written in the stars (or not)
: sob paź 10, 2026 11:54 pm
Shut up and listen
Look at my eyes
Don't ever lie
Albert był rozdarty. W jego umyśle, serce i rozum toczyły nieustanną walkę bez jakichkolwiek zasad fair play, a on ze wszystkich sił starał się nie analizować każdego gestu i słowa Thalii, ale… kurwa, czy on choć raz w życiu mógł nie overthinkować wszystkiego naokoło? Czy chociaż ten jeden, jedyny raz mógł skupić się na tym, co było tu i teraz? A mianowicie na tym, że leżał w parku z Thalią Rosenhall, wyjaśnili sobie pewne… hm, kwestie sporne, spędzali razem cholernie miły czas, całowali się i wpatrywali w gwiazdy? Miał wolny wieczór z naprawdę słodką, śliczną dziewczyną - czy tak trudno było po prostu cieszyć się ulotną chwilą, zamiast bez przerwy kalkulować pięć kroków naprzód?
Kurwa, a właśnie te pięć kroków naprzód wywoływało u niego natychmiastowy odruch wymiotny.
Cholera, bardzo wyraźnie widział pochmurne, zawiedzione miny swoich najbliższych, gdyby jakimś cudem dowiedzieli się, że nie dość, że dalej spotykał się z Thalią, to jeszcze… zaczynało mu na niej zależeć, kurwa. Jednak on chyba nie potrafił inaczej? W sensie, nie potrafił wyłączyć logicznego myślenia i żyć chwilą, tu i teraz. Stracił ojca, potem matkę, musiał z dnia na dzień przejąć pełną odpowiedzialność za rodzeństwo i przez te ostatnie lata po prostu zdołał się już przyzwyczaić do ciągłego myślenia o przyszłości. Kurna, on bez przerwy zamęczał się wstrętnym już poczuciem winy, że nie był w stanie dać Benjiemu i Clem tyle, ile daliby im rodzice. Na początku, kiedy musiał utrzymać cały dom i siebie, Bena i Clem z jednej marnej pensji - z czego Ben i Clem wciąż chodzili do szkoły! - było, mówiąc krótko, przechujowo. Przeżycie każdego miesiąca graniczyło z cudem, nic więc dziwnego, że ten wyuczony nawyk ciągłej czujności po prostu w nim pozostał.
No ale! Nie myśl o tym, Albert, skup się. No to skupił się na słowach Thalii - mówiła coś o zdjęciach... Hm, czy mogła już dodawać z nim zdjęcia? Westchnął ciężko, starając się powstrzymać uśmiech. - Możesz, ale nie na okładkę i nie na relację, dobra? Mam na pieńku z Clem - odrzekł, ale zaraz przewrócił oczami, gdy Thalia wyciągnęła telefon i włączyła przednią kamerkę. - Jezu… - mruknął pod nosem z udawaną rezygnacją, ostatecznie jednak uległ i nawet uśmiechnął się do obiektywu! A potem - zupełnie niespodziewanie nawet jak dla samego siebie - nachylił się i pocałował ją w policzek, by mogła złapać to ujęcie na drugiej fotce. Uśmiechał się dalej w momencie, gdy włączyła nagrywanie i zaraz to ona złożyła krótki, czuły pocałunek na jego poliku. Zaśmiał się pod nosem i spojrzał na nią jakoś tak… zupełnie inaczej niż zwykle. Miękko? Łagodnie? Jakby wyłączyły mu się wszystkie negatywne emocje i odruchy obronne. Jakby po raz pierwszy spojrzał na Thalię nie jak na byłą dziewczyną Chrisa albo winowajczynię niefortunnego wypadku, ale jak na kobietę, zwykłą dziewczynę z Oakville, w której kiedyś mógłby się zakochać, gdyby nie ubiegł go najlepszy przyjaciel. Poważnie, spojrzał na nią z taką czułością, że… nim zdążył się zorientować, wypowiedział jej imię i poprosił, żeby pomyślała życzenie, na co Thalia wybuchnęła głośnym monologiem skierowanym prosto w niebo. Oh, well. Czego innego mógłby się po niej spodziewać?
Również parsknął śmiechem i ścisnął mocniej jej dłoń. - Już chcę cię w każdym miejscu na świecie - obwieścił jej z łobuzerskim uśmiechem, dalej się śmiejąc, mimo że to wcale nie był durny żart. On naprawdę pragnął jej obecności wszędzie. W każdym pieprzonym miejscu, w każdej sekundzie dnia, w każdym kącie swojego względnie poukładanego życia. On… chyba poczuł ulgę, gdy powiedział te słowa, mimo że zostały wypowiedziane w towarzystwie śmiechu. Lol. Nagle Thalia usiadła na nim okrakiem, a jego dłonie automatycznie wylądowały na jej pośladkach. To było tak niedorzecznie naturalne, zupełnie jakby jej ciało idealnie pasowało do jego ramion, a jego dłonie stworzono po to, żeby ją obejmowały. Uniósł wysoko jedną brew, gdy palnęła ten tekst o bieliźnie, o ile jakąkolwiek miała na sobie. Zgrywuska. - O ile masz jakąś na sobie? A jak można to sprawdzić, co? - zaczął się z nią droczyć, a na jego ustach znów pojawił cwaniacki uśmieszek. Odwzajemnił jej pocałunek; tym razem był dłuższy i intensywniejszy niż te wcześniejsze. On też nie chciał, żeby ta noc się kończyła. Chłonął smak jej ust, jakby próbował zapamiętać każdy milimetr jej ciała i zatrzymać ten moment na zawsze. Chciał jej, tylko i wyłącznie jej. Tu i teraz. W całości. Miał dość myślenia o konsekwencjach, o Oakville, o Clem, o Cassie, o Benjiem, o jutrze… Nagle jego dłonie powędrowały pod materiał jej bluzki. Thalia pewnie drgnęła lekko, gdy jego rozgrzane palce przejechały po nagiej skórze jej pleców. Pocałunek stał się jeszcze bardziej zachłanny, a Ace - nie dając Thalii czasu na protesty - podniósł się do siadu, wciąż mocno obejmując ją w pasie i nie wypuszczając z objęć. Domagał się więcej, chciał chłonąć każdy jej jęk, każdy drżący oddech… Ale nie tutaj. - Chodźmy stąd - rzucił nagle, prosto w jej wilgotne od pocałunku usta. Jedną dłonią dalej obejmował jej plecy, a drugą wplótł w jej ciemne, długie włosy, nie pozwalając jej odsunąć się nawet o milimetr.
I need you to tell me the truth
Cholera, gdzieś z tyłu głowy przypałętała mu się myśl, że przecież jeszcze przed chwilą chciał, żeby wyznała mu prawdę. Chciał znać szczegóły sprzed ośmiu lat, których nikomu nie wyznała; chciał wiedzieć i miał prawo wiedzieć, ale kiedy czuł pod palcami gładką skórę jej pleców, a Thalia odpowiadała na jego pocałunki równie zachłannie jak on sam… To przecież prawda była tutaj, pod jego dłońmi, pachniała jej perfumami i drżała na jego udach. Jeśli mieli kiedykolwiek ponownie rozdrapać stare rany, to na pewno nie w tej sekundzie, kiedy jedynym, czego pragnął, to mieć ją całą tylko dla siebie. Jebać przeszłość, jebać przyszłość. Żyj teraz, Ace. Nachylił się do jej ucha, a jego gorący oddech otulił jej wrażliwą skórę. - Znam jedno miejsce niedaleko - szepnął Thalii prosto do ucha, po czym przygryzł delikatnie jej płatek.
Skoro miał spróbować w końcu żyć chwilą… to czas start?
You whisper in my ear now let's begin
you grab my arms and slowly sit on me
Look at my eyes
Don't ever lie
Albert był rozdarty. W jego umyśle, serce i rozum toczyły nieustanną walkę bez jakichkolwiek zasad fair play, a on ze wszystkich sił starał się nie analizować każdego gestu i słowa Thalii, ale… kurwa, czy on choć raz w życiu mógł nie overthinkować wszystkiego naokoło? Czy chociaż ten jeden, jedyny raz mógł skupić się na tym, co było tu i teraz? A mianowicie na tym, że leżał w parku z Thalią Rosenhall, wyjaśnili sobie pewne… hm, kwestie sporne, spędzali razem cholernie miły czas, całowali się i wpatrywali w gwiazdy? Miał wolny wieczór z naprawdę słodką, śliczną dziewczyną - czy tak trudno było po prostu cieszyć się ulotną chwilą, zamiast bez przerwy kalkulować pięć kroków naprzód?
Cholera, bardzo wyraźnie widział pochmurne, zawiedzione miny swoich najbliższych, gdyby jakimś cudem dowiedzieli się, że nie dość, że dalej spotykał się z Thalią, to jeszcze… zaczynało mu na niej zależeć, kurwa. Jednak on chyba nie potrafił inaczej? W sensie, nie potrafił wyłączyć logicznego myślenia i żyć chwilą, tu i teraz. Stracił ojca, potem matkę, musiał z dnia na dzień przejąć pełną odpowiedzialność za rodzeństwo i przez te ostatnie lata po prostu zdołał się już przyzwyczaić do ciągłego myślenia o przyszłości. Kurna, on bez przerwy zamęczał się wstrętnym już poczuciem winy, że nie był w stanie dać Benjiemu i Clem tyle, ile daliby im rodzice. Na początku, kiedy musiał utrzymać cały dom i siebie, Bena i Clem z jednej marnej pensji - z czego Ben i Clem wciąż chodzili do szkoły! - było, mówiąc krótko, przechujowo. Przeżycie każdego miesiąca graniczyło z cudem, nic więc dziwnego, że ten wyuczony nawyk ciągłej czujności po prostu w nim pozostał.
No ale! Nie myśl o tym, Albert, skup się. No to skupił się na słowach Thalii - mówiła coś o zdjęciach... Hm, czy mogła już dodawać z nim zdjęcia? Westchnął ciężko, starając się powstrzymać uśmiech. - Możesz, ale nie na okładkę i nie na relację, dobra? Mam na pieńku z Clem - odrzekł, ale zaraz przewrócił oczami, gdy Thalia wyciągnęła telefon i włączyła przednią kamerkę. - Jezu… - mruknął pod nosem z udawaną rezygnacją, ostatecznie jednak uległ i nawet uśmiechnął się do obiektywu! A potem - zupełnie niespodziewanie nawet jak dla samego siebie - nachylił się i pocałował ją w policzek, by mogła złapać to ujęcie na drugiej fotce. Uśmiechał się dalej w momencie, gdy włączyła nagrywanie i zaraz to ona złożyła krótki, czuły pocałunek na jego poliku. Zaśmiał się pod nosem i spojrzał na nią jakoś tak… zupełnie inaczej niż zwykle. Miękko? Łagodnie? Jakby wyłączyły mu się wszystkie negatywne emocje i odruchy obronne. Jakby po raz pierwszy spojrzał na Thalię nie jak na byłą dziewczyną Chrisa albo winowajczynię niefortunnego wypadku, ale jak na kobietę, zwykłą dziewczynę z Oakville, w której kiedyś mógłby się zakochać, gdyby nie ubiegł go najlepszy przyjaciel. Poważnie, spojrzał na nią z taką czułością, że… nim zdążył się zorientować, wypowiedział jej imię i poprosił, żeby pomyślała życzenie, na co Thalia wybuchnęła głośnym monologiem skierowanym prosto w niebo. Oh, well. Czego innego mógłby się po niej spodziewać?
Również parsknął śmiechem i ścisnął mocniej jej dłoń. - Już chcę cię w każdym miejscu na świecie - obwieścił jej z łobuzerskim uśmiechem, dalej się śmiejąc, mimo że to wcale nie był durny żart. On naprawdę pragnął jej obecności wszędzie. W każdym pieprzonym miejscu, w każdej sekundzie dnia, w każdym kącie swojego względnie poukładanego życia. On… chyba poczuł ulgę, gdy powiedział te słowa, mimo że zostały wypowiedziane w towarzystwie śmiechu. Lol. Nagle Thalia usiadła na nim okrakiem, a jego dłonie automatycznie wylądowały na jej pośladkach. To było tak niedorzecznie naturalne, zupełnie jakby jej ciało idealnie pasowało do jego ramion, a jego dłonie stworzono po to, żeby ją obejmowały. Uniósł wysoko jedną brew, gdy palnęła ten tekst o bieliźnie, o ile jakąkolwiek miała na sobie. Zgrywuska. - O ile masz jakąś na sobie? A jak można to sprawdzić, co? - zaczął się z nią droczyć, a na jego ustach znów pojawił cwaniacki uśmieszek. Odwzajemnił jej pocałunek; tym razem był dłuższy i intensywniejszy niż te wcześniejsze. On też nie chciał, żeby ta noc się kończyła. Chłonął smak jej ust, jakby próbował zapamiętać każdy milimetr jej ciała i zatrzymać ten moment na zawsze. Chciał jej, tylko i wyłącznie jej. Tu i teraz. W całości. Miał dość myślenia o konsekwencjach, o Oakville, o Clem, o Cassie, o Benjiem, o jutrze… Nagle jego dłonie powędrowały pod materiał jej bluzki. Thalia pewnie drgnęła lekko, gdy jego rozgrzane palce przejechały po nagiej skórze jej pleców. Pocałunek stał się jeszcze bardziej zachłanny, a Ace - nie dając Thalii czasu na protesty - podniósł się do siadu, wciąż mocno obejmując ją w pasie i nie wypuszczając z objęć. Domagał się więcej, chciał chłonąć każdy jej jęk, każdy drżący oddech… Ale nie tutaj. - Chodźmy stąd - rzucił nagle, prosto w jej wilgotne od pocałunku usta. Jedną dłonią dalej obejmował jej plecy, a drugą wplótł w jej ciemne, długie włosy, nie pozwalając jej odsunąć się nawet o milimetr.
Cholera, gdzieś z tyłu głowy przypałętała mu się myśl, że przecież jeszcze przed chwilą chciał, żeby wyznała mu prawdę. Chciał znać szczegóły sprzed ośmiu lat, których nikomu nie wyznała; chciał wiedzieć i miał prawo wiedzieć, ale kiedy czuł pod palcami gładką skórę jej pleców, a Thalia odpowiadała na jego pocałunki równie zachłannie jak on sam… To przecież prawda była tutaj, pod jego dłońmi, pachniała jej perfumami i drżała na jego udach. Jeśli mieli kiedykolwiek ponownie rozdrapać stare rany, to na pewno nie w tej sekundzie, kiedy jedynym, czego pragnął, to mieć ją całą tylko dla siebie. Jebać przeszłość, jebać przyszłość. Żyj teraz, Ace. Nachylił się do jej ucha, a jego gorący oddech otulił jej wrażliwą skórę. - Znam jedno miejsce niedaleko - szepnął Thalii prosto do ucha, po czym przygryzł delikatnie jej płatek.
Skoro miał spróbować w końcu żyć chwilą… to czas start?
You whisper in my ear now let's begin
you grab my arms and slowly sit on me