Strona 2 z 4

i'm a million bucks on a queen motel bed

: pn sie 24, 2026 12:32 pm
autor: zaylee miller
Nigdy nie przejmowała się zanadto faktem, że powoli zbliża się czterdziestki, dlatego na słowa żony zareagowała jedynie pobłażliwym uśmiechem. Lepiej tak, niż zderzyć się z pięćdziesiątką. Pozostawiła jednak zgryźliwości dla siebie. Miały się dobrze bawić, a nie sobie dopierdalać. Żarty żartami, ale Zaylee miała gdzieś z tyłu głowy, jak ten temat bywał dla Swanson drażliwy. Nie była aż taką pizdą, żeby jej cisnąć.
Która? — spojrzała w kierunku sceny i utkwiła wzrok we wspomnianej przez Evinie dziewczynie. Czy była ładna. Oczywiście. Czy w typie Miller? Niespecjalnie. — Jest w porządku, ale mam złe wspomnienia z Latynoskami — wzruszyła jedynie ramionami. Jedna z jej byłych miała przecież hiszpańskie korzenie. Ruda zdecydowanie bardziej trafiała w jej gust. Było coś przyciągającego w jej jasnej skórze i wysypie piegów na całym ciele. Nawet stąd Zaylee była w stanie dostrzec, jak bardzo miała niebieskie oczy.
Dobrze, że przy ruletce roztrwaniali cudze pieniądze, bo trochę żal dupę ścisnął, że tym razem straciły wszystko, co przed chwilą obstawiły. A tak to za hajs Lewis baluj! Szybko przekonały się o tym, że szczęście się ich nie ima, a to tylko potwierdzało jej teorię, że w tej grze nie dało się niczego przewidzieć. Dlatego też ludziom tak łatwo było zachłysnąć się wygraną. A jeśli ta przytrafiała się kilka razy z rzędu, to naprawdę szło popłynąć. Hazard to paskudne uzależnienie. I pomyśleć, że ludzie potrafili zastawiać oszczędności życia, łudząc się, że zdołają podwoić tę kwotę. To był szczyt głupoty, którego Miller nawet nie starała się zrozumieć.
Odważnie — stwierdziła z rozbawieniem, kiedy narzeczona przesunęła na środek stołu pozostałe żetony. — Lubisz ryzyko, Swanson? — puściła do niej oczko i przechwyciła butelkę szampana, którą znów przystawiła do ust. Obie wiedziały, że tak. Z nich dwóch, to raczej Zaylee była tą rozsądniejszą. Ale też nie zawsze. — Czemu siedemnastka? Aż tak strasznie tęsknisz do młodości? — rzuciła zaczepnie, tym razem nie mogą się powstrzymać od uszczypliwego komentarza. Równie dobrze mogło nie być żadnego powodu, dla którego żona wybrała taką, a nie inną liczbę. Pierwsza myśl, czy może miała dla niej jakieś szczególne znaczenie? Jeśli pierwsza myśl, to w sumie dobrze, bo zawsze jest najlepsza. Podobno. W przypadku. Tak pewnie stwierdziłby krupier, bo w przypadku Miller to nie działało - ona musiałaby wszystko przeanalizować milion razy, zanim podjęłabym ostateczną decyzję. Umiała być spontaniczna pod wieloma względami, ale nie, kiedy coś wymagało konkretnego zastanowienia. Ludzie pokroju koronerki nigdy nie przestawali myśleć i wysuwać wniosków.
Nie spodziewałyśmy się niczego innego — odezwała się, kiedy kulka zatrzymała się na zupełnie innym polu. Nie były nawet blisko. Ale czego miały oczekiwać? Że im się przyfarci? Musiało wystarczyć, że miały wystarczająco dużo szczęścia, żeby uchodzić z życiem w przeróżnych, podbramkowych sytuacjach. Teraz nie pozostało im nic innego, jak napić się szampana. — Zostawmy jakieś żetony na blackjacka. Albo na jakieś automaty. Tamten jednoręki bandyta zerka na mnie ukradkiem — ruchem głowy wskazała na jedną z maszyn stojących pod ścianą, gdzie tym razem fart zależał od tego, czy w jednym rzędzie pojawią się takie same symbole.

Evina J. Swanson

i'm a million bucks on a queen motel bed

: pn sie 24, 2026 3:44 pm
autor: Evina J. Swanson
Kiedyś była zdecydowanie bardziej przewrażliwiona na punkcie swojego wieku. Nie chodziło jednak aż tak o jej własny rocznik, co o tę niemal piętnastoletnią różnicę w metryce pomiędzy nią a koronerką. Potrzebowała czasu na to, aby upewnić się w tym jak mocne były uczucia Miller i że wcale nie traciła nic na tym, że związała się z o wiele starszą partnerką. W końcu liczyło się przede wszystkim to, że były ze sobą szczęśliwe.
- A tak. Marigold - przypomniała sobie, bo i ona miała nieprzyjemność poznać tę wspomnianą Latynoskę.
Szczerze jej nie cierpiała i zastanawiała jakim cudem Zaylee wytrzymała z nią tak długo, aby się zaręczyć. Była absolutnie okropna i dopiero po paru latach przypomniała sobie o tym, że miała z koronerką kota, którego chciała odzyskać. Niedoczekanie. Herrera była na samym dole skali tego jak bardzo można lubić ex swojej żony. Po drugiej stronie znajdowała się Helena, z którą detektywka po pewnym okresie niezręczności zaczęła się dogadywać naprawdę świetnie. Może z początku była zazdrosna o Peregrine, ale obecnie po tym uczuciu nie było ani śladu. Zamiast tego pojawiła się prawdziwa sympatia względem informatyczki.
Niby więcej przegrały niż wygrały na ruletce, ale to wciąż były cudze pieniądze, więc dalej znajdowały się na zero. Zawsze jakaś pociecha. Nawet jeśli marna. No, ale to było do przewidzenia kiedy stawiało się na konkretną liczbę, gdy pól było niemal czterdzieści.
- Może lubię. Czasami chyba trzeba zaszaleć - odparła, wpatrując się w oczy małżonki. - Chcesz wiedzieć czemu siedemnastka? Co jeśli powiem ci, że to pierwsza liczba jaka przyszła mi na myśl?
Nie była przesądna i nie miała żadnej ulubionej liczby czy takiej, która niby mogła jej przynieść szczęście. Dlatego nie było zbyt wielkiej różnicy, którą z nich wybierze. Każda była tak samo dobra, więc czemu nie podążyć za pierwszą myślą? Roztrząsanie tego wszystkiego nie miało sensu.
Nie było możliwości, aby przewidziała lub wydedukowała, że kulka zatrzyma się akurat na dziesiątce. No, ale nie było, co płakać nad przegranym zakładem.
- No cóż... Raz na wozie, raz nawozem - podsumowała ich porażkę i chociaż żal było wygranej to nie płakała, gdy mężczyzna z obsługi zgarniał jej żetony.
Spojrzała jeszcze na Zaylee i usmiechnęła się tylko, gdy ta zasugerowała, że powinny się przesiąść na automaty. Cóż, jej jakoś nie interesowała maszyna kusząca hazardzistów milionem rozmryganych światełek.
- Chcesz przerżnąć jeszcze więcej hajsu? To gorsze niż ruletka - powiedziała, pochylając się ku niej, aby zatrzymać się tuż przy jej ustach. - Idź tam, a ja nam skołuję jakieś porządne drinki.
Pocałowała ją krótko i odeszła w kierunku baru z butelką szampana, którą już zdążyły osuszyć, bo była w połowie pełna, gdy tylko porwały ją ze stołu.
Była mniej więcej w połowie drogi do baru, gdy usłyszała znajomy głos wołający ją w charakterystyczny sposób.
- Detektyw Swanson!
No tak. Ruby. W dodatku była dosyć nieźle wstawiona. Musiała mieć słabą głowę albo zaczęła wcześnie i ostro, a potem nie zwalniała.
- Na litość boską, Ruby. Nie jesteśmy w pracy. Evina wystarczy - zwróciła jej uwagę, bo cały lokal nie musiał wiedzieć w jaki sposób zarabia na życie.
- Przepraszam, Evie - no, a teraz przegięcie w drugą stronę. - Chciałam jakoś ci podziękować. Za te wszystkie lata wsparcia... i bez ciebie nigdy bym nie wpadła na Nolana...
Swanson węszyła w tym jakiś podstęp, ale nie przerywała jej. Była ciekawa w jaki sposób dziewczyna chciała jej się odwdzięczyć. Ciekawe też czy trzeźwa również była przekonana o tym, że ma jej za co dziękować, bo jej rychłe zamążpójście po części jest zasługą Eviny.
- No... To mów, co wymyśliłaś - rzuciła jeszcze, a Lewis uśmiechnęła się promiennie.
Swanson dała się bez słowa poprowadzić do kanapy, na której jej pozostałe imprezowiczki zrobiły jej miejsce. Wciąż nie miała pojęcia o co chodzi dopóki pośród towarzystwa z wieczoru panieńskiego nie pojawiła się latynoska bogini tańcząca jeszcze chwilę temu na scenie. Detektywka jedynie uniosła brew i spojrzała w kierunku rozchichotanej Ruby Lewis, która właśnie w swojej wspaniałomyślności załatwiła Swanson lap dance. Jakieś kilkanaście metrów od jej żony. Na pewno był to wspaniały plan, bo nie było nic zdrożnego w tym, że półnaga kobieta ładowała jej się na kolana.

zaylee miller

i'm a million bucks on a queen motel bed

: pn sie 24, 2026 4:22 pm
autor: zaylee miller
Dokładnie tak. Pieprzona Marigold. Herrera miała wszystkie najgorsze cechy, a jednak Miller lgnęła do niej jak ćma do światła. Nie były dla siebie dobre, ale wystarczały sobie na tyle, żeby zbudować coś opartego wyłącznie na fizyczności. Seks był dobry i wtedy to wystarczyło. Oczywiście lista byłych partnerów Zaylee była o wiele dłuższa. Z niektórymi wciąż miała świetny kontakt, czego dobrym przykładem był Francis Gardner. Z innymi jej ścieżki rozminęły się po cichu, jak z Heleną Peregrine. Żadnej z tych relacji nie żałowała. Wszystkie czegoś ją nauczyły, a z każdej potrafiła wyciągnąć wnioski na przyszłość, które pozwalały jej budować kolejne, mniej lub bardziej udane związki. Nie oczekiwała nawet przez chwilę, że Swanson obdarzy sympatią któregokolwiek z jej eks. Nie bez powodu byli stali się byłymi. Ale jak tak się stało, to świetnie.
Tak coś podejrzewała, że liczba wybrana przez żonę była zupełnie przypadkowa. Już dawno miały za sobą etap ulubionych rzeczy, chociaż Zaylee nawet sobie nie przypominała, czy kiedykolwiek przez taki przeszły. Evina wiedziała, jaką lubi pić kawę, a ona, że detektywka tej kawy nie znosiła. Za to zakodowała sobie w pamięci ulubione smaki herbat, w jakich lubowała się Swanson.
Ale zjebałaś. Nie mogłaś pomyśleć o dziesiątce? — westchnęła teatralnie i pokręciła głową z udawanym niedowierzaniem. To oczywiście nie była niczyja wina. Los tak chciał. Raz zabiera, a raz… zabiera.
Oczywiście, że chciała przerżnąć więcej hajsu. To nawet nie były ich pieniądze, więc czym się tutaj przejmować? Biedniejsze do domu nie wrócą. Co najwyżej z ogromnym kacem, a wtedy wydadzą kasę na tłustą, ociekającą serem pizzę.
Dobra. Tylko nie każ mi długo czekać, bo gram bez ciebie — zastrzegła, wymierzając w nią palcem. Dała sobie skraść krótki pocałunek i ruszyła w stronę wspomnianych automatów, zabierając ze stołu worek z metalowymi żetonami, które na wstępie Lewis wręczyła wszystkim obecnym na swoim wieczorze panieńskim.
Zajęła miejsce na hokerze przy jednorękim bandycie i nachyliła się, żeby przeczytać zasady naklejone z boku urządzenia. Mniejszego druku to już chyba nie mogli dać. Pewnie zrobili to specjalnie, żeby ludzie przepuszczali jak najwięcej pieniędzy. Swanson na bank nie zdołałaby nic z tego wyczytać bez okularów. Całe szczęście, że miała taką wspaniałą żonę z sokolim wzrokiem. Reguły gry były banalnie proste, każdy symbol miał inną wartość pieniężną i trzeba było wylosować trzy identyczne, żeby wygrać.
Wyprostowała się i rozejrzała po kasynie w poszukiwaniu Eviny. Dojrzała ją w loży w towarzystwie pozostałych kobiet. Nie taka była umowa, miała iść tylko po drinki. I co, teraz Miller miała siedzieć tak o suchym pysku? Zaraz jednak uniosła wysoko brwi, kiedy obok Swanson znalazła się również latynoska striptizerka. Ten widok sprawił, że parsknęła pod nosem, posyłając detektywce rozbawione spojrzenie. Nie była zazdrosna. Ten etap dawno miały już za sobą. Nie zamierzała wbiegać tam i robić awantury o głupi taniec. Właściwie była ciekawa, co Latina miała do zaoferowania i jak żona zachowa się w jej obecności.

Evina J. Swanson

i'm a million bucks on a queen motel bed

: wt sie 25, 2026 7:55 am
autor: Evina J. Swanson
Ludzie potrafili popełniać naprawdę ogromną liczbę błędów, gdy chodziło o sprawy związkowe. Często się łączyli z osobami, z którymi nie powinni, trwali w bezsensownych relacjach, a niejednokrotnie dzięki temu też zaprzepaszczali swoją prawdziwą szansę na szczęście. Całe szczęście, że one dwie jednak odnalazły siebie po tych wszystkich latach, co wcale nie było łatwe. Zabawne jak kiedyś bardzo się nie cierpiały by zostać ostatecznie małżeństwem.
Nigdy nie randkowały na dobrą sprawę. Wszystko, co wiedziały na dobrą sprawę na swój temat wyniknęło z jakiś rozmów przy okazji lub stanowiło wynik obserwacji. W końcu wystarczyło spędzić wspólnie więcej czasu i wykazać się odrobiną uwagi, aby zaobserwować pewne zwyczaje czy przyzwyczajenia. To wystarczyło do tego, aby dowiedzieć się jaką kawę najczęściej piła Zaylee, jak wyglądała jej poranna rutyna, gdy nikt ich nie popędzał czy jakiej muzyki słuchała. Nie musiały sobie tego mówić. Po prostu wiedziały.
- Wybacz. Mogłam obstawić wiek naszego syna - odparła, bo jeśli miały szukać znaczenia dla liczb to była pierwsza rzecz jaka jej przyszła do głowy.
No, ale zamiast tego pomyślała o siedemnastce. Całe szczęście, że nie płakały za straconymi żetonami. Miały ich jeszcze sporo, aby się odkuć w kolejnych grach. Za hajs Lewisów baluj.
- Nie obrażę się. Możesz śmiało zacząć - rzuciła jeszcze na odchodne, bo nie zależało jej jakoś szczególnie na tych automatach.
Plan był taki, aby zgarnąć dwa drinki z baru i wrócić w kąt kasyna, gdzie lśniły złocone maszyny, ale oczywiście wpadła w pułapkę zastawioną przez Ruby. Podłapała rozbawione spojrzenie koronerki, która najwyraźniej chciała się upewnić czy Evina dotarła do baru. Zamiast tego zobaczyła ją z latynoską królową na kolanach. Dobrze, że etap zazdrości miały już dawno za sobą.
Striptizerka wiła się na kolanach Swanson w wyuzdanych pozach, obejmując ją wokół szyi. Detektywka spoglądała jedynie na nią z pewnym zainteresowaniem, ale nie wchodziła z nią w większą interakcję. Może poza tym, że objęła ją w talii dla lepszej stabilizacji, bo miała wrażenie, że jeszcze jeden zbyt zamaszysty ruch biodrami, a dziewczyna zwyczajnie spadnie z jej kolan.
Musiała przyznać, że była ona nadzwyczaj piękna. Zapewne gdyby nie fakt, że miała praktycznie obok pewną koronerkę to może jej dłonie zaczęłyby śmielej wędrować dłońmi po atrakcyjnym ciele Latynoski lub dała się skusić ustom znajdującym się niebezpiecznie blisko jej własnych. Zamiast tego klepnęła jedynie dziewczynę w nagi pośladek i wetknęła banknot o wysokim nominale za linię jej bielizny.
- Było cudownie, skarbie, ale moja żona czeka na drinka - powiedziała swobodnie, wskazując głową w kierunku, gdzie znajdowała się Zaylee.
Mogła teraz jedynie odczekać na to, aż kobieta zejdzie jej z kolan, aby pozwolić jej podejść do baru. Obiecała im w końcu te drinki i zamierzała się ze swoich słów wywiązać.

zaylee miller

i'm a million bucks on a queen motel bed

: wt sie 25, 2026 4:39 pm
autor: zaylee miller
To chyba nie do końca tak działało, że się nie cierpiały. Miller nie miała powodów, żeby nie znosić Swanson. Działała jej na nerwy, chcąc na każdym kroku udowadniać swoją wyższość, bo była starsza i bardziej doświadczona, ale zawsze uważała ją za kompetentną detektywkę i ceniła sobie ich współpracę. Wkurwiała ją, no jasne, że tak. Do tej pory nikt nie działał jej tak na uzębienie, ale czy nawet wtedy można było określić to jako brak sympatii? Raczej nie. Evina nie była jednak kimś, z kim Zaylee chciała obcować na co dzień. Między nimi od zawsze była jakaś bliżej nieokreślona chemia, której żadna z nich szczególnie nie próbowała nazywać. Dopiero wspólnie spędzona noc oraz śledztwo, które razem prowadziły - a raczej Swanson prowadziła, podczas gdy Miller wjebała się tam na doczepkę - sprawiły, że powoli zaczęły ją zauważać. Z czasem coraz trudniej było im udawać, że między nimi naprawdę niczego nie ma.
O właśnie, obstawienie wieku ich syna byłoby doskonałą decyzją! Miałyby wtedy wygraną w kieszeni, a tak musiały dalej iść w hazard. Jak Zaylee się uzależni, to będzie wyłącznie wina jej żony. Mogła obstawić lepiej. Już miała wrzucić żetony do maszyny, ale zapatrzyła się na Latynoskę, która robiła w loży prywatny pokaz. Bardzo ją bawiło, jak detektywka starała się utrzymać ręce przy sobie. Naprawdę mogła sobie pozwolić na odrobinę więcej i Miller nie miałaby nic przeciwko. Były małżeństwem, ale po co od razu popadać w taką skrajność? Znalazły się w lokalu, który oferował takie usługi, więc było oczywiste, że tego wieczoru niejedna kobieta spróbuje zwrócić na siebie ich uwagę. I to było w porządku! Niech zrobią sobie tutaj małe Vegas.
A może namówisz żonę, żeby do nas dołączyła? — zapytała tancerka ze swoim mocnym, hiszpańskim akcentem. — Zawsze mogę urządzić specjalny występ tylko dla was — wyszeptała wprost do ucha detektywki i zaczęła zsuwać się z jej kolan. Bardzo niechętnie. I bardzo powoli. Zaylee posłała Swanson rozbawione spojrzenie i mrugnęła do niej porozumiewawczo, kiedy ich spojrzenia spotkało się ponad głową Latynoski.
Musisz iść zapytać. A jak się nie zgodzi, to namówić. A najlepiej powiedz jej, że będziemy się fantastycznie bawić. Tu esposa es justo mi tipo — wyznała, nakręcając sobie pasmo włosów detektywki na palec. — A może wolisz, żebym ja się do niej przeszła? Możemy sprawdzić, która z nas ma większy dar przekonywania — dodała zachęcająco, jakby właśnie próbowała rzucić jej wyzwanie.
Miller naprawdę szczerze żałowała, że nie mogła usłyszeć, o czym rozmawiają, ale znajdowała się zdecydowanie za daleko. W końcu odwróciła się na hokerze przodem do automatu i wrzuciła kilka żetonów. Pula wynosiła dziesięć, więc miała do wykorzystania dziesięć obrotów, po których pojawiały się trzy takie same owoce czy inne symbole. Najwyżej punktowane były jednak czerwone siódemki, które odpowiednio mnożyły wygraną.

Evina J. Swanson

i'm a million bucks on a queen motel bed

: wt sie 25, 2026 8:10 pm
autor: Evina J. Swanson
Może i daleko im było do ogromnej nienawiści, bo mimo wszystko obie posiadały dla siebie jakiś rodzaj szacunku, ale zdecydowanie za sobą nie przepadały, a przy okazji działały sobie na nerwy jak nikt inny. Chemia była między nimi zawsze, ale dosyć toksyczna. Dopiero z czasem ich relacja zaczęła się ocieplać. Seks i wspólne śledztwo okazały się wspaniałym początkiem. Podobnie jak sytuacje z zagrożeniem życia, które uświadomiły im jak bardzo nie chciały, aby coś się stało tej drugiej.
Nie była taką popsuj-zabawą, aby całkowicie zrezygnować z tego prywatnego pokazu. Nie trzymała też tak całkowicie rąk przy sobie, ale na pewno mogłyby one o wiele śmielej błądzić po ciele striptizerki. Lap dance to nie zdrada, ale jednak nie chciała zapomnieć się i przekroczyć jakiejś niedozwolonej linii.
- Aż taka jesteś chętna? - zapytała z rozbawieniem, gotowa roześmiać się na ten pokaz pewności siebie.
Obserwowała uważnie kobietę, która zsuwała się z jej kolan i musiała przyznać, że miała tupet. Lub wyjątkowo chciała zarobić, bo pewnie za taki pokaz mogła skasować dużo więcej niż za wyginanie się na takiej scenie.
- Możesz śmiało ją spróbować namówić, a ja kupię nam drinki. Co pijesz? - zapytała jeszcze, obrzucając striptizerkę uważnym spojrzeniem.
Była ciekawa tego jak Latynoska sobie poradzi z przekonywaniem koronerki. Nie miała pojęcia jak monogamiczna była Miller ani tego, że przypomina jej byłą. No, ale gdyby miał to być sam pokaz... Mogłoby być ciekawie. Evina zawsze była otwarta na różne propozycje. Pytanie tylko, co sądziła o tym całym pomyśle. Jedno było pewne: Swanson będzie się bawić wspaniale, nawet jeśli miała jedynie obserwować to jak bezskutecznie striptizerka próbuje namówić jej żonę na wspólny wieczór. Widok jej kruszejącej pewności siebie na pewno będzie wprost cudowny.
Zgarnęła trzy zamówione drinki i ruszyła w kierunku automatów, aby pojawić się tuż obok małżonki i zagadującej ją kobiety.
- Widzę, że gawędzicie - powiedziała tylko, wręczając każdej po kolei drinka. - Jak tam, kochanie? Wygrałaś coś?
Ciekawiło ją to jak poszło jej na automatach. Coś jej podpowiadało, że było dużo gorzej niż na ruletce, ale zawsze mogła się mylić.

zaylee miller

i'm a million bucks on a queen motel bed

: wt sie 25, 2026 9:13 pm
autor: zaylee miller
Punktem zwrotnym w ich relacji zdecydowanie był moment, w którym Miller została postrzelona w kościele przez Amandę Morton. Szczerze mówiąc, Zaylee była przekonana, że tego nie przeżyje. Jedną nogą była już w grobie, a później obiema, kiedy kilkakrotnie zatrzymywała się na stole operacyjnym. Niewiele pamiętała z samego momentu postrzału. Jak przez mgłę kojarzyła, że później kobieta przystawiła sobie lufę do skroni i nacisnęła na spust, tym samym odbierając sobie życie. I krew. Dużo krwi. Nie zdołała doprać swojego beżowego prochowca. Lubiła ten płaszcz.
Teraz jednak była sfrustrowana, bo przegrywała na tym zasranym automacie. Jednoręki bandyta robił ją w chuja przy każdym obrocie. Nawet nie zerkała już w kierunku żony, która wdała się w dyskusję ze striptizerką.
Zawsze jestem chętna — mruknęła zalotnie Latynoska, kładąc sobie rękę na mostku detektywki. — A wy nie? — wydęła podkówkę w udawanym smutku. W końcu opornie zeszła z kolan Swanson i ruszyła z nią w stronę baru. — Dla mnie Pornstar Martini — rzuciła i odbiła w stronę maszyny, przy której siedziała Zaylee, która na początku w ogóle kompletnie nie była zainteresowana. Nie zakodowała, kiedy dłoń kobiety znalazła się na jej udzie. Była pochłonięta kręcącymi się symbolami na automacie. Na razie wygrała nic i mogła to odebrać nigdzie.
Jestem Empanada — przedstawiła się striptizerka, niespiesznie wędrując ręką coraz wyżej.
Zaylee podniosła na nią ciemne oczy, w końcu łaskawie zaszczycając ją swoją uwagą.
Fajnie — złapała ją za nadgarstek, błyskawicznie sprowadzając na ziemię. — Jak ten pieróg? — posłała jej pełne rozbawienie spojrzenie. A zawsze myślała, że to jej imię było dość oryginalne. Chyba że to tylko pseudonim sceniczny. No wtedy, to będzie jednak trochę rozczarowana.
Może. I może rozgrzewam pierogi do czerwoności — wyszeptała tuż przy jej uchu. Miller z trudem powstrzymała się od parsknięcia śmiechem. Zagryzła policzek od środka i zerknęła na żonę, która zjawiła się przy automacie z drinkami.
Słyszałaś? Empanada rozgrzewa pierogi. Do jebanej czerwoności — puściła do Eviny oczko i sięgnęła po swojego drinka. Na pytanie o wygraną, prychnęła i pokręciła głową, dając jej do zrozumienia, że nie wygrała nic i mogła to odebrać nigdzie.
Upiła kilka łyków drinka. Z tej frustracji aż zaschło jej w gardle. W końcu zerknęła najpierw na Swanson, a potem na striptizerkę, nie do końca wiedząc, co się tutaj właściwie odpierdala.
Co jest grane? — zapytała w końcu, kiedy tak obie nad nią stały. — Przyszłaś zapytać, czy może pomachać przed tobą dupą? Bez obaw, może — zakomunikowała zwyczajnym tonem. Od gapienia się na cudze pośladki jeszcze nikt nie umarł i jeszcze żadne małżeństwo się nie rozpadło. Chyba. Ba, Swanson mogła sprzedać tancerce soczystego klapsa, jeśli będzie zbyt niegrzeczna. Albo i bez większego powodu, a tylko tak na zachętę. Niech się dziewczyna postara! Miller nie fundowała żonie takich pokazów w domu, więc mogła nagapić się na zapas.

Evina J. Swanson

i'm a million bucks on a queen motel bed

: wt sie 25, 2026 11:41 pm
autor: Evina J. Swanson
Akcja w kościele była prawdziwym punktem zwrotnym, ale doprowadziły do niej jeszcze inne wydarzenia, które nawarstwiając się, sprawiły, że ich relacja ewoluowała w konkretnym tempie oraz kierunku, a kiedy już zrozumiały ile naprawdę dla siebie znaczą to nie marnowały szczególnie czasu. Stąd też zaręczyny i ślub na dosyć wczesnym etapie związku, bo... na co w sumie miały czekać? Zwłaszcza, że detektywka z pewnością nie młodniała, a jej służba mogła pewnego dnia zakończyć się naprawdę tragicznie.
- Cóż, jeszcze nas nie znasz - odrzuciła, uśmiechając się w sposób, który pewnie można było uznać za zalotny, ale kryło się w nim dosyć sporo złośliwości.
Naprawdę bardzo chciała zobaczyć jak striptizerka próbuje nakłonić Zaylee do tego, aby wspólnie spędziły wieczór. Mogło to być wyjątkowo zabawne. Przynajmniej takie wrażenie odnosiła Swanson, która doskonale znała usposobienie swojej małżonki oraz fakt, że Latynoska z wyglądu była nieco podobna do nieszczęsnej byłej narzeczonej koronerki. To nie mogło skończyć się dobrze.
Nie słyszała w ogóle początku dialogu, który toczył się pomiędzy kobietami, gdy już przybyła na miejsce. Mogła jedynie zgadywać, co takiego Empanada postanowiła wyszeptać na ucho zajętej ogrywaniem automatów Miller. Była jednak pewna, że musiała to być iście ciekawa rozmowa.
- To brzmi jak oferta jakiejś polskiej restauracji - odparła na tekst o pierogach, bo te kojarzyły jej się jedynie z tego typu przybytkami.
Jeśli faktycznie to był tekst na podryw znajdującej się obok kobiety to dobrze dla niej, że była nieprzeciętnie atrakcyjna. Z taką gadką na pewno nie wyrwałaby zbyt wiele osób, a tak to miała na to nawet spore szanse. O ile kogoś to całkowicie nie demotywowało.
- Nic z tych rzeczy, moja droga - odparła i swoją szklanką z drinkiem wskazała na Empanadę. - Pani uznała, że jesteś akurat w jej typie i chciała nam zaproponować wspólny wieczór. Powiedziałam, że jeśli jej zależy to ma spróbować na tobie swojego daru przekonywania.
Wzruszyła ramionami jakby to wszystko nie było wcale niczym wielkim... bo może faktycznie nie było? Nie przypuszczała nawet, że swoim małym wybiegiem uda jej się podarować małżonce naprawdę świetny żart w wykonaniu latynoskiej striptizerki.
- Domyślam się jednak, że jeszcze nie przedstawiła oferty i nie była szczególnie przekonująca? - dopytała jeszcze, opierając się nonszalancko o pobliski automat po czym obrzuciła zarówno jedną, jak i drugą uważnym spojrzeniem.
Czy właśnie bawiła się świetnie kosztem Empanady? Może. Wiedziała jednak, że kobieta była aż nadto pewna siebie i takie zderzenie z kimś pokroju Miller mogło być dla niej całkiem niezłą terapią wstrząsową.

zaylee miller

i'm a million bucks on a queen motel bed

: śr sie 26, 2026 9:33 am
autor: zaylee miller
Żadna z nich nie miała pewności, co przyniesie im los. Nie było wykluczone, że któraś z nich zginie albo po prostu zdecydują się rozstać. Życie bywało nieprzewidywalne. W przeciwieństwie do detektywki, Miller wciąż była stosunkowo młoda i nie chciała umierać z poczuciem, że czegoś nie zrobiła albo zrobiła coś niewłaściwie. Dobrze, że w przeszłości odrobiła lekcje i wiedziała, że niektóre relacje nie są w stanie przetrwać, więc jeśli nie wyjdzie jej w małżeństwie, to nie będzie pluła sobie w brodę.
Empanada nie musiała mieć super gadki na podryw. Co nie umiała, to dowyglądała. Raczej nie pracowała tutaj, żeby wdawać się w jakieś sensowniejsze dyskusje z klientami kasyna. No i posiadała inne atuty - fajne cycki, niezła dupa, całkiem urodziwa buźka. To chyba było najważniejsze w jej zawodzie, a przecież żadna praca nie hańbi.
Naprawdę? — uniosła brwi, ale zaraz uśmiechnęła się pod nosem. — W sumie nie wiem, czemu mnie to tak dziwi. Jestem w typie każdego — wzruszyła lekko ramionami, jakby to była najbardziej oczywista oczywistość.
Na komisariacie i poza pracą czuła na sobie spojrzenia zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Częściej mężczyzn, ale zupełnie jej to nie przeszkadzało. Potrafiła to doskonale wykorzystać, kiedy czegoś potrzebowała. Tutaj puściła oczko, tam - niby przypadkiem - położyła któremuś dłoń na ramieniu. Kokietowała z pełną świadomością, żeby uzyskać swój cel. Te chwyty w laboratorium działały, jeśli faktycznie zależało jej na niezwłocznej analizie próbek.
Nic nie wiem o ofercie — dodała, wykrzywiając usta w podkówkę, bo poczuła się trochę pominięta. Skoro już była w typie striptizerki, to powinna poznać jej propozycję. — Na razie nawet nie spróbowała mnie do niczego przekonywać. Chociaż ten biust... — utkwiła wzrok w staniku tancerki, który bardzo skąpo okrywał jej piersi.
Quería proponeros un espectáculo privado. To znaczy, chciałam zaproponować wam pokaz — wyjaśniła, przeklikując się na angielski. Wspaniale, bo o ile Zaylee znała włoski, francuski, niemiecki i łacinę, to za hiszpańskim niespecjalnie przepadała. Wyłapywała pojedyncze słówka, ale nie było w nim nic, co by ją kręciło i zachęciło do pogłębienia wiedzy.
Prywatny pokaz? — powtórzyła po niej, na co Empanada skinęła głową. — Jasne, czemu nie — dodała beztrosko. Nie miała pojęcia, że jej decyzja mogłaby być dla kogokolwiek zaskoczeniem. W ich małżeństwie etap zazdrości dawno miały za sobą. A na pewno Miller już z tego wyrosła.
Widzisz? A coś nie byłaś przekonana — striptizerka uśmiechnęła się z satysfakcją, przystawiając do ust kieliszek ze swoim drinkiem. Zaylee nie miała pojęcia, co tam nagadała biednej Latynosce, ale ta serio wyglądała na zajebiście zadowoloną z uzyskanej przed chwilą odpowiedzi.

Evina J. Swanson

i'm a million bucks on a queen motel bed

: śr sie 26, 2026 11:53 am
autor: Evina J. Swanson
Los już wystarczająco dał im w kość. Musiały zatem chwytać każdą okazję, która się nadarzała do tego, aby czerpać z życia i dążyć do swojego szczęścia. W końcu różnie mogło im się ułożyć, co do tego żadna z nich nie miała wątpliwości.
Swanson nie wątpiła także w to, że Empanada była pseudonimem artystycznym tancerki. Nie była jednak pewna jaka była jego geneza. Ulubiona potrawa? Obietnica, że będzie tak cudownie pyszna jak domowe empanady? Czy może zwyczajnie lubiła być wypełniana jak kieszonki z ciasta farszem? Nie miała pojęcia i chyba nawet nie zamierzała dopytywać.
- Czy w typie każdego to nie wiem, ale na pewno każdego, kto ma gust - stwierdziła, bo na pewno znalazłby się jeden czy drugi szaleniec, który zarzuciłby kobiecie, że z jakiegoś powodu nie jest dostatecznie atrakcyjna.
Można było powtarzać do woli, że wygląd nie ma znaczenia, ale tak naprawdę był w jakimś stopniu istotny. Kto wie czy bez tego fizycznego przyciągania pojawiłoby się w końcu prawdziwe uczucie. Zaczęło się w końcu od tego dziwnego napięcia między nimi, które wynikało w pewnym stopniu właśnie z tego cielesnego aspektu.
- Zabrzmiałaś w taki sposób, że zaczynam rozważać powiększenie biustu dla większej siły przekonywania - parsknęła jeszcze z rozbawieniem, upijając swojego drinka.
Propozycja w końcu wydobyła się z ust Empanady, której najbardziej zależało na tym, aby zrealizować ten pomysł. Evinie najbardziej zależało na tym, aby zaaplikować sobie drinki i nacieszyć się grami hazardowymi.
- Cóż, mamy po prostu sporo innych atrakcji. Nie byłam pewna, co ją zainteresuje - odpowiedziała, przyglądając się uważnie małżonce.
Spodziewała się, że Zaylee raczej odrzuci tę propozycję. Zwłaszcza, że z wcześniejszych słów Empanady wyraźnie wynikało, że liczy na coś więcej niż zwykły pokaz. Trudno. Najwyżej potem będą miały dosyć niezręczną, albo i zabawną scenkę, w której przekażą striptizerce, że one chciały wyłącznie prywatnego pokazu dla dwojga.
- To co? Uderzamy w blackjacka? - zapytała jeszcze małżonkę po czym przeniosła spojrzenie na striptizerkę. - Zdaje mi się, że pannie młodej przydałby się ktoś na jej kolanach. Zajmiesz się tym skarbie?
Przekazała jeszcze jeden banknot tancerce, uśmiechając się do niej słodko. Idealnie rozegrane. W końcu pewnie będzie musiała jeszcze się rozmówić z Zaylee, która musiała się zastanawiać o co właściwie chodzi.


zaylee miller