Strona 2 z 2

lost and found

: ndz wrz 20, 2026 1:37 pm
autor: Iris Valentine
Zdawała sobie sprawę, że nie robiła najlepszej roboty… sprzedawała mu coraz więcej szczegółów, zupełnie nieświadomie i tylko się pogrążała. Bo to, co jej się wyrywało wcale nie świadczyło o niej dobrze. Skoro nie musiała wyjeżdżać to dlaczego to zrobiła? Jakaś jej część chciała powiedzieć mu wszystko… usiąść z nim twarzą w twarz i po prostu powiedzieć mu całą prawdę, wyjaśnić wszystko, co działo się od tamtego dnia, gdy ostatni raz wstała z jego łóżka i nigdy więcej do niego nie wróciła. Chciała móc mu powiedzieć, że jej świat się zawalił, straciła nad nim całą kontrolę i nie chciała mu mówić, żeby nie czuł się za nią w żadnym stopniu odpowiedzialny. Nie mógł tam zostać i martwić się o to, co działo się z nią tutaj, a nie mógł też po prostu z nią wyjechać. Zrobiła to, co wydawało jej się wtedy najlepsze, a teraz wiedziała, że zasługiwał na wyjaśnienia. Tylko to nie był czas i miejsce.
Z tego samego powodu nie mogła po prostu iść z nim na to spotkanie. Tam nie było tajemnic, tam bez problemu ktoś by ją sprzedał… a o nieobecnych mówić nie będą. Wiedziała, że to dobrzy ludzie i wiedziała, że by go polubili. Dlatego chciała, żeby spróbował. Nie mogła go do niczego zmusić – zupełnie tak jak w temacie jego nogi i konsultacji ze specjalistami. Był dużym chłopcem, sam podejmował decyzja. Ba! Miał żonę… to ona powinna mu powtarzać te wszystkie rzeczy, które teraz do głowy wbijała mu Iris. To ona powinna się o niego martwić.
- Łatwo cię polubić, Henderson. Ze mną ci się udało to z nimi nie będziesz miał najmniejszego problemu… są dużo sympatyczniejsi. – i lubią ludzi, czego generalnie o Valentine raczej powiedzieć nie można, bo była typem jeża… i dopuszczała do siebie bardzo wąskie grono ludzi. Bardzo! Żaden z niej social butterfly.
I dała sobie po łapach za to, że chciała go zatrzymać. Na szczęście ugryzła się w język zanim cokolwiek powiedziała. Prawda jest taka, że nawet jeśli jakaś część jej chciała siedzieć tu z nim w nieskończoność to nie był dobry pomysł – Właściwie kończyłam ją jak młody Henderson zawędrował na izbę przyjęć. – uśmiechnęła się pod nosem i też wstała od stołu – Swoją drogą to ładny kawałek drogi… więc cieszę się, że mogłam pomóc. Chociaż proszę się więcej nie gubić w szpitalu. – spojrzała na chłopca i uśmiechnęła się do niego ładnie – Jak przyjedziesz jeszcze kiedyś tu z tatą i będziesz się nudził… to zamiast wybierać się na samotną wycieczkę po szpitalu, poproś kogoś, żeby po mnie zadzwonił. Może znowu uda nam się wypić razem gorącą czekoladę. – uśmiechnęła się – Miło było cię poznać, Nico. – dodała, podając chłopcu rękę i szczerząc kły w pogodnym uśmiechu, gdy ją uścisnął. Dopiero wtedy wróciła do jego taty – Pomyśl o wszystkim, co powiedziałam, Jesse. I do zobaczenia. – uśmiechnęła się i wycofała, żeby faktycznie móc ewakuować się ze szpitala.


/koniec

Jesse Henderson