𝐝𝐚𝐝𝐝𝐲 𝐢𝐬𝐬𝐮𝐞𝐬
: ndz wrz 27, 2026 5:10 pm
Jej rzekome niezdecydowanie rozbawiło go na tyle, że nawet nie próbował powstrzymać uśmiechu. Przyglądał się jej przez chwilę, przesuwając kciukiem po materiale jej ubioru, - Nie wiesz, hm? - powtórzył, unosząc brew. - W takim razie całujesz się wyjątkowo przekonująco jak na kogoś, kto jeszcze się musi nad tym zastanowić, mi preciosa. - Cholera, nadal miał ochotę wrócić do jej ust, zatopić się w nich, przepleść się swoim językiem z tym jej... Najlepiej natychmiast, ale wsluchiwanie się w to, jak próbowała przedstawić mu tę sytuację jako strasznie skomplikowaną, też miało swoje zalety. Dostarczała mu rozrywki, której tak bardzo mu brakowało.
Ta wzmianka porannego walk of shame sprawiła, że parsknął pod nosem. - Cały wieczór był nagrodą podstawową, a teraz najwyraźniej zakwalifikowałaś się do dodatkowej rundy. - Uśmiechnął się bezczelnie, po czym przechylił lekko głowę. - I dlaczego od razu wstydu? Zamierzasz udawać, że mnie nie znasz, kiedy zobaczysz mnie w świetle dziennym? - zapytał z udawanym oburzeniem. - Uprzedzam, że rano też jestem całkiem przyjemnym widokiem. Po kawie nawet potrafię porozmawiać, więc nie będziesz musiała uciekać przez hotelowe lobby czując się, że zrobiłaś coś żenującego - chwilkę później jednak wspomniała o mieszkaniu niedaleko, co sprawiło, że spojrzał na nią z wyraźnym zainteresowaniem. Zaraz jednak napomknęła o hotelowej pościeli, a Javier tylko przyladal jej sie wyraznie starając się ukryć rozbawienie jej niezdecydowaniem. Co za interesująca kobieta. - Rozumiem... bardzo trudna sprawa. - Sięgnął po swoją szklankę i upił ostatni łyk. - W takim razie proponuję hotel. Nie chciałbym już pierwszego wieczoru stawać pomiędzy tobą a twoją słabością do pościeli. - Odstawił szkło, znów zatrzymując na niej wzrok. Podobało mu się, że rozmawiali już o tym, dokąd pójdą. Bez wycofywania się, bez nerwowego zerkania na jego obrączkę. Ta świadomość przyjemnie połechtała jego ego. Chciał jej.
''To kim mam dla ciebie dzisiaj być?''
Kim miała dla niego być? Mógł rzucić kolejną bezczelną odpowiedź, ale przez kilka sekund po prostu przyglądał się jej twarzy. Nie znał jej przecież. Not yet... Wiedział tylko, że od dłuższej chwili nie interesowało go nic, co działo się poza tym kawałkiem baru. - Iris - odpowiedział w końcu spokojniej. - Bądź Iris. Póki co bardzo mi odpowiada jej towarzystwo. - Uśmiechnął się, odsuwając kosmyk włosów z jej policzka. - Chcę dowiedzieć się o tobie czegoś więcej. Chociaż przyznaję, że trochę utrudniasz mi skupienie się na rozmowie. - Jego spojrzenie na moment opadło na jej usta. Nie zamierzał udawać, że zapraszał ją na nocne rozwiązywanie krzyżówek, ale też nie miał ochoty kończyć znajomości na samym poznaniu jej imienia. Nie kiedy zdążył już jej zasmakować.- A rano możemy sprawdzić, czy równie dobrze dogadujemy się przy śniadaniu. - Skinął na barmana, prosząc o rachunek, a po chwili gdy do nich podszedł opłacił go zostawiając napiwek. Wstał i wysunął rękę, czekając czy jednak przyjmie ten gest zaproszenia. - W pobliżu jest cholernie dużo hotelów, może masz ochotę na spacer i ewentualnie jakąś przekąske? Nie chce, żebyś myślała, że chce cię tylko zaciągnąć do łóżka, bo chciałbym cię rownie dobrze poznać.
Iris
Ta wzmianka porannego walk of shame sprawiła, że parsknął pod nosem. - Cały wieczór był nagrodą podstawową, a teraz najwyraźniej zakwalifikowałaś się do dodatkowej rundy. - Uśmiechnął się bezczelnie, po czym przechylił lekko głowę. - I dlaczego od razu wstydu? Zamierzasz udawać, że mnie nie znasz, kiedy zobaczysz mnie w świetle dziennym? - zapytał z udawanym oburzeniem. - Uprzedzam, że rano też jestem całkiem przyjemnym widokiem. Po kawie nawet potrafię porozmawiać, więc nie będziesz musiała uciekać przez hotelowe lobby czując się, że zrobiłaś coś żenującego - chwilkę później jednak wspomniała o mieszkaniu niedaleko, co sprawiło, że spojrzał na nią z wyraźnym zainteresowaniem. Zaraz jednak napomknęła o hotelowej pościeli, a Javier tylko przyladal jej sie wyraznie starając się ukryć rozbawienie jej niezdecydowaniem. Co za interesująca kobieta. - Rozumiem... bardzo trudna sprawa. - Sięgnął po swoją szklankę i upił ostatni łyk. - W takim razie proponuję hotel. Nie chciałbym już pierwszego wieczoru stawać pomiędzy tobą a twoją słabością do pościeli. - Odstawił szkło, znów zatrzymując na niej wzrok. Podobało mu się, że rozmawiali już o tym, dokąd pójdą. Bez wycofywania się, bez nerwowego zerkania na jego obrączkę. Ta świadomość przyjemnie połechtała jego ego. Chciał jej.
''To kim mam dla ciebie dzisiaj być?''
Kim miała dla niego być? Mógł rzucić kolejną bezczelną odpowiedź, ale przez kilka sekund po prostu przyglądał się jej twarzy. Nie znał jej przecież. Not yet... Wiedział tylko, że od dłuższej chwili nie interesowało go nic, co działo się poza tym kawałkiem baru. - Iris - odpowiedział w końcu spokojniej. - Bądź Iris. Póki co bardzo mi odpowiada jej towarzystwo. - Uśmiechnął się, odsuwając kosmyk włosów z jej policzka. - Chcę dowiedzieć się o tobie czegoś więcej. Chociaż przyznaję, że trochę utrudniasz mi skupienie się na rozmowie. - Jego spojrzenie na moment opadło na jej usta. Nie zamierzał udawać, że zapraszał ją na nocne rozwiązywanie krzyżówek, ale też nie miał ochoty kończyć znajomości na samym poznaniu jej imienia. Nie kiedy zdążył już jej zasmakować.- A rano możemy sprawdzić, czy równie dobrze dogadujemy się przy śniadaniu. - Skinął na barmana, prosząc o rachunek, a po chwili gdy do nich podszedł opłacił go zostawiając napiwek. Wstał i wysunął rękę, czekając czy jednak przyjmie ten gest zaproszenia. - W pobliżu jest cholernie dużo hotelów, może masz ochotę na spacer i ewentualnie jakąś przekąske? Nie chce, żebyś myślała, że chce cię tylko zaciągnąć do łóżka, bo chciałbym cię rownie dobrze poznać.
Iris