mixing two flavours together
: wt sie 25, 2026 9:16 pm
Cisza go nie przeraża. Nie teraz, choć był taki czas, kiedy wił się pod nią w agonii – kiedy nie znosił jej tak bardzo, że śmiał się, krzyczał i paplał o byle czym tylko po to, by się jej pozbyć, byle zagłuszyć wszystko to, co działo się w jego głowie. Tamten Eliel Saynsberry jednak jest już przeszłością; na jego miejscu zastępuje go ktoś spokojny, ktoś kto nie podnosi głosu nawet po to, aby zwrócić na siebie uwagę przechodzącego drugą stroną ulicy znajomego; ktoś, kogo Elmo jeszcze nie do końca rozumie, ale kto na pewno pasuje do ciszy.
Zwłaszcza takiej. Nienatarczywej, niewymuszonej i w pewien sposób poufałej.
Wrażenie, że może nie powinien czuć się przy Kennym tak swobodnie, jest jak nagły błysk światła. Ostre i nieprzyjemne, ale znika, gdy tylko Elmo odwraca wzrok od spokojnie sączącego swoje piwo Kendalla i skupia się na czterech, mikroskopijnych okruszkach, które leżą w najbliższym mu rogu stołu. Gdyby były punktami w polegającej na ich łączeniu łamigłówce, ułożyłyby się w całkiem foremny, zgodny z zasadami geometrii płaskiej romb.
Elmo wyciąga rękę i przesuwa dwa znajdujące się po lewej stronie okruszki w taki sposób, aby zmienić go w kwadrat. To powolny, mało zamaszysty ruch, który mimo wszystko przywraca go do stanu względnego spokoju, jednocześnie prawdopodobnie umykając uwadze Kenny’ego.
Uśmiecha się blado na jego bezpośrednie założenie jakiejś przypisanej do Eliela odwagi. Sam na pewno nie nazwałby siebie śmiałym. Przynajmniej nie teraz, co znowu sprawia, że rośnie w nim przerażająca świadomość rozbieżności pomiędzy tym kim jest, a tym kim był jeszcze dwa lata wcześniej.
– Nie wiem – odpowiada niemrawo, ale też się uśmiecha. Uśmiech, który maluje się na ustach Kendalla bardzo do niego pasuje; Elmo zatem próbuje go naśladować. Jednocześnie zastanawia się, czy jemu też jest z nim do twarzy. – Zazwyczaj jednak trochę się boję – mówi. Od razu zdaje sobie sprawę z tego, że pozostawienie tego zdania w taki sposób jest niezręczne, więc łapie za butelkę z piwem i dodaje: – Wszystkiego. Głównie chyba swoich wyobrażeń.
W końcu brzmi to jak coś, do czego nie musi już nic dodawać. Jest również całkowitą, tylko trochę zawstydzającą prawdą.
Pan Bulwa. Skupiona twarz rozjaśnia się w zrozumieniu. Widzi to. Może nawet pasuje do Kendalla bardziej niż Cienki.
– Może trochę pasujesz – przyznaje powoli. – Ale wydaje mi się, że nie jesteś aż tak cyniczny jak on – uważnie waży słowa. Nie mają ze sobą do czynienia na tyle często, aby Elmo wygłaszał na temat Kenny’ego pewne osądy. – Tak czy siak, zgadzam się. Sage to stuprocentowa Jessie – śmieje się, kiwając głową. Nagle, z zaglądającą do ich konwersacji narzeczoną, czuje się na swoim miejscu lepiej. Naturalniej. I prawie wierzy, że ten jeden wieczór nie zmieni w dynamice ich trójki zupełnie niczego.
Prawie.
Unosi spojrzenie na Kenny’ego i zaraz znów je odwraca. Wydaje się, że temat, w który wkraczają jest czymś, o czym nie powinni mówić. Czymś, co robią (albo robili; nie jest pewien, czy ten jednorazowy incydent nie zachwieje ich przyjaźnią), ale o czym nie rozprawiają na głos.
– Nie, nie o to chodzi – mówi od razu. Albo z przejęcia nie zauważa rozbawienia Kenny’ego, albo zachowawczo i stuprocentowo świadomie je koryguje. Tak na wszelki wypadek. – Po prostu przeszło mi przez myśl, że być może… Może to coś, co chciałeś zrobić bardziej ze względu na nią niż na siebie – wyjaśnia, odkładając w połowie pustą butelkę na stół i składając na nim ręce. – Co wcale nie oznacza niczego złego, bo, no wiesz, w związkach czasami tak bywa, że robisz coś dla kogoś, ale chyba… – Bierze oddech. – Chyba nie chciałabym się między was wtrącać, gdyby pojawił się jakiś problem albo… Albo być źródłem tego problemu.
Od wygłaszania głupot kręci mu się w głowie. Przesuwa się na siedzeniu swojego krzesła i delikatnie odchyla się do tyłu.
– Mi… tak. To znaczy czułem się… – Zamyka oczy. Gdy wyobraża sobie, że Kendall na niego nie patrzy, jest mu łatwiej. – Czułem się dobrze. I dziwnie, to też. Głównie dlatego, że nie wiedziałem, czy wszyscy tego chcemy. Ja chciałem. – Bełkocze czy tylko mu się wydaje? – Z Sage i z tobą – doprecyzowuje, żeby nie pozostawić Kenny’emu żadnych złudzeń i dopiero wtedy otwiera oczy. Okazuje się, że to beznadziejny pomysł. – Myślałem tylko, że ty możesz nie chcieć i to dlatego chyba… starałem się pilnować.
Nie wyjaśnia w jakiej kwestii. Kenny raczej wie. Przecież tam był. W tym samym pokoju, w tym samym czasie, w tym samym łóżku. Elmo myśli, że może powinien powiedzieć to wszystko na głos, ale dławi go poczucie, iż chociaż pozwolił sobie już na zbyt dużo słów, nic dalej nie jest rozwiązane, a Kendall patrzy na niego w sposób, którego Elmo nawet nie byłby w stanie nazwać.
kendall weavers
Zwłaszcza takiej. Nienatarczywej, niewymuszonej i w pewien sposób poufałej.
Wrażenie, że może nie powinien czuć się przy Kennym tak swobodnie, jest jak nagły błysk światła. Ostre i nieprzyjemne, ale znika, gdy tylko Elmo odwraca wzrok od spokojnie sączącego swoje piwo Kendalla i skupia się na czterech, mikroskopijnych okruszkach, które leżą w najbliższym mu rogu stołu. Gdyby były punktami w polegającej na ich łączeniu łamigłówce, ułożyłyby się w całkiem foremny, zgodny z zasadami geometrii płaskiej romb.
Elmo wyciąga rękę i przesuwa dwa znajdujące się po lewej stronie okruszki w taki sposób, aby zmienić go w kwadrat. To powolny, mało zamaszysty ruch, który mimo wszystko przywraca go do stanu względnego spokoju, jednocześnie prawdopodobnie umykając uwadze Kenny’ego.
Uśmiecha się blado na jego bezpośrednie założenie jakiejś przypisanej do Eliela odwagi. Sam na pewno nie nazwałby siebie śmiałym. Przynajmniej nie teraz, co znowu sprawia, że rośnie w nim przerażająca świadomość rozbieżności pomiędzy tym kim jest, a tym kim był jeszcze dwa lata wcześniej.
– Nie wiem – odpowiada niemrawo, ale też się uśmiecha. Uśmiech, który maluje się na ustach Kendalla bardzo do niego pasuje; Elmo zatem próbuje go naśladować. Jednocześnie zastanawia się, czy jemu też jest z nim do twarzy. – Zazwyczaj jednak trochę się boję – mówi. Od razu zdaje sobie sprawę z tego, że pozostawienie tego zdania w taki sposób jest niezręczne, więc łapie za butelkę z piwem i dodaje: – Wszystkiego. Głównie chyba swoich wyobrażeń.
W końcu brzmi to jak coś, do czego nie musi już nic dodawać. Jest również całkowitą, tylko trochę zawstydzającą prawdą.
Pan Bulwa. Skupiona twarz rozjaśnia się w zrozumieniu. Widzi to. Może nawet pasuje do Kendalla bardziej niż Cienki.
– Może trochę pasujesz – przyznaje powoli. – Ale wydaje mi się, że nie jesteś aż tak cyniczny jak on – uważnie waży słowa. Nie mają ze sobą do czynienia na tyle często, aby Elmo wygłaszał na temat Kenny’ego pewne osądy. – Tak czy siak, zgadzam się. Sage to stuprocentowa Jessie – śmieje się, kiwając głową. Nagle, z zaglądającą do ich konwersacji narzeczoną, czuje się na swoim miejscu lepiej. Naturalniej. I prawie wierzy, że ten jeden wieczór nie zmieni w dynamice ich trójki zupełnie niczego.
Prawie.
Unosi spojrzenie na Kenny’ego i zaraz znów je odwraca. Wydaje się, że temat, w który wkraczają jest czymś, o czym nie powinni mówić. Czymś, co robią (albo robili; nie jest pewien, czy ten jednorazowy incydent nie zachwieje ich przyjaźnią), ale o czym nie rozprawiają na głos.
– Nie, nie o to chodzi – mówi od razu. Albo z przejęcia nie zauważa rozbawienia Kenny’ego, albo zachowawczo i stuprocentowo świadomie je koryguje. Tak na wszelki wypadek. – Po prostu przeszło mi przez myśl, że być może… Może to coś, co chciałeś zrobić bardziej ze względu na nią niż na siebie – wyjaśnia, odkładając w połowie pustą butelkę na stół i składając na nim ręce. – Co wcale nie oznacza niczego złego, bo, no wiesz, w związkach czasami tak bywa, że robisz coś dla kogoś, ale chyba… – Bierze oddech. – Chyba nie chciałabym się między was wtrącać, gdyby pojawił się jakiś problem albo… Albo być źródłem tego problemu.
Od wygłaszania głupot kręci mu się w głowie. Przesuwa się na siedzeniu swojego krzesła i delikatnie odchyla się do tyłu.
– Mi… tak. To znaczy czułem się… – Zamyka oczy. Gdy wyobraża sobie, że Kendall na niego nie patrzy, jest mu łatwiej. – Czułem się dobrze. I dziwnie, to też. Głównie dlatego, że nie wiedziałem, czy wszyscy tego chcemy. Ja chciałem. – Bełkocze czy tylko mu się wydaje? – Z Sage i z tobą – doprecyzowuje, żeby nie pozostawić Kenny’emu żadnych złudzeń i dopiero wtedy otwiera oczy. Okazuje się, że to beznadziejny pomysł. – Myślałem tylko, że ty możesz nie chcieć i to dlatego chyba… starałem się pilnować.
Nie wyjaśnia w jakiej kwestii. Kenny raczej wie. Przecież tam był. W tym samym pokoju, w tym samym czasie, w tym samym łóżku. Elmo myśli, że może powinien powiedzieć to wszystko na głos, ale dławi go poczucie, iż chociaż pozwolił sobie już na zbyt dużo słów, nic dalej nie jest rozwiązane, a Kendall patrzy na niego w sposób, którego Elmo nawet nie byłby w stanie nazwać.
kendall weavers