu, żebyś poczuła się pewnie. - Oparłem mocniej dłonie o blat i pochyliłem się nieznacznie do przodu. - Dobrze wiedzieć, że malowanie to tylko wymówka. - Przesunąłem językiem po dolnej wardze, nie spuszczając z Gabrieli wzroku. - Bo gdybym miał być całkowicie szczery, to ja też już jakiś czas temu przestałem udawać, że pozwalam ci na to wszystko wyłącznie dlatego, że jestem ciekawy efektu końcowego.
Przez kilka sekund patrzyłem jej jeszcze prosto w oczy, tak jak sam dawałbym sobie ostatnią szansę na wycofanie się z tego wszystkiego. Problem polegał jednak na tym, że wcale nie chciałem się wycofywać. W sumie może to nie był do końca problem. Od początku tej rozmowy przesuwaliśmy granicę coraz dalej i chyba oboje doskonale wiedzieliśmy, do czego to prowadziło.
- Skoro już ustaliliśmy, że żadne z nas nie jest tutaj niewinne... - dodałem ciszej. Oderwałem jedną dłoń od blatu i wsunąłem palce pod jej podbródek. Delikatnie uniosłem jej twarz w swoją stronę, dalej nie spuszczając z niej wzroku. Przez krótką chwilę zawahałem się jeszcze tuż przed jej ustami, aby wprowadzić chwilę napięcia. - To chyba mogę wreszcie przestać być taki grzeczny.
Nachyliłem się i ją pocałowałem. Początkowo zrobiłem to spokojnie, aby sprawdzić, czy ta cała chemia między nami nie istniała wyłącznie w samych słowach. Bardzo szybko przestało mieć dla mnie znaczenie to, kto rozpoczął tę grę i kto miał kogo zdobywać. Przycisnąłem ją bardziej do swojego ciała, nadal trzymając dłoń przy jej twarzy.
- No - szepnąłem z lekko prowokującym uśmiechem. - Teraz i ja mogę przyznać, że malowanie było całkiem skuteczną wymówką.

Gabriela R. Blais

001. Chodź, pomaluj mój świat

: pn paź 05, 2026 11:14 am
autor: Gabriela R. Blais
Słowne przekomarzania to było coś, co takie niesforne rude istoty kochały najbardziej. Prowokowała i ciągle spychała temat tylko w jedną stronę. Wolała żartować i rozładowywać napięcie pomiędzy nimi poprzez niezobowiązujący flirt. Wzmianki o porodzie były jednym poważnym wątkiem w tej ich małej sąsiedzkiej pogawędce.
- Po maratonie po bagnach wyglądam całkiem sexy. Wiesz przemoczona, ubłocona, przylegająca bluzka. Brak stanika. Niejeden prawiczek oddałby nerkę za takie widoki. - poruszyła sugestywnie brwiami, ale gdzieś w podświadomości zdawała sobie sprawę, że po porodzie będzie wyglądała, jak rozpłaszczony ziemniak. Już nie wspominając o wyglądzie jej krocza i samym połogu. To będzie istna rzeź, a na coś takiego chyba żadna kobieta nie była gotowa. I ni chuja nie wierzyła w to, że uśmiech bąbelka jest w stanie wymazać z pamięci całe to cierpienie. - Jak będziesz musiał nacinać mi krocze, to weź tam przy szyciu dodaj dodatkowy szew. - głupie? Całkiem możliwe, ale chyba jak każda kobieta obawiała się, że po takich ekscesach jej życie seksualne siądzie. A najgorszym horrorem była myśl, że po tym wszystkim będzie tam rozjebana na tyle, że współżycie bardziej będzie przypominać rzucanie kiełbasy po korytarzu. Może już powinna zapisać się na jakieś ćwiczenia dna miednicy?
- Mogę na te poprawki przychodzić tylko pod osłoną nocy. Wtedy chyba nie pracujesz? Nie licząc nocy, które spędzasz w szpitalu. Chociaż tam też mogłoby być ciekawie. - pewnie wylaliby go z pracy za zapraszanie do gabinetu kobiety w innym celu niż badanie, ale taki dreszczyk ryzyka mógłby podkręcić trochę atmosferę. No i jego kumple mieliby dowód, że spotyka się z prawdziwą demonicą.
- A ja głupia myślałam, że pierwszą randkę zaliczyliśmy, gdy podałeś mi jednorazową spódniczkę i kazałeś się rozebrać do badania. - taka gra wstępna, a jednak chodziło tylko o badanie, takie rozczarowanie!
- Serio. - potwierdziła poważnym tonem, żeby miał tę świadomość, że jedna mała truskawka mogła ją wysłać na drugi świat. Nawet największy złoczyńca w historii miał swoje słabości. Ją wykończyć mógł owoc. Więc wszelkie randki typu piknik z maczaniem truskawek w czekoladzie mogły uchodzić za próbę morderstwa.
Widziała, co się z nim działo, gdy klęczała przed nim i rzekomo niewinnie przesuwała pędzelkiem pod gumką bokserek. Odłożyła na podłogę to narzędzie tortur i z gracją wstała, żeby znaleźć się bliżej jego twarzy. Jego ust. - Mało kto potrafi odebrać mi pewność siebie. Chcesz spróbować? - zniżyła swój głos do szeptu i przesuwała paznokciami po miejscach, gdzie miała jeszcze przed chwilą malować. Przez krótki moment myślała, że się wycofa. Stworzy pomiędzy nimi dystans, który jeszcze nie tak dawno istniał. Wrócą do relacji pacjentka x lekarz. Nie chciała tego.
- To nawet wskazane. Pokaż, jak sprowadzam cię na złą drogę. - a może to on ją sprowadzał? Na moment zapomniała, jak się oddycha, gdy ich usta dzieliły zaledwie milimetry. Bezczelnie się z nią drażnił. Więc wbiła swoje paznokcie powyżej jego biodra, zostawiając na skórze ślad małych półksiężyców. Ciche westchnięcie wyrwało się z jej rozchylonych ust, gdy musnął swoimi wargami te należące do niej. Wsunęła swoją drugą dłoń w jego włosy i przyciągnęła go do siebie, żeby dać upust tej namiętności, która niespodziewanie się pojawiła. Druga dłoń zachłannie wylądowała pod bokserkami na jego pośladku. Zdecydowanie brakowało jej opanowania w takich chwilach.
- Wiesz... Myślę, że prawdziwe ślady moich paznokci dadzą lepszy efekt. I bardziej długotrwały. Powinniśmy nad tym dłużej popracować. - nie odsunęła się. Raz się tylko żyje, więc po co miała się ograniczać i udawać kogoś, kim nie była? A do grzecznej dziewczynki, cnotki niewydymki było jej daleko.


Alejandro Serrano

001. Chodź, pomaluj mój świat

: ndz paź 11, 2026 8:36 pm
autor: Alejandro Serrano
Po tekście o maratonie naprawdę próbowałem przez jakąś chwilę zachować powagę. Wytrzymałem może ze dwie sekundy. A im dłużej jej słuchałem, to tym bardziej nabierałem wrażenia, że Gabriela potrafiłaby sprowadzić na tematy seksualne nawet rozmowę o prognozie pogody.
- Jeżeli będziesz wtedy wyglądała tak, jak właśnie to opisałaś, to chyba będziemy mieli większy problem niż sam poród - rzuciłem z rozbawieniem. - Ale dla bezpieczeństwa nie planujmy jednak sesji zdjęciowej z sali porodowej.
Przy kolejnym zdaniu mój uśmiech trochę jednak przygasł. Ten konkretny mit znałem aż za dobrze i nie zamierzałem nawet dla żartu udawać, że był on dobrym pomysłem.
- Żadnych dodatkowych szwów dla przyszłego męża - odpowiedziałem już poważniej. - Zrobie dokładnie tyle, ile będzie potrzebne. I zapewniam cię, że nie musisz obawiać się tego, że twoje życie seksualne po porodzie nagle się skończy. - Przyjrzałem się jej uważniej i po chwili kącik ust znowu uniósł mi się w zaczepnym uśmiechu. - Chociaż patrząc na tempo, w jakim planujemy nasze małżeństwo, to zaczynam podejrzewać, że ten temat wyjątkowo leży ci na sercu.
Pomysł o nocnych poprawkach zabrzmiał już tak mało niewinne, że nawet nie próbowałem udawać, że słyszę w tym cokolwiek, co byłoby związane ze sztuką.
- Pod osłoną nocy? - powtórzyłem. - To już brzmi jak jakiś romans, którego oboje wyjątkowo nieudolnie próbujemy nie nazywać romansem. - Pokręciłem głową z rozbawienie, kiedy Gabriela wspomniała pierwszą wizytę. - A jeżeli jednorazowa spódniczka, rozbieranie się i badanie to według ciebie randka, to zaczynam się martwić o twoje standardy.
Informację o alergii potraktowałem już całkiem serio. Takie rzeczy wolałem jednak zapamiętywać.
- Nie będzie żadnych truskawek - powiedziałem. - Nie zamierzam zostać wdowcem przez deser. To byłaby wyjątkowo żałosna historia do opowiadania ludziom.
Kiedy jednak dystans między nami właściwie przestał istnieć, to wszystkie wcześniejsze żarty nagle nabrały zupełnie innego znaczenia. Poczułem paznokcie na skórze i napięcie, które do tej pory rozładowywaliśmy słowami i które nagle stało się czymś bardzo realnym. Nie odsunąłem się jednak. Przez chwilę patrzyłem jej prosto w oczy, czując, jak wcześniejsza ostrożność coraz szybciej przegrywa z ciekawością i zwyczajnym pożądaniem. Podobała mi się. Nie tylko fizycznie. Podobała mi się ta jej bezczelność, pewność siebie i fakt, że nigdy nie wiedziałem, jakie zdanie usłyszę za chwilę.
- Odebrać ci pewność siebie? - mruknąłem ciszej. - Nie wiem, czy chcę. Zdecydowanie bardziej interesuje mnie sprawdzenie, jak długo ją utrzymasz.
Pocałowałem ją ponownie, tym razem jednak bez wcześniejszego zawahania. Nie było już żadnego testowania ani zastanawiania się, czy powinienem. Kiedy po chwili odsunąłem się ledwie na tyle, żeby móc spojrzeć jej w twarz, to moje dłonie nadal pozostawały blisko jej talii.
- Wiesz, co jest w tym wszystkim najbardziej zabawne? - zapytałem cicho. - Cały czas zachowujesz się tak, jakby to ty kontrolowała tę sytuację. - Przesunąłem jedną dłonią po jej boku, zatrzymując ją na biodrze, a następnie przyciągnąłem ją nieco bliżej siebie. - A przecież wystarczyło, żebym przestał być grzeczny.
Uśmiechnąłem się prowokująco, pozostawiając między naszymi twarzami ledwie niewielki dystans. - Chciałaś sprawdzić, czy potrafisz odebrać mi kontrolę. Teraz ja jestem ciekawy, co się stanie, kiedy spróbuję zrobić dokładnie to samo z tobą. - Na moment przesunąłem kciukiem po jej biodrze i pochyliłem się bliżej jej ucha. - Nadal jesteś taka pewna siebie, demonico?
Nie musiałem długo zastanawiać się nad tym, czy cała sytuacja rzeczywiście na mnie działała. Czułem to zbyt wyraźnie. Bliskość Gabrieli, jej zapach, dotyk paznokci i sposób, w jaki od początku bezczelnie mnie prowokowała, skutecznie pozbawiały mnie resztek obojętności. Byłem podniecony i coraz trudniej było mi to ukrywać, nawet przed samym sobą. Przez chwilę zacisnąłem szczękę, próbując odzyskać choć odrobinę kontroli, ale zamiast się odsunąć, przyciągnąłem ją jeszcze trochę bliżej. Moje ciało reagowało szybciej niż rozsądek i właśnie wtedy dotarło do mnie, że przekroczyliśmy już etap niewinnych żartów.
- Widzisz, do czego doprowadziłaś? - mruknąłem przy jej ustach, z rozbawieniem mieszającym się z wyraźnym napięciem. - I teraz jeszcze próbujesz mi wmówić, że przyszłaś tutaj tylko przez hałas. - Przesunąłem wzrokiem po jej twarzy i zatrzymałem się na ustach. - Zdecydowanie zaczynam mieć problem z uwierzeniem w tę wersję wydarzeń.

Gabriela R. Blais

001. Chodź, pomaluj mój świat

: śr paź 28, 2026 12:19 pm
autor: Gabriela R. Blais
Pogodynki zazwyczaj miały w sobie coś z ucieleśnienia seksu, więc w tej kwestii nie stanowiłoby to dla niej żadnego wyzwania. A jednak przy nim wszystko przychodziło jej łatwiej. Nie byli u niego w gabinecie, gdzie musiał zachować powagę wynikającą z jego profesji. Nie stroił min, gdy po raz kolejny palnęła coś, co normalna osoba skwitowałaby westchnieniem albo przewróceniem oczami. Brak zahamowań. Właśnie to lubiła. I właśnie dlatego coraz bardziej zatracała się w tej grze.
- Takie widoki tylko dla wybranych. Przecież nie będę się malować pomiędzy skurczami. – podejrzewała, że akurat wygląd będzie wtedy jej najmniejszym zmartwieniem.
- Oczywiście, że tak. Dobra żona przejmuje się takimi rzeczami. - chuj z tym, że kompletnie nie widziała siebie w roli przykładnej żonki, która czeka na mężusia z obiadkiem na stole. Była jednak skłonna zaryzykować stwierdzenie, że akurat nuda im nie groziła.
- Noc jest intymna i grzeszna. Demonice przybywają w nocy i odchodzą wraz z pierwszymi promieniami słońca. – tak właśnie robiła. Bawiła się facetami i ich zostawiała. Nie zostawała na dłużej. Nie planowała przyszłości, ale teraz… Niby żartem, niby półsłówkami, zaczynali kreślić zarys czegoś stałego.
Robiło się zbyt poważnie. Coraz więcej szczegółów wypływało. Poznawał ją. Ona widziała go w sytuacjach, w których wcześniej nie było jej dane. A jego uśmiech powodował szybsze bicie serca. Tylko przy jednym mężczyźnie czuła się kiedyś podobnie. I wtedy myślała, że to będzie trwać przez wieki. Czy Alejandro mógł faktycznie ją zatrzymać? Być tym jedynym?
- Nikomu się nie udało jeszcze jej odebrać. Myślę, że prędzej ty byś ją stracił. – prowokowała, przesuwając wciąż paznokciami po jego skórze. Pocałunek, który odbierał dech w piersiach. Ta nagła potrzeba bliskości i dreszcz oczekiwania, gdy zmniejszali dystans. Ta mieszanka była niebezpieczna. Mogła ich wiele kosztować, ale nigdy nie należała do osób, które uciekały przed ryzykiem. Wszystko albo nic.
- To ta pewność siebie. Dzięki niej uważam, że to ja rozdaję karty. – czy faktycznie tak było? Chuj z tym. – Nie sądzisz, że to miła odmiana, że tym razem to ty stoisz przede mną niemal nago? I to ja cię dotykam, gdzie chcę i jak chcę. Uważam, że chyba ja mam kontrolę. Mylę się? – rozchyliła nieznacznie usta, gdy przywarła do niego całym ciałem. Wkurzało ją, że wciąż miała na sobie ubrania. Nie mogła poczuć go tak, jak chciała, choć wyraźnie czuła jego podniecenie napierające na jej podbrzusze. Nie mogła powstrzymać tego uśmiechu satysfakcji. To ona doprowadziła go do takiego stanu.
- Może wyczułam kłopoty? I to mnie przyciągnęło? – bo on był ich ucieleśnieniem. Wywracał jej życie do góry nogami jednym spojrzeniem. – Czasami to tylko przeznaczenie. Nie warto z tym walczyć. – nie zamierzała tego robić. Pojawiła się u niego tylko z powodu hałasu. Chciała wyładować zwykłą irytację w jedyny znany sobie sposób, a teraz, zamiast wracać do siebie, tkwiła w jego ramionach.
Zsunęła z siebie czarny komplet piżamki, nie przejmując się tym, że wszystko będzie w pyle remontowym. – Tak chyba jest bardziej fair, co? – wymruczała w jego usta. – Podnieś mnie i może wypróbujemy twój blat w kuchni? Też jest nowy? - musnęła jego wargi swoimi. Schodziła pocałunkami niżej. Przygryzła i zassała delikatną skórę na jego szyi. Kolejny ślad, który miała po sobie zostawić.

Alejandro Serrano