one way or another, I'm gonna get ya
: pn sie 31, 2026 10:07 pm
I właśnie po zdaniu nic się nie bój złociutki jego żołądek wykonał obrót. Nie miał choroby lokomocyjnej, ale po kilku mocniejszych skrętach wydawało mu się, że błędnik w głowie zaczyna wariować.
W którymś momencie pomiędzy opuszczeniem parkingu a drugim złamanym przez Kirę przepisem początkowa irytacja ustąpiła miejsca czemuś niebezpiecznie przypominającemu dobrą zabawę. Adrenalina robiła swoje. Motocykl wciąż mieli przed sobą, jego sprzęt znajdował się kilkadziesiąt metrów dalej, a Finch dalej wiedziała co robi, a przynajmniej taką wersję zdarzeń przyjął na własny użytek. Znacznie łatwiej było z nią żyć.
Kiedy posłuchała go i odbiła na asfalt, uśmiechnął się mimowolnie. Ferrari odpowiedziało na gaz natychmiast, wciskając go głębiej w fotel, a Jonas obrócił głowę, śledząc motocykl po drugiej stronie. Plan działał. Nawet lepiej, niż zakładał, bo finalnie zrównali się z nim.
I wtedy Kira otworzyła okno.
Jonas spojrzał na nią. Przez sekundę na jego twarzy nie wydarzyło się absolutnie nic, potem parsknął śmiechem.
Środkowy palec wystawiony przez motocyklistę tylko pogorszył sytuację. Jonas zdążył jeszcze usłyszeć przebrzydłego kotasiarza niemytego i właśnie otwierał usta, żeby poinformować Kirę, że jej zdolności negocjacyjne pozostawiają nieco do życzenia, kiedy poczuł kolejne przyspieszenie.
Wyprzedzili motocykl.
Ferrari skręciło.
Opony zapiszczały tak głośno, że Jonas odruchowo zaparł się dłonią o deskę rozdzielczą, a świat za szybą obrócił się gwałtownie, zanim samochód stanął w poprzek drogi. Motocyklista nie miał już gdzie uciec. Miał za to najwyraźniej bardzo silną potrzebę pozostania przy życiu. Hamulce zapiszczały, tylne koło uciekło, a motocykl położył się na bok, ciągnąc kierowcę za sobą przez ostatnich kilka metrów, aż wylądowali w trawie.
Jonas patrzył przez przednią szybę, czując jak skroń pulsuje.
— Kurwa — moje pole — mój sprzęt — wycedził; oczyma wyobraźni mając przed sobą scenę rozbitych szkieł, zarysowanej obudowy i marnych tłumaczeń. Wskazał dłonią pobocze. — Co to, kurwa, jest? Film akcji? — podobno kanadyjczycy to mili ludzie, a przecież mili ludzie nie kradną cudzego mienia.
Odpiął pas i wysiadł, zanim zdążyła przedstawić mu zapewne bardzo przekonującą argumentację na temat tego, dlaczego właściwie wszystko poszło zgodnie z planem. Adrenalina nadal krążyła mu we krwi, teraz jednak znalazła znacznie konkretniejszy cel. — Zostań przy samochodzie — rzucił jeszcze do Kiry, a następnie wystarczyły dwa kroki, pauza i zerknięcie przez ramię. —Nie wiem, po co w ogóle to powiedziałem — oczywiście, że nie zostanie.
Motocyklista poruszył się w trawie, więc Jonas natychmiast skierował uwagę z powrotem na niego. Nie zamierzał urządzać samosądu za kilka obiektywów, zwłaszcza że facet właśnie przejechał kawałek drogi własnym bokiem. Powiedzmy, że będąc dalej pod wpływem emocji zdecydował się najpierw pochylić nad futerałem, który został mu skradziony i który również przeturlał się kilkanaście razy po jezdni.
Podszedł do niego i podniósł go z ziemi. Kurz. Kilka nowych rys na obudowie. Bał się zaglądać do środka w obawie, co zobaczy, więc postanowił przeciągnąć chwilę.
— Pojebało cię? Wszystko po to by ukraść obiektywy? — zwrócił się do jęczącego w trawie złodzieja, i choć złość nadal w nim buzowała, ludzki odruch nakazywał mu upewnienie się, że z mężczyzną jednak wszystko było w porządku. Nie zamierzał dodawać, że ów łup był koszmarnie drogi. Przecież za pudłem pełnym staroci i bibelotów nie zorganizowaliby pościgu.
— Chyba trzeba wezwać pomoc — zwrócił się do Finch zdecydowanie pytająco, wszak nie miał styczności z takimi potyczkami na co dzień, a ona najwyraźniej dobrze odnajdywała się w środowisku zakrawającym o zagrożenie zdrowia i życia.
kira finch
W którymś momencie pomiędzy opuszczeniem parkingu a drugim złamanym przez Kirę przepisem początkowa irytacja ustąpiła miejsca czemuś niebezpiecznie przypominającemu dobrą zabawę. Adrenalina robiła swoje. Motocykl wciąż mieli przed sobą, jego sprzęt znajdował się kilkadziesiąt metrów dalej, a Finch dalej wiedziała co robi, a przynajmniej taką wersję zdarzeń przyjął na własny użytek. Znacznie łatwiej było z nią żyć.
Kiedy posłuchała go i odbiła na asfalt, uśmiechnął się mimowolnie. Ferrari odpowiedziało na gaz natychmiast, wciskając go głębiej w fotel, a Jonas obrócił głowę, śledząc motocykl po drugiej stronie. Plan działał. Nawet lepiej, niż zakładał, bo finalnie zrównali się z nim.
I wtedy Kira otworzyła okno.
Jonas spojrzał na nią. Przez sekundę na jego twarzy nie wydarzyło się absolutnie nic, potem parsknął śmiechem.
Środkowy palec wystawiony przez motocyklistę tylko pogorszył sytuację. Jonas zdążył jeszcze usłyszeć przebrzydłego kotasiarza niemytego i właśnie otwierał usta, żeby poinformować Kirę, że jej zdolności negocjacyjne pozostawiają nieco do życzenia, kiedy poczuł kolejne przyspieszenie.
Wyprzedzili motocykl.
Ferrari skręciło.
Opony zapiszczały tak głośno, że Jonas odruchowo zaparł się dłonią o deskę rozdzielczą, a świat za szybą obrócił się gwałtownie, zanim samochód stanął w poprzek drogi. Motocyklista nie miał już gdzie uciec. Miał za to najwyraźniej bardzo silną potrzebę pozostania przy życiu. Hamulce zapiszczały, tylne koło uciekło, a motocykl położył się na bok, ciągnąc kierowcę za sobą przez ostatnich kilka metrów, aż wylądowali w trawie.
Jonas patrzył przez przednią szybę, czując jak skroń pulsuje.
— Kurwa — moje pole — mój sprzęt — wycedził; oczyma wyobraźni mając przed sobą scenę rozbitych szkieł, zarysowanej obudowy i marnych tłumaczeń. Wskazał dłonią pobocze. — Co to, kurwa, jest? Film akcji? — podobno kanadyjczycy to mili ludzie, a przecież mili ludzie nie kradną cudzego mienia.
Odpiął pas i wysiadł, zanim zdążyła przedstawić mu zapewne bardzo przekonującą argumentację na temat tego, dlaczego właściwie wszystko poszło zgodnie z planem. Adrenalina nadal krążyła mu we krwi, teraz jednak znalazła znacznie konkretniejszy cel. — Zostań przy samochodzie — rzucił jeszcze do Kiry, a następnie wystarczyły dwa kroki, pauza i zerknięcie przez ramię. —Nie wiem, po co w ogóle to powiedziałem — oczywiście, że nie zostanie.
Motocyklista poruszył się w trawie, więc Jonas natychmiast skierował uwagę z powrotem na niego. Nie zamierzał urządzać samosądu za kilka obiektywów, zwłaszcza że facet właśnie przejechał kawałek drogi własnym bokiem. Powiedzmy, że będąc dalej pod wpływem emocji zdecydował się najpierw pochylić nad futerałem, który został mu skradziony i który również przeturlał się kilkanaście razy po jezdni.
Podszedł do niego i podniósł go z ziemi. Kurz. Kilka nowych rys na obudowie. Bał się zaglądać do środka w obawie, co zobaczy, więc postanowił przeciągnąć chwilę.
— Pojebało cię? Wszystko po to by ukraść obiektywy? — zwrócił się do jęczącego w trawie złodzieja, i choć złość nadal w nim buzowała, ludzki odruch nakazywał mu upewnienie się, że z mężczyzną jednak wszystko było w porządku. Nie zamierzał dodawać, że ów łup był koszmarnie drogi. Przecież za pudłem pełnym staroci i bibelotów nie zorganizowaliby pościgu.
— Chyba trzeba wezwać pomoc — zwrócił się do Finch zdecydowanie pytająco, wszak nie miał styczności z takimi potyczkami na co dzień, a ona najwyraźniej dobrze odnajdywała się w środowisku zakrawającym o zagrożenie zdrowia i życia.
kira finch