let me take you home
: sob sie 29, 2026 5:12 pm
Tutaj chodzi wyłącznie o zaspokojenie swoich potrzeb.
Sama nie wiedziała, jak dokładnie czuła się z tym zdaniem, wypowiedzianym nonszalancko przez Kirę, jakby sprawy łóżkowe faktycznie nic nie ważyły. Jakby nie niosły za sobą zobowiązań, więzi emocjonalnej i potrzeby bliskości. Jakby seks faktycznie mógł być czystą fizycznością. I tyle. Nie rozumiała tego. Nigdy czegoś takiego nie przeżyła i może dlatego? Z drugiej strony to, ile na słuchała się od swoich koleżanek o jednorazowych numerkach, o których nie umiały zapomnieć też dawał jej obraz tego, że jednak człowiek przywiązywał się nawet do przypadkowych skoków w bok.
Oczywiście oprócz Kiry.
Ta była niewzruszona na drugiego człowieka i Daisy myślała o tym nawet stojąc w kolejce i czekając na hot-doga z sosem tysiąca wysp, który zamówiła dla dziennikarki. Długimi, smukłymi palcami sunęła po stoisku z gazetkami, przyglądając się najnowszemu wydaniu Toronto Sun, kiedy przez jedno z okien zobaczyła jak do jej samochodu podchodzi… menel.
Gość miał całe porwane ciuchy i stukał brudnymi paluchami w szybę auta. Whitmore momentalnie się wyprostowała, spoglądając na to wszystko z dezaprobatą. Z drugiej strony szybko doszła do wniosku, że przecież Kira nie będzie na tyle głupia, że odpowiadać na ta takie zaczepki i pewnie będzie siedzieć grzecznie w aucie. Jakież wielkie było jej zdziwienie, kiedy po chwili blondynka wysiadła z auta i stanęła sobie obok żula, o czymś z nim dyskutując.
Daisy złapała w płuca więcej powietrza. Jaja sobie robiła? Od razu odwróciła się do lady, pośpieszając kobietę. Złapała chipsy w zęby, picie pod pachę, ciastka też, fajki do kieszeni i hot-doga do jedynej wolnej dłoni, po czym wybiegła na parking. Minę miała oburzoną, a nogami przebierała tak szybko, jak jeszcze chyba nigdy.
— C… — zaczęła, ale przecież nie miała jak się odezwać, bo w ustach trzymała chipsy. Nachyliła się więc w stronę Finch, żeby przejęła paczkę. — Co ty wyrabiasz? — wyrzuciła w końcu z siebie, gdy miała wolne usta. — Weź wracaj do samochodu — zarządziła, na co menel tylko uniósł wysoko brewki, bo chyba spodziewał się, że Whitmore będzie równie miła co jej koleżanka, a tu takie smutne zaskoczenie!
— Co twoja mama taka pspinana? — zapytał nic sobie nie robiąc z groźnego spojrzenia Daisy w jego kierunku.
— Czy ja wyglądam na jej matkę? — przewróciła oczami i nie ma co się czarować — oburzyła się, bo jakby nie patrzeć koleś mocno jej w tamtym momencie ubliżył. Kira przy najlepszych wiatrach wyglądała jakby miała z co najmniej dwadzieścia lat, a to zaś czyniłoby Whitmore praktycznie przed samą czterdziechą. A tego zaś nie potrafiła przeboleć.
— Kierowniczko, ale spokojnie — menel wyrzucił wysoko ręce w powietrze i pomachał nimi w obronnym geście. — Ja się tutaj tylko z szanowną panienką umówiłam na szluga, miła taka, powiedziała, że mi kopsnie jednego i pieniążek na browarka — odwróciła się w stronę Finch i machnął do niej paluchem. — Byle nie na chleb! — przypomniał ich mała, słodką obietnicę i znowu się wyszczerzył, ukazując braki w uzębieniu.
Daisy natomiast otworzyła szerzej oczy i spojrzała na Kirę, bo co tu się tak właściwie odprawiało? Pięć minut jej nie było, a ona już sprawdziła sobie jakiegoś bezdomnego, którego teraz będą karmić, napalać i upijać.
W y ś m i e n i c i e.
Sama nie wiedziała, jak dokładnie czuła się z tym zdaniem, wypowiedzianym nonszalancko przez Kirę, jakby sprawy łóżkowe faktycznie nic nie ważyły. Jakby nie niosły za sobą zobowiązań, więzi emocjonalnej i potrzeby bliskości. Jakby seks faktycznie mógł być czystą fizycznością. I tyle. Nie rozumiała tego. Nigdy czegoś takiego nie przeżyła i może dlatego? Z drugiej strony to, ile na słuchała się od swoich koleżanek o jednorazowych numerkach, o których nie umiały zapomnieć też dawał jej obraz tego, że jednak człowiek przywiązywał się nawet do przypadkowych skoków w bok.
Oczywiście oprócz Kiry.
Ta była niewzruszona na drugiego człowieka i Daisy myślała o tym nawet stojąc w kolejce i czekając na hot-doga z sosem tysiąca wysp, który zamówiła dla dziennikarki. Długimi, smukłymi palcami sunęła po stoisku z gazetkami, przyglądając się najnowszemu wydaniu Toronto Sun, kiedy przez jedno z okien zobaczyła jak do jej samochodu podchodzi… menel.
Gość miał całe porwane ciuchy i stukał brudnymi paluchami w szybę auta. Whitmore momentalnie się wyprostowała, spoglądając na to wszystko z dezaprobatą. Z drugiej strony szybko doszła do wniosku, że przecież Kira nie będzie na tyle głupia, że odpowiadać na ta takie zaczepki i pewnie będzie siedzieć grzecznie w aucie. Jakież wielkie było jej zdziwienie, kiedy po chwili blondynka wysiadła z auta i stanęła sobie obok żula, o czymś z nim dyskutując.
Daisy złapała w płuca więcej powietrza. Jaja sobie robiła? Od razu odwróciła się do lady, pośpieszając kobietę. Złapała chipsy w zęby, picie pod pachę, ciastka też, fajki do kieszeni i hot-doga do jedynej wolnej dłoni, po czym wybiegła na parking. Minę miała oburzoną, a nogami przebierała tak szybko, jak jeszcze chyba nigdy.
— C… — zaczęła, ale przecież nie miała jak się odezwać, bo w ustach trzymała chipsy. Nachyliła się więc w stronę Finch, żeby przejęła paczkę. — Co ty wyrabiasz? — wyrzuciła w końcu z siebie, gdy miała wolne usta. — Weź wracaj do samochodu — zarządziła, na co menel tylko uniósł wysoko brewki, bo chyba spodziewał się, że Whitmore będzie równie miła co jej koleżanka, a tu takie smutne zaskoczenie!
— Co twoja mama taka pspinana? — zapytał nic sobie nie robiąc z groźnego spojrzenia Daisy w jego kierunku.
— Czy ja wyglądam na jej matkę? — przewróciła oczami i nie ma co się czarować — oburzyła się, bo jakby nie patrzeć koleś mocno jej w tamtym momencie ubliżył. Kira przy najlepszych wiatrach wyglądała jakby miała z co najmniej dwadzieścia lat, a to zaś czyniłoby Whitmore praktycznie przed samą czterdziechą. A tego zaś nie potrafiła przeboleć.
— Kierowniczko, ale spokojnie — menel wyrzucił wysoko ręce w powietrze i pomachał nimi w obronnym geście. — Ja się tutaj tylko z szanowną panienką umówiłam na szluga, miła taka, powiedziała, że mi kopsnie jednego i pieniążek na browarka — odwróciła się w stronę Finch i machnął do niej paluchem. — Byle nie na chleb! — przypomniał ich mała, słodką obietnicę i znowu się wyszczerzył, ukazując braki w uzębieniu.
Daisy natomiast otworzyła szerzej oczy i spojrzała na Kirę, bo co tu się tak właściwie odprawiało? Pięć minut jej nie było, a ona już sprawdziła sobie jakiegoś bezdomnego, którego teraz będą karmić, napalać i upijać.
W y ś m i e n i c i e.