Strona 2 z 2

let me take you home

: sob sie 29, 2026 5:12 pm
autor: Daisy Whitmore
Tutaj chodzi wyłącznie o zaspokojenie swoich potrzeb
Sama nie wiedziała, jak dokładnie czuła się z tym zdaniem, wypowiedzianym nonszalancko przez Kirę, jakby sprawy łóżkowe faktycznie nic nie ważyły. Jakby nie niosły za sobą zobowiązań, więzi emocjonalnej i potrzeby bliskości. Jakby seks faktycznie mógł być czystą fizycznością. I tyle. Nie rozumiała tego. Nigdy czegoś takiego nie przeżyła i może dlatego? Z drugiej strony to, ile na słuchała się od swoich koleżanek o jednorazowych numerkach, o których nie umiały zapomnieć też dawał jej obraz tego, że jednak człowiek przywiązywał się nawet do przypadkowych skoków w bok
Oczywiście oprócz Kiry. 
Ta była niewzruszona na drugiego człowieka i Daisy myślała o tym nawet stojąc w kolejce i czekając na hot-doga z sosem tysiąca wysp, który zamówiła dla dziennikarki. Długimi, smukłymi palcami sunęła po stoisku z gazetkami, przyglądając się najnowszemu wydaniu Toronto Sun, kiedy przez jedno z okien zobaczyła jak do jej samochodu podchodzi… menel. 
Gość miał całe porwane ciuchy i stukał brudnymi paluchami w szybę auta. Whitmore momentalnie się wyprostowała, spoglądając na to wszystko z dezaprobatą. Z drugiej strony szybko doszła do wniosku, że przecież Kira nie będzie na tyle głupia, że odpowiadać na ta takie zaczepki i pewnie będzie siedzieć grzecznie w aucie. Jakież wielkie było jej zdziwienie, kiedy po chwili blondynka wysiadła z auta i stanęła sobie obok żula, o czymś z nim dyskutując. 
Daisy złapała w płuca więcej powietrza. Jaja sobie robiła? Od razu odwróciła się do lady, pośpieszając kobietę. Złapała chipsy w zęby, picie pod pachę, ciastka też, fajki do kieszeni i hot-doga do jedynej wolnej dłoni, po czym wybiegła na parking. Minę miała oburzoną, a nogami przebierała tak szybko, jak jeszcze chyba nigdy. 
C… — zaczęła, ale przecież nie miała jak się odezwać, bo w ustach trzymała chipsy. Nachyliła się więc w stronę Finch, żeby przejęła paczkę. — Co ty wyrabiasz? — wyrzuciła w końcu z siebie, gdy miała wolne usta. — Weź wracaj do samochodu — zarządziła, na co menel tylko uniósł wysoko brewki, bo chyba spodziewał się, że Whitmore będzie równie miła co jej koleżanka, a tu takie smutne zaskoczenie! 
Co twoja mama taka pspinana? — zapytał nic sobie nie robiąc z groźnego spojrzenia Daisy w jego kierunku.
Czy ja wyglądam na jej matkę? — przewróciła oczami i nie ma co się czarować — oburzyła się, bo jakby nie patrzeć koleś mocno jej w tamtym momencie ubliżył. Kira przy najlepszych wiatrach wyglądała jakby miała z co najmniej dwadzieścia lat, a to zaś czyniłoby Whitmore praktycznie przed samą czterdziechą. A tego zaś nie potrafiła przeboleć.
Kierowniczko, ale spokojnie — menel wyrzucił wysoko ręce w powietrze i pomachał nimi w obronnym geście. — Ja się tutaj tylko z szanowną panienką umówiłam na szluga, miła taka, powiedziała, że mi kopsnie jednego i pieniążek na browarka — odwróciła się w stronę Finch i machnął do niej paluchem. — Byle nie na chleb! — przypomniał ich mała, słodką obietnicę i znowu się wyszczerzył, ukazując braki w uzębieniu.
Daisy natomiast otworzyła szerzej oczy i spojrzała na Kirę, bo co tu się tak właściwie odprawiało? Pięć minut jej nie było, a ona już sprawdziła sobie jakiegoś bezdomnego, którego teraz będą karmić, napalać i upijać.
W y ś m i e n i c i e.


:stickfoch:

let me take you home

: sob sie 29, 2026 6:23 pm
autor: kira finch
Nie widziała niczego złego w traktowaniu seksu wyłącznie jako czegoś fizycznego. W końcu czy właśnie taki nie był? Dawał upust emocjom, pozwalał rozładować napięcie i zaspokoić potrzeby, bez konieczności dorabiania do tego całej historii o wielkiej miłości, wyjątkowej więzi i wspólnej przyszłości. Nie trzeba było przecież znać kogoś od lat, żeby po prostu pójść z nim do łóżka. Czy przez to Kira traktowała kobiety przedmiotowo? Może trochę. Nie zamierzała udawać świętej. Z drugiej strony żadnej nie wciskała kitu. Wszystkie dokładnie wiedziały, na co się piszą. Finch grała z nimi w otwarte karty i wykładała kawę na ławę, zanim jeszcze cokolwiek się zaczęło. Nie szukała związku, nie chciała deklaracji, wspólnego budzenia się co rano ani wiadomości na dzień dobry i dobranoc. Chciała seksu. Tylko i aż. I nie widziała powodu, żeby robić z tego coś bardziej skomplikowanego. Skoro obie strony wiedziały, jakie są zasady, to gdzie właściwie leżał problem? Kira dostawała to, czego chciała, a one dostawały to, po co same do niej przychodziły. I - co najważniejsze - nie wypuszczała ich z łóżka niezaspokojonych. Wręcz przeciwnie. Starała się, żeby każda wychodziła stamtąd z przekonaniem, że zmarnowała czas na wszystko inne, a powinna była zrobić to znacznie wcześniej. Jeśli już zawierały taki układ, to przynajmniej uczciwy. Według niej to było fair. Nie oczekiwała natomiast, że Daisy będzie w stanie to zrozumieć. Właściwie nawet się temu nie dziwiła. Whitmore najwyraźniej potrzebowała do seksu całej tej emocjonalnej otoczki, której Kira za cholerę nie potrafiła pojąć. Dla jednej osoby było to coś więcej, dla drugiej zwyczajnie przyjemny sposób na spędzenie kilku godzin. Nie każdy musiał patrzeć na to w ten sam sposób. Finch też nie zamierzała nikogo do tego przekonywać. Mogła co najwyżej wzruszyć ramionami i uznać, że niektóre rzeczy najwyraźniej były dla ludzi zdecydowanie zbyt skomplikowane. Albo odwrotnie - to inni niepotrzebnie je komplikowali.
Gawędziła sobie w najlepsze z panem żulem, kiedy ponad jego ramieniem dostrzegła menadżerkę. Dlaczego miała wrażenie, że była jakaś rozjuszona?
Co? — spojrzała na nią ze zdezorientowaniem. — Nigdzie nie wracam, bo powiedziałam, że poczęstuję pana papierosem, a nie jestem przecież gołosłowna — wskazała głową na menela. Jeszcze chwila i zostaną najlepszymi przyjaciółmi.
Nie mogła powstrzymać uśmiechu, kiedy facet określił Daisy mianem jej matki. Nie miała pojęcia dlaczego, ale strasznie ją to rozbawiło. Trzeba jednak przyznać, że byłaby z niej hot mamuśka.
A nie, to jest moja koleżanka — sprostowała i spojrzała mętnym wzrokiem na Whitmore. — Nie dąsaj się, nie miał niczego złego na myśli. Prawda... — wróciła oczami do szanownego żula.
Doug — odparł wesoło i pokłonił się nisko. — Kierowniczki są bardzo pięknymi kobietami. Ja naprawdę nie chcę w niczym przeszkadzać. I jestem bardzo mocno za równością. Każdy zasługuje na miłość — dodał i wyciągnął rękę, czekając na obiecanego papierosa. Niewiarygodne, że nawet menel brał je za parę.
Finch przejęła od menadżerki paczkę, wyciągnęła z niej trzy szlugi i podała je Dougowi. Patrzcie ją, jaka była hojna!
Dobra, Doug. To idź sobie kupić sobie to piwko, co? Tylko ten, popraw sobie czapkę, żebyś wyglądał jak elegancki dżentelmen — zachęciła go uśmiechem, a on jak na zawołanie sięgnął do swojego kaszkietu, który najpierw zdjął, żeby znów się pięknie ukłonić. Ależ był z niego menel z klasą!
Dziękuję serdecznie i życzę paniom cudnego wieczoru. Całuję rączki — pożegnał się kulturalnie i oddalił w stronę sklepu na stacji.
Kira odprowadziła go wzrokiem i już miała umieściła sobie fajkę w ustach. Już miała ją odpalić, ale dostrzegła spojrzenie niezbyt przychylne spojrzenie Daisy, więc westchnęła tylko pod nosem i posłusznie wsiadła do samochodu.

Daisy 🌼

let me take you home

: pn sie 31, 2026 10:39 pm
autor: Daisy Whitmore
Może faktycznie zareagowała być niechętnie względem menela, ale z drugiej strony, jak miała zareagować? Trzeźwa była. Może gdyby jej organizm trwał w tak mocnym upojeniu jak ten Kiry, nawet zbiłaby mu piąteczkę i zapytała, jak tam połowy w śmietnikach tego pięknego wieczoru. Ale nie była. Była trzeźwiutka i wyjątkowo niechętna na zawieranie nowych znajomości z bezdomnymi, czego nie można było powiedzieć o Finch.
Nie dość, że stała sobie z gościem przy jej samochodzie jak z najlepszym ziomkiem, to jeszcze chciała częstować go fajkami. Przecież taki teraz za nic się od nich nie odczepi. Aż posłała blondynce karcące spojrzenie… trochę jak ta matką, za którą ją wziął. Może faktycznie pasowała swoją nadopiekuńczością na rodzicielkę? Może to by wyjaśniało, czemu w jej głowie kłębiły się już te czarne scenariusze, w których menel wskakuje im do samochodu, albo chce je okraść.
Chociaż trzeba było przyznać, że im dłużej tam stały, a on tak spokojnie się do niej odzywał i jeszcze kłaniał nisko, raczej nie sprawiał wrażenia niebezpiecznego. Nie zmieniało to jednak faktu, że Whitmore nie była zadowolona z towarzystwa. Przewróciła oczami na uwagę o tym jak to każdy zasługuje na miłość, bo czemu każdy brał je za parę? Kompletnie tego nie rozumiała, dlatego lekko nadąsana rzuciła w końcu paczkę czerwonych fajek w stronę Finch i obserwowała jak ta daje mu całe trzy papierosy.
Paaaani kochana!! — rzucił zadowolony, a oczy to zaświeciłyby mu się co najmniej jak dziecku podczas odpakowywania prezentów na gwiazdkę. — Rączki bym normalnie ucałował, ale zębów nie myłem od jakiś dwóch tygodni, więc mogę jedynie ukłonić się nisko — wtrącił z wielkim uśmiechem na ustach, ponownie wykonując dygnięcie. Tak się wygiął, że aż się zachwiał i odbił od dystrybutora. Diasy nawet w naturalnym odruchu chciała do niego sięgnąć i go przytrzymać, ale przecież typ się nie był pół miesiąca, wiec w ostatniej chwili zwątpiła. Całe szczęście poradził sobie sam.
Na uwagę Kiry poprawił kaszkiecik, a potem wcisnął papierochy do kieszeni obskurnej kurtki i oddalił się w stronę ławeczki, na której siedział równie obdarty gościu i patrzył w ich stronę. No pięknie. Whitmore już widziała oczami wyobraźni, jak zaraz drugi tu przyjdzie i będzie żebrać.
Niech wam to Bóg w dzieciach wynagrodzi!!! — krzyknął jeszcze na odchodne menel, a tamten w tym samym czasie wstał z ławki i skierował się w ich kierunku.
Jedziemy stąd — warknęła zdesperowana i z impetem odwróciła się w stronę Kiry, która… już miała w ustach papierosa. Daisy od razu sięgnęła do jej ust i muskając przy okazji jej wargi, szarpnęła za filter. — Zapalisz sobie pod domem, no dawaj — ponagliła ją. Naprawdę jeden bezdomny jak na jeden wypad im wystarczył, a poza tym, nawet nie było wiadomo, czy ten będzie tak miły jak poprzedni.
Upewniła się, że Finch znalazła się w pojeździe, po czym obiegła auto i załadowała się do auta. Gość przed maską przyśpieszył kroku i prawie na nie wpadł, ale Whitmore w ostatniej chwili wbiła wsteczny i z piskiem opon wycofała. Przyhamowała, przełączyła na jedynkę i ruszyła prosto w stronę wyjazdu ze stacji, dopiero teraz tak jak wcześniej prosiła ją Kira dając gaz do dechy.
Ale z ciebie magnes na meneli — rzuciła pod nosem, kiedy już jechały w stronę domu Finch, raz po raz zaglądając w jej kierunku. — Kupiłam ci tez chipsy i sok — wtrąciła, wskazując na deskę rozdzielczą, na którą walnięte leżały wszystkie zakupy.

kira :stickblep:

let me take you home

: wt wrz 01, 2026 12:07 am
autor: kira finch
A to, że Daisy była trzeźwa jak świnia, nie było absolutnie winą Kiry. Mogła się przecież upić, to może wtedy też zawarłaby takie wspaniałe znajomości! Finch wychodziła z założenia, że ze wszystkimi trzeba trzymać sztamę, niezależnie od statusu materialnego. Każdemu mogła się przecież noga podwinąć, co nie? Może taki pan menel wiódł kiedyś piękne życie, dopóki nie roztrwonił oszczędności, nie zdradził żony i nie porzucił dzieci na pastwę losu? Różnie to w życiu bywało. Teraz miały jednak doskonały przykład na to, że nie ocenia się książki po okładce. Niby taki kocmołuch przypałętał się do niebieskiej Audicy, a tu proszę bardzo - chłop okazał się całkiem porządnym kawalerem. Tu się ukłonił, tam puścił oczko, a gdzie indziej uśmiechnął się, prezentując światu swój wybrakowany ząb na przedzie. Kira nie potrzebowała wiele więcej, żeby uznać, że człowiek był swój.
Żul pożegnał się kulturalnie z zamiarem zakupu piwka, na które Finch sypnęła mu trochę drobnych. Dałaby więcej, ale nie miała przy sobie gotówki. Może powinna z nim pójść i kupić mu bardziej luksusowy trunek? Może jakiegoś Jacka Danielsa? Facet pewnie oszalałby ze szczęścia i nie tylko chciałby ucałować jej rączkę, ale też o rękę ją poprosił.
Skrzywiła się trochę na okrzyk o dzieciach. A czemu im tak brzydko życzył? No tego, to się po nim szczerze nie spodziewała. Ale skąd mógł wiedzieć, że Kira nie lubi dzieci i nie chce mieć własnych? Nie mógł wiedzieć, bo Whitmore strasznie go pospieszała. I ją zresztą też, o czym świadczył wyrwany papieros z spomiędzy ust.
Ej! — żachnęła się, ale nie powiedziała już nic więcej. Po prostu usadowiła się wygodnie w fotelu pasażera i zapięła pas. Schowała papierosa z powrotem do paczki i zerknęła z ukosa na menadżerkę, która wycofała samochód i wyjechała z parkingu spod stacji na ulicę, która prowadziła do domu Finch. Sięgnęła do radia i wyszukała pierwszą lepszą stacji. Z głośników popłynęło Barbie Girl, a Aqua śpiewała o byciu Barbie w Barbie świecie.
Jestem magnesem na wszystkich — podkreśliła, wygrzebując z kieszeni telefon, żeby sprawdzić powiadomienia, ale bateria była kompletnie rozładowana. Westchnęła ciężko, odkładając go na kolana. — Dziękuję, jesteś najlepszą dziewczyną na świecie — powiedziała, od razu chwytając za sok. Zanim jednak odkręciła butelkę, zamrugała kilkakrotnie, dopiero po chwili zdając sobie sprawę z tego, co właśnie powiedziała. — W sensie kobietą. Człowiekiem. Tak, jesteś dobrym człowiekiem, Daisy — pokiwała entuzjastycznie głową i wystawiła palec przed siebie, wskazując na boczną uliczkę. — Jak pojedziesz tędy, to zaraz znajdziemy się pod moim domem. Nie, czekaj, jak skręcisz o tu — poprawiła się, wskazując na drugą stronę. Nic dziwnego, że jazda po alkoholu była kategorycznie zakazana, przecież nie szło tego ogarnąć.
Upiła kilka łyków soku i wgryzła się w hot-doga. Sos wyciekł z bułki wprost na jej koszulkę, ale Kira niespecjalnie przejęła się tym faktem. I tak zamierzała się przebrać w koszulkę, bo pachniała perfumami tamtej dziewczyny z baru, a ta woń jakoś drażniła jej nozdrza. Pewnie dlatego, że zapach był za słodki i sama nigdy nie spryskałaby się podobym.

Daisy 🌼