just pressed a bruise and didn't like how i felt
: sob sie 22, 2026 2:07 pm
Richard Whitmore pojawił się w redakcyjnej kuchni w najbardziej odpowiednim momencie. Gdyby nie on, Kira nie miała pojęcia, do czego doprowadziłaby ich dalsza rozmowa. Mimo wszystko nie czuła, żeby powiedziała za dużo. Wręcz przeciwnie - miała wrażenie, że wciąż powiedziała za mało, żeby dotrzeć do Daisy, która nawet nie próbowała zrozumieć jej tłumaczeń. Mogła wychodzić z siebie, a i tak odbijała się od ściany zbudowanej ze stu usprawiedliwień dla Rowana. Kira nie była już w stanie dłużej tego słuchać. Na szczęście nie musiała. Wszystko za sprawą redaktora naczelnego, który - pech chciał - był nie tylko jej szefem, ale również teściem menadżerki i ojcem sławnego hokeisty.
Za rok na pewno im się uda.
Finch prychnęła pod nosem, co spotkało się z uniesionymi brwiami Richarda. Odchrząknęła szybko i udała, że sprawdza coś w telefonie. Tak naprawdę scrollowała bezwiednie służbowe maile, chociaż na wszystkie zdążyła odpowiedzieć z samego rana.
— Oj, musi być strasznie wściekły — wtrąciła, ale nie podniosła wzroku znad ekranu. Nie była złośliwa, ale nawet teraz próbowała dać Daisy do zrozumienia, że wcale nie zapomniała o ich rozmowie sprzed kilku minut. — Każdego poniosłyby emocje — dodała i dopiero, kiedy mężczyzna zwrócił się do niej bezpośrednio, przeniosła na niego spojrzenie. — Panienka Finch nie ogląda hokeja. Nie mam męża sportowca — wyjaśniła krótko. Co prawda zdarzało jej się rzucić okiem na jakiś mecz, ale żeby śledzić rozgrywki na bieżąco? Bez przesady.
Poczuła dłoń Daisy na swojej, a jednak delikatnie wyswobodziła ją z uścisku. Jeszcze tego brakowało, żeby jej teść coś przypadkowo zauważył.
— Nie trzeba wyjść za sportowca, żeby interesować się sportem — oznajmił Richard, biorąc do ręki swój kubek. Para uniosła się nad czarną jak smoła cieczą. — Hokej to nas sport narodowy — zaznaczył, jakby każdy rodowity Kanadyjczyk był zobowiązany do tego, jak banda chłopów z kijami ugania się za krążkiem na lodzie.
— Zdecydowanie wolę oglądać wyścigi Formuły 1 — sprostowała z wymuszonym uśmiechem. — Wbrew pozorom takie zawody są mniej inwazyjne. W hokeju łatwo nabawić się różnych urazów. Nie da się uniknąć siniaków — mruknęła z celowym naciskiem na ostatnie słowo.
— A to akurat prawda. Mój syn ciągle chodzi potłuczony, jakby ktoś go pobił — westchnął i upił łyk gorącej kawy.
— Nie tylko on — burknęła pod nosem Finch.
— Słucham? — redaktor naczelny spojrzał na nią znad swojego kubka.
— Słucham? — powtórzyła po nim, zgrywając głupa.
— O czym to ja... ach! Dobrze, że Rowan ma taką wspaniałą żonę, która potrafi o niego zadbać — w tym miejscu uśmiechnął się ciepło do Daisy.
— Och, tak. Chwała bogu — tym razem to Kira westchnęła, ale z udawaną ciężkością. — Co on by zrobił bez tak wspaniałomyślnej kobiety? — pokręciła głową, sięgając po swój kubek z kawą, która zdążył już trochę przestygnąć.
Richard rozpromienił się cały. Znów spojrzał na swoją synową wzrokiem przepełnionym dumą i zaczął wychwalać ją pod niebiosa. Mówił, że Rowan nie mógł trafić lepiej, a im Kira dłużej tego słuchała, tym bardziej chciała po prostu wyjść z kuchni. Powstrzymywał ją przed tym jedynie fakt, że Whitmore był szefem wszystkich szefów.
Daisy
Za rok na pewno im się uda.
Finch prychnęła pod nosem, co spotkało się z uniesionymi brwiami Richarda. Odchrząknęła szybko i udała, że sprawdza coś w telefonie. Tak naprawdę scrollowała bezwiednie służbowe maile, chociaż na wszystkie zdążyła odpowiedzieć z samego rana.
— Oj, musi być strasznie wściekły — wtrąciła, ale nie podniosła wzroku znad ekranu. Nie była złośliwa, ale nawet teraz próbowała dać Daisy do zrozumienia, że wcale nie zapomniała o ich rozmowie sprzed kilku minut. — Każdego poniosłyby emocje — dodała i dopiero, kiedy mężczyzna zwrócił się do niej bezpośrednio, przeniosła na niego spojrzenie. — Panienka Finch nie ogląda hokeja. Nie mam męża sportowca — wyjaśniła krótko. Co prawda zdarzało jej się rzucić okiem na jakiś mecz, ale żeby śledzić rozgrywki na bieżąco? Bez przesady.
Poczuła dłoń Daisy na swojej, a jednak delikatnie wyswobodziła ją z uścisku. Jeszcze tego brakowało, żeby jej teść coś przypadkowo zauważył.
— Nie trzeba wyjść za sportowca, żeby interesować się sportem — oznajmił Richard, biorąc do ręki swój kubek. Para uniosła się nad czarną jak smoła cieczą. — Hokej to nas sport narodowy — zaznaczył, jakby każdy rodowity Kanadyjczyk był zobowiązany do tego, jak banda chłopów z kijami ugania się za krążkiem na lodzie.
— Zdecydowanie wolę oglądać wyścigi Formuły 1 — sprostowała z wymuszonym uśmiechem. — Wbrew pozorom takie zawody są mniej inwazyjne. W hokeju łatwo nabawić się różnych urazów. Nie da się uniknąć siniaków — mruknęła z celowym naciskiem na ostatnie słowo.
— A to akurat prawda. Mój syn ciągle chodzi potłuczony, jakby ktoś go pobił — westchnął i upił łyk gorącej kawy.
— Nie tylko on — burknęła pod nosem Finch.
— Słucham? — redaktor naczelny spojrzał na nią znad swojego kubka.
— Słucham? — powtórzyła po nim, zgrywając głupa.
— O czym to ja... ach! Dobrze, że Rowan ma taką wspaniałą żonę, która potrafi o niego zadbać — w tym miejscu uśmiechnął się ciepło do Daisy.
— Och, tak. Chwała bogu — tym razem to Kira westchnęła, ale z udawaną ciężkością. — Co on by zrobił bez tak wspaniałomyślnej kobiety? — pokręciła głową, sięgając po swój kubek z kawą, która zdążył już trochę przestygnąć.
Richard rozpromienił się cały. Znów spojrzał na swoją synową wzrokiem przepełnionym dumą i zaczął wychwalać ją pod niebiosa. Mówił, że Rowan nie mógł trafić lepiej, a im Kira dłużej tego słuchała, tym bardziej chciała po prostu wyjść z kuchni. Powstrzymywał ją przed tym jedynie fakt, że Whitmore był szefem wszystkich szefów.
Daisy