Strona 2 z 7

If I were a swan, I'd be gone. If I were a train, I'd be late

: wt sie 25, 2026 8:15 am
autor: April Finch
Nie czytała żadnych poradników, jak obcować z krową. Pewnie powinna! Zmarnowała mnóstwo czasu w samolocie. Mogłaby przecież teraz być profesjonalistką od tych spraw, a nie podchodzić do tej sytuacji na czuja. Właściwie czemu tego nie zrobiła? Chyba uznała, że poprowadzi ją instynkt. Może zakładała, że spojrzy krowie w oczy i wszystko magicznie stanie się jasne i oczywiste? Świat jednak tak nie funkcjonował i już dawno powinna zdawać sobie z tego sprawę. Dobrze, że chociaż zwierzę było mądrzejsze od niej. Krowa zdecydowanie była przyzwyczajona do kontaktu z ludźmi. Nie bała się obecności człowieka, nie stresował jej dotyk ani nic z tych rzeczy. To kolejny dobry znak. Musieli tu dbać o podopiecznych. Inaczej reagowaliby na taką bliskość alergicznie, szczególnie w styczności z ludźmi, którzy pojawili się tu po raz pierwszy w życiu.
W sumie Finch nie miała pojęcia, co by zrobiła, gdyby okazało się, że ośrodek to jakaś wylęgarnia koszmaru. Na pewno chciałby ratować ich krowę, ale ucieczka z czworonogiem musiałaby być bardzo skomplikowana. Taka krowa raczej nie jest przystosowana do wykonywania czyichkolwiek poleceń, nie do tego przecież została stworzona. No i gdzie niby by z nią poszły? Skoro odpuściły sobie przewożenie kotki przez granicę, to w ogóle szkoda zaczynać myśleć o krowie! No i jedna Theodora to chyba za mało. Musiałyby ratować wszystkie stworzonka, któe tutaj zamieszkiwały, a to zamieniłoby się w jakąś popierdoloną i skomplikowaną akcję. Teddy potrafiła wszystko załatwić, świetnie radziła sobie w sytuacjach stresowych, była mądrzejsza od April i generalnie jawiła się raczej jako chodzący ideał, ale też miała jakieś ograniczenia, a April nie mogła jej przecież narażać na udział w każdym ze swoich kretyńskich pomysłów. Cóż, dobrze, że ostatecznie wszystko było po prostu dobrze.
Z uśmiechem obserwowała, jak strażaczka zbliża się do krowy i stara się nawiązać pierwszy kontakt. Była oczywiście wdzięczna, że się poświęciła i zajęła się pstrykaniem fotek, ale na to przecież będzie jeszcze czas. Będą musiały zrobić zdjęcie rodzinne, które powinno wylądować na kominku! Szkoda tylko, że nie miały kominka. Ale to może w ich przyszłym domu? Okazało się, że futrzak zareagował równie entuzjastycznie na swoją semi-prawdziwą matkę, co na Finch. No dobra, entuzjastycznie to dużo powiedziane. Krowa ewidentnie miała wyjebane jajca, ale to im w zupełności wystarczało.
April przytuliła się do narzeczonej, gdy ta tylko ułożyła się wygodnie na trawie. Bliskość natury i wybranki swojego serca działała na nią kojąco. Potrzebowała takiego odpoczynku, by tłumienie emocji przychodziło jej dużo łatwiej. W chwilach takich, jak te, nie miała żadnych wątpliwości względem niczego. Czuła się bezpiecznie. Wiedziała, że jest na swoim miejscu i że jej narzeczona czuje podobnie.
— Wiesz, że cię kocham, prawda? Czy nie wiesz? — zapytała, wtulając twarz jeszcze mocniej w zagłębienie przy jej szyi, co utrudniło nieco wyraźne przekazywanie komunikatu. Ale to nic! Zakładała, że strażaczka zazwyczaj odbiera wszystko, co do niej mówiła, sercem, a nie uchem. Czy coś.
— Nie śmiałabym zakładać w momencie, w którym ci dawałam ten prezent, że to wszystko się tak skończy. Wariowałam ze stresu, żeby nie zrobić z siebie większej kretynki niż zwykle i wolałam nawet nie strzelać, gdzie nas to wszystko doprowadzi — przyznała szczerze. W trakcie ich wspólnego wyjazdu bardzo starała się wypaść jak najlepiej i oczarować przyjaciółkę swoją osobowością, kompletnie zapominając, że przecież znają się na wylot i nie muszą wcale dodatkowo się przekonywać o tym, jakie są fajne.

teddy darling

If I were a swan, I'd be gone. If I were a train, I'd be late

: wt sie 25, 2026 9:50 am
autor: teddy darling
Całe szczęście, że nie musiały ratować stąd żadnych zwierząt, które miały tutaj sielankowe żyćko. Inaczej April poruszyłaby niebo i ziemię, żeby wyrwać je z tego piekła. Teddy zresztą również. Znowu poszłaby jak w dym, zgadzając się na każdy pomysł narzeczonej, ale szczerze mówiąc, do tej pory nigdy żadnego nie żałowała. Nawet jeśli w przeszłości zdarzało im się wpadać w jakieś pojebane tarapaty. Teraz Darling umiała to wyważyć i po części okiełznać Finch. Nie było to proste, ale nigdy też nie próbowała w pełni nad nią zapanować. Pozwalała jej być w stu procentach sobą. Właśnie taką ją polubiła, a z czasem uświadomiła sobie, że w sumie to ją kocha.
Żadne porady z vademecum o krowach nie były im potrzebne. Strażaczka zaczynała nawet podejrzewać, że Królowa Theodora Apreddy LXIX podświadomie wiedziała, kim są i dlaczego tutaj przyjechały. Zwierzęta podobno wyczuwały takie rzeczy. Potrafiły wykrywać choroby, kładąc się na poszczególnych częściach ciała człowieka, więc na pewno miały też własną intuicję. Liara miała. Od razu znalazła sposób, żeby zaskarbić sobie ich serca. Wprawdzie z April przyszło jej to o wiele szybciej, ale Teddy potrzebowała zaledwie kilku dni, żeby pojąć, że kotka powinna zostać z nimi na stałe.
Może wiem, może nie wiem — odparła, kiedy narzeczona wtuliła się w nią mocno. Objęła ją ramieniem i owinęła sobie wokół palca pojedynczy kosmyk jej włosów. — Wiem. Oczywiście, że wiem. Kochasz mnie tak bardzo, jak ja ciebie. A może ja ciebie nawet bardziej — dodała już poważniej, muskając ustami jej skroń. Nie było to wcale takie proste, skoro Finch ukryła twarz w zagłębieniu przy szyi strażaczki.
Czuła jej miłość każdego dnia, całą sobą. I było to uczucie nie do podrobienia. Nie dało się go pomylić z niczym innym. Dla tej jednej osoby miało się ochotę rozszarpać cały świat. Kiedyś Darling nie rozumiała, co April miała na myśli, kiedy jej o tym opowiadała. Nie wiedziała, jak to jest chcieć rozszarpać świat pazurami z miłości. Teraz już doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Miała obok siebie namacalny dowód, dla którego była gotowa zrobić wszystko. Mogłaby nawet ten świat spalić, mimo że na co dzień gasiła pożary.
A ty myślisz, że ja coś takiego zakładałam? — zaśmiała się cicho, gładząc ją po jasnych włosach. — Przypuszczam, że tak czy siak dałabyś mi ten prezent, bo jesteś najbardziej kreatywną osobą, jaką znam. Ale nie wiedziałam, że w takich okolicznościach. Nawet nie byłam pewna, czy zgodzisz się na wspólny wyjazd w góry, bo praca czy coś. Nic nie wiedziałam. Teraz też nie wiem, dokąd dokładnie nas to wszystko jeszcze zaprowadzi, ale gdziekolwiek by to nie było, to chcę być tam z tobą — wyznała, nie mogąc przestać się uśmiechać.
Los bywał nieprzewidywalny. Darling nigdy nie wierzyła w przeznaczenie, ale teraz wierzyć, że one są sobie przeznaczone i że nic nie pokrzyżuje im wspólnych planów.
Poczekaj? Dobrze zrozumiałam, że się przede mną stresowałaś? Ty? — zapytała z lekkim rozbawieniem i ujęła podbródek April, żeby móc spojrzeć jej w oczy. Ona też miała wtedy mętlik w głowie. Z jednej strony bardzo liczyła na powtórkę z tego, co wydarzyło się po jarmarku, ale z drugiej umierała w środku ze strachu, że zabrną w to wszystko za daleko, a potem coś się wypierdoli i nie będą chciały mieć ze sobą nic wspólnego. Cały czas chodziło przecież o wieloletnią przyjaźń, która w każdej chwili mogła się rozlecieć przez jedną głupią decyzję.

April Finch

If I were a swan, I'd be gone. If I were a train, I'd be late

: wt sie 25, 2026 12:46 pm
autor: April Finch
Istniała niezerowa szansa, że Królowa Theodora Apreddy LXIX była od nich mądrzejsza. Od nich razem wziętych. Nie żeby to była jakoś bardzo wysoko postawiona poprzeczka czy coś. Rodzice chyba najbardziej dumni byli ze swoich pociech, gdy wiodły życie o poziom wyżej pod każdym względem, prawda? Powinno się je zachęcać, by były mądrzejsze i ogólnie lepsze w swojej codzienności, głównie po to, by były szczęśliwe. To podstawowy cel wychowania. Problem w tym, że one z tą krową nie miały do tej pory zbyt wiele wspólnego. Ich kontakt ograniczał się do lajkowania jej zdjęć w social mediach. Trudno to nazwać jakimś wielkim przekazywaniem wartości i wykazywaniem się zdolnościami rodzicielskimi. Ale może właśnie dzięki temu Theodora wyrosła na takiego mądrego zwierzaka? Pozbawiona wpływu tych dwóch miała ochotę rozwinąć skrzydła. Jak po ich wyjeździe zacznie zachowywać się jak debilka, to sprawa będzie przesądzona. Dzieci Youngów chyba nieco ogłupiały po kontakcie z nimi, o ile w ogóle dało się upaść niżej. W sumie przykra sprawa! A może Theodora była już tak mądra, że nie przejmie się tymi dwiema wariatkami i będzie dalej funkcjonować po swojemu? Oby.
— Pobiję cię kiedyś, zobaczysz — mruknęła tylko tuż przy jej skórze, gdy jej narzeczona zaczęła żartować sobie z tego, która kogo kocha bardziej. Na ten temat pewnie mogłyby się kłócić godzinami i nie doszłyby do żadnego konstruktywnego wniosku. Uczciwym było założenie, że kochają się tak samo mocno, tylko każda wyraża to w zupełnie inny sposób. Najważniejsze, że dobrze rozumiały te swoje języki miłości i zdawały sobie sprawę z momentów, w których pokazują sobie uczucia prostymi gestami. Finch czuła się kochana bardzo mocno dzięki faktowi, że narzeczona w ogóle tu z nią przyjechała. To był przecież wymysł typowo w stylu głowy April. Nie żeby Teddy miała się tutaj źle bawić, ale czy sama z siebie wpadłaby na zaangażowanie się w tę akcję a potem spędzenie wolnego dnia na wpatrywaniu się w krowę? Możliwe, że nie. A jednak tutaj była i wyglądała na bardzo zadowoloną.
— Swoją drogą, ja nie wiem, jakim cudem ty wyrywałaś te wszystkie laski. Sposób, w jaki mnie zaprosiłaś na tamten wyjazd był naprawdę... — Westchnęła ciężko nie mogąc nawet znaleźć odpowiedzi słów na poziom tej porażki. — Jak kaleka jakaś — dodała, zapominając na moment, jak bardzo starała się na co dzień dbać o inkluzywność języka. To przecież tylko żarty i to w gronie najbliższych! Wiedziała, że ani Teddy, ani Theodora nie oceniają jej negatywnie przez ten pryzmat, bo obie wiedziały, że serce April było wyjątkowo czyste.
— Oczywiście, że się stresowałam! Mówiłam ci przecież, że myślałam, że się porzygam z nerwów nawet, jak się pakowałam, a co dopiero na miejscu. Często wyciągasz ze mnie durną nastolatkę. — Wywróciła oczami, niby obrażona, ale w rzeczywistości wcale nie było jej już głupio. Może i powinna się wstydzić za te durnowate zachowania, ale chyba była za bardzo... sobą, żeby faktycznie się tym przejmować. To wszystko w jakiś pokrętny sposób sprawiło, że były teraz w tym miejscu, w którym były, więc tym bardziej zero powodów do zmartwień.

teddy darling

If I were a swan, I'd be gone. If I were a train, I'd be late

: wt sie 25, 2026 2:43 pm
autor: teddy darling
Stwierdzenie, że obie miały razem pół szarej komórki, wcale nie byłoby jakimś dużym kłamstwem. Nic dziwnego, że nawet krowa była od nich mądrzejsza. A ta ich to już w ogóle była najmądrzejsza na całym świecie! To na bank zasługa tego, że mieszkała z dala od swoich adopcyjnych matek. Z drugiej strony przebywała na terenie USA, więc trochę tej głupoty już doświadczyła. Na szczęście chyba nie odbiło się to na jej tumiwisizmie, bo dalej miała wyjebane na to, że Teddy zrobiła sobie z niej podgłówek. Pewnie nawet gdyby obie z April na nią wsiadły, nic by sobie z tego nie zrobiła. Zwierzęta w sanktuarium naprawdę musiały być dobrze traktowane, skoro tak ufały ludziom i nie bały się obcych z zewnątrz. Na początku było to przecież nie do pomyślenia, a Louis Thibault sam wspomniał, że Królowa Theodora Apreddy LXIX miała problem, żeby się zaaklimatyzować. A teraz? Proszę bardzo! Dawała sobie włazić na głowę, zupełnie jak Darling pozwalała na to Finch!
Obiecujesz czy grozisz? — uśmiechnęła się przy jej policzku, zostawiając na nim słodkiego buziaka. Narzeczona już tyle razy odgrażała się, że ją pobije, i co? I dalej nic. A może Darling marzył się jakiś klaps, a ona po prostu nic sobie z tego nie robiła? Jak już chciały się rozszarpywać nawzajem z miłości, to równie dobrze mogły dać sobie po dupach. Albo po gębach.
To prawda, strażaczka sama z siebie nie wpadłaby na pomysł, żeby przyjechać do Vermont. Przynajmniej nie w najbliższym czasie. Działała spontanicznie, ale była też ograniczona czasowo. Gdyby miała pomyśleć o takiej wycieczce, obstawiałaby raczej przyszły rok. Ale przez ten zawalony tunel czas znalazł się sam. Wychodziło na to, że Teddy częściej powinna robić sobie jakąś niezamierzoną krzywdę, skoro wtedy nikt nie oponował, kiedy dostawała kilka dni wolnego od pracy. Ba, wszyscy byli bardzo mili i od razu proponowali, że zastąpią ją na służbie. Ale strażaczka zrobiłaby dla swoich kolegów z jednostki dokładnie to samo.
Przepraszam najmocniej, a jak miałam cię zaprosić? — zapytała, nie kryjąc lekkiego obruszenia. — Miałam ci wysłać specjalne zaproszenie? I kto w ogóle powiedział, że miałaś być jedną z lasek, które chciałam wyrwać? — zmrużyła oczy i dźgnęła narzeczoną palcem w bok. — Przypominam ci, że to miał być wyjazd dwóch przyjaciółek. I w ogóle gadasz tak, jakbyśmy wcześniej nigdzie razem nie wyjeżdżały — prychnęła pod nosem, trochę urażona tym, że jej starania nie zostały w pełni docenione. Tym bardziej że nie był to przecież zaplanowany wyjazd. Gdyby nie prezent od rodziców, pewnie spędziłyby tego Sylwestra u którejś z nich na chacie. I wcale nie było powiedziane, że wszystko potoczyłoby się podobnie. Jedno natomiast było pewne - April uniknęłaby paskudnych siniaków. Chociaż kto ją tam wie? Może przeleciałaby po pijaku przez stół i nabiła sobie kilka guzów?
No tak, przecież musiała zastanowić się dwa tysiące sto trzydzieści siedem razy, jaką bieliznę zabrać — poruszyła wymownie brwiami. I po co jej to było, skoro później Teddy pod wpływem jednego szarpnięcia rozerwała jej majtki? Na co jej było tak się stroić? W rzeczywistości lubiła, kiedy Finch się dla niej odjebała. Lubiła ją też w rozciągniętym dresie, a najbardziej bez niczego, ale bardzo jarała ją sama myśl, że narzeczona chciała się dla niej stroić. A ona lubiła wypindrzyć się dla niej, nawet jeśli nie miała ku temu zbyt wielu okazji.
To czym jeszcze mogę cię zawstydzić? — wymruczała jej do ucha, jednocześnie przesuwając palcami po jej plecach okrytych koszulką. — Jak jeszcze wyciągnąć z ciebie tę nastolatkę, która będzie rumienić się na mój widok, ale bez potrzeby rzygania z nerwów? — uśmiechnęła się łobuzersko i osunęła nieco niżej, bo krowa właśnie postanowiła zmienić pozycję. To znaczy Theodora Apreddy, a nie April.

April Finch

If I were a swan, I'd be gone. If I were a train, I'd be late

: wt sie 25, 2026 3:55 pm
autor: April Finch
Wywróciła tylko oczami, gdy narzeczona znowu spróbowała ją sprowokować w kwestii agresji. Znała te jej sztuczki! Miała zbyt łatwe dojścia do wszelkiego rodzaju służb. April jej w końcu pieprznie, bo Teddy sobie na to zasłuży, a ona poleci z płaczem do kolegów z policji i wyjdzie na to, że z Finch coś jest nie w porządku. Na to nie mogła sobie przecież pozwolić. Znaczy wiadomo, z nią było bardzo dużo rzeczy zdecydowanie nie w porządku, ale żeby tak to zaraz wszystkim rozpowiadać na prawo i lewo? Z takich opresji to nawet Paul by jej nie wyratował! Albo wyratowałby, ale byłby prawdziwe zawiedziony i po prostu by ją wydziedziczył. Tego przecież nie chciała, bez przesady. Z tego nie wynikałyby żadne korzyści. Byłby wprawdzie święty spokój w kwestii jego wtrącania się w wybory April, ale co jej po tym, jeżeli jej wybór uciekłby od niej bardzo daleko, bo uznałby, że woli nie być bity? Teddy tak tylko teraz gadała, a jakby przyszło co do czego, to pewnie miałaby pretensje, że April zrobiła się przemocowa. Nie z nią te numery! Miała za sobą wystarczająco dużo kłótni w związkach pełnych wrzasków i ciskania przedmiotami. Więcej naprawdę nie było konieczne.
— Chwila, chwila, chwila. To ja zachodziłam w głowę po tym zaproszeniu, jak dużo ma w sobie dwuznaczności, a ty od początku podchodziłaś do tego totalnie jak do kolejnego przyjacielskiego wyjazdu? No chyba żartujesz! — Spojrzała na nią szczerze oburzona. Po co było to całe stresowane się i dogłębne analizowanie najprostszych wiadomości, skoro jej przyjaciółka w tym samym czasie podchodziła do tego wszystkiego na takim luzie? Gdyby tylko Finch wiedziała, jakie plany ma Teddy, to wyjazd wyglądałby pewnie całkowicie inaczej! A właściwie jakich planów Teddy nie miała. Wychodziło na to, że April od samego początku miała rację i ta cała ich miłość była jej zasługą. To ona wiedziała, kiedy i jak poderwać strażaczkę, żeby wreszcie zauroczyła się w niej raz, a dobrze. Jakim cudem Darling była wtedy aż tak niedomyślna, to się przecież w pale nie mieści.
— No i jeszcze powiedz, że byłaś z tego wyboru niezadowolona — prychnęła niezadowolona z tego całego wytykania jej bieliźnianego szaleństwa. Myślałby kto, że będzie dostawała akurat takie pretensje! Pamiętała doskonale, w jak brutalny sposób Teddy obeszła się wtedy z jej bielizną. Czy miała jej to za złe? Oczywiście, że nie, bo miała też dobre serduszko i nie przykładała aż tak wielkiej wagi do rzeczy materialnych. Chciała po prostu spodobać się swojej potencjalnej kobiecie, ale teraz okazywało się, że potencjalna kobieta niespecjalnie się tym wszystkim przejmowała. Po przekroczeniu granicy chyba jakieś filtry szczerości jej się w głowie przestawiły.
— Mam ci podać dokładną instrukcję krok po kroku? Nie ma szans. Albo to potrafisz, albo nie. — Uśmiechnęła się wyzywająco. Takimi subtelnymi pieszczotami na pewno tego z April nie wyciągnie. Poddawała im się z nieukrywaną przyjemnością, ale to nie było cos, co mogłoby ją tak po prostu zawstydzić. Nie była pewna, czy na tym etapie ich relacji to jeszcze w ogóle było możliwe do osiagnięcia, ale też bardzo wierzyła w swoją ukochaną.

teddy darling

If I were a swan, I'd be gone. If I were a train, I'd be late

: wt sie 25, 2026 4:34 pm
autor: teddy darling
Miała znajomości w różnych służbach, ale to wcale nie oznaczało, że od razu poleciałaby na skargę. Jak by to wyglądało, że daje się tłuc babie? Jett chyba przekręciłby się ze śmiechu! Jak kiedyś narzeczona faktycznie zacznie wymachiwać łapkami, Teddy sama sobie z nią poradzi. I nie siłą, bo przemoc rodzi przemoc, a dialogiem! Nie było opcji, żeby dała się wciągnąć w jakieś kłótnie, których prowodyrką byłaby April. Ręki też nie zamierzała dać na siebie podnieść. Już wystarczyło, że dawała sobie wejść na głowę i spełniała wszystkie zachcianki swojej ukochanej. No i nie zamierzała przyczyniać się do kolejnej serii dramatów w jej życiu.
Zdawała sobie sprawę z tego, jak wcześniej wyglądały niektóre relacje Finch. Darling nigdy tego nie pochwalała i kompletnie nie rozumiała, dlaczego przyjaciółka tkwiła w takich związkach. Ani to było zdrowe, ani miłe. Jak chciała sobie powrzeszczeć, to zabierze ją gdzieś na dach wieżowca, żeby ją przelecieć mogła się wydrzeć. A jeśli miała ochotę czymś rzucić, to przecież istniały rage roomy, gdzie można było się wyżyć bez konieczności niszczenia prywatnej zastawy. Mogły też dać upust emocjom w łóżku. Możliwości na rozładowanie złości bez obnoszenia się agresją było naprawdę mnóstwo!
Aha, aha. Czyli dobrze rozumiem, że jechałaś tam z zamiarem, że będziemy się pieprzyć? Zawsze wiedziałam, że chodzi ci tylko o jedno — westchnęła teatralnie i pokręciła głową z udawanym niedowierzaniem. — Ale o czym ty mówisz? To nawet nie jest nieprawda! Trochę liczyłam na to, że może coś się wydarzyć, ale nie zakładałam odgórnie, że na pewno się stanie. Cały czas miałam na uwadze naszą przyjaźń. No i w pokoju były dwa oddzielne łóżka — przypomniała, o co już zadbali państwo Darling, gdyby ich córka zechciała zabrać do Mont-Tremblant jakąś koleżankę. A tak naprawdę to był jedyny wolny pokój.
Nigdy nie zgodzi się na to, że to właśnie Finch ją w sobie rozkochała. Wystarczyło sobie przypomnieć, kto po tym Sylwestrze ześwirował, przestraszył i spierdolił jak jakiś złodziej, urywając kontakt na kilka tygodni? Na pewno nie była to Teddy. Narzeczona mogła po prostu przyznać, jak bardzo już wtedy była w niej zajebana. I to po same uszy!
Nie wymyślaj — wymierzyła w nią ostrzegawczo palcem. — A wyglądałam tak, jakbym była z tego wyboru niezadowolona? W ogóle byłam w którymś momencie niezadowolona? Bo ja to pamiętam zupełnie inaczej — załapała zębami za jej płatek ucha, który pociągnęła delikatnie. To wszystko nie było tak! Och, April naprawdę trzeba było wszystko tłumaczyć jak krowie na rowie. Czy tam na miedzy. Łopatologicznie i tak, żeby ogarnęła. A weź zrób jeszcze tak, żeby sobie nie dopowiadała!
Za to strażaczka doskonale zdawała sobie sprawę, że takimi subtelnymi pieszczotami niewiele osiągnie. Ją samą narzeczona cały czas wprawiała w lekki zakłopotanie. Wystarczyło, że posłała jej trochę intensywniejsze spojrzenie i Teddy już czuła, że palą policzki. Nie wiedziała, że istnieje jakiś etap w związku, kiedy to może po prostu przestać działać. Najwyraźniej na Finch przestało dość szybko. A to chyba nie był dobry znak.
Masz rację. W takim razie absolutnie nie potrafię — wzruszyła lekko ramionami. Nie do końca wiedziała, co mogłaby zrobić, żeby faktycznie jakoś ją zawstydzić. Jakkolwiek. Albo chociaż zbić z pantałyku. Nie chodziło o to, żeby zaraz zaczęła z tego wstydu płonąć, ale wszystko wskazywało na to, że Darling nie była chyba najlepsze w takie rzeczy. To, co do działało na inne kobiety, nieszczególnie działało na April. A jak nie działało to, co robiła dotychczas, to chyba już nic nie zadziała.

April Finch

If I were a swan, I'd be gone. If I were a train, I'd be late

: wt sie 25, 2026 6:03 pm
autor: April Finch
Fakt, że była w stanie wytrwać tak długo w tak spokojnej relacji, jaką miała z Darling, był dla niej naprawdę niesamowity. Przez jakiś czas miała nawet wrażenie, że nie jest do takich rzeczy stworzona. Zawsze musiało się to konczyć w jakiś dramatyczny sposób albo po prostu... kończyć. Przychodziła nudy albo niezrozumienie i tyle. W ich narzeczeństwie o takich rzeczach nie mogło być mowy. Dogadywały się bardzo dobrze i nie wchodziły na emocje, które ich wyniszczały. Nie zapowiadało się też, żeby miały się rozstawać. Finch nadal to stresowało i czasem martwiła się, że jej narzeczona przejrzy na oczy i pójdzie w długą, ale starała się skupiać na radości, którą czerpała z jej obecności w swoim życiu. To przecież było najważniejsze.
— Oczywiście, że miałam nadzieję, że się ze mną prześpisz, ale to nie tak, że myślę tylko o jednym. Po prostu starałam się być otwarta na różne możliwości. A te dwa łóżka pamiętam aż za dobrze. I to jak się z nich ucieszyłaś — wytknęła jej, kręcąc głową z rozbawieniem. Wiedziała, że to nie do końca tak wyglądało, bo przecież o tym porozmawiały. Trudno bylo jednak pozbyć się tego pierwszego wrażenia, przez które April wydawało się, że jej przyjaciółka absolutnie nie chce mieć z nią zbyt dużo wspólnego i tylko szuka okazji do jakiegoś ratunku. Dwa osobne łóżka miały trzymać je od siebie z daleka i sprawić, że nie będą nawet spały na tym samym materacu, nie mówiąc nawet o seksie. Na całe szczęście historia potoczyła się kompletnie inaczej. Konkretnie mówiąc, najpierw to April potoczyła się z górki, a reszta była historią. Rozważanie kwestii efektu motyla w trakcie tamtego wyjazdu nie miało raczej większego sensu. Cała masa rzeczy mogła pójść kompletnie inaczej, a April nawet nie chciała myśleć o tym, że finał mógłby być odmienny od tego, który dostały. Oczywiście bardzo chętnie zmieniłaby sporo w pierwszych tygodniach roku, bo zdawała sobie sprawę, jak źle się wtedy zachowywała, ale w pewien sposób to też doprowadziło je do obecnego narzeczeństwa. Na pewno dało zrobić się to lepiej, bez ranienia Teddy, ale psychika April była wtedy w wyjątkowo kiepskim stanie. W gorszym niż teraz, a przecież obecnie wcale nie była jakaś fenomenalna.
— A ja nadal mogę próbować cię zawstydzać? — zapytała, podnosząc się na tyle, by móc obok niej usiąść. Uśmiechnęła się niewinnie, jakby faktycznie nie miała na myśli niczego dwuznacznego. Złapała za materiał koszulki narzeczonej, przyciągnęła ją do siebie i z czułością ucałowała jej dolną wargę.
— Jesteś taka piękna, kiedy się dla mnie zapominasz — zapewniła szeptem, zanim tę samą wargę, którą ucałowała, przygryzła. Strażaczka powinna być już przyzwyczajona do różnorodnych bodźców, które oferowała jej Finch.
— Pójdziemy zwiedzić resztę? Tylko najpierw potrzebujesz zdjęć z Theodorą — zaproponowała, sięgając po swój telefon. Narzeczona zadbała, by uwiecznić pierwsze momenty April z krową, a o samej sobie zapomniała. Tak nie mogło być! No i ciągle czekało ich rodzinne selfie, które na bank wyląduje na honorowym miejscu w lofcie.

teddy darling

If I were a swan, I'd be gone. If I were a train, I'd be late

: wt sie 25, 2026 7:03 pm
autor: teddy darling
Gdyby Teddy tkwiła w jakiejś bańce, to już dawno poszłaby w długą. Albo w ogóle nie zdecydowałaby się na ten związek. Ale przecież nie wzięła kota w worku. Widziały gały, co brały. Wzięła April w całości, dokładnie taką, jaką zdążyła poznać przez te piętnaście lat przyjaźni. Wiedziała, jak reagowała na złość, smutek czy rozczarowanie. I Darling miała tę przewagę, że potrafiła to wszystko obejść, żeby nie doprowadzać jej do takich stanów. Oczywiście nie zawsze to się udawało. Czasami nieświadomie sprawiała jej przykrość swoim durnym zachowaniem, ale nigdy nie robiła tego z premedytacją ani na złość. To zdecydowanie nie leżało w naturze strażaczki.
To była moja reakcja obronna. Nie chciałam cię do siebie zniechęcić — wyjaśniłą swój punkt widzenia. To, co wydarzyło się po jarmarku na Sylwestrze było jeszcze świeże i Teddy naprawdę nie miała pojęcia, czy przyjaciółka chciałaby to powtórzyć. Trochę badała w ten sposób grunt. A entuzjazm wcale nie był przesadzony, po prostu stwierdziła całkiem zwyczajnie, że jej rodzice wcale niczego nie insynuowali. — Nie chciałam, żebyś pomyślała, że to mi chodzi tylko o jedno — dodała z uśmiechem. Zawsze liczyła się z emocjami Finch i naprawdę nie chciała, żeby połamały sobie serca.
Najwyraźniej tak musiało być. Los tak chciał. Buk tak chciał i inne drzewa też. Wiadomo, że musiały trochę pomóc temu szczęściu, zanim się zeszły, ale najważniejsze, że pomimo początkowego kryzysu nie zrezygnowały z siebie i obie pragnęły dokładnie tego samego.
Oczy zamigotały jej tysiącem barw, kiedy April przesunęła się bliżej. Wsunęła rękę pod jej plecy, a dłoń pod materiał koszulki, przesuwając paznokciami po ciepłej skórze.
Możesz — odparła, czując jej usta na swoich. — A jak ci zabronię, to nie będziesz tego robić? To tak nie działa — pokręciła głową i zaraz zamruczała cicho za sprawą tego pociągnięcia zębami za dolną wargę.
Wbrew pozorom Teddy onieśmielała się z zadziwiającą łatwością. Tutaj niby szuru buru, taka odważna strażaczka, a Finch za każdym razem wprawiała ją w ogromną konsternację. Nie musiała tego mówić głośno - wystarczyło na nią spojrzeć. Najbardziej było to widać po zaróżowionych policzkach, ale często również po uszach, które zabarwiały się na kolor dojrzałego pomidora. To wszystko wina April!
Teraz też się zapominam — poinformowała, kiedy złapała się na tym, że jej palce bezwiednie powędrowały do zapięcia od stanika. Odchrząknęła i cofnęła ręką. Przy dziecku nie wypada. Niech córa krowa wie, że jej matki się kochają, ale nie musiała być od razu świadkiem takich sekscesów.
Podniosła się z trawy, otrzepała spodnie i pociągnęła za sobą narzeczoną. Od razu zapozowała do zdjęć z Królową Theodora Apreddy LXIX, która nie raczyła wstać. Właściwie miała totalnie wypierdolone. Dalej żuła sobie a najlepsze trawę. Cyknęły sobie jeszcze selfie, a potem poprosiły o fotkę a Louisa, który akurat przechodził obok. Uściskały na pożegnanie zwierzę, obiecując, że jeszcze kiedyś do niej przyjadą, rozsypały jej to, co dostały w wiaderku, żeby mogła sobie poskubać coś innego niż tylko smutne źdźbła i ruszyły w stronę rozmieszczonych za stodołą zagród.
Co chcesz najpierw zobaczyć? Alpaki? Lamy? Strusie? — zaczęła wyliczać, ale podejrzewała, że Finch będzie chciała zajrzeć dosłownie wszędzie. Musiała przecież wyściskać wszystkie kozy, osły, a nawet świnki wietnamskie. Sanktuarium było azylem dla wielu gatunków zwierząt, które przeszły przez prawdziwe okropieństwa, zanim ktoś je uratował i umieścił w bezpiecznym miejscu.

April Finch

If I were a swan, I'd be gone. If I were a train, I'd be late

: śr sie 26, 2026 10:07 am
autor: April Finch
Spojrzała na narzeczoną z rozczuleniem i delikatnie pogłaskała ją po policzku. Naprawdę nie chciała, by musiała się tak kiedykolwiek martwić. To nic, ze sama wtedy wariowała ze stresu i przewidywała dla nich najgorsze scenariusze, zakładając, że zepsuły sobie tak perfekcyjną przyjaźń, w końcu lądując razem w łóżku. Ona jednak była przyzwyczajona do bałaganu w głowie. Uzależniona od overthinkingu. Nie chciała, by ktokolwiek poza nią się tak czuł, a już na pewno nie ktoś, na kim jej aż tak zależało. A przecież nie istniał nikt, kto był dla niej cenniejszy niż Teddy. Uważała tak rok temu i uważa tak nadal. Ich relacja znacznie się zmieniła, ale Darling zawsze pozostawała jej absolutnym numerem jeden bez którego nie wyobrażała sobie życia.
— Nigdy bym tak o tobie nie pomyślała — zapewniła ją ciepłym głosem. Nie potrafiła patrzeć w ten sposób na Teddy. Ani wtedy, ani teraz, ani pewnie nigdy. Nieważne, jak potrafiła być na nią zła, doskonale zdawała sobie sprawę, z jak cudowną osobą ma do czynienia. Zresztą nigdy nie była na nią jakoś szczególnie wściekła. Nie miały za sobą większych rozłamów poza tym na początku roku, który był przecież spowodowany przez April. Może więc dobrze, że strażaczka starała się być powściągliwa w trakcie tamtego wyjazdu? Jak zawsze chciała dla wszystkich dobrze i starała się być mądrzejsza od April, co przecież w ogóle nie było trudne.
— Oczywiście, że będę. Ale teraz mogę to robić bezkarnie — przyznała szczerze. Na obecnym etapie przecież jej już nie odpuści. Nigdy zresztą nie była przy niej grzeczna. Ciągnęło je do siebie odkąd tylko zaliczyły pierwszy pocałunek. Były momenty, gdy lgnęły do siebie bardziej, były chwilowe przerwy, ale ostatecznie i tak jakimś dziwnym sposobem kończyły blisko siebie, kręcąc się między przyjaźnią a flirtem. Fakt, ze teraz nie musiały tak kombinować i mogły odważnie trwać w swoim uczuciu był naprawdę niesamowity.
Podniosły się z miejsca i ogarnęły sprawnie. Trzeba było zrobić sobie kilka zdjęć i pożegnać się z Theodorą. Finch uznała, że nie ma lepszego sposobu niż wycałowanie jej wielkiego łba ze wszystkich stron. Traktowała ją zupełnie jak Teddy, no patrzcie państwo! Krowę znała wprawdzie dużo krócej, ale i tak czuła, że już całą sobą zdążyła ją pokochać i najchętniej zabrałaby ją z nimi do domu, żeby mogła mieszkać sobie w kanadyjskim lofcie. Zdawała sobie niestety sprawę, że nie byłaby tym samym szczęśliwa i że muszą odpuścić.
— O rany, nie wiem! Wszystko wydaje się takie ekscytujące. — Westchnęła ciężko, jakby naprawdę stała przed wyjątkowo skomplikowanym dylematem. Na szczęście, żeby go rozwiązać, wystarczyło po prostu ruszyć przed siebie i tak też zrobiły. Teren do zobaczenia był całkiem spory, a zwierzaków cała masa. Finch wiedziała, że musi się powstrzymać i nie wyciągać łap jak wariatka do każdego z nich, bo przecież miały prawo nie chcieć takiego kontaktu. Wycieczka zapowiadała się naprawdę cudownie. Nawet pogoda dopisywała! Przygrzewające słońce dodawało sielskości temu obrazkowi.
— Patrz, to my! — zawołała, wskazując na stojące kawałek dalej lamy. Jedna z nich żuła leniwie jakieś zielsko, a druga co chwilę podszczypywała ją w ucho i lizała po szyi. Ta pierwsza w ogóle nie reagowała, ale też jej nie odpychała. Dzielnie znosiła fakt, że jej kumpela ewidentnie nie mieści się we własnej skórze.

teddy darling

If I were a swan, I'd be gone. If I were a train, I'd be late

: śr sie 26, 2026 10:54 am
autor: teddy darling
Nie była taka święta, za jaką miała ją narzeczona. Łamała kobietom serca, mniej lub bardziej świadomie. Nie chciała, żeby przyjaciółka musiała przez coś takiego przechodzić. Nie chciała jej zranić ani przestraszyć. Sama przecież próbowała trzymać dystans, odpychając ją od siebie i stawiając granice, których żadna z nich nie powinna była przekraczać. Jasno dawała do zrozumienia, że to, co wydarzyło się w Sylwestra, nie powinno się powtórzyć. Nie po tym, jak Finch milczała przez długie tygodnie. To był jedyny sposób, żeby uratować ich przyjaźń. Pocałunki w liceum czy na studiach to jedno, ale później zdecydowanie za bardzo zabrnęły w to szaleństwo. I bardzo dobrze! Całe szczęście, że Darling była taka gołosłowna i nic sobie nie robiła z własnych ograniczeń. Znowu była to wyłącznie wina April. Gdyby strażaczka miała w sobie odrobinę więcej asertywności, pewnie prędzej czy później uległaby jej spojrzeniom i słodkim słówkom. A tak? Finch była jej kryptonitem, tylko zamiast bólu wywoływała w niej całe morze szczęścia. Zwał, jak zwał - po prostu była jej największą słabością.
A to dziwne, biorąc pod uwagę, jak często podkreślasz, ile lasek do mnie lgnie — zaśmiała się krótko. Według narzeczonej Teddy była niczym pies na baby, lep na muchy i magnes na cipki. Miała więc pełne prawo pomyśleć, że zostanie wykorzystana i wrzucona do jednego worka z tymi wszystkimi typiarami, z którymi strażaczkę łączyły tylko jakieś przelotne przygody. Nie miała czasu na zobowiązania, a przynajmniej tak długo sama sobie wmawiała. Jej praca pochłaniała większość życia i szybko przekonywały się o tym kobiety, które rzekomo chciały z nią być. W końcu okazywało się, że wcale nie były gotowe na taki układ, a intensywne życie strażaczki zwyczajnie było dla nich zbyt dużym wyzwaniem.
Przestań, bo już mnie zawstydzasz — sprzedała jej kuksańca w bok. To strasznie głupie, ale zawstydzała ją sama świadomość tego, że narzeczona będzie to robić. I to z premedytacją! Darling roztarła sobie policzek dłonią, jakby to miało w jakiś magiczny sposób zamaskować efekty skonfundowania.
Istniał cały ogrom rzeczy, które jarały ją w narzeczonej, a jedną z nich była właśnie ta empatia wobec stworzeń. Po tym chyba najlepiej można było poznać naprawdę dobrego człowieka. Teddy również żałowała, że nie mogły zabrać ze sobą krowy do Kanady. Tylko nawet gdyby jakimś cudem istniała taka możliwość, to gdzie właściwie miałyby ją trzymać? Zajęłaby im pół salonu. Chociaż… może ogród u Darlingów? O, to już był jakiś pomysł! Matka pewnie uznałaby wtedy, że Teddy do reszty oszalała, ale tym razem nie pomyliłaby się jakoś szczególnie. Strażaczka już dawno zwariowała na punkcie Finch i chciała uchylić jej nieba. No nic, zabiorą Theodorę Apreddy, jak tylko dorobią się własnego domu. Trudno było powiedzieć, ile dokładnie to potrwa, ale trzeba było mocno trzymać kciuki, żeby krowa dożyła tego momentu. Tylko ile ona właściwie miała lat? Tak pi razy drzwi? Będą musiały zapytać Thibaulta. Może niedawno miała urodziny, a one tak po prostu wbiły tutaj na krzywą mordę bez żadnego prezentu? To byłby dopiero wstyd.
Która to ty, a która ja? — otoczyła April ramieniem i podeszły bliżej wybiegu, na której wylegiwały się wspomniane lamy. Totalna czilera utopia. — A dobra, już wiem — dodała, bo jedna ewidentnie zaczepiała i zygała do tej, co wpierdalała sobie trawkę. — One serio plują? Niby widziałam jakieś filmiki, ale to pewnie taki pic na wodę fotomontaż — powiedziała, bo lama April i lama Teddy nie wyglądały tak, jakby mogły kogokolwiek omelać. — Och, ale piękne! — tym razem to ona wskazała ręką na sąsiednie ogrodzenie, po którym przechadzały się pawie. Jeden z nich zatrzymał się na moment, upewniając się, że ma na sobie całą uwagę się świata, a potem uniósł powoli ogon. Najpierw pojedyncze pióra zaczęły rozsuwać się na boki, aż w końcu całość rozwinęła się w szeroki, kolorowy wachlarz.

April Finch