who's your daddy, baby?
: ndz wrz 27, 2026 12:59 pm
Jebać to, macham ręką tak jak Madox, bo definitywnie wolę zakończyć ten temat - Okej, czyli to jakaś szycha? A myślisz, że się sprawdzi jako don latino Corleone? Bo wiesz, żeby zaraz ktoś inny nie chciał go wykończyć - wzruszam ramionami. Taka praca na pewno wymagała twardej ręki i może jeszcze twardszej głowy, a już na pewno dupy. Czy Diego sobie da radę? Żeby zaraz się nie okazało, że Noriega rozpęta w Toronto mafijne piekło, gdzie każdy będzie chciał sięgnąć szczytu i poczuć trochę władzy między palcami. Już bywało tu niebezpiecznie, były dzielnice, w które starych zapuszczać się po zmroku, w co dopiero jakby jeszcze doszły do tego jakieś wojny gangów? Stukamy się szklankami i walimy na raz, a potem przechodzimy do tej gadki o senatorze - No myślę, że jakbyś to załatwił odpowiednio dyskretnie to na pewno by na was spojrzał łaskawszym okiem - wzruszam ramionami, bo wiadomo, że takie szychy najbardziej liczą na dyskrecję jak chcą spełniać swoje zwyrolskie fantazje. Chociaż jakby się zastanowić, to nie było przecież aż takie zwyrolskie - Pierdolisz - tym razem to ja się dziwię, bo serio senator zaprasza na swoje bale ludzi pokroju Madoxa? Biznesmenów, polityków, sędziów, prawników, nawet artystów, ale Noriege? Może jednak miał więcej wspólnego z biznesem niż mi się wydawało - Mnie nie zaprosił w tym roku, w zeszłym się tak zajebałem, że próbowałem poderwać jego żonę i chyba mu się nie spodobało, ale nic z tego nie pamiętam ni chuja, potem mi kumpel w pracy opowiadał. Uważaj na szampana, niby drogi, a na drugi dzień miałem takiego kaca po nim, że rzygałem dalej niż widziałem i łeb mnie tak napierdalał, że rozważałem samobójstwo - wywracam oczami, chociaż jak oni tam idą z misją, to raczej nie będą tyle chlać. Ja akurat nie mogę znieść tego bogolskiego pierdolenia na trzeźwo. Ledwie zaczynam wietrzyć, a tu w gabinecie pojawia się sowa i przez kolejne kilka chwil patrzę jak gania się z Madoxem po pomieszczeniu, natomiast w głowie mi gra muzyczka z Benny Hilla. Trochę to śmiesznie wygląda, dopóki sobie nie uświadomię, że - To jest znak - rzucam tajemniczo i o mało się nie zapowietrzam, dobrze, że Noriega reaguje, to zaraz powoli wypuszczam wszystko z płuc i zaczynam gadać dalej - Wiesz co oznacza taka sowa w senniku?! - to akurat nie był sen, ale symbol to symbol - Oznacza szczęście i powodzenie i sukces - kiwam głową - A jak ona spojrzała ci prosto w oczy!!! Widziałeś to? Złapałeś z nią kontakt wzrokowy? - dopytuję, chociaż przecież widziałem, że złapał, nawet jeśli tylko na chwilę - To będzie szło jak po gruzie, ale zakończy się zwycięstwem - dla mnie to ogromne pocieszenie, nawet bym się z nim znowu stuknął szkłem, za powodzenie, ale ta sowa już znowu siedzi na biurku i się dobiera do naszego rumu, najpierw zamacza dziób w jednym naczyniu, a potem w drugim. Marszczę brwi - Dobra, dzwonię do ZOO - decyduję w końcu i szybko znajduję numer w necie, naciskam zielony przycisk. Po drugiej stronie kilka długich sygnałów, aż w końcu ktoś podnosi słuchawkę - Halo? - rzucam od razu, a tam halo?... - Mamy waszą sowę - dodaję, na co męski głos odpowiada - Dobrze, przedstawcie swoje rządania, hehe - unoszę lekko obie brwi, spoglądając na Madoxa, pewnie doskonale wszystko słyszy, bo akurat mam głośnik ustawiony na pełną pizde - Przepraszam, czy to biała sowa? - dopytuje pracownik - Tak, wielka, biała sowa i ona właśnie wypija nam rum - informuję tego pana po drugiej stronie, a on się śmieje - A to Ernest, proszę mu nie dać wypić za dużo, bo potem się awanturuje z innymi ptakami. Proszę także o zachowanie spokoju i nie zbliżanie się do ptaka, czasem gryzie, a dziób sowy jest tak twardy, że jednym kłapnięciem może wydłubać oko, albo rozbić głowę. Albo odgryźć palca, proszę za żadne skarby nie wystawiać do niego palców!... - krzyczy ten chłop, nagle ta sowa znowu się zrywa do lotu i szybuje prosto w moją stronę - Atakuje mnie!!... - wrzeszczę do słuchawki, robię zwód i unik, po czym się chowam za Madoxem, a facet z ZOO gada dalej - Nie, nie atakuje, on pewnie słyszy mój głos w słuchawce, bo ja jestem jego opiekunem - wyjaśnia, po czym woła głośno Ernie, Ernest! To ja!..., na co ptaszysko ponownie kieruje się prosto na nas. Wciągam Madoxa pod biurko - Oszalał pan?! Niech pan do niego nie gada! Proszę przyjechać - podaję mu adres i się rozłączam - Zobacz co on robi - bo ja się nie mam zamiaru wychylać spod blatu, jeszcze rzeczywiście mi wydziobie oczy.
Madox A. Noriega
Madox A. Noriega