the end of all our troubles
: ndz sie 30, 2026 11:30 pm
Nie zgadzał się z nią. Jakoś nie wystarczało nikomu. Zwykle jeśli Lucien się w coś angażował, to starał się przyłożyć do tego w stu procentach. Według niego robienie czegoś na pół gwizdka było brakiem szacunku dla drugiej strony. A on nie mógł spełnić wszystkich oczekiwań, jakie stawiało przed nim bycie w związku. Wiedział, że prędzej czy później takie nastąpią, a myśl, że mógłby zawieść Zoyę, przyprawiała go o ból żołądka. Mieli siebie nie ranić, obiecał jej to. Umowa miała być swego rodzaju osłodą.
W natłoku tych myśli nawet nie skupił się na tym, co ukryte było między jej słowami — że wierzyła, że on by jej wystarczył. Wolał przemyśleć wszystkie kłębiące się w nim obawy.
Te zaraz ustąpiły miejsca zupełnie innym, które przyniosły mu nieoczekiwane informacje. W głowie miał mętlik, który usilnie starał się przetworzyć i jednocześnie zapobiec okazaniu przed ciemnowłosą, jak wiele działo się w środku niego.
Nagły telefon był kolejnym przeszkadzaczem, który budził w nim irytację. Wyglądało na to, że świat najwyraźniej się na niego uwziął. Nie zamierzał odebrać. Ale to, co usłyszał po chwili, wbiło go w fotel.
Najlepiej będzie, jeżeli wrócimy do tego, co było, zanim się poznaliśmy. Najlepiej dla kogo? Pytanie cisnęło mu się na usta, ale był tak zdezorientowany, a dźwięk przychodzącego połączenia tak nieznośnie dzwonił mu w uszach, że nie potrafił z siebie wykrzesać nawet słowa. Zamiast tego mimowolnie zacisnął mocniej szczęki.
Była w ogromnym błędzie, uważając, że jej uczucia były jednostronne. Niestety, on zaczynał się upewniać, że z jego perspektywy wyglądało to tak samo. Jej upór w oczach potwierdzał jego obawy: to koniec.
Chciała zakończyć ich znajomość i uciec. Kpina w jej głosie i kolejna wzmianka o umowie była następną szpilką, którą bez wahania w niego wbiła, wprawiając go w jeszcze większe wyrzuty sumienia.
— To nie tak — zaczął, ale brakowało mu słów. Lucienowi Spencerowi, jednemu z najbardziej charyzmatycznych kierowców w GT brakowało słów, żeby dowieść swojej racji.
Chciał dobrze. A wyszło jak zwykle, bo zatrzymywały go zobowiązania, które traktował priorytetowo. Starał się myśleć o wszystkim, ale według niej myślał tylko o karierze i własnych przekonaniach. W pewnym sensie miała rację.
Z tym, że to już było bez znaczenia. Świadczyła o tym pewność w głosie, gdy usłyszał, że dla niej to koniec. To zabrzmiało bardzo definitywnie. Jakby nic, co działo się w przeciągu tych ostatnich dwóch tygodni przestało się dla niej liczyć.
W tym momencie dotarło do niego to, o czym mówiła wcześniej — najwyraźniej weszła w to wszystko, bo tak wypadało. A kiedy sytuacja uległa zmianie, uwolniła się od brzemienia, nie widząc sensu w kontynuowaniu tej relacji. Ich bańka prysnęła. Zoya otrzeźwiała i postanowiła wrócić do swojego świata.
A on był głupcem, myśląc, że wszystko, co poczuł w jej obecności, było prawdziwe.
— Ciebie również — powiedział cicho, kontrolując swój głos, żeby nie usłyszała nagłego smutku i rozczarowania, który opanował jego umysł.
Skoro tego chciała, nie mógł postąpić inaczej, jak pozwolić jej odejść.
Kiedy wyszła z auta, nastąpiła chwilowa cisza, która z każdym ciężkim oddechem zaczynała go łamać. Wtedy też telefon ponownie się rozdzwonił.
Trzeci raz pod rząd. To było ważne, przemknęło mu przez myśl, na co zamrugał pospiesznie, próbując się otrząsnąć z nadmiaru niechcianych emocji, po czym odetchnął ciężko i w końcu nacisnął zieloną słuchawkę.
Powrót do obowiązków był najlepszym, co mógł w tej chwili zrobić.
Musiał czymś się zająć.
Zoya Weasley
KONIEC
W natłoku tych myśli nawet nie skupił się na tym, co ukryte było między jej słowami — że wierzyła, że on by jej wystarczył. Wolał przemyśleć wszystkie kłębiące się w nim obawy.
Te zaraz ustąpiły miejsca zupełnie innym, które przyniosły mu nieoczekiwane informacje. W głowie miał mętlik, który usilnie starał się przetworzyć i jednocześnie zapobiec okazaniu przed ciemnowłosą, jak wiele działo się w środku niego.
Nagły telefon był kolejnym przeszkadzaczem, który budził w nim irytację. Wyglądało na to, że świat najwyraźniej się na niego uwziął. Nie zamierzał odebrać. Ale to, co usłyszał po chwili, wbiło go w fotel.
Najlepiej będzie, jeżeli wrócimy do tego, co było, zanim się poznaliśmy. Najlepiej dla kogo? Pytanie cisnęło mu się na usta, ale był tak zdezorientowany, a dźwięk przychodzącego połączenia tak nieznośnie dzwonił mu w uszach, że nie potrafił z siebie wykrzesać nawet słowa. Zamiast tego mimowolnie zacisnął mocniej szczęki.
Była w ogromnym błędzie, uważając, że jej uczucia były jednostronne. Niestety, on zaczynał się upewniać, że z jego perspektywy wyglądało to tak samo. Jej upór w oczach potwierdzał jego obawy: to koniec.
Chciała zakończyć ich znajomość i uciec. Kpina w jej głosie i kolejna wzmianka o umowie była następną szpilką, którą bez wahania w niego wbiła, wprawiając go w jeszcze większe wyrzuty sumienia.
— To nie tak — zaczął, ale brakowało mu słów. Lucienowi Spencerowi, jednemu z najbardziej charyzmatycznych kierowców w GT brakowało słów, żeby dowieść swojej racji.
Chciał dobrze. A wyszło jak zwykle, bo zatrzymywały go zobowiązania, które traktował priorytetowo. Starał się myśleć o wszystkim, ale według niej myślał tylko o karierze i własnych przekonaniach. W pewnym sensie miała rację.
Z tym, że to już było bez znaczenia. Świadczyła o tym pewność w głosie, gdy usłyszał, że dla niej to koniec. To zabrzmiało bardzo definitywnie. Jakby nic, co działo się w przeciągu tych ostatnich dwóch tygodni przestało się dla niej liczyć.
W tym momencie dotarło do niego to, o czym mówiła wcześniej — najwyraźniej weszła w to wszystko, bo tak wypadało. A kiedy sytuacja uległa zmianie, uwolniła się od brzemienia, nie widząc sensu w kontynuowaniu tej relacji. Ich bańka prysnęła. Zoya otrzeźwiała i postanowiła wrócić do swojego świata.
A on był głupcem, myśląc, że wszystko, co poczuł w jej obecności, było prawdziwe.
— Ciebie również — powiedział cicho, kontrolując swój głos, żeby nie usłyszała nagłego smutku i rozczarowania, który opanował jego umysł.
Skoro tego chciała, nie mógł postąpić inaczej, jak pozwolić jej odejść.
Kiedy wyszła z auta, nastąpiła chwilowa cisza, która z każdym ciężkim oddechem zaczynała go łamać. Wtedy też telefon ponownie się rozdzwonił.
Trzeci raz pod rząd. To było ważne, przemknęło mu przez myśl, na co zamrugał pospiesznie, próbując się otrząsnąć z nadmiaru niechcianych emocji, po czym odetchnął ciężko i w końcu nacisnął zieloną słuchawkę.
Powrót do obowiązków był najlepszym, co mógł w tej chwili zrobić.
Musiał czymś się zająć.
Zoya Weasley
KONIEC