Wait for me to come home
: śr wrz 02, 2026 1:36 am
W tym momencie o tym nie myślała, ale naprawdę bała się być tak bardzo szczęśliwa, jak teraz.
— Mhm. — Potaknęła. — Rozpraszające — zaznaczyła po raz drugi, patrząc głęboko w oczy mężczyzny i mimowolnie mocniej docisnęła kolana do klatki piersiowej.
Lucien rzeczywiście nigdy nie zdawał się mieć w jej towarzystwie problemów z koncentracją. Zawsze wydawał się doskonale wiedzieć, czego chciał i do czego dążył. Zoya natomiast działała bardzo pochopnie, momentami aż za mcno wytrącona z równowagi w jego obecności. Zdarzało się to szczególnie na początku, kiedy wciąż potrafił ją czymś zaskoczyć.
Przesunęła wzrokiem po twarzy mężczyzny i widząc jego zaczepny uśmieszek, zdała sobie sprawę, że doskonale wiedział, co miała na myśli, a pomimo tego figlarnie się z nią droczył.
— Och — westchnęła teatralnie i rozbawiona jego a r o g a n c k ą postawą wywróciła oczami. — Wcale mnie nie dziwi, że Lucien Spencer nie ma żadnych problemów ze skupieniem. Ty natomiast w ostatnim czasie bardzo mnie rozpraszasz. Chyba po prostu się do ciebie przyzwyczaiłam — powiedziała zgodnie z prawdą. Jednocześnie zaskoczyła samą siebie taką wylewnością.
Zoya nie zamierzała wyznawać mu uczuć. Tych zresztą wciąż nie udało jej się do końca zdefiniować. Najwyraźniej jednak uznała, że powinien wiedzieć, że nie był jej obojętny. Właściwie wbrew temu co wcześniej próbowała mu wmówić.
Zaraz po raz kolejny świetnie zaprezentował, jak mocno potrafił ją zdekoncentrować, gdy sięgnął po jej kostkę i sprawił, że natychmiast zmieniła pozycję. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że przez cały ten czas siedziała spięta. Rozluźniła mięśnie i wygodnie ułożyła głowę na krawędzi wanny. W tej samej chwili skupiła wzrok na suficie, a następnie przymknęła oczy, aby w milczeniu czerpać przyjemność z dotyku Luciena.
Był cudowny.
Sięgnęła do jego łydki, znajdującej się tuż przy jej pośladku i również zaczęła przesuwać po niej dłonią.
— Przynajmniej dostarczam ci w życiu większych atrakcji — prychnęła żartobliwie, gdy ewidentnie próbował zrzucić na nią ,,winę”. — Jeżeli ci się nie podoba, zawsze możesz pierwszy wyjść z wanny — rzuciła, tym razem przekrzywiając głowę, aby posłać mu sugestywne spojrzenie.
Spodziewała się przecież, że nie zamierzał tego zrobić, więc w skupieniu zaczęła obserwować, jak w inny sposób ułożył jej stopę. Wielce usatysfakcjonowana, zmarszczyła nos i uśmiechnęła się psotnie. Kiedy jednak niespodziewanie sięgnął do jej kostki ustami, uniosła brwi i intuicyjnie szarpnęła stopą. Po chwili znowu go ochlapała, jednocześnie czując, że powinna już prywyknąć do tych wszystkich miłych gestów.
Problem w tym, że momentami odzywały się w niej reakcje, wynikające z zachowań z poprzedniego związku.
Lucien stopniowo rozpalał w niej masę intymnych pragnień, które odbijały się zarówno w oczach Zoi, jak i w pojedynczych drżeniach jej ciała. Im bardziej pozwalał sobie na poufałość, tym trudniej przychodziło jej zachowanie kontroli. Jej serce przyspieszyło, a przyjemne ciepło rozlało się po całym ciele, gdy jego dłoń przesunęła się niżej po jej udzie.
Nagle zacisnęła jedną rękę pod wodą w pięść, podczas gdy drugą odnalazła jego żebro, w momencie, w którym przysunął się jeszcze bliżej. Nieświadomie drapnęła go paznokciami, a wraz z tym gestem z ust Zoi wyrwało się ciche westchnięcie.
Zrobiło się jeszcze goręcej, gdy subtelnym gestem ujął jej brodę. Uniosła ku niemu wzrok, a ciało przeszył przyjemny dreszcz. Zwieńczenie tego momentu pocałunkiem, przyniosło chwilowe spełnienie. Tym razem obie dłonie umieściła na policzkach Luciena i z należytą starannością oraz czułością odwzajemniła pieszczotę.
— Fatalnie, ale widzę, że ty, jak zwykle, trzymasz się świetnie — szepnęła, po czym przegryzła jeszcze jego wargę, zanim ostatecznie odsunęła twarz na dogodniejszą odległość. W międzyczasie swobodnie ułożyła łokcie na barkach mężczyzny i splotła dłonie za jego głową.
W pewnym sensie poza pożądaniem, poczuła również nutę rywalizacji. Lucienowi naprawdę świetnie szło dekoncentrowanie Zoi, więc tym razem postanowiła spróbować przejąć kontrolę. Delikatnie, acz stanowczo odepchnęła go od siebie i zmusiła, aby oparł się o brzeg wanny. Sama, zmieniając pozycję, usiadła okrakiem na jego podbrzuszu.
Teraz to ona górowała. Dla pewności, aby przypadkiem nie spróbował jej z siebie zrzucić, przyczepiła dłonie do jego obojczyków, kładąc na nie mocniejszy nacisk. Następnie musnęła ustami wargi Luciena. Jeden raz. Potem kolejny. I znowu.
Długie, częściowo mokre włosy Zoi łaskotały jego klatkę piersiową i ramię. Przesuwały się po jego skórze wraz z każdym najmniejszym ruchem. Podobnie niespiesznie poruszała się jej lewa ręka, która teraz leniwie wędrowała po klatce piersiowej Luciena.
W końcu oderwała usta od ust mężczyzny, ale tym razem się nie odsunęła. Patrzyła mu w oczy z tej niewielkiej odległości, przy czym uśmiechnęła się zadziornie.
To było absolutne szaleństwo.
Lucien Spencer
— Mhm. — Potaknęła. — Rozpraszające — zaznaczyła po raz drugi, patrząc głęboko w oczy mężczyzny i mimowolnie mocniej docisnęła kolana do klatki piersiowej.
Lucien rzeczywiście nigdy nie zdawał się mieć w jej towarzystwie problemów z koncentracją. Zawsze wydawał się doskonale wiedzieć, czego chciał i do czego dążył. Zoya natomiast działała bardzo pochopnie, momentami aż za mcno wytrącona z równowagi w jego obecności. Zdarzało się to szczególnie na początku, kiedy wciąż potrafił ją czymś zaskoczyć.
Przesunęła wzrokiem po twarzy mężczyzny i widząc jego zaczepny uśmieszek, zdała sobie sprawę, że doskonale wiedział, co miała na myśli, a pomimo tego figlarnie się z nią droczył.
— Och — westchnęła teatralnie i rozbawiona jego a r o g a n c k ą postawą wywróciła oczami. — Wcale mnie nie dziwi, że Lucien Spencer nie ma żadnych problemów ze skupieniem. Ty natomiast w ostatnim czasie bardzo mnie rozpraszasz. Chyba po prostu się do ciebie przyzwyczaiłam — powiedziała zgodnie z prawdą. Jednocześnie zaskoczyła samą siebie taką wylewnością.
Zoya nie zamierzała wyznawać mu uczuć. Tych zresztą wciąż nie udało jej się do końca zdefiniować. Najwyraźniej jednak uznała, że powinien wiedzieć, że nie był jej obojętny. Właściwie wbrew temu co wcześniej próbowała mu wmówić.
Zaraz po raz kolejny świetnie zaprezentował, jak mocno potrafił ją zdekoncentrować, gdy sięgnął po jej kostkę i sprawił, że natychmiast zmieniła pozycję. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że przez cały ten czas siedziała spięta. Rozluźniła mięśnie i wygodnie ułożyła głowę na krawędzi wanny. W tej samej chwili skupiła wzrok na suficie, a następnie przymknęła oczy, aby w milczeniu czerpać przyjemność z dotyku Luciena.
Był cudowny.
Sięgnęła do jego łydki, znajdującej się tuż przy jej pośladku i również zaczęła przesuwać po niej dłonią.
— Przynajmniej dostarczam ci w życiu większych atrakcji — prychnęła żartobliwie, gdy ewidentnie próbował zrzucić na nią ,,winę”. — Jeżeli ci się nie podoba, zawsze możesz pierwszy wyjść z wanny — rzuciła, tym razem przekrzywiając głowę, aby posłać mu sugestywne spojrzenie.
Spodziewała się przecież, że nie zamierzał tego zrobić, więc w skupieniu zaczęła obserwować, jak w inny sposób ułożył jej stopę. Wielce usatysfakcjonowana, zmarszczyła nos i uśmiechnęła się psotnie. Kiedy jednak niespodziewanie sięgnął do jej kostki ustami, uniosła brwi i intuicyjnie szarpnęła stopą. Po chwili znowu go ochlapała, jednocześnie czując, że powinna już prywyknąć do tych wszystkich miłych gestów.
Problem w tym, że momentami odzywały się w niej reakcje, wynikające z zachowań z poprzedniego związku.
Lucien stopniowo rozpalał w niej masę intymnych pragnień, które odbijały się zarówno w oczach Zoi, jak i w pojedynczych drżeniach jej ciała. Im bardziej pozwalał sobie na poufałość, tym trudniej przychodziło jej zachowanie kontroli. Jej serce przyspieszyło, a przyjemne ciepło rozlało się po całym ciele, gdy jego dłoń przesunęła się niżej po jej udzie.
Nagle zacisnęła jedną rękę pod wodą w pięść, podczas gdy drugą odnalazła jego żebro, w momencie, w którym przysunął się jeszcze bliżej. Nieświadomie drapnęła go paznokciami, a wraz z tym gestem z ust Zoi wyrwało się ciche westchnięcie.
Zrobiło się jeszcze goręcej, gdy subtelnym gestem ujął jej brodę. Uniosła ku niemu wzrok, a ciało przeszył przyjemny dreszcz. Zwieńczenie tego momentu pocałunkiem, przyniosło chwilowe spełnienie. Tym razem obie dłonie umieściła na policzkach Luciena i z należytą starannością oraz czułością odwzajemniła pieszczotę.
— Fatalnie, ale widzę, że ty, jak zwykle, trzymasz się świetnie — szepnęła, po czym przegryzła jeszcze jego wargę, zanim ostatecznie odsunęła twarz na dogodniejszą odległość. W międzyczasie swobodnie ułożyła łokcie na barkach mężczyzny i splotła dłonie za jego głową.
W pewnym sensie poza pożądaniem, poczuła również nutę rywalizacji. Lucienowi naprawdę świetnie szło dekoncentrowanie Zoi, więc tym razem postanowiła spróbować przejąć kontrolę. Delikatnie, acz stanowczo odepchnęła go od siebie i zmusiła, aby oparł się o brzeg wanny. Sama, zmieniając pozycję, usiadła okrakiem na jego podbrzuszu.
Teraz to ona górowała. Dla pewności, aby przypadkiem nie spróbował jej z siebie zrzucić, przyczepiła dłonie do jego obojczyków, kładąc na nie mocniejszy nacisk. Następnie musnęła ustami wargi Luciena. Jeden raz. Potem kolejny. I znowu.
Długie, częściowo mokre włosy Zoi łaskotały jego klatkę piersiową i ramię. Przesuwały się po jego skórze wraz z każdym najmniejszym ruchem. Podobnie niespiesznie poruszała się jej lewa ręka, która teraz leniwie wędrowała po klatce piersiowej Luciena.
W końcu oderwała usta od ust mężczyzny, ale tym razem się nie odsunęła. Patrzyła mu w oczy z tej niewielkiej odległości, przy czym uśmiechnęła się zadziornie.
To było absolutne szaleństwo.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
Lucien Spencer