Strona 2 z 2

I shouldn't be jealous, you aren't even mine

: wt wrz 01, 2026 7:57 pm
autor: Sonny Radwell
Sonny nie miał pojęcia o tym, że jej sprawy też mogły wymknąć się spod kontroli. Pomimo jednej drobnej wpadki zdawała się trzymać ich pierwotnych założeń, w końcu to nie Radwell, a inny mężczyzna był jej partnerem na poważnie. Za to w życiu blondyna nie było nikogo poza Lacey, bo żadna inna kobieta nie interesowała go tak, jak ona. Dlatego mimo że mógł robić, co mu się żywnie podobało, nie był w stanie zaangażować się w żadną inną znajomość, choć może powinien, skoro miał tak silną potrzebę bycia traktowanym poważnie. Tego nie miał znaleźć u boku Tadwell, teraz już to rozumiał – dobitnie dała mu to do zrozumienia jej decyzja powrotu do byłego.
Dlatego teraz zachowywał się tak dziwnie. Nie potrafił pogodzić się z jej decyzją, a jednocześnie wiedział, że musiał. Podobnie jak musiał nabrać dystansu i nieco się od niej odsunąć, żeby znów mieć zdrowe podejście do tej znajomości, ponieważ to, że zachowywali się czasem jak para, namieszało mu w głowie do tego stopnia, że teraz pozwalał łamać sobie serce.
Ale nie umiał o tym wszystkim powiedzieć Lacey, ponieważ przeczuwał, że prawda ją odsunie do niego. Podejrzewał, że jej łatwiej przyjdzie postawić na nich kreskę, gdy zrozumie, że on nie miał niczego pod kontrolą i pozwolił, żeby jego uczucia poszły w niewłaściwym kierunku.
Dlatego kręcił, mając nadzieję, że to pozwoli mu uniknąć powiedzenia tego, co działo się naprawdę. Ale prędko zrozumiał, że Tadwell nie miała kupić jego kłamstw. Za dobrze go znała. W dodatku powiedziała coś, po czym się przestraszył, bo nie chciał, żeby pomyślała, że nie chce mieć z nią kontaktu – tego by nie zniósł.
Kiedy jednak przyszło do powiedzenia prawdy… Czuł się bardzo niekomfortowo. I złościł się, chociaż sam już nie wiedział na kogo. Ale miało to odbić się na Lacey. – Po prostu nie wiedziałem, że wróciłaś do swojego byłego – powiedział, patrząc jej teraz prosto w oczy ze złością, której nie był w stanie ukryć. – Zaskoczyło mnie to, gdy zobaczyłem was wczoraj na mieście. I poczułem się dziwnie, jak napisałaś do mnie zaraz po tym, jak byłaś z nim – wzruszył ramionami, gdy wyrzucił z siebie to, co go gryzło. Nie nazywał swoich uczuć, ale łatwo było się domyślić, czym one były. Wystarczy zastanowić się nad jego zachowaniem od wczoraj.
Ale nie przemilczał nawet tego, jak kłopotliwe? Poniżające? A może takie i takie, było dla niego to, że po tym, jak prowadziła normalne życie ze swoim facetem i go przed nikim nie ukrywała, kontaktowała się z nim – gościem, do którego nigdy by się nie przyznała, nawet jak byłaby sama. Teraz pomyślał, że nie zrobiłaby tego nawet wtedy, gdy on by tu już nie pracował, przez co poczuł się jeszcze gorzej.
Można więc powiedzieć, że był zazdrosny nie tylko o to, że inny mężczyzna był przy niej, ale też o to, że jego się nie wstydziła i chwaliła się nim przed światem.

Lacey Tadwell

I shouldn't be jealous, you aren't even mine

: sob wrz 05, 2026 10:52 am
autor: Lacey Tadwell
Sama nie była pewna, jak dalej potoczy się kwestia jej związku. Nie miała pewności, że danie sobie kolejnej szansy rzeczywiście przyniesie zakładany efekt, a ona zapragnie realnie zaangażować się w związek ze swoim partnerem. Prawdę powiedziawszy powinna być świadoma tego, że nic z tego nie wyjdzie, skoro według rozmowy, którą wczoraj z tym stoczyła, on gotów był wycofać się ze swojej wcześniejszej propozycji.
Chciał zapomnieć o otwartym związku, a Lacey nie była pewna, czy sama zdołałaby się jeszcze z tego wycofać.
Kiedy się nad tym zastanawiała, wróciła myślami do tego, jak paskudnie czuła się, kiedy przez pewien czas nie spotykała się z Sonnym. Ostatecznie przecież wróciła do niego, robiąc to bardzo szybko, ponieważ to właśnie przy nim czuła się ze sobą dobrze. Zapewniał jej komfort, którego nie był w stanie zagwarantować jej nikt inny i nigdy nie sprawił, że poczuła się ze sobą gorzej.
Lgnęła do niego, bo dawał jej wszystko to, czego potrzebowała, ale jednocześnie starała się ignorować to, że on oczekiwał od niej w i ę c e j.
Była cholerną egoistką, ale nie potrafiła i nie chciała się z tego wycofać.
Wiedziała jednak, że p o w i n n a, co po raz kolejny uderzyło w nią, kiedy Sonny tak jawnie okazywał jej swoją z a z d r o ś ć. O to z kolei zaczynała złościć się na niego, w ten sposób czując się tak, jakby próbował zepsuć coś, co przecież w jej oczach tak dobrze się sprawdzało.
Wypuściła głośniej powietrze i na krótką chwilę przymknęła powieki. — Wiedziałeś na co się piszesz, Sonny — przypomniała mu, ponieważ od samego początku była z nim szczera. Może nie powiedziała mu wszystkiego od razu… Prawdę powiedziawszy nie powiedziała mu nic, ale przecież tego on sam się domyślił. Ona zresztą dała mu to do zrozumienia, komunikując wówczas, że między ich dwójką musiały istnieć g r a n i c e.
Szkoda tylko, że oboje bezustannie je przekraczali.
Ściągnęła ku sobie brwi, zdając sobie sprawę z jeszcze jednej rzeczy, która teraz nie chciała dać jej spokoju. — Skąd w ogóle wiesz, że zerwaliśmy? — zapytała, z jakiegoś powodu nie myśląc o jego siostrze, choć przecież to połączenie powinno wydać jej się oczywiste. Nie sądziła po prostu, że mogliby o niej ze sobą rozmawiać, bo przecież starsza Radwell nie wiedziała o nich n i c. Według jej wyobrażeń powinni być dwójką obcych sobie ludzi, których punktem wspólnym była właśnie ona.
Zresztą, skoro o wszystkim wiedział, dlaczego do tej pory nie zająknął się o tym nawet słowem?

Sonny Radwell