we've been on this ferris wheel up and down
: sob wrz 19, 2026 9:39 pm
Szansa, że Milagros nie miała mózgu była niezerowa. Nie no, wcale nie uważała siostry za głupią! Może nie była mądrzejsza od samej Pixie, ale młodsza Fontaine nie mogła przecież mierzyć wszystkich swoją miarą! Nie każdy był przecież takim kujonem, który dla własnej przyjemności i z nieprzymuszonej woli spędzał czas z nosem w książkach. Właściwie to Pix nie znała nikogo takiego. To też nie tak, że ciągle się uczyła! Po prostu nauka ją odprężała. Jakkolwiek dziwnie to nie brzmiało. Ale miała też masę innych zainteresowań! Na przykład owady. No dobra, to też w dużej mierze zaliczało się do nauki. Ale przecież jeździła na desce i lubiła zjarać się blantem. Chociaż to drugie, to raczej już małe uzależnienie.
— Chcesz nawozić ziemię czymś, co nie zawiera żadnych składników odżywczych? Wow — pokręciła z niedowierzaniem głową. Okej, chyba Mili jednak powinna sobie wyhodować ten mózg.
Tak coś podejrzewała, że siostra znalazła prawko w chipsach. Nikt o zdrowych zmysłach nie dałby jej papieru na prowadzenie pojazdów. No bo jak, skoro ona chciała tym papierem nawozić rośliny?! Pixie po skończonej przejażdżce, a raczej po tym, jak skasowała po drodze kilka bryk, za których kółkiem siedziały jakieś młokosy, wyskoczyła ze swojego samochodziku z szerokim uśmiechem.
— Jakiego znowu mrówkojada? Weź się uspokój, bo zacznę podejrzewać, że chcesz zlikwidować mrowisko na tyłach domu. Nie masz pojęcia, ile czasu zajęło mi ubłaganie mamy, żeby niczym go nie spryskiwała jakiś szajsem — westchnęła, bo chociaż pani Fontaine akceptowała wszystkie odklejki swoich dzieci, to była przekonana, że mrówki zniszczą jej te warzywa, które zasadziła sobie w ogródku. Co oczywiście nie było prawdą! Pix najchętniej zabrałaby je wszystkie do swojego formikarium, ale nie było w nim już miejsca. No i hodowana przez nią kolonia mogłaby nie zaakceptować nowych pracownic. Nie wspominając już o królowej.
— Dom strachu jest lepszy od kolejki. Jak będziemy pędzić wagonikiem, to pewnie nic nie zobaczymy. Mam nadzieję, że faktycznie będzie tam coś przerażającego, że wypierdoli nas z butów — powiedziała i pociągnęła siostrę w stronę kolejnej atrakcji. Tutaj też musiały odczekać swoje, bo dom strachu cieszył się dużą popularnością. No i był przeznaczony tylko dla dorosłych, więc nie trzeba będzie użerać się z wrzeszczącymi dzieciakami. Nie, żeby Pixie miała coś do dzieci, ale były miejsca, w których lepiej czuła się bez pisków. Na przykład wszystkie miejsca publiczne. Albo samoloty. Oczywiście nie było w tym winy samych maluchów, a ich rodziców, którzy nie potrafili nad nimi zapanować. Tak właśnie kończyło się bezstresowe wychowanie!
— Mam nadzieję, że zaraz zgaszą światła — powiedziała, kiedy weszły do jednego z oświetlonych pomieszczeń. Czego tu się bać, kiedy wszystko było widać i nic nie mogło zaskoczyć? Nuda!
milagros

— Chcesz nawozić ziemię czymś, co nie zawiera żadnych składników odżywczych? Wow — pokręciła z niedowierzaniem głową. Okej, chyba Mili jednak powinna sobie wyhodować ten mózg.
Tak coś podejrzewała, że siostra znalazła prawko w chipsach. Nikt o zdrowych zmysłach nie dałby jej papieru na prowadzenie pojazdów. No bo jak, skoro ona chciała tym papierem nawozić rośliny?! Pixie po skończonej przejażdżce, a raczej po tym, jak skasowała po drodze kilka bryk, za których kółkiem siedziały jakieś młokosy, wyskoczyła ze swojego samochodziku z szerokim uśmiechem.
— Jakiego znowu mrówkojada? Weź się uspokój, bo zacznę podejrzewać, że chcesz zlikwidować mrowisko na tyłach domu. Nie masz pojęcia, ile czasu zajęło mi ubłaganie mamy, żeby niczym go nie spryskiwała jakiś szajsem — westchnęła, bo chociaż pani Fontaine akceptowała wszystkie odklejki swoich dzieci, to była przekonana, że mrówki zniszczą jej te warzywa, które zasadziła sobie w ogródku. Co oczywiście nie było prawdą! Pix najchętniej zabrałaby je wszystkie do swojego formikarium, ale nie było w nim już miejsca. No i hodowana przez nią kolonia mogłaby nie zaakceptować nowych pracownic. Nie wspominając już o królowej.
— Dom strachu jest lepszy od kolejki. Jak będziemy pędzić wagonikiem, to pewnie nic nie zobaczymy. Mam nadzieję, że faktycznie będzie tam coś przerażającego, że wypierdoli nas z butów — powiedziała i pociągnęła siostrę w stronę kolejnej atrakcji. Tutaj też musiały odczekać swoje, bo dom strachu cieszył się dużą popularnością. No i był przeznaczony tylko dla dorosłych, więc nie trzeba będzie użerać się z wrzeszczącymi dzieciakami. Nie, żeby Pixie miała coś do dzieci, ale były miejsca, w których lepiej czuła się bez pisków. Na przykład wszystkie miejsca publiczne. Albo samoloty. Oczywiście nie było w tym winy samych maluchów, a ich rodziców, którzy nie potrafili nad nimi zapanować. Tak właśnie kończyło się bezstresowe wychowanie!
— Mam nadzieję, że zaraz zgaszą światła — powiedziała, kiedy weszły do jednego z oświetlonych pomieszczeń. Czego tu się bać, kiedy wszystko było widać i nic nie mogło zaskoczyć? Nuda!
milagros