could it have happened differently?
: ndz paź 18, 2026 2:56 pm
Szybko okazuje się, że praca nad sprawą z Eviną w ogóle nie przypomina tego, z czym Peregrine miała styczność, odkąd podjęła się pozycji informatyczki. Jak dotąd nawet gdy równie zawzięcie przytakiwała tezom detektywów, a potem dorzucała coś na ich potwierdzenie, raczej dostawała mniej lub bardziej zawoalowane uderzenie po łapach, zbyt odważnie wykraczających poza przewidzianą jej rolę żywej wyszukiwarki albo nekromanty informacji cyfrowych. Helena nie przestawała próbować, ale teraz pierwszy raz spotyka się z faktyczną współpracą, przez co cień uśmiechu przemyka jej przez twarz. Miło mieć rozmówcę równie zafiksowanego na sprawie, który odbija piłeczkę i oferuje swoją perspektywę bez pouczeń i odgrywania autorytetu. Swanson nie musi tego robić, żeby jej doświadczenie było ewidentne.
— Mhm. Nóż należał do ojca ofiary, który też wskazał Burnsa, zapytany o to, kto miał sposobność go ukraść. Przez zeznania teścia mogli oskarżyć Burnsa o morderstwo pierwszego stopnia — mówi wypranym z emocji tonem; częściowo dlatego, że sczytuje informacje z archiwum, częściowo wiedząc, że to oznacza, że Roger został skazany na dożywocie w więzieniu za zbrodnię, której raczej nie popełnił.
Peregrine bierze powolny wdech, próbując nie wyobrażać sobie, jak musiało dla niego wyglądać ostatnie kilkanaście lat.
— Użycie do zamordowania Donny czegoś, co należało do jej ojca, żeby wrobić jej narzeczonego... ktoś zadał sobie dużo trudu — stwierdza. Podrzucenie noża do bagażnika Burnsa było w takich okolicznościach prostym zadaniem; zdobycie go bez zostania zauważonym wymagało z kolei wnikliwego planowania, być może dłuższej obserwacji przed wcieleniem w życie upiornego scenariusza.
Helena podnosi na Evinę spojrzenie, gdy ta sugeruje, że strategiczne komplementy wobec komendanta mogłyby być najlepszym rozwiązaniem, wyraźnie sceptycznie nastawiona. Nie ma co prawda przeciwwskazań moralnych, żeby radzić sobie podobnymi sposobami, ale wyobrażając sobie tę scenę, natychmiast czuje dyskomfort, który odmalowuje się na jej twarzy.
— Nie wiem, czy jestem wystarczająco przekonującym kłamcą, żeby to przeszło — przyznaje. Może jeszcze gdyby komendant faktycznie czymkolwiek jej imponował, byłaby w stanie zagrać w ten sposób, ale jak na razie już samo trzymanie języka za zębami podczas spotkań kosztowało ją zbyt wiele wysiłku, by była w stanie uwierzyć w powodzenie takiego przedsięwzięcia. — Nie wystarczy uwaga atrakcyjnej kobiety? Musi być też dużo młodsza? — dopytuje, wyraźnie próbując zasugerować rozważenie, czy Swanson jednak nie nadawałaby się bardziej do tej strategii. — Chociaż jeśli zbierzemy wystarczająco dowodów, chyba będzie musiał rozważyć ponowne otwarcie tej sprawy, nie? Szczególnie jeśli historię zwęszyłyby media. — Unosi sugestywnie brwi. Peregrine ma swoje kontakty wśród czwartej władzy, chociaż nikt z nich nie wie, od kogo czasami dostaje nielegalnie zdobyte dane. Informacje, które przekazywała pod pseudonimem zawsze okazywały się prawdziwe, więc istnieje duża szansa, że i w tym przypadku zostanie potraktowana poważnie.
Kiwa ze zrozumieniem głową. — Rozgość się — mówi, przesuwając się w bok, by zrobić Evinie miejsce obok siebie. Jej palce przeskakują po klawiaturze z zastraszającą prędkością, gdy wpisuje odpowiednie komendy i powoli przesiewa informacje w archiwum, próbując różnych kombinacji, by zawęzić poszukiwania. Okazuje się – można się było spodziewać... – że spraw, w których kobieta zostaje odnaleziona zamordowana w lesie było s p o r o; komputer buczy głośno, wertując pliki według wskazanych wytycznych. — Uh-huh... tak jak mówiłam, to może chwilę zająć. Co za grat... — Komputer na komendzie nie posiada standardów, do których Helena przywykła; nawet w czasach, gdy w swojej jedynej parze butów wychodziła dziury na piętach, pracowała na lepszym sprzęcie. Nawet wtedy jednak jej praca wyglądała dużo mniej efektownie, niż na filmach.
Korzysta z okazji, by zerknąć na Swanson.
— Nie chcę być wścibska, ale nie masz przypadkiem dzieci? — pyta, zanim zdąży się zastanowić. Peregrine plotki zazwyczaj omijały, te o sąsiadce zza płotu także – gdyby nie Tony, nie miałaby pojęcia, że Evina jest rozwiedziona.
Evina J. Swanson
— Mhm. Nóż należał do ojca ofiary, który też wskazał Burnsa, zapytany o to, kto miał sposobność go ukraść. Przez zeznania teścia mogli oskarżyć Burnsa o morderstwo pierwszego stopnia — mówi wypranym z emocji tonem; częściowo dlatego, że sczytuje informacje z archiwum, częściowo wiedząc, że to oznacza, że Roger został skazany na dożywocie w więzieniu za zbrodnię, której raczej nie popełnił.
Peregrine bierze powolny wdech, próbując nie wyobrażać sobie, jak musiało dla niego wyglądać ostatnie kilkanaście lat.
— Użycie do zamordowania Donny czegoś, co należało do jej ojca, żeby wrobić jej narzeczonego... ktoś zadał sobie dużo trudu — stwierdza. Podrzucenie noża do bagażnika Burnsa było w takich okolicznościach prostym zadaniem; zdobycie go bez zostania zauważonym wymagało z kolei wnikliwego planowania, być może dłuższej obserwacji przed wcieleniem w życie upiornego scenariusza.
Helena podnosi na Evinę spojrzenie, gdy ta sugeruje, że strategiczne komplementy wobec komendanta mogłyby być najlepszym rozwiązaniem, wyraźnie sceptycznie nastawiona. Nie ma co prawda przeciwwskazań moralnych, żeby radzić sobie podobnymi sposobami, ale wyobrażając sobie tę scenę, natychmiast czuje dyskomfort, który odmalowuje się na jej twarzy.
— Nie wiem, czy jestem wystarczająco przekonującym kłamcą, żeby to przeszło — przyznaje. Może jeszcze gdyby komendant faktycznie czymkolwiek jej imponował, byłaby w stanie zagrać w ten sposób, ale jak na razie już samo trzymanie języka za zębami podczas spotkań kosztowało ją zbyt wiele wysiłku, by była w stanie uwierzyć w powodzenie takiego przedsięwzięcia. — Nie wystarczy uwaga atrakcyjnej kobiety? Musi być też dużo młodsza? — dopytuje, wyraźnie próbując zasugerować rozważenie, czy Swanson jednak nie nadawałaby się bardziej do tej strategii. — Chociaż jeśli zbierzemy wystarczająco dowodów, chyba będzie musiał rozważyć ponowne otwarcie tej sprawy, nie? Szczególnie jeśli historię zwęszyłyby media. — Unosi sugestywnie brwi. Peregrine ma swoje kontakty wśród czwartej władzy, chociaż nikt z nich nie wie, od kogo czasami dostaje nielegalnie zdobyte dane. Informacje, które przekazywała pod pseudonimem zawsze okazywały się prawdziwe, więc istnieje duża szansa, że i w tym przypadku zostanie potraktowana poważnie.
Kiwa ze zrozumieniem głową. — Rozgość się — mówi, przesuwając się w bok, by zrobić Evinie miejsce obok siebie. Jej palce przeskakują po klawiaturze z zastraszającą prędkością, gdy wpisuje odpowiednie komendy i powoli przesiewa informacje w archiwum, próbując różnych kombinacji, by zawęzić poszukiwania. Okazuje się – można się było spodziewać... – że spraw, w których kobieta zostaje odnaleziona zamordowana w lesie było s p o r o; komputer buczy głośno, wertując pliki według wskazanych wytycznych. — Uh-huh... tak jak mówiłam, to może chwilę zająć. Co za grat... — Komputer na komendzie nie posiada standardów, do których Helena przywykła; nawet w czasach, gdy w swojej jedynej parze butów wychodziła dziury na piętach, pracowała na lepszym sprzęcie. Nawet wtedy jednak jej praca wyglądała dużo mniej efektownie, niż na filmach.
Korzysta z okazji, by zerknąć na Swanson.
— Nie chcę być wścibska, ale nie masz przypadkiem dzieci? — pyta, zanim zdąży się zastanowić. Peregrine plotki zazwyczaj omijały, te o sąsiadce zza płotu także – gdyby nie Tony, nie miałaby pojęcia, że Evina jest rozwiedziona.
Evina J. Swanson