i'm a million bucks on a queen motel bed
: pn sie 24, 2026 12:32 pm
Nigdy nie przejmowała się zanadto faktem, że powoli zbliża się czterdziestki, dlatego na słowa żony zareagowała jedynie pobłażliwym uśmiechem. Lepiej tak, niż zderzyć się z pięćdziesiątką. Pozostawiła jednak zgryźliwości dla siebie. Miały się dobrze bawić, a nie sobie dopierdalać. Żarty żartami, ale Zaylee miała gdzieś z tyłu głowy, jak ten temat bywał dla Swanson drażliwy. Nie była aż taką pizdą, żeby jej cisnąć.
— Która? — spojrzała w kierunku sceny i utkwiła wzrok we wspomnianej przez Evinie dziewczynie. Czy była ładna. Oczywiście. Czy w typie Miller? Niespecjalnie. — Jest w porządku, ale mam złe wspomnienia z Latynoskami — wzruszyła jedynie ramionami. Jedna z jej byłych miała przecież hiszpańskie korzenie. Ruda zdecydowanie bardziej trafiała w jej gust. Było coś przyciągającego w jej jasnej skórze i wysypie piegów na całym ciele. Nawet stąd Zaylee była w stanie dostrzec, jak bardzo miała niebieskie oczy.
Dobrze, że przy ruletce roztrwaniali cudze pieniądze, bo trochę żal dupę ścisnął, że tym razem straciły wszystko, co przed chwilą obstawiły. A tak to za hajs Lewis baluj! Szybko przekonały się o tym, że szczęście się ich nie ima, a to tylko potwierdzało jej teorię, że w tej grze nie dało się niczego przewidzieć. Dlatego też ludziom tak łatwo było zachłysnąć się wygraną. A jeśli ta przytrafiała się kilka razy z rzędu, to naprawdę szło popłynąć. Hazard to paskudne uzależnienie. I pomyśleć, że ludzie potrafili zastawiać oszczędności życia, łudząc się, że zdołają podwoić tę kwotę. To był szczyt głupoty, którego Miller nawet nie starała się zrozumieć.
— Odważnie — stwierdziła z rozbawieniem, kiedy narzeczona przesunęła na środek stołu pozostałe żetony. — Lubisz ryzyko, Swanson? — puściła do niej oczko i przechwyciła butelkę szampana, którą znów przystawiła do ust. Obie wiedziały, że tak. Z nich dwóch, to raczej Zaylee była tą rozsądniejszą. Ale też nie zawsze. — Czemu siedemnastka? Aż tak strasznie tęsknisz do młodości? — rzuciła zaczepnie, tym razem nie mogą się powstrzymać od uszczypliwego komentarza. Równie dobrze mogło nie być żadnego powodu, dla którego żona wybrała taką, a nie inną liczbę. Pierwsza myśl, czy może miała dla niej jakieś szczególne znaczenie? Jeśli pierwsza myśl, to w sumie dobrze, bo zawsze jest najlepsza. Podobno. W przypadku. Tak pewnie stwierdziłby krupier, bo w przypadku Miller to nie działało - ona musiałaby wszystko przeanalizować milion razy, zanim podjęłabym ostateczną decyzję. Umiała być spontaniczna pod wieloma względami, ale nie, kiedy coś wymagało konkretnego zastanowienia. Ludzie pokroju koronerki nigdy nie przestawali myśleć i wysuwać wniosków.
— Nie spodziewałyśmy się niczego innego — odezwała się, kiedy kulka zatrzymała się na zupełnie innym polu. Nie były nawet blisko. Ale czego miały oczekiwać? Że im się przyfarci? Musiało wystarczyć, że miały wystarczająco dużo szczęścia, żeby uchodzić z życiem w przeróżnych, podbramkowych sytuacjach. Teraz nie pozostało im nic innego, jak napić się szampana. — Zostawmy jakieś żetony na blackjacka. Albo na jakieś automaty. Tamten jednoręki bandyta zerka na mnie ukradkiem — ruchem głowy wskazała na jedną z maszyn stojących pod ścianą, gdzie tym razem fart zależał od tego, czy w jednym rzędzie pojawią się takie same symbole.
Evina J. Swanson
— Która? — spojrzała w kierunku sceny i utkwiła wzrok we wspomnianej przez Evinie dziewczynie. Czy była ładna. Oczywiście. Czy w typie Miller? Niespecjalnie. — Jest w porządku, ale mam złe wspomnienia z Latynoskami — wzruszyła jedynie ramionami. Jedna z jej byłych miała przecież hiszpańskie korzenie. Ruda zdecydowanie bardziej trafiała w jej gust. Było coś przyciągającego w jej jasnej skórze i wysypie piegów na całym ciele. Nawet stąd Zaylee była w stanie dostrzec, jak bardzo miała niebieskie oczy.
Dobrze, że przy ruletce roztrwaniali cudze pieniądze, bo trochę żal dupę ścisnął, że tym razem straciły wszystko, co przed chwilą obstawiły. A tak to za hajs Lewis baluj! Szybko przekonały się o tym, że szczęście się ich nie ima, a to tylko potwierdzało jej teorię, że w tej grze nie dało się niczego przewidzieć. Dlatego też ludziom tak łatwo było zachłysnąć się wygraną. A jeśli ta przytrafiała się kilka razy z rzędu, to naprawdę szło popłynąć. Hazard to paskudne uzależnienie. I pomyśleć, że ludzie potrafili zastawiać oszczędności życia, łudząc się, że zdołają podwoić tę kwotę. To był szczyt głupoty, którego Miller nawet nie starała się zrozumieć.
— Odważnie — stwierdziła z rozbawieniem, kiedy narzeczona przesunęła na środek stołu pozostałe żetony. — Lubisz ryzyko, Swanson? — puściła do niej oczko i przechwyciła butelkę szampana, którą znów przystawiła do ust. Obie wiedziały, że tak. Z nich dwóch, to raczej Zaylee była tą rozsądniejszą. Ale też nie zawsze. — Czemu siedemnastka? Aż tak strasznie tęsknisz do młodości? — rzuciła zaczepnie, tym razem nie mogą się powstrzymać od uszczypliwego komentarza. Równie dobrze mogło nie być żadnego powodu, dla którego żona wybrała taką, a nie inną liczbę. Pierwsza myśl, czy może miała dla niej jakieś szczególne znaczenie? Jeśli pierwsza myśl, to w sumie dobrze, bo zawsze jest najlepsza. Podobno. W przypadku. Tak pewnie stwierdziłby krupier, bo w przypadku Miller to nie działało - ona musiałaby wszystko przeanalizować milion razy, zanim podjęłabym ostateczną decyzję. Umiała być spontaniczna pod wieloma względami, ale nie, kiedy coś wymagało konkretnego zastanowienia. Ludzie pokroju koronerki nigdy nie przestawali myśleć i wysuwać wniosków.
— Nie spodziewałyśmy się niczego innego — odezwała się, kiedy kulka zatrzymała się na zupełnie innym polu. Nie były nawet blisko. Ale czego miały oczekiwać? Że im się przyfarci? Musiało wystarczyć, że miały wystarczająco dużo szczęścia, żeby uchodzić z życiem w przeróżnych, podbramkowych sytuacjach. Teraz nie pozostało im nic innego, jak napić się szampana. — Zostawmy jakieś żetony na blackjacka. Albo na jakieś automaty. Tamten jednoręki bandyta zerka na mnie ukradkiem — ruchem głowy wskazała na jedną z maszyn stojących pod ścianą, gdzie tym razem fart zależał od tego, czy w jednym rzędzie pojawią się takie same symbole.
Evina J. Swanson