Strona 2 z 2

’Cause I’m here keeping you alive

: pt wrz 18, 2026 7:45 pm
autor: Dion Harrington
Wiatr powoli przybierał na mocy, jakby burza przechodziła już tuż nad ich głowami. Robiło się coraz ciemniej, masy powietrza wyły, targając koronami drzew, a ludzie w pośpiechu szukali schronienia przed wichurą i deszczem. Gdzieś niedaleko rozległ się grzmot, ale Dion stał pod dachem altany niewzruszony, patrząc uważnie na swojego pacjenta, który zdawał się być bardzo przejęty. Analizował jego zachowanie, przyglądał się każdemu gestowi i w końcu zerknął na dłoń Floriana, która zacisnęła się na jego własnym ramieniu. Tego się nie spodziewał. Wcześniej wydawało mu się, jeżeli ktokolwiek zdecyduje się na zainicjowanie bliskości fizycznej, to znowu będzie to Dion.
I że na pewno nie będzie to teraz, bo był boleśnie trzeźwy, a wtedy nie miał w sobie tej lekkości w podejściu do cielesności. Ale mimo wszystko nie odsunął się i nie zrzucił jego dłoni. Nie tylko Florian go zaskakiwał, ale zaskakiwał i sam siebie, co było podwójną niespodzianką dzisiejszego dnia. Właśnie dlatego umawiał Floriana zawsze jako swojego ostatniego pacjenta, aby móc w razie chęci sesję przedłużyć, nieodpłatnie rzecz jasna. Czego się nie robi dla nauki, prawda?
Im częściej Florian zachowywał się w ten sposób, im częściej okazywał uległość, strach i bezradność i im bardziej sugerował, że powierza całego siebie Dionowi, tym bardziej rozbudowywał jego ego. Podnosił mu tak samoocenę, zwiększał jego pewność siebie i poziom samouwielbienia, który i tak był już dość wysoko. Co ciekawe nie był pewien czy tylko to dawało mu satysfakcję, czy może obok czuł też sympatię do Floriana, jako do drugiego człowieka. Patrzył na niego i nie potrafił tego na pewno stwierdzić.
Dalej nie odtrącał jego dłoni, a nawet przyciągnął go bliżej, kiedy obok altanki przeleciała ułamana gałąź, częściowo zahaczając o dach.
Kara? — zapytał powoli, wyraźnie i dosyć głośno, aby przebić się przez szum wiatru. Zmarszczył lekko brwi i zaczął rozważać taki scenariusz, wyobrażając sobie rozmaite sposoby na ukaranie złego zachowania, ale żaden nie nadawał się dla pacjenta, no i musiał jeszcze ustalić czy Halstead w ogóle zasłużył na karę. Obejmował go w pasie, przytrzymując przy sobie, a krople deszczu spływały po ich pelerynach przeciwdeszczowych.
Chcę, żeby pan to zrobił.
Chcę.
Przekrzywił lekko głowę, bo dotarło do niego jakie to ciekawe, że nagle Florian wiedział czego chce, przynajmniej w tej konkretnej kwestii. Podjął walkę ze samym sobą, aby rozstrzygnąć czy nie ukarać go za coś, co w opinii Diona nie kwalifikowało się do karygodnego czynu (w końcu wszystko ostatnim razem poszło według jego obliczeń), czy może zrobić to tylko dlatego, aby spełnić jego życzenie, skoro w końcu jakieś miał.
Dion jednak nie był świętym Mikołajem, a lekarzem i wystarczająco wyszedł mu już na przeciw ze spacerem. Odetchnął głęboko, bo przy takim wietrze i tak trudno się oddychało. Położył dłoń na jego ramieniu i przyciągnął go bliżej, żeby ciaśniej go objąć. Dzieliło ich kilka warstw odzieży pokrytych deszczem, ale chyba żaden się tym nie przejmował.
Nie zrobiłeś nic złego — powiedział twardo, patrząc w bok, na ścieżkę i dalej na ulicę, ale nie zobaczył żywej duszy. — Masz prawo popełniać błędy. Uczysz się na nich pod moim okiem. Na tym polega terapia, Florianie. Popełniaj błędy, mów o nich, a ja będę kierował cię na odpowiednią ścieżkę i pokazywał jak omijać dziury, które się w niej znajdują i kamienie zagradzające przejście. Zaufaj mi — mówił dalej, głośno i pewnie, ściskając chłopaka. W końcu położył dłoń na jego głowie, okrytej kapturem i przycisnął jego policzek do mokrej warstwy peleryny, która przykrywała jego pierś.

florian halstead