Happy Birthday or something
: ndz sie 30, 2026 11:25 pm
Możemy iść.
Tylko tego potrzebował do szczęścia tego wieczora. Potwierdzenia, że nie będzie musiał tu z nią siedzieć i pilnować czy jej koleżanka nie dławi się własnymi wymiocinami. I tak już nadwyrężył swoją dobrą wolę. Wolał spać w swoim łóżku, albo na swojej kanapie, niż na dywanie obok zarzyganej, mało interesującej go dziewczyny, podczas gdy Lennox pilnowałaby by ta nie umarła.
Już oglądanie jak trawa rośnie było ciekawsze.
Wyszedł z mieszkania, nie oglądając się za siebie. Jeśli dziewczyna umrze przez własną głupotę, to jego to będzie obchodzić tak samo jak zeszłoroczny śnieg. Wolał się skupić na swojej prawdziwej pracy. Obowiązku, który od jakiegoś czasu przestał być taką powinnością, jaką zwykle był.
Zerknął w jej kierunku i uniósł brew, gdy wróciła do tematu na który nie zdążył odpowiedzieć, bo wtrąciła się jej pijana koleżanka, która zaczęła coś bełkotać o jakichś pocałunkach. Może dla kogoś innego byłaby to lepsza podpowiedź, ale dla niego? Nie mógł przecież przywiązywać większej wartości do słów Lucy.
A nawet jeśli mógł, to nie powinien.
— Odpowiedź? — powtórzył za nią, zerkając w jej kierunku.
Nie odpowiedział jednak od razu na jej dalsze słowa. W milczeniu stawiał kolejne kroki, lustrując dziewczynę spojrzeniem. Był tylko jej ochroniarzem. Jej cieniem, który za nią podążał gdziekolwiek by nie poszła. Jeśli miałaby randkę, poszedłby za nią, wcześniej prześwietlając kolegę z którym szła. Siedziałby nawet pod drzwiami jego domu i nasłuchiwał czy wszystko jest w porządku – jakkolwiek źle to by nie wyglądało.
Nie uznawał siebie też za dobrego kolegę, ani towarzysza na imprezach. To, że chciała z nim przeciągnąć zabawę uważał za… nierozsądne. W końcu przez te kilka miesięcy zdążyła już poznać, że nie był zbyt dobrym kolegą, jeśli chciało się wyluzować. Bo on nie luzował. Chociaż alkohol pozwalał mu na częściowe obniżenie gardy.
Dlatego też zmiękł i pomógł dziewczynie z pijaną Lucy, chociaż oficjalnie nie leżało to w jego obowiązkach.
— Możemy przedłużyć imprezę w domu — odezwał się w końcu, po długich kilku minutach milczenia. Leniwie przeniósł na nią spojrzenie, chcąc zaobserwować jej reakcję.
Nie zamierzał chodzić do klubów. Ani pubów. Nie lubił większych miejsc publicznych i tłumów, o ile nie był zmuszony się w nich pojawiać. Był typem samotnika, który jeśli miał wybór, to wolał „imprezować” w domu. Najlepiej z dala od wszystkich innych, w towarzystwie ludzi, których tolerował. I sam wybierał.
— Od razu mówię, nie umiem w drinki. Ani alkoholowe zabawy. — Patrząc po tym, co się działo na domówce, to jemu daleko było do tańców, jengi, twisterów czy innych beer-pongów. Nie dawał się przekonywać, nawet jeśli wychodził na nudnego. — I jak zauważyłaś, nie jestem w ogóle zabawowy. Daleko mi do twoich znajomych. — Nie bardzo więc wiedział jak chciała „poprawić” wynik tej nocy.
Chociaż dla niego fakt, że wyszli stamtąd i kierowali się do domu już było na plus.
Ale z ciebie rozrywkowy, społeczny człowiek, Damon.
— Raczej nie chcesz ze mną imprezować — dodał, zerkając w jej stronę, wciąż idąc przed siebie spokojnym krokiem, trzymając dłonie w kieszeniach czarnej kurtki. I chociaż nie wyglądał, przez cały czas nasłuchiwał niechcianych kroków, rozmów czy odgłosów, które mogłyby zwiastować, że, pomimo późnej godziny, nie są tu sami. — Ale jestem ciekawy twoich pomysłów na poprawę tej nocy.
Maelle Lennox
Tylko tego potrzebował do szczęścia tego wieczora. Potwierdzenia, że nie będzie musiał tu z nią siedzieć i pilnować czy jej koleżanka nie dławi się własnymi wymiocinami. I tak już nadwyrężył swoją dobrą wolę. Wolał spać w swoim łóżku, albo na swojej kanapie, niż na dywanie obok zarzyganej, mało interesującej go dziewczyny, podczas gdy Lennox pilnowałaby by ta nie umarła.
Już oglądanie jak trawa rośnie było ciekawsze.
Wyszedł z mieszkania, nie oglądając się za siebie. Jeśli dziewczyna umrze przez własną głupotę, to jego to będzie obchodzić tak samo jak zeszłoroczny śnieg. Wolał się skupić na swojej prawdziwej pracy. Obowiązku, który od jakiegoś czasu przestał być taką powinnością, jaką zwykle był.
Zerknął w jej kierunku i uniósł brew, gdy wróciła do tematu na który nie zdążył odpowiedzieć, bo wtrąciła się jej pijana koleżanka, która zaczęła coś bełkotać o jakichś pocałunkach. Może dla kogoś innego byłaby to lepsza podpowiedź, ale dla niego? Nie mógł przecież przywiązywać większej wartości do słów Lucy.
A nawet jeśli mógł, to nie powinien.
— Odpowiedź? — powtórzył za nią, zerkając w jej kierunku.
Nie odpowiedział jednak od razu na jej dalsze słowa. W milczeniu stawiał kolejne kroki, lustrując dziewczynę spojrzeniem. Był tylko jej ochroniarzem. Jej cieniem, który za nią podążał gdziekolwiek by nie poszła. Jeśli miałaby randkę, poszedłby za nią, wcześniej prześwietlając kolegę z którym szła. Siedziałby nawet pod drzwiami jego domu i nasłuchiwał czy wszystko jest w porządku – jakkolwiek źle to by nie wyglądało.
Nie uznawał siebie też za dobrego kolegę, ani towarzysza na imprezach. To, że chciała z nim przeciągnąć zabawę uważał za… nierozsądne. W końcu przez te kilka miesięcy zdążyła już poznać, że nie był zbyt dobrym kolegą, jeśli chciało się wyluzować. Bo on nie luzował. Chociaż alkohol pozwalał mu na częściowe obniżenie gardy.
Dlatego też zmiękł i pomógł dziewczynie z pijaną Lucy, chociaż oficjalnie nie leżało to w jego obowiązkach.
— Możemy przedłużyć imprezę w domu — odezwał się w końcu, po długich kilku minutach milczenia. Leniwie przeniósł na nią spojrzenie, chcąc zaobserwować jej reakcję.
Nie zamierzał chodzić do klubów. Ani pubów. Nie lubił większych miejsc publicznych i tłumów, o ile nie był zmuszony się w nich pojawiać. Był typem samotnika, który jeśli miał wybór, to wolał „imprezować” w domu. Najlepiej z dala od wszystkich innych, w towarzystwie ludzi, których tolerował. I sam wybierał.
— Od razu mówię, nie umiem w drinki. Ani alkoholowe zabawy. — Patrząc po tym, co się działo na domówce, to jemu daleko było do tańców, jengi, twisterów czy innych beer-pongów. Nie dawał się przekonywać, nawet jeśli wychodził na nudnego. — I jak zauważyłaś, nie jestem w ogóle zabawowy. Daleko mi do twoich znajomych. — Nie bardzo więc wiedział jak chciała „poprawić” wynik tej nocy.
Chociaż dla niego fakt, że wyszli stamtąd i kierowali się do domu już było na plus.
Ale z ciebie rozrywkowy, społeczny człowiek, Damon.
— Raczej nie chcesz ze mną imprezować — dodał, zerkając w jej stronę, wciąż idąc przed siebie spokojnym krokiem, trzymając dłonie w kieszeniach czarnej kurtki. I chociaż nie wyglądał, przez cały czas nasłuchiwał niechcianych kroków, rozmów czy odgłosów, które mogłyby zwiastować, że, pomimo późnej godziny, nie są tu sami. — Ale jestem ciekawy twoich pomysłów na poprawę tej nocy.
Maelle Lennox