hit me like a man, love me like a woman
: czw wrz 24, 2026 11:33 am
Była szalona w ten nieprzewidywalny, pokręcony sposób. Robiła rzeczy, które przeczyły sobie. Wsadziła go do więzienia, ale nie dało się ukryć, że miała do niego pewnego rodzaju słabość. Nienawidziła go. Za wszystko. Przede wszystkim za to, że wzbudzał w niej emocje, o których nie chciała wiedzieć. Przy jego boku niejednokrotnie przekroczyła granicę. Uciekła z jego świata. Ratowała własny tyłek, a teraz znowu on tutaj był. A ją kusiło to ryzyko, którym się otaczał. Tyle, że tym razem miała więcej do stracenia. Nie chciała znowu stracić wolności przez jego obsesję. Nie chciała narazić swojego dziecka na niebezpieczeństwo.
Powinna...
Powinna wiele rzeczy w tej chwili zrobić. Wydostać się spod jego cielska i pokazać mu, że nie miał nad nią żadnej władzy. Powinna uciec jak najdalej, nie dając mu tej satysfakcji. Zakończyć to.
Miała wiele pomysłów na to, jak obrócić tę sytuację na swoją korzyść. Miała, bo gdy tylko spojrzał na jej wargi w ten sposób, to straciła rezon. Oddech przyspieszył, a jej ciało poddało się jego dominacji. - Na to, żebyś przycisnął moje nadgarstki do maty? Byłoby to całkiem hot. Wiesz, że mam słabość do takich zabaw. - wyszeptała, a ta lekcja coraz mniej przypominała walkę. Czuła to napięcie między nimi. I była gotowa się złamać dla jednego pocałunku.
- Marco... - przymknęła powieki i poruszyła się pod nim, gdy naparł kolanem mocniej na jej uda. Rozchyliła je, a dłonie oparła na jego klatce piersiowej. Sunęła nimi po jego ciele, aż zatrzymała je na napiętym bicepsie. Zdecydowanie, to była zmiana na plus. - Nie igraj ze mną. Bo się sparzysz. - tyle, że w jej ustach to nie brzmiało już jak groźba, a raczej zapowiedź czegoś, czego oboje pragnęli. Bo oboje byli popierdoleni. Bez żadnego moralnego kręgosłupa, który w jakimś stopniu powstrzymywałby ich przed realizowaniem własnych celów.
- Lubisz, jak uciekam. A jeszcze bardziej lubisz mnie łapać. Sprawiać, że nie jestem w stanie dalej uciekać. Pamiętasz, jak przez dwa dni nie mogłam przez ciebie chodzić? - to była szalona noc. Jedna z wielu, gdzie tracił kontrolę. A ona przyjmowała wszystko. Cały jego mrok. Tylko ona odnajdywała się na tej cienkiej granicy bólu i przyjemności.
- Co teraz zrobisz? Wiem, że tego chcesz... - trąciła jego policzek nosem i zmniejszyła pomiędzy nimi dystans. - Pocałuj mnie. - musnęła jego wargi swoimi, a kąciki ust miała uniesione w tym leniwym uśmieszku. - Chcesz sprawdzić, czy dalej na mnie działasz? Śmiało. - prowokowała, chociaż w tej rozgrywce była skazana na porażkę. Wygrywał. Miał ją.
Marco Moretti
Powinna...
Powinna wiele rzeczy w tej chwili zrobić. Wydostać się spod jego cielska i pokazać mu, że nie miał nad nią żadnej władzy. Powinna uciec jak najdalej, nie dając mu tej satysfakcji. Zakończyć to.
Miała wiele pomysłów na to, jak obrócić tę sytuację na swoją korzyść. Miała, bo gdy tylko spojrzał na jej wargi w ten sposób, to straciła rezon. Oddech przyspieszył, a jej ciało poddało się jego dominacji. - Na to, żebyś przycisnął moje nadgarstki do maty? Byłoby to całkiem hot. Wiesz, że mam słabość do takich zabaw. - wyszeptała, a ta lekcja coraz mniej przypominała walkę. Czuła to napięcie między nimi. I była gotowa się złamać dla jednego pocałunku.
- Marco... - przymknęła powieki i poruszyła się pod nim, gdy naparł kolanem mocniej na jej uda. Rozchyliła je, a dłonie oparła na jego klatce piersiowej. Sunęła nimi po jego ciele, aż zatrzymała je na napiętym bicepsie. Zdecydowanie, to była zmiana na plus. - Nie igraj ze mną. Bo się sparzysz. - tyle, że w jej ustach to nie brzmiało już jak groźba, a raczej zapowiedź czegoś, czego oboje pragnęli. Bo oboje byli popierdoleni. Bez żadnego moralnego kręgosłupa, który w jakimś stopniu powstrzymywałby ich przed realizowaniem własnych celów.
- Lubisz, jak uciekam. A jeszcze bardziej lubisz mnie łapać. Sprawiać, że nie jestem w stanie dalej uciekać. Pamiętasz, jak przez dwa dni nie mogłam przez ciebie chodzić? - to była szalona noc. Jedna z wielu, gdzie tracił kontrolę. A ona przyjmowała wszystko. Cały jego mrok. Tylko ona odnajdywała się na tej cienkiej granicy bólu i przyjemności.
- Co teraz zrobisz? Wiem, że tego chcesz... - trąciła jego policzek nosem i zmniejszyła pomiędzy nimi dystans. - Pocałuj mnie. - musnęła jego wargi swoimi, a kąciki ust miała uniesione w tym leniwym uśmieszku. - Chcesz sprawdzić, czy dalej na mnie działasz? Śmiało. - prowokowała, chociaż w tej rozgrywce była skazana na porażkę. Wygrywał. Miał ją.
Marco Moretti