O1.
: wt wrz 15, 2026 9:09 pm
– Tylko nie wydaj wszystkiego na głupoty, dobrze? Zainwestuj dobrze, żebyś był ustawiony do końca życia – powiedział rozbawiony. Patrick naprawdę lubił pomagać i nie miałby problemu z oddaniem swoich oszczędności biednym, ale wolał mieć coś na czarną godzinę. Jeśli jednak ktoś poprosił go o kupienie czegoś do jedzenia, nigdy nie odmawiał, przynosząc takiej osobie kilka toreb pełnych jedzenia, które szybko się nie zepsuje. Lepsze to niż danie gotówki, która prawdopodobnie zostanie wydana na alkohol i papierosy. Nie w taki sposób chciał pomagać. Dlatego nie miał żadnego problemu z zabraniem Oscara do domu i nakarmieniem go, nie oczekując przy tym niczego w zamian.
– W porządku – odparł i skinął głową. Nie chciał się z nim kłócić, skoro tak przedstawiał sytuację, a tutaj akurat mógł pozwolić sobie na odpuszczenie zamiast stawiania na swoim.
– No cóż… – mruknął, śmiejąc się pod nosem. Oscar w sumie miał rację. Jego kobieta lubiła czyste miejsca, w których mogła wydawać jego pieniądze. Rzadko kiedy dawała się namówić chociażby na wyjście do kina, gdzie było według niej zwyczajnie nudno. Wolała iść na zakupy albo testować jakąś nową drogą restaurację, a Patrick, jako dobry partner, jej na to pozwalał. Pewnie przez uraz po poprzedniej dziewczynie, która zdradzała go, bo za mało na nią wydawał. Teraz swojej obecnej próbował zrekompensować to podwójnie, żeby nie uznała go za skąpca, ale prędzej czy później będzie musiał postawić granicę. Jeżeli mieliby razem zamieszkać, ona również powinna dokładać się do rodzinnego budżetu, jeśli chciała dalej wydawać jakiekolwiek pieniądze. I musiał tego dopilnować, zanim zdecydują się na ślub i założenie rodziny, chociaż Patrick jak na razie się nad tym nie zastanawiał. Był jeszcze młody, miał na to wszystko czas i chciał się jeszcze wyszaleć– Myślę, że to dobra stajnia, a jeśli okaże się inaczej, jestem pewien, że dasz im o tym znać. Może w przyszłości sam jakąś otworzysz, a ja nauczę się leczyć konie i nawiążemy współpracę? – zaproponował, myśląc, że to całkiem kusząca propozycja. Zawsze to jakieś nowe doświadczenie, a do tego lepsze pieniądze, bo w końcu o konie trzeba częściej dbać. I nie chodziło mu tu tylko o wzbogacenie się materialnie, bo nie musiał mieć setek tysięcy na koncie, żeby uważać, że czuje się naprawdę spełniony. Inne rzeczy były od tego.
– Okej, obiecuję – zaśmiał się, widząc jego minę. Wyglądał przy tym bardzo uroczo, ale to pewnie przez jego młody wiek. Widząc jednak upór młodego chłopaka, nie zamierzał odmawiać. Będzie musiał tylko ugryźć się w język, kiedy ten przyjdzie do niego z pieniędzmi, bo dla Wooda naprawdę mógł te pieniądze zatrzymać dla siebie.
– Nie martw się. Domyślam się, że z moich opisów nie brzmi jak osoba, z którą każdy się polubi. Sama jest dość wybredna, jeśli chodzi o znajomych, ale myślę, że ma coś w sobie i może przy bliższym spotkaniu byście się polubili. Ale nie będę Cię do niczego zmuszał – odparł, wzruszając ramionami. Naprawdę lubił tę dziewczynę, chociaż była na swój sposób specyficzna. No ale każdy ma swój gust, prawda?
– Hmmm… w porządku. Możesz pokroić warzywa, a ja zajmę się resztą – zgodził się, podsuwając mu deskę do krojenia i warzywa, którymi sam przed chwilą się zajmował. Dwie osoby w kuchni zdecydowanie ułatwiały pracę, dzięki czemu większość roboty w krótkim czasie była już za nimi. Sos powoli bulgotał na małym ogniu, a makaron potrzebował jeszcze tylko dwóch minut, żeby mogli w końcu usiąść przy stole i się najeść.
– A właściwie nie mówiłeś mi, co z twoim bratem. Znalazłeś go? Ucieszył się na twój widok? – zapytał, przyglądając mu się z zainteresowaniem.
Oscar Malone
– W porządku – odparł i skinął głową. Nie chciał się z nim kłócić, skoro tak przedstawiał sytuację, a tutaj akurat mógł pozwolić sobie na odpuszczenie zamiast stawiania na swoim.
– No cóż… – mruknął, śmiejąc się pod nosem. Oscar w sumie miał rację. Jego kobieta lubiła czyste miejsca, w których mogła wydawać jego pieniądze. Rzadko kiedy dawała się namówić chociażby na wyjście do kina, gdzie było według niej zwyczajnie nudno. Wolała iść na zakupy albo testować jakąś nową drogą restaurację, a Patrick, jako dobry partner, jej na to pozwalał. Pewnie przez uraz po poprzedniej dziewczynie, która zdradzała go, bo za mało na nią wydawał. Teraz swojej obecnej próbował zrekompensować to podwójnie, żeby nie uznała go za skąpca, ale prędzej czy później będzie musiał postawić granicę. Jeżeli mieliby razem zamieszkać, ona również powinna dokładać się do rodzinnego budżetu, jeśli chciała dalej wydawać jakiekolwiek pieniądze. I musiał tego dopilnować, zanim zdecydują się na ślub i założenie rodziny, chociaż Patrick jak na razie się nad tym nie zastanawiał. Był jeszcze młody, miał na to wszystko czas i chciał się jeszcze wyszaleć– Myślę, że to dobra stajnia, a jeśli okaże się inaczej, jestem pewien, że dasz im o tym znać. Może w przyszłości sam jakąś otworzysz, a ja nauczę się leczyć konie i nawiążemy współpracę? – zaproponował, myśląc, że to całkiem kusząca propozycja. Zawsze to jakieś nowe doświadczenie, a do tego lepsze pieniądze, bo w końcu o konie trzeba częściej dbać. I nie chodziło mu tu tylko o wzbogacenie się materialnie, bo nie musiał mieć setek tysięcy na koncie, żeby uważać, że czuje się naprawdę spełniony. Inne rzeczy były od tego.
– Okej, obiecuję – zaśmiał się, widząc jego minę. Wyglądał przy tym bardzo uroczo, ale to pewnie przez jego młody wiek. Widząc jednak upór młodego chłopaka, nie zamierzał odmawiać. Będzie musiał tylko ugryźć się w język, kiedy ten przyjdzie do niego z pieniędzmi, bo dla Wooda naprawdę mógł te pieniądze zatrzymać dla siebie.
– Nie martw się. Domyślam się, że z moich opisów nie brzmi jak osoba, z którą każdy się polubi. Sama jest dość wybredna, jeśli chodzi o znajomych, ale myślę, że ma coś w sobie i może przy bliższym spotkaniu byście się polubili. Ale nie będę Cię do niczego zmuszał – odparł, wzruszając ramionami. Naprawdę lubił tę dziewczynę, chociaż była na swój sposób specyficzna. No ale każdy ma swój gust, prawda?
– Hmmm… w porządku. Możesz pokroić warzywa, a ja zajmę się resztą – zgodził się, podsuwając mu deskę do krojenia i warzywa, którymi sam przed chwilą się zajmował. Dwie osoby w kuchni zdecydowanie ułatwiały pracę, dzięki czemu większość roboty w krótkim czasie była już za nimi. Sos powoli bulgotał na małym ogniu, a makaron potrzebował jeszcze tylko dwóch minut, żeby mogli w końcu usiąść przy stole i się najeść.
– A właściwie nie mówiłeś mi, co z twoim bratem. Znalazłeś go? Ucieszył się na twój widok? – zapytał, przyglądając mu się z zainteresowaniem.
Oscar Malone