Strona 2 z 2

Why does my heart hurt me so much by sending you my way?

: wt wrz 08, 2026 10:37 pm
autor: Felix Carlson
Musiał nauczyć się go od nowa.
Ta myśl z jakiegoś powodu wewnętrznie go przerażała, ilekroć pojawiła się w głowie po kolejnych słowach czy zachowaniach Briana, które tak bardzo odbiegały od tego, co Felix do tej pory znał. Patrząc na niego wydawało się, że widział tę samą twarz i chociaż poniekąd tak było, zarówno grymasy, uśmiech jak i rzucane w jego stronę spojrzenia były niemal obce. Nie było tego znajomego błysku w oczach, tej zaczepki kiedy niemo wyzywał Felixa by zrobił coś wbrew sobie. Kiedyś jednym spojrzeniem potrafił skłonić go, by podszedł do ciemnowłosej Alice, zapraszając ją na szkolny bal. Czy Shelby zdawał sobie sprawę, jak bardzo to nie z nią carlson chciał wtedy pójść? Teraz jednak w oczach nie było niczego, co chociaż trochę kazałoby rozbudzić nadzieję, że to nie minęło bezpowrotnie.
Co, jeśli nigdy więcej nie uda mu się przywrócić tego, co mieli kiedyś?
Co, jeśli już nigdy nie stanie się dla Briana chociażby przyjacielem?
Zacisnął usta w wąską kreskę, starając się utrzymać na twarzy neutralną lekkość, która zazwyczaj towarzyszyła w momencie poznawania nowych osób. Sam przystał na to, by niczego mu nie mówić. Dokonał wyboru, który w tamtej chwili wydawał mu się najlepszy, chociaż teraz zaczynały ogarniać go wątpliwości. Tylko czy ostatecznie tatuator chciałby z nim rozmawiać, gdyby dowiedział się prawdy? Może zarzuciłby, że Felix jest jakimś pomyleńcem, że próbuje mu wmówić, że się znają, chociaż niczego znajomego w nim nie dostrzegał. Kontakty międzyludzkie były znacznie bardziej skomplikowane, niż pisanie w Malbolge.

“Może w innym życiu.”

Twoje życie już stało się inne. Jak bardzo może różnić się jeszcze od poprzedniego?

-Zrobiłeś kiedyś jakiś sam sobie? Wydaje się, że nie jest to niemożliwe - spytał z zainteresowaniem. Każde zadane pytanie, każda jego odpowiedź były dla analityka na wagę złota. Nawet, jeśli powinien teraz robić rzeczy istotne, rozmowa z Brianem znalazła się na liście priorytetów. Każda sekunda miała znaczenie, zapisując się w złaknionym umyśle chłopaka. Ach, ile by dał, by chociaż teraz zatrzymać czas nie przejmując się własnymi obowiązkami ani tymi, które należały do Shelby’ego. -A myślałeś o tym? Żeby założyć coś swojego? Nie mówię teraz, ale… warto mieć marzenia. Kto wie, może kiedyś patrząc w niebo zobaczysz spadającą gwiazdę i zażyczysz sobie swojego studia. A marzenie po prostu się spełni - uśmiechnął się do niego, lekko przechylając głowę, jak miał w zwyczaju.

Może dostrzeżesz też Perseusza i to on przypomni ci o osobie, która tak bardzo za tobą tęskniła, tęskniąc nawet teraz.

Zrozumiał aluzję. Nie mógł zostać dłużej, niż do pojawienia się pierwszego klienta. Nie podobała mu się ta wizja, ale nie mógł oczekiwać, że nagle Brian zapragnie jego towarzystwa tak, jak pragnął do Carlson. Z tej dwójki tylko on wiedział, co tak naprawdę było kiedyś. Druga strona żyła w błogiej nieświadomości, nie wiedząc ile kosztowało Felixa to, by zwyczajnie się nie rozpłakać. Może to i lepiej, że jego emocjonalność szwankowała i wiele docierało do niego z opóźnieniem, kiedy siedział samotnie w mieszkaniu, wklepując kolejne znaki w programach.
-Jest zupełnie inaczej niż w mojej głowie. Do tej pory sądziłem, sam nie wiem, że wygląda bardziej jak miejsce tortur, ewentualnie spotkań wyznawców dziwnego kultu. A jest znacznie lepiej. Ma klimat - odpowiedział, masując się po karku. Dostawał wewnętrznego kociokwiku, widząc uśmiech chłopaka, słuchając jego żartów, które do granic możliwości zdawały się być takie same, jak dawniej.

"Wszystko mi jedno."

Niewinne zdanie, które ponownie ścisnęło sercem chłopaka, gdy przypomniał sobie uszczerbiony kubek, którego Brian nie pozwolił mu wyrzucić. Był jego ulubionym, chociaż wybrakowany. “Przypomina mi ciebie” powiedział wtedy. I chociaż Felix powinien potraktować to jako obelgę uznał, że to najlepszy komplement, jaki od niego dostał.
Przygotował kawę, posiłkując się wszystkim co miał dostępne. Ziarna, chociaż pachniały ładnie, z łatwością można było zastąpić lepszymi.
-Będę musiał cię zabrać kiedyś do świetnej palarni kawy. Można na miejscu spróbować mieszanek - skomentował, podając mu jeden z kubków. Mocniej ścisnął drugi, kiedy padło stwierdzenie o imię.

“Wiesz, jak się nazywam, ale ja nie wiem, jak ty masz na imię.”

Jestem Felix, twój najlepszy przyjaciel. Ten sam którego kilka lat temu uratowałeś przed samotnością, a który w zamian ofiarował ci swoje serce. ten sam, którego nauczyłeś żyć by później to życie odebrać. jestem tym samym chłopakiem, który każdego dnia na nowo przeżywał twoje odejście.


Przez chwilę lustrował twarz dawnego przyjaciela z obcym spojrzeniem. Chwilę później wyciągnął w jego stronę dłoń.
-Cześć, jestem Felix. Miło mi się poznać - uśmiechnął się szeroko, chociaż serce płakało krwawymi łzami.
Bo oczy nie mogły.
-Teraz już oficjalnie jesteśmy kolegami, a to znaczy, że możesz spodziewać się nawiedzania w miejscu pracy - zaśmiał się, upijając z kubka. - Oczywiście nie będę ci przeszkadzał. Po prostu tak czasem, żeby sprawdzić co u ciebie słychać - dodał pospiesznie, bo zaraz naprawdę wyjdzie na jakiegoś stalkera.

Brian Shelby

Why does my heart hurt me so much by sending you my way?

: śr wrz 09, 2026 1:50 pm
autor: Brian Shelby
— Oczywiście, że tak — rzucił z rozbawieniem, bo podejrzewał, że każdy tatuator na wczesnym etapie kariery, testował niektóre techniki czy wzory na samym sobie. Jak na zawołanie, Brian pochylił się, unosząc nogawkę swoich spodni, by pokazać mu samodzielną dziarę na swojej łydce. Nie należała do najpiękniejszych na świecie, ale nie była też najgorsza, zważywszy na to, że robił ją sobie zupełnie sam. Być może to był też główny powód, przez który tak bardzo okrążył ten tatuaż innymi; chciał, żeby odciągnęły uwagę od tego stosunkowo kiepskiego projektu. Dla Shelby'ego ta rozmowa mimo wszystko była dość naturalna i zwyczajna; taka, jaką mógłby przeprowadzić tak naprawdę z kimkolwiek, z kim dopiero by się poznawał. Nie oznaczało to jednak, że był znużony albo zniechęcony. Właściwie to całkiem dobrze mu się rozmawiało, mimo że początku Felix wydawał mu się małym odklejeńcem. No, ale tak jak wcześniej wspominał; pozory mylą. — Myślę o tym prawie codziennie. Pewnie w przyszłości będę próbował, ale na razie staram się ustabilizować swoje życie po powrocie do Toronto — przyznał, wzruszając ramieniem. — Musiałbym wydać fortunę na nowe studio — westchnął; większość marzeń była droga, więc nie czuł się tym faktem zdziwiony albo zasmucony.
— Gwiazdy nie spłacą moich kredytów — zażartował, zatrzymując na nim nieco rozbawione spojrzenie. — Romantyk z ciebie, co koleżko? Kosmos i te sprawy — stwierdził, bo dla Broke'a z teraźniejszości, gwiazdy to gwiazdy. Świecące w oddali każdej nocy. Nic nad czym powinien się jakoś dłużej rozwodzić.

Brian nawet, gdyby realnie chciał, to po prostu nie mógł pozwolić mu na zostanie dłużej, gdy do salonu przyjdzie pierwszy klient. Nawet oni musieli przychodzić w pojedynkę, bez zbędnego wsparcia lub towarzystwa, żeby nie robić tłoku w studiu. Nie zmieniało to jednak faktu, że do tej pory, mogli przecież pogadać; i kto wie? Może do tego czasu, wymienią się nawet instagramem albo numerem telefonu? Nie, żeby mu na tym zależało. Wszystko zależy od tego, jak potoczy się ich dyskusja, a jak na razie, mimo wszystko wydawała mu się swobodna i interesująca.
— Co, boisz się igieł? — zapytał z rozbawieniem na wspomnienie o miejscu tortur. — Większość ludzi przychodzi tu z własnej woli, więc chyba nie jest tak źle — zaśmiał się, podążając za nim spojrzeniem. — Ma klimat. I ponoć ludzie lubią tu przychodzić, żeby właśnie posiedzieć i pogadać, jeśli tylko jesteśmy wolni — powiedział. Stali bywalcy lubili robić im niespodzianki, przynosząc im kawę, wypieki albo jedzenie; ot, przez wzgląd na dobrą opiekę i przyjaźń. To miłe.

— Coś ci się nie podoba w mojej kawie? — rzucił, odwracając się na krześle w jego stronę. Chwycił kubek, który Felix wyciągnął i upił łyka; od razu lepiej. — Chcesz mnie już gdzieś zabrać? Cholera, nie pieprzysz się w formalności — parsknął, oscylując spojrzeniem wokół jego twarzy. Nie zamierzał na to narzekać; nie miał zbyt wiele przyjaciół od wypadku. Z jakiegoś powodu był dość zdystansowany i ostrożny w stosunku do innych, obcych ludzi. Może warto było choć odrobinę się przed kimś otworzyć? Broke ujął jego dłoń, by ostatecznie łagodnie nią potrząsnąć w ramach (dość późnego) powitania. — W porządku, ale nie przychodź z pustymi rękami — zażartował. — Ach, Felix. Już uznałem cię za stalkera, więc nie musisz się tak bardzo kontrolować — dodał niewinnie, obracając się w stronę tableta z otwartym projektem.

Felix

Why does my heart hurt me so much by sending you my way?

: ndz wrz 13, 2026 9:21 pm
autor: Felix Carlson
Uzależniał się od jego obecności.
Wystarczyło zaledwie kilka chwili w towarzystwie Briana, by Felix na nowo łaknął przy nim być, niezależnie od wszystkiego. Nie miało znacznie co robili, nie miało znaczenia czy rozmawiali, czy siedzieli w ciszy. Chciał po prostu być obok napawając się obecnością, której jego serce potrzebowało. Uczucie, które towarzyszyło mu zawsze, ilekroć tylko Shelby znalazł się w pobliżu, a które zdawało się na przestrzeni lat zblednąć, chociaż ciało nadal pamiętało, teraz rozbudziło się na nowo, ze zdwojoną siłą uświadamiając go dobitnie, że było tak ulotne. Wystarczyła jedna chwila by po raz kolejny stracił kogoś na kim zwyczajnie mu zależało. Dlatego nie potrafił odpuścić. Nie wiedział, czy rozmowa z nim jest w jakikolwiek sposób interesująca, bo chociaż dawny przyjaciel zdawał się zawsze chłonąć jego każde słowo, tak ten obecny chłopak był dla Carlsona zagadką, którą chciał rozwiązać. Nie miało dla niego znaczenia jak długo mu to zajmie, ale w umyśle i sercu już zakodował, że się nie podda. Nie straszne było mu odpychanie, bo nie pierwszy i nie ostatni raz, prawda? Masochistyczne podejście kogoś, kto oddał serce tej jednej jedynej osobie. Komuś, kto nie zdawał sobie sprawy, jak szybko i tęsknie biło niezmiennie od kilku lat.
Już chciał zapytać, czy pokaże mu te, które zrobił sobie sam, kiedy Brian, jakby czytając mu w myślach, co naiwnie wcisnęło ziarnko nadziei w ciało informatyka, schylił się podciągając nogawkę, dzięki czemu Carlson miał dobry widok na tatuaże, które znajdowały się na skrytej pod materiałem skórze. Wodził po nich wzrokiem, szczególną uwagę przywiązując do tego, który wyszedł spod ręki mężczyzny.
-Podoba mi się. Jest unikatowy i jest twój, tak w stu procentach. Nawet jeśli twoim zdaniem skrywa niedoskonałości, powinieneś być z niego dumny - odpowiedział, uśmiechając się do niego szeroko. Wiedział, że artyści krytycznie podchodzili do swoich dzieł. Ba, miał wrażenie, że byli swoimi największymi wrogami, dążąc do perfekcji, jakby obawiając się być w stu procentach dumnymi z tego, co wyszło spod ich ręki. Felix, jeśli tylko miałby okazję, chwaliłby briana za wszystko, co stworzył.

“…staram się ustabilizować swoje życie po powrocie do Toronto”

Jak długo w nim jesteś? Od jak dawna nie wiesz, ile osób za tobą tęskniło?

Te słowa sprawiły, że na dłuższą chwilę wpatrzył się w jego twarz. Dotarło do niego jak niewiele wiedział i jak wiele pytań pojawiło się w jego głowie. Ile z nich powinien zadać? Zacisnął delikatnie dłonie w pięści - kiedyś nie miałby żadnych oporów, by pozwolić wątpliwościom i uwagom opuścić głową. Teraz bał się panicznie, że jeśli tylko powie coś nie tak, Shelby odejdzie na zawsze, zostawiając mu poczucie, że przeszłości ostatecznie zakończyła się wraz z lawiną, która ich przysypała.
Wziął cicho głębszy oddech czując, jak zaczyna panikować.
-A jak… jak długo cię tu nie było? Jeśli mogę wiedzieć, nie chcę cię zamęczać pytaniami - powiedział, spoglądając trochę speszony. Nie samym wzrokiem Briana, pod którym kolana zawsze mu miękkły. Bardziej własną niepewnością, której dawno nie odczuwał. - Może warto byłoby postarać się o jakieś dotacje? Albo skorzystać z Angel Investors? Patrząc po twoich pracach jestem pewien, że szybko byś się wybił. Dobre portfolio, kilku modeli, plus strona internetowa. Mogę ci z nią pomóc, jestem w tym całkiem dobry - zaproponował. Już w przeszłości chciał dla Briana jak najlepiej, będąc w stanie zaoferować mu każdą pomoc, na jaką było go stać. Teraz też chciał, by był szczęśliwy. I egoistycznie szukał jakiegokolwiek pretekstu, żeby być obok niego.
-Może nie. Ale gwiazdy dadzą ci poczucie, że to nie jest niemożliwe i że warto mieć marzenia, dążąc do ich spełnienia - stwierdził. Nigdy nie uważał się za romantyka - to przy Shelbym zaczął zwracać na to uwagę, do tej pory traktując gwiazdy niczym system binarny - po prostu były. Kiedy jednak razem leżeli na trawie lub siedzieli na ganku, spoglądając w górę, zaczynał rozumieć, dlaczego jego koleżanki przykładając do tego wagę. Gwiazdy wiązały się z uczuciami, które chciało się z kimś dzielić. - Romantyk? Czy ja wiem? Po prostu ktoś kiedyś pokazał mi, że można na to patrzeć w ten sposób - A tym kimś byłeś właśnie ty. Z tym, że tego nie pamiętasz, wymazując z głowy wszystko to, co było nasze.
-Sam nie wiem, to trochę dziwne bo igły nie są mi obce - zaczął, zaraz jednak orientując się, jak to mogło zabrzmieć. - Nie, nie, żeby nie było - nie biorę żadnych narkotyków ani nic. Po prostu swego czasu miałem problemy zdrowotne. Ale myśl, że tak wiele igieł na raz miałoby przebijać mi skórę. To brzmi trochę przerażająco, chociaż podobno uzależnia - odpowiedział, mimowolnie zerkając na tatuaże mężczyzny. gdyby to było takie złe pewnie nie miałby ich tak wiele. Felix jednak z nigdy ich nie pragnął. Historie zapisywał na komputerze, a nie na obrazkach na ciele.
-Jesteście lepsi niż terapeuci. Może powinniście doliczać dodatkową opłatę? - zaśmiał się, chociaż się nie dziwił - z jakiegoś powodu to właśnie w takich miejscach człowiek się otwierał. Tu mógł być sobą bez oceniających spojrzeń. Porozmawiać z kimś, kto chociaż z pozoru rozumiał. - Jest dobra, ale zawsze może być lepsza! Dążenie do perfekcji, czy jakoś tak - skomentował z lekką nutką zaczepki. Czuł się przy nim dobrze, a kiedy zapomniał, że ten Briana nie jest już jego Brianem, zapominał się.
Na jego policzkach pojawił się lekki rumieniec, który zmusił go do odwrócenia wzroku. No tak, przecież zawsze musiał coś palnąć i oczywiście Shelby, niezależnie od tego jak bardzo się zmienił, a najwidoczniej niektóre nawyki zostały, musiał to wykorzystać.
-To nie tak! Żeby nie było, że cię podrywam czy coś po prostu… no, to po prostu naprawdę fajne miejsce - wyrzucił z siebie czując jak zwoje w mózgu mu się przepalają. Właśnie tak na niego działał, nigdy nie zdając sobie sprawy z tego, jakie uczucie Felix do niego żywił.
Wciągnął cicho powietrze, kiedy Brian ujął jego dłoń. Niewinny, zwyczajny gest, który sprawił, że przez ciało Felixa przemknęło przyjemne ciepło. Chciał po raz kolejny podczas tego spotkania zatrzymać czas - by jeszcze przez chwilę poczuć miękkość jego skóry, która działała tak kojąco.
-Możesz liczyć na słodkości - sam jestem ich fanem. Mam nadzieję, że serniki ci nie przeszkadzają - odpowiedziała, ponownie się uśmiechając, co kontrastowało z szalejącym w jego ciele chaosem. - Mogę popatrzeć? - spytał, kiedy ten wrócił do pracy na tablecie.

Friend from the past