Strona 2 z 2

hit me like a man, love me like a woman

: czw wrz 24, 2026 11:33 am
autor: Gabriela R. Blais
Była szalona w ten nieprzewidywalny, pokręcony sposób. Robiła rzeczy, które przeczyły sobie. Wsadziła go do więzienia, ale nie dało się ukryć, że miała do niego pewnego rodzaju słabość. Nienawidziła go. Za wszystko. Przede wszystkim za to, że wzbudzał w niej emocje, o których nie chciała wiedzieć. Przy jego boku niejednokrotnie przekroczyła granicę. Uciekła z jego świata. Ratowała własny tyłek, a teraz znowu on tutaj był. A ją kusiło to ryzyko, którym się otaczał. Tyle, że tym razem miała więcej do stracenia. Nie chciała znowu stracić wolności przez jego obsesję. Nie chciała narazić swojego dziecka na niebezpieczeństwo.
Powinna...
Powinna wiele rzeczy w tej chwili zrobić. Wydostać się spod jego cielska i pokazać mu, że nie miał nad nią żadnej władzy. Powinna uciec jak najdalej, nie dając mu tej satysfakcji. Zakończyć to.
Miała wiele pomysłów na to, jak obrócić tę sytuację na swoją korzyść. Miała, bo gdy tylko spojrzał na jej wargi w ten sposób, to straciła rezon. Oddech przyspieszył, a jej ciało poddało się jego dominacji. - Na to, żebyś przycisnął moje nadgarstki do maty? Byłoby to całkiem hot. Wiesz, że mam słabość do takich zabaw. - wyszeptała, a ta lekcja coraz mniej przypominała walkę. Czuła to napięcie między nimi. I była gotowa się złamać dla jednego pocałunku.
- Marco... - przymknęła powieki i poruszyła się pod nim, gdy naparł kolanem mocniej na jej uda. Rozchyliła je, a dłonie oparła na jego klatce piersiowej. Sunęła nimi po jego ciele, aż zatrzymała je na napiętym bicepsie. Zdecydowanie, to była zmiana na plus. - Nie igraj ze mną. Bo się sparzysz. - tyle, że w jej ustach to nie brzmiało już jak groźba, a raczej zapowiedź czegoś, czego oboje pragnęli. Bo oboje byli popierdoleni. Bez żadnego moralnego kręgosłupa, który w jakimś stopniu powstrzymywałby ich przed realizowaniem własnych celów.
- Lubisz, jak uciekam. A jeszcze bardziej lubisz mnie łapać. Sprawiać, że nie jestem w stanie dalej uciekać. Pamiętasz, jak przez dwa dni nie mogłam przez ciebie chodzić? - to była szalona noc. Jedna z wielu, gdzie tracił kontrolę. A ona przyjmowała wszystko. Cały jego mrok. Tylko ona odnajdywała się na tej cienkiej granicy bólu i przyjemności.
- Co teraz zrobisz? Wiem, że tego chcesz... - trąciła jego policzek nosem i zmniejszyła pomiędzy nimi dystans. - Pocałuj mnie. - musnęła jego wargi swoimi, a kąciki ust miała uniesione w tym leniwym uśmieszku. - Chcesz sprawdzić, czy dalej na mnie działasz? Śmiało. - prowokowała, chociaż w tej rozgrywce była skazana na porażkę. Wygrywał. Miał ją.

Marco Moretti

hit me like a man, love me like a woman

: pt wrz 25, 2026 10:31 am
autor: Marco Moretti
To wszystko wydawałoby się takie proste, ale ich relacja nigdy do tych prostych nie należała, Marco był człowiekiem, który niekoniecznie był w stanie trzymać swoich nerwów na wodzy. Dość często wpadał w gniew, czasami nie panował nad sobą i w takich momentach to jej się obrywało bo była najbliżej. Tylko, że najczęściej to robił w ten przyjemniejszy dla niej sposób, nie podniósł na niej ręki poza strefami intymnymi z których oboje czerpali korzyści.
Moretti nie bił kobiet, była to twarda zasada, której od zawsze się trzymał, nawet w tych skrajnych emocjach gdy tracił nad sobą panowanie, ciężko mu było się uspokoić i widziała to wiele razy, zwłaszcza gdy transakcje czy interesy nie szły po jego myśli. Nikt chyba w jego otoczeniu nie chciał go mieć za wroga. Rudowłosa to była inna para kaloszy, ona zawsze się mu sprzeciwiała z tą iskrą w wzroku, która powodowała, że był z niej cholernie dumny. Nie była jak te wszystkie ułożone dziewczyny, które kuliły się na dźwięk jego głosu i były mu posłuszne - zdecydowanie nie.
Może właśnie mimo tego wszystkiego tak go cholernie do niej nadal ciągnęło…
— Doskonale wiem, do czego masz słabość — wyrzekł po chwili milczenia, uważnie przesuwając spojrzeniem po jej twarzy, kącik jego ust drgnął lekko gdy wymówiła jego imię, uwielbiał za każdym razem gdy to robiła, zwłaszcza podczas ich zbliżeń. Widział teraz jak jej ciało reagowało na jego bliskość, na fakt, że po prostu nie mogła mu się oprzeć. To sprawowanie kontroli i władzy było wręcz uzależniające. Pod wpływem jej dotyku spięły się mięśnie jego ciała, zwłaszcza gdy sunęła palcami po jego klatce piersiowej, z płuc wyrwał się urwany oddech. Lekko przesunął językiem po swojej dolnej wardze, a z jego ust wyrwał się lekki śmiech, subtelny i cichy.
— Sparzyłem się już dawno — odrzekł po chwili, nie mogąc się powstrzymać przed tym, żeby jej po prostu nie dotknąć. Marzył o tym przez te pieprzone pięć lat.
— Doskonale to pamiętam, wtedy byłem bardzo wkurzony, że interesy nie szły po mojej myśli, byłaś najbliżej i musiałem wyładować swój gniew i .. stres — rzadko kiedy się stresował, ale wtedy ta transakcja była ważna i zawyżyła jego być albo nie być w tym gangsterskim świecie, na szczęście wszystko poszło po jego myśli i się udało, ale to Gabriela tamtej pamiętnej nocy była skazana na wyrzucenie wszystkiego co było w nim złe.
Czy tego chciał? Cholernie. Z drugiej strony nie chciał po prostu oberwać od niej w pysk, ale bez ryzyka nie ma zabawy, prawda? Gdyby nie chciała go blisko siebie to dawno by już spod niego uciekła, znalazła by jakiś sposób, żeby uśpić jego czujność i wykorzystałaby to, żeby się od niego odsunąć, ale widział jak reagowała na niego.
Widział, że nadal miał nad nią jakąś władzę.
Wahał się, przez krótki moment mogła zobaczyć w jego oczach niezdecydowanie, ale po chwili po prostu podjął decyzję.
Złączył ich usta w pocałunku, na początku niespiesznie, muskając swoimi wargami jej, przesuwając lekko językiem po jej dolnej wardze, chwycił jedną jej rękę, przesuwając ją nad jej głowę, splatając ich palce w mocnym uścisku gdy całkowicie stracił nad sobą kontrolę pod wpływem bodźców i pocałował ją bardziej namiętnie i żarliwie, wkładając w ten pocałunek tych pięć lat cholernej t ę s k n o t y.

Gabriela R. Blais