you are what you hide
: czw wrz 24, 2026 3:28 pm
Parska tylko krótko w odpowiedzi na jego zaskoczenie, posyłając mu zagadkowe spojrzenie znad rantu kieliszka. Nie tak łatwo onieśmielić Helenę — chociaż w tym przypadku nie chodzi o doświadczenie, a zwyczajną otwartość i ciekawość. Nie jest pruderyjną kobietą i nikt nie zdołał jej nauczyć, że powinna odczuwać wstyd za swoje pragnienia.
Co nie znaczy, że czasami jej nie przerażały — tak jak teraz.
“Jesteś za dobra”.
Unosi lekko brew. Helena Peregrine za dobra? Tego jeszcze nie słyszała.
“Albo zwyczajnie się boisz”.
Udaje jej się zachować neutralny wyraz twarzy, chociaż czuje ścisk w okolicy splotu słonecznego, gdy słowa Gardnera trafiają w punkt.
— Jest jeszcze trzecia opcja, kombinuj dalej. — Jej słowa podszywa nuta zniecierpliwienia. Posyła mu równie prowokujące spojrzenie.
Boi się. Przeraża ją, że to wszystko mogłoby jeszcze bardziej wymsknąć się spod kontroli. Przeraża ją, że Percival mógłby odkryć, jak bardzo b e z b r o n n a jest wobec wzbudzanych przez niego uczuć.A najbardziej przeraża ją myśl, że mogłaby się w nim zakochać.
Ale o tym było tylko jej przemilczenie; wywód miał inny cel. Zwrócenie uwagi na stan Donny wynikało z faktu, że Helena chciała go tylko dla siebie. Nie mogłaby przecież powiedzieć mu tego wprost.
Już i tak za mocno przemawiał przez nią alkohol. W ogóle nie powinna wdawać się w tę wymianę…
“Nigdzie nie idziesz”.
Niemal prycha.
Odwraca lekko głowę, by nie mógł dostrzec zadowolenia, które błyszczy w oczach Peregrine na komentarz o jej wyglądzie. Być może nie sądziła, że Percival zobaczy ją dzisiaj w tej sukience, ale to nie znaczy, że nie przeszedł jej przez myśl, gdy ją wybierała. Teraz, gdy on mówi o Donnie, Helena jest w stanie myśleć tylko o tym, jak bardzo pragnie, by z niej tę sukienkę zdjął.
Byrne na pewno sobie poradzi. Gdyby nawet Peregrine była rzeczywiście jej przyjaciółką, wciąż nie mogłaby uchronić jej przed własnymi wyborami, prawda? Donna nie jest jej odpowiedzialnością. Nie musi jej pilnować.
Nigdy nie pomyślałaby jednak o przedwczesnym opuszczeniu gali i odpuszczeniu potencjalnych okazji do uzyskania większej ilości informacji, gdyby nie pieprzony Gardner. I zbyt szybko wypite drinki.
Wychyla się zupełnie mimowolnie w jego stronę, gdy ten się do niej przysuwa, a zdradliwe wargi rozchylają lekko pod jego spojrzeniem. Ciało nie potrafi tak płynnie lawirować w faktach i omijać prawdy, jak robiła to Helena. Reaguje też instynktownie, gdy Percival odwraca się, by odejść. Peregrine wciąga z syknięciem powietrze i w dwóch długich krokach staje na jego drodze, zanim w ogóle zdąża zastanowić się nad tym, co chce zrobić. Przysuwa się blisko; za blisko. Automatycznie kładzie wolną dłoń na jego piersi. Trochę jakby chciała go dodatkowo zatrzymać, trochę jakby dyskretnie sprawdzała jego tętno, chcąc upewnić się, że to nie tylko gra — że działa na niego równie intensywnie, co on na nią. Wygląda przy tym tak, jakby nie mogła się zdecydować, czy bardziej chce go pocałować, czy jednak mu przypierdolić.
— Tak szybko dajesz za wygraną? — pyta, tak jakby oboje nie wiedzieli, że jego działanie właśnie odniosło zamierzony skutek. Jej słowa to niemal gardłowe warknięcie. — Zadałeś sobie tyle trudu, żeby tu za mną przyjść… pomyślałam, że może chcemy tego samego. — Spogląda na niego sugestywnie. — Może jednak się myliłam. — Tym razem to ona wzrusza ramionami; robi krok do tyłu i zabiera dłoń, którą zaraz wskazuje na bar, jakby Helena mówiła: “droga wolna, radź sobie”.
Percival Gardner
Co nie znaczy, że czasami jej nie przerażały — tak jak teraz.
“Jesteś za dobra”.
Unosi lekko brew. Helena Peregrine za dobra? Tego jeszcze nie słyszała.
“Albo zwyczajnie się boisz”.
Udaje jej się zachować neutralny wyraz twarzy, chociaż czuje ścisk w okolicy splotu słonecznego, gdy słowa Gardnera trafiają w punkt.
— Jest jeszcze trzecia opcja, kombinuj dalej. — Jej słowa podszywa nuta zniecierpliwienia. Posyła mu równie prowokujące spojrzenie.
Boi się. Przeraża ją, że to wszystko mogłoby jeszcze bardziej wymsknąć się spod kontroli. Przeraża ją, że Percival mógłby odkryć, jak bardzo b e z b r o n n a jest wobec wzbudzanych przez niego uczuć.
Ale o tym było tylko jej przemilczenie; wywód miał inny cel. Zwrócenie uwagi na stan Donny wynikało z faktu, że Helena chciała go tylko dla siebie. Nie mogłaby przecież powiedzieć mu tego wprost.
Już i tak za mocno przemawiał przez nią alkohol. W ogóle nie powinna wdawać się w tę wymianę…
“Nigdzie nie idziesz”.
Niemal prycha.
Odwraca lekko głowę, by nie mógł dostrzec zadowolenia, które błyszczy w oczach Peregrine na komentarz o jej wyglądzie. Być może nie sądziła, że Percival zobaczy ją dzisiaj w tej sukience, ale to nie znaczy, że nie przeszedł jej przez myśl, gdy ją wybierała. Teraz, gdy on mówi o Donnie, Helena jest w stanie myśleć tylko o tym, jak bardzo pragnie, by z niej tę sukienkę zdjął.
Byrne na pewno sobie poradzi. Gdyby nawet Peregrine była rzeczywiście jej przyjaciółką, wciąż nie mogłaby uchronić jej przed własnymi wyborami, prawda? Donna nie jest jej odpowiedzialnością. Nie musi jej pilnować.
Nigdy nie pomyślałaby jednak o przedwczesnym opuszczeniu gali i odpuszczeniu potencjalnych okazji do uzyskania większej ilości informacji, gdyby nie pieprzony Gardner. I zbyt szybko wypite drinki.
Wychyla się zupełnie mimowolnie w jego stronę, gdy ten się do niej przysuwa, a zdradliwe wargi rozchylają lekko pod jego spojrzeniem. Ciało nie potrafi tak płynnie lawirować w faktach i omijać prawdy, jak robiła to Helena. Reaguje też instynktownie, gdy Percival odwraca się, by odejść. Peregrine wciąga z syknięciem powietrze i w dwóch długich krokach staje na jego drodze, zanim w ogóle zdąża zastanowić się nad tym, co chce zrobić. Przysuwa się blisko; za blisko. Automatycznie kładzie wolną dłoń na jego piersi. Trochę jakby chciała go dodatkowo zatrzymać, trochę jakby dyskretnie sprawdzała jego tętno, chcąc upewnić się, że to nie tylko gra — że działa na niego równie intensywnie, co on na nią. Wygląda przy tym tak, jakby nie mogła się zdecydować, czy bardziej chce go pocałować, czy jednak mu przypierdolić.
— Tak szybko dajesz za wygraną? — pyta, tak jakby oboje nie wiedzieli, że jego działanie właśnie odniosło zamierzony skutek. Jej słowa to niemal gardłowe warknięcie. — Zadałeś sobie tyle trudu, żeby tu za mną przyjść… pomyślałam, że może chcemy tego samego. — Spogląda na niego sugestywnie. — Może jednak się myliłam. — Tym razem to ona wzrusza ramionami; robi krok do tyłu i zabiera dłoń, którą zaraz wskazuje na bar, jakby Helena mówiła: “droga wolna, radź sobie”.
Percival Gardner
