Strona 2 z 2
The same old fears, wish you were here
: wt wrz 01, 2026 1:38 pm
autor: River Cross
Myśl, że jednak nie chciała przespać się z Casparem, nieco ją pocieszyła. Nie była w stanie wyobrazić sobie własnej realistycznej reakcji na coś takiego, to było zbyt absurdalne. Dotknęłoby to w miejscach, nad którymi w ogóle nie powinny się zastanawiać. Czy Fernwood w ogóle zgodziłby się na taki układ? Cholera te wszystkie chłopy wie. Nie podejrzewałaby Raphaela, że da się wciągnąć w tę grę, a jednak. Zrobił to przecież z pełną premedytacją, doskonale zdając sobie sprawę, że Ruelle jest dla River kimś ważnym. Powinien mu nawet wystarczyć fakt, że zobaczył jej obraz w kuchni. Zakładała, że może mu się zwierzyć ze swoich artystycznych rozterek i poprosić go o udział w eksperymencie, który miał ją ocalić. Może to jednak był błąd? A może to Cross zachowała się okrutnie wobec fotografa? Ale przecież mógł jej po prostu odmówić, a nie wykorzystywać podwójnie jej słabość.
— Bo ty przecież... — przeruchałaś się z moim byłym chyba tylko po to, żeby mi udowodnić, że dasz radę. Nie, tak nie mogłaby jej powiedzieć. Nie teraz. Może na trzeźwo, kiedy wychodziła na światło dzienne ta okrutna wersja Cross? Ale teraz, gdy była najebana w trzy dupy, serce pękało jej na myśl, że Prescott mogłaby być z jej powodu smutna. Nie chciała jej dowalać. Wolała zamilknąć i spuścić wzrok na chodnik, wzruszając po prostu ramionami.
Przełknęła nerwowo ślinę w odpowiedzi na ten rozkaz. Zazwyczaj nie miała większych problemów z wykonywaniem jej poleceń, póki nie wgniatały jej godności w ziemię. To chyba nie był jeden z tych razów. A może był? Zrobiła z siebie kretynkę, pisząc do niej wiadomości w środku nocy, a teraz jeszcze ma pozwolić się nad sobą litować? Trochę ją to jednak mierziło. Trudno było jej jednak ignorować fakt, że cholernie chciała spędzić czas w towarzystwie Prescott. Z tego powodu w ogóle sięgnęła po telefon. Próba wytrzeźwienia w jej domu brzmiała naprawdę kusząco.
— A twoi rodzice? Nie chcę ich mieszać w... — nasze pierdolenie. Kolejne słowa nie chciały jej przejść przez gardło, w którym zbierała się spora i ciężka gula. Ruelle zaznaczyła wyjątkowo dosadnie, że państwo Prescott nie powinni mieć nic wspólnego z ich znajomością. Wrzucenie pijanej River do sypialni może skończyć się bardzo źle. Nie były przecież durnymi nastolatkami, które powinny się kitrać po kątach. Żałowała wysłania tych nieszczęsnych paczek, o które Rue zrobiła jej zresztą aferę, a teraz miałaby się pakować do tego domu w całości? To na pewno skończy się kłótnią, a tak strasznie nie chciała wkręcać się w kolejny konflikt.
Wpatrywała się w nią jak zahipnotyzowana. Chciała wtopić się w ławkę, na której siedziała. Złączyć się z nią w jedną masę, żeby przestało ją tak bardzo kusić. Trudno było jej myśleć o czymś innym niż o zbliżeniu się do Prescott, za której ciałem tęskniła tak bardzo, że aż ją to bolało. Upiększaczka śmierci wyraźnie jednak zaznaczyła w wiadomościach, że żadne zbliżenia nie były jej dzisiaj w głowie.
— Martwisz się? — powtórzyła niepewnym głosem. Miała wrażenie, że właśnie przyjęła kolejną dawkę alkoholu. Przyjemne gorąco rozlało się po całym jej ciele. To była jakaś nowość. Nie okazywała jej wcześniej tak prostych i ciepłych uczuć. Czemu to się nagle zmieniło? Czy w ogóle mówiła szczerze? Nie była chyba aż tak okrutna, by okłamywać ją w takiej kwestii? Dobra, nie oszukujmy się, była w chuj.
— Tak? — Nie wiedziała, po co się upewnia. Przecież wiedziała, że się jej podoba. Co jak co, ale pociąg seksualny nie był czymś, co Rue skrzętnie ukrywała. Wielokrotnie mówiła też wprost, że artystka po prostu się jej podoba. Tak czy siak miała wrażenie, jakby usłyszała takie zapewnienia po raz pierwszy. Dłoń sunąca po jej łydce rozmiękczała ją jeszcze bardziej. Jak niby miała jej odmówić? Zsunęła najpierw jednego, potem drugiego buta. Od razu poczuła ulgę. Nie chodziła zbyt często na obcasach, ale zakładała, że spędzenie i tańczenie w nich kilku godzin wymęczyłoby każdego. Nie do końca nadal rozumiała, jakim cudem chodzenie na boso ma być bezpieczniejsze od chodzenia na szpilkach, ale postanowiła po prostu zaufać Ruelle.
Ruelle I. Prescott
The same old fears, wish you were here
: wt wrz 01, 2026 3:19 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Naprawdę nie potrafiła sobie wyobrazić scenariusza, w którym trafia do łóżka z Casparem. Ta myśl była wyjątkowo absurdalna. Zyskała jedynie pewność, co do tego, że River miała skłonności do bredzenia po alkoholu. Innego wyjaśnienia dla tego wszystkiego po prostu nie miała. Przecież Cross widziała ją już w towarzystwie Fernwooda i powinna doskonale sobie zdawać sprawę z tego jak wyglądała relacja pomiędzy nimi. Może i nie zaglądała im w słane sobie DMy, ale wymieniane między nimi wiadomości wyglądały tak jak można byłoby się tego spodziewać: jego liczne i okraszone emotkami, a jej raczej lakoniczne i zwięzłe, bez rysunkowych ozdobników.
- Co ja przecież? - zapytała, bo nie miała do końca pewności w jakim kierunku to wszystko zmierza.
Nie sądziła, że w tym momencie mogła pomyśleć o tym wszystkim, co zadziało się z Raphaelem. Raczej obstawiałaby, że wciąż sprawa się tyczy jej przyjaciela. Może dopowiadała sobie coś na podstawie wysyłanych między nimi wiadomości? Może Caspar rzucił jakimś tekstem, który teraz River analizowała po swojemu. Nie miała absolutnie pojęcia, bo umysł pijanej rysowniczki był dla niej jedną wielką zagadką.
Nie przyjmowała odmowy. Artystka też nie wydawała się być skłonna do tego, aby się zbytnio buntować i sprzeczać z jej poleceniami. Była wyjątkowo spolegliwa. Musiała to wykorzystać. Tylko, że jeszcze jakieś wątpliwości kotłowały się w głowie dziewczyny. Prescott naprawdę nie sądziła, że w tym momencie będzie w stanie myśleć o czymś takim jak rodzice swojej modelki, ale najwyraźniej niedawna kłótnia, którą odbyły zapadła jej za bardzo w pamięć.
- Są poza miastem. Nie musisz się nimi przejmować - zapewniła.
Nie była pewna czy wysunęłaby taką samą propozycję, gdyby było inaczej. River była nieprzewidywalna. Nie miała pewności jak będzie się zachowywała, gdy już ruszą się z miejsca. Może jednak dalej ściągnęłaby ją do siebie i starała się potem ewentualnie jakoś to wyjaśnić, jeśli zaszłaby potrzeba wytłumaczenia rodzicom pewnych rzeczy. Niby była dorosła, ale wolała zachowywać pewne pozory. Trudno było też nie czuć się w dalszym ciągu jak nastolatka, gdy posiadało się nadopiekuńczą latynoską matkę, która mogła zawsze wyciągnąć tekst pod tytułem nie póki mieszkasz pod naszym dachem, a powiedzmy sobie szczerze: ze swoją pracą na zlecenie Ruelle nie mogła pozwolić sobie na wynajem czegoś własnego. Nie zarabiała tak wiele, a nie była też kimś, kto mógłby zamieszkać z kimś obcym.
Nie miała pojęcia jakie myśli właśnie przemykały przez umysł rysowniczki, która wyglądała jakby właśnie przeżywała coś, co mogło przedefiniować całe jej życie. Albo kryzys egzystencjalny. Ciężko było ją rozszyfrować. Zwłaszcza, gdy jej twarz pozostawała niewyraźna w półmroku przystanku autobusowego.
- Jasne, że się martwię, głuptasie - potwierdziła i nie było w tym zdaniu ani grama fałszu.
Martwiła się o nią, cholera jasna. Naprawdę. Sama się tego nie spodziewała, ale nie chciała, aby coś jej się stało, a w tym stanie nie było to gwarantowane. Miała też nadzieję na to, że dziewczyna w końcu pozwoli jej pozbyć się tych butów, bo przy jej chwiejnym kroku skręcona kostka wydawała się kwestią czasu, a tak? Może uda jej się nieco lepiej utrzymywać równowagę.
- Tak. Jesteś dla mnie śliczna - zapewniła ją jeszcze ostatni raz.
Dziwnie było jej przyznawać się do czegoś takiego w takim momencie jak ten. Bez pożądania obecnego w głosie, bez jakiejkolwiek chęci, aby się z nią podroczyć. Było to zwyczajne i niewinne przyznanie się do tego, że River jej się podobała. Tak po prostu. Coś w tej prostocie ją uwierało.
- Grzeczna dziewczynka - pochwaliła ją niemal odruchowo, gdy tylko rysowniczka zsunęła z siebie obcasy.
Mówiła jej to już wiele razy, ale zawsze wypowiadała te słowa w łóżku. Teraz zabrzmiały wyjątkowo czule i miękko. Zebrała buty do dłoni, bo nie była pewna czy rysowniczka przypadkiem by ich nie zgubiła w trakcie trasy do domu Prescott. Wolała dmuchać na zimne.
- Dasz radę wstać i się przejść? - zapytała jeszcze, bo czasami miała wrażenie, że alkohol uderzał w jej towarzyszkę mocniej niż jeszcze chwilę wcześniej.
Nie chciała tak od razu jej ładować do żadnego ubera, a przystanek, z którego mogłyby odjechać w stronę Don Mills był kawałek dalej. Może dzięki temu Cross zdąży chociaż odrobinę przetrzeźwieć, a ryzyko tego, że zwymiotuje w drodze zmniejszy się przynajmniej trochę.
River Cross
The same old fears, wish you were here
: wt wrz 01, 2026 4:40 pm
autor: River Cross
Przygryzła dolną wargę, zastanawiając się, czy powinna odpowiedzieć na jej pytanie. To chyba nie był najlepszy pomysł świata. Nie chciała teraz jej wyrzucać tego wszystkiego. Była święcie przekonana, że w ich ostatniej rozmowie jasno dała jej do zrozumienia, że ją to zabolało, ale może się myliła? Tym bardziej nie powinna o tym teraz mówić. Nie miała ochoty oglądać satysfakcji na twarzy Prescott, gdy dotrze do niej, że precyzyjnie wycelowany cios zabolał aż tak bardzo.
— Nieważne — odparła tylko, kręcąc głową. Lepiej było trzymać się faktu, że latynosce nie spieszyło się do przespania się z Casparem. Nie znała innych tak istotnych osób z życia Cross. No dobrze, słyszała o jeszcze jednej, ale omotanie trupa raczej przekraczało jej możliwości. Zresztą Raven prędzej rozszarpałaby ją na strzępy niż pozwoliłaby na coś takiego. Jedyne, co jej pozostawało, to przespanie się z Blair, ale to nie byłoby raniące, a po prostu skrajnie, kurwa, dziwaczne.
Pokiwała głową na znak, że dotarła do niej kwestia rodziców. To wiele wyjaśniało. Ruelle miała wolną chatę, więc mogła spraszać sobie tam kogo tylko chciała. Tylko czemu w takim razie zaprasza tam akurat River? Na pewno nie była jej jedyną możliwością, a jednak zjawiła się obok w środku nocy i szukała sposobu, by jej pomóc. Pijany umysł artystki nie był w stanie skleić tego z tą Prescott, która bez wzruszenia uznała, że lepiej będzie, jeżeli ograniczą swoją relację wyłącznie do seksu. To jest ta sama dziewczyna, która dała jej w pysk? Czy ona w ogóle miała cokolwiek wspólnego z tą laską, która zbywała każde poważne pytanie odnośnie do uczuć, jakie Cross jej zadawała? Z jego powodu typiara, która wprost przyznała, że nie ufa ani w słowa rysowniczki, ani w jej uczucia, uznała, że zaciągnie ją w nocy do własnego domu? Cross od tego wszystkiego zaczynał boleć łeb. Musiała przestać myśleć. Może powinna się jeszcze napić?
Zasypywała ją gradem słów, których nie dało się z niej wyciągnąć nawet na torturach. No dobra, może akurat na torturach była w stanie powiedzieć sporo, ale River zawsze musiała się bardzo postarać, żeby wycisnąć z niej to, na co miała ochotę. A teraz sypała tym tak po prostu? Rysowniczka uśmiechnęła się szeroko na dźwięk komplementu. Niedopieszczone ego bardzo łatwo przejmowało stery na jej organizmem. Ta nowa wersja Prescott była niesamowicie miła. Mogłaby się do tego przyzwyczaić, chociaż powinna się domyślić, że robienie sobie nadziei, że to potrwa dłużej, to wyjątkowo debilny pomysł.
— Wszystko dam radę — zapewniła z typową dla siebie pewnością. Od razu podniosła się z ławki i stanęła na chodniku bez żadnego zachwiania się. Brak obcasów faktycznie pomagał, no kto by pomyślał? Zaskoczyło ją, jak blisko nagle była Ruelle. Nie dość, że faktycznie stała na wyciągnięcie ręki, to jeszcze zrobiła się wyższa o kilkanaście centymetrów. A nie, chwila. To River te centymetry straciła. Wszystko jedno. Wpatrywała się w nią spod przymrużonych powiek, wyraźnie próbując coś zrozumieć. Nachyliła się do niej ostrożnie i dźgnęła ją palcami w brzuch. Wydała z siebie pomruk zdziwienia i przeniosła dłoń wyżej, tym razem dotykając jej policzka. Bez problemy wyczuła miękką skórę pod palcami, a dziewczyna nie pękła jak bańka mydlana.
— Mam dziwne wrażenie, że to sen — mruknęła, nie zmieniając pozycji. Nachyliła się i przypatrywała się jej z bardzo bliska, szukając na niej jakiś oznak, że to faktycznie może być wytwór jej wyobraźni. Wszystko się jednak zgadzało. Szkoda, że nie miała przy sobie tego bączka z Incepcji. Odwróciła na moment wzrok od jej twarzy, uniosła otwartą dłoń i zaczęła intensywnie wpatrywać się w nią. Podobno dobrą metodą jest próba wywołania czegoś niemożliwego w prawdziwym życiu. Na jej skórze nie pojawiły się płomienie, więc albo miała w tym śnie inne supermoce, albo to jednak była jawa. Obróciła głowę z powrotem w stronę Ruelle, totalnie skonsternowana tymi przemyśleniami. Na widok znajomej twarzy na ustach artystki od razu pojawił się uśmiech.
— Te piegi są takie urocze — mruknęła cicho, totalnie rozanielona widokiem, który miała przed oczami. Trudno powiedzieć, czy w ogóle ogarnęła, że wypowiedziała tę myśl na głos.
Ruelle I. Prescott
The same old fears, wish you were here
: wt wrz 01, 2026 6:43 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Nie sądził, aby była w stanie uzyskać wyłuskać teraz z dziewczyny odpowiedź na swoje pytanie. Poza tym nawet nie wiedziała czy był sens w tym, aby dociekać jakimi ścieżkami kroczył jej pijany umysł. Jeszcze usłyszałaby jakąś głupotę, na którą trzeźwa Cross nigdy by nie wpadła. Istniała też szansa, że uzyskałaby odpowiedź, której bez alkoholu dziewczyna w życiu by nie wyjawiła. Nie miała pojęcia, co było prawdziwe.
- Dobra - zawyrokowała, zamykając ostatecznie temat.
Caspar nie był w ogóle istotny w tej chwili. Prescott wyklinała go w tej chwili za to, że nie pilnował lepiej swojej przyjaciółki, ale czy na pewno mogła się na niego wściekać w momencie, gdy sam ledwie ogarniał rzeczywistość? Tak. Powinien się zorientować w tym, że brakuje mu pewniej niezwykle istotnej osoby. Jak w ogóle mógł sobie gdzieś pójść tak po prostu? Wydawało jej się, że był doklejony do Cross, ale jak widać, myliła się.
Nie widziała problemu w tym, co właśnie robiła. Może i gryzło się to nieco z jej deklaracją odnośnie tego, że ich relacja powinna się opierać wyłącznie na seksie oraz sesjach artystycznych. Tylko, że teraz było inaczej. Nie mogła jej tak po prostu zostawić, a zabranie jej do siebie wydawało się być najlepszą i najprostszą opcją, aby River mogła spędzić bezpiecznie noc w jakimś przyjaznym miejscu. Mogła być na nią wściekła. Mogła chcieć ją zamordować, ale były chyba jakieś granice. Przynajmniej ona była o tym przekonana. Możliwe też, że zalana w płaskorzeźbę rysowniczka była jej słabym punktem.
Normalnie pewnie nie wypowiedziałaby takich słów na głos, ale teraz było zwyczajnie inaczej. Miała przed sobą pijaną, bezbronną dziewczynę. Była tak różna od tej pewnej siebie artystki, która nie mogła utrzymać przy sobie rąk. To nie była ta wulgarna buntowniczka o nadzwyczajnym ego. Być może dlatego właśnie wywoływała w niej takie, a nie inne reakcje. Nie byłaby w stanie dłużej się na nią gniewać. Nawet jeśli początkowo chciała jej złoić skórę za to, że miała czelność upić się do punktu, w którym nie ogarniała otaczającej jej rzeczywistości i wypisywała do niej wiadomości. Nie miała innego wyjścia jak tylko przyjść jej na ratunek.
- Śmiałe stwierdzenie - zauważyła jeszcze, ale ku jej zaskoczeniu, River stanęła dosyć pewnie na nogach.
Wyprostowała się i już miała zarządzić marsz w kierunku odpowiedniego przystanku autobusowego, który znajdował się na jednym z pobliskich skrzyżowań, ale po raz kolejny Cross musiała ją zaskoczyć.
- Au, co jest? - wyrwało jej się odruchowo, gdy tylko dziewczyna dźgnęła ją w brzuch wyciąfniętym palcem.
Naprawdę jej teraz nie rozumiała. Pewnie dodałaby coś jeszcze, ale pochylająca się nad nią rysowniczka uniosła dłoń, aby ująć delikatnie jej policzek. Poczuła jej zziębnięte przez wieczorny chłód palce, które przesunęły się po jej rozgrzanej skórze. Przyłapała się nawet na tym, że odruchowo rozchyliła wargi, wyczekując inatynktownie pocałunku, który jednak nie nadszedł.
- To nie sen - zapewniła unosząc rękę do jej nadgarstka, którego dotknęła, aby uświadomić jej, że była jak najbardziej rzeczywista.
Stały tak jeszcze przez jakiś czas, bo rysowniczka najpewniej potrzebowała jeszcze paru chwil, aby upewnić się czy na pewno nie znajduje się w jakiejś alternatywnej rzeczywistości. Ruelle nie miała pojęcia dlaczego dziewczyna tak uparcie wpatruje się w swoją otwartą dłoń, ale najwyraźniej nie znajdowało się na niej nic interesującego skoro spojrzenie artystki wróciło do jej twarzy.
- Naprawdę się schlałaś - powiedziała tylko, bo nie umiała znaleźć lepszej odpowiedzi na ten komplement.
Żołądek wykręcał jej się na różne strony. Coś szarpało za trzewia, a klatka piersiowa zaciskała się w czymś na kształt poczucia winy. Jak mogła być tak okrutna dla kogoś, kto patrzył na nią w ten sposób? Jak mogła krzywdzić dziewczynę, która zakochała się w niej bez pamięci mimo wszystkich jej wad? Może i była to chora obsesja, ale gdy dzieliły ze sobą takie delikatne i czułe momenty, Ruelle zaczynała się zastanawiać czy przypadkiem nie miała racji.
- Chodź tutaj - mruknęła jeszcze, obejmując ją w pasie wolną ręką i powoli ruszyła w kierunku, gdzie znajdował się przystanek autobusowy.
River Cross
The same old fears, wish you were here
: wt wrz 01, 2026 10:22 pm
autor: River Cross
Powinna skupić się na wykorzystywaniu tej nowej wersji Ruelle, ile tylko można. Kto wie, jak szybko wylosuje się ponownie? Pewnie nigdy! A może musiałaby się do tego upijać w taki sposób? To byłoby raczej przykre. Wbrew pozorom wcale nie była wielką fanką chlania. Raz na jakiś czas było wszystkim, na co miała ochotę. Takie regularne sesje wlewania w siebie procentów narobiłyby więcej szkody niż pożytku. Raczej nie była gotowa na aż tak wielkie poświęcenie. Za bardzo lubiła regularną wersję Prescott, by z niej całkowicie rezygnować. Gdyby tylko nie była taka okrutna, nie miałaby powodów, żeby się jej czepiać. Szkoda, że w obecnym stanie nie była też na tyle cwana, by spróbować wyciągnąć z niej na słodkie oczka jeszcze coś, o czym w normalnych warunkach mogłaby co najwyżej pomarzyć.
Z uwagą dziecka obserwującego nowe zjawisko przyglądała się palcom modelki zaciskającym się na jej nadgarstku. Dotknęła jej. Co do tego nie było wątpliwości. Poczuła przyjemne łaskotanie, które przemknęło wzdłuż jej ręki aż do ramienia. Powinny się dużo więcej dotykać! Czemu właściwie tego nie robiły? Ano tak, River była na nią wściekła. A może warto zakopać topór wojenny i zająć się wyłącznie dotykaniem? A nie, to też odpadało, bo do pieprzenia się Rue też miała dzisiaj jakieś dziwne wonty. Cholerna dziewczyna.
— Cudownie. Nie lubię, jak mi się śnisz — przyznała zadowolona. Zdecydowanie wolała jawę od snu, a teraz dostała potwierdzenie, że się w niej znajduje. Chociaż czy senna Ruelle powiedziałaby coś innego? Może też by ją wkręcała, że to rzeczywistość? Sny bywają bardzo podstępne, więc to było prawdopodobne. Musiała jednak jej po prostu zaufać. Na całe szczęście Cross nie miała z tym większych problemów w przeciwieństwie do niektórych.
— Tylko troszkę. Czemu mi wypominasz? — Spojrzała na nią zaskoczona, niechętnie się prostując. Nie widziała żadnej korelacji między komplementem, a uznaniem, że się upiła. Przecież mówiła jej całą masę rzeczy również na trzeźwo i to nie tylko w łóżku. Miała wrażenie, że zachowuje się całkowicie zwyczajnie. Co najwyżej nieco mniej pewnie stała na nogach, ale to może kwestia przyzwyczajenia? Siedziała na tym przystanku dobre... cholera wie ile. Z godzinę? Może więcej? Równie dobrze to mógł być tydzień, niespecjalnie ogarniała czas i przestrzeń.
Pozwoliła się przyciągnąć. W ogóle nie musiała się nad tym zastanawiać, bardzo jej to odpowiadało. Bliskość ciała Ruelle zawsze działała na nią kojąco. Może dzięki temu będzie jej trochę cieplej? Wieczór faktycznie był chłodny, a fakt, że musiała teraz iść boso, niczego nie ułatwiał. Na szczęście na płasko faktycznie szło się łatwiej niż w szpilkach. Może troszkę bardziej skupiała się na stawianiu nóg jedna za drugą, ale generalnie szło dobrze. Miała wrażenie, że byłoby łatwiej, gdyby szły szybciej, ale jej towarzyszka nie sprawiała wrażenia chętnej na sprint. Tyle dobrego, że ten przystanek nie był daleko. Jakby musiała drałować na piechotę aż do jej mieszkania, to mogłoby być nieciekawie. A tak? Krótki spacer chyba nieco ją odświeżył! Zatrzymały się na wskazanym przez Prescott przystanku, a artystka podeszła do rozkładu, chcąc sprawdzić, na jaki autobus czekają. Problem w tym, że nie wiedziała, gdzie powinny wysiąść, bo żaden z przystanków nie nazywał się tak jak ulica, na której mieszkała modelka. Bez sensu. Westchnęła smutno i cofnęła się o krok.
Rozejrzała się nerwowo, jakby nagle ocknęła się z zamyślenia. Spojrzała na jedną ze swoich dłoni, potem na drugą. Zrobiła nawet obrót wokół własnej osi, kompletnie pogubiona.
— O nie, zostawiłam tam buty. A były nowe... — Jęknęła smutno i dopiero wtedy spojrzała na swoją wybawicielkę. Na jej twarzy od razu pojawił się uśmiech. Potrzebowała dodatkowej sekundy, by zauważyć obcasy w dłoni swojej modelki, co sprawiło, że uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
— Znalazłaś je! — zawołała radośnie, podchodząc bliżej. Wyraźnie jej ulżyło. Zdążyła polubić te buty, choć faktycznie kupiła je całkiem niedawno. Nachyliła się i oparła głowę o jej skroń, jakby te poszukiwania strasznie ją zmęczyły.
— Jesteś taka mądra. Mega seksowne — mruknęła nieco niewyraźnie, bo nie skupiała się na otwieraniu buzi na tyle szeroko, by nie wytwarzać problemów komunikacyjnyach.
Ruelle I. Prescott
The same old fears, wish you were here
: śr wrz 02, 2026 12:01 am
autor: Ruelle I. Prescott
Pewnie w tych okolicznościach River mogłaby wyciągnąć z niej naprawdę sporo rzeczy, ale również istniały jakieś granice, których na pewno nie przekroczyłaby od tak. Nieważne jak bardzo rozczulająca potrafiła być upita Cross. Mogła robić maślane oczka. Mogła się łasić i kusić ją na zupełnie nowe sposoby. Ruelle była przecież twardą sztuką. Chociaż dawała się ostatnio coraz bardziej rozmiękczać pewnej rysowniczce. Przynajmniej do jakiegoś stopnia.
Chyba naprawdę się stęskniła za jej dotykiem. Tylko, że był inny niż zwykle. Nie było w nim zwyczajowej pożądliwości. Towarzyszyły mu zupełnie nowe uczucia. Takie, które istniały jedynie we wnętrzu jej pijanej wersji jej rysowniczki. Jak to było, że co rusz z tą dziewczyną odkrywała coś zupełnie nowego?
- Nie lubisz? A co? Masz ze mną koszmary? - zadrwiła, bo chyba naprawdę już zbyt długo była dla niej miła.
I kto tu teraz się wyrażał nieprecyzyjnie? Po takim tekście byłaby naprawdę skłonna uwierzyć w to, że River miewała z nią jakieś nieprzyjemne sny. Wiedziała tylko tyle, że Cross raczej nie przestrzegała harmonogramu zdrowego snu, a to mogło się odbić także na treści jej snów. O ile takowe miewała. Wszystko z nią było możliwe.
- Bez powodu. Nie kłopocz się tym, mi preciosa - odpowiedziała jej wymijająco.
Zaraz też zdała sobie sprawę z tego, że od dawna jej nie nazywała w ten sposób. To był ten zwrot, którym zwracała się do niej pieszczotliwie. Czasami robiła to odruchowo, a innym razem podkreślała, że była dla niej naprawdę cenna. Głównie działo się tak w momentach, gdy znajdowały się w łóżku lub jego okolicach. raczej nie było to większym zaskoczeniem dla nikogo.
Wiedziała, że spacer boso po zimnym chodniku nie był najprzyjemniejszy, ale dzięki temu istniało mniejsze ryzyko tego, że dziewczyna sobie coś zrobi. Prescott nie sądziła, aby miała o co sobie rozciąć stopy przy tej wędrówce. Z pewnością też o wiele lepiej wychodziło jej zachowanie równowagi bez dodatkowych centymetrów, a Ruelle mogła objąć ją pewniej i zapewnić większą stabilność.
Z pewnością nie wlekły się w kierunku przystanku, ale daleko im było do sprintu w stylu Naruto, który pewnie najbardziej by pewnie przypadł rysowniczce do gustu, bo o ile nogi by jej się nie poplątały to nie miałaby szansy na utracenie równowagi. Całe szczęście, że jednak jakoś sobie radziły.
W końcu jednak znalazły się na tym jednym przystanku, z którego odjeżdżały autobusy toczące się ku Don Mills. Rue sprawdziła jeszcze na telefonie godzinę i oświetliła ekranem rozkład jazdy, aby się upewnić, że na pewno nie musiały czekać wieczności na nocnego busa, bo wtedy zamówiłaby im ubera. Całe szczęście nie musiały kwitnąć w miejscu dłużej niż maksymalnie kilkanaście minut. To było jeszcze do zaakceptowania. W końcu na zamówionego kierowcę także musiałyby nieco poczekać.
Widziała ten uśmiech, który wkradł się na usta jej rysowniczki. Nie miała pojęcia, co tym razem ją tak ogromnie ucieszyło, ale na pewno jej radość się zwiększyła, gdy tylko udało jej się dojrzeć, że jej buty znajdowały się w ręku Prescott.
- Cały czas je miałam, tonta - przypomniała jej, ale trudno było się złościć na kogoś, kto zaraz dopadł do niej i oparł się o nią w tak rozczulający sposób.
Westchnęła ciężko i objęła ją raz jeszcze, odwracając nieznacznie głowę tak, że teraz Cross opierała się o jej czoło. Widziała ten osobliwy błysk w zamglonych alkoholem oczach i naprawdę trudno było jej nie przyznać się przed samą sobą, że miała pewną słabość do artystki. Zupełnie jakby sama była jednym z tych słodkich kociaków, które jeszcze jakiś czas temu oglądała na instagramie.
- Bardzo mądra, a ty chyba coraz mniej kontaktujesz - mruknęła, bo nie uszło jej uwadze to, że Cross wydawała się mówić nieco niewyraźniej.
Czyżby się skończyła jej ta niesamowita ekscytacja widokiem tanatopraktorki i zeszła z niej ta przedziwna energia, którą była rozpierana? A może po prostu powoli robiła się śpiąca? Nie miała pojęcia, ale liczyła na to, że River pozostanie przytomna przynajmniej do momentu, gdy wylądują w progu jej domu.
River Cross
The same old fears, wish you were here
: śr wrz 02, 2026 12:41 am
autor: River Cross
Zamyśliła się na moment, a paznokciami zaczęły krążyć powoli po własnej szyi, jakby to pomagało jej w jakiś sposób się skupić. Nie była wcale pewna, czy określanie snów w ten sposób było uczciwe, bo koszmary jednak kojarzyły się przede wszystkim z jakimiś okrutnymi scenami z potworami, a takie jej się nie trafiały. Jak jednak inaczej ująć sny, które wywoływały u niej tyle stresu?
— W sumie... tak. Zdarzają mi się z tobą koszmary — zgodziła się w końcu. Nawet kiwnęła głową, żeby nie było żadnych wątpliwości. Miała pecha i nie nachodziły ją żadne miłe sny na temat swojej modelki. Ani takie zwyczajne, ani nawet te mokre! Najgorzej. Intensywne myślenie na temat Prescott w środku dnia miało najwyraźniej negatywny wpływ na umysł artystki. A to wcale nie było tak, że myślała o niej wyłącznie źle. Emocje powiązane z myślami zdawały się nie mieć na to żadnego wpłwu.
Uśmiechnęła się ponownie, słysząc pieszczotliwe, znajome określenie. Jak tak dalej pójdzie, to obudzi się jutro z obolałymi policzkami. A przecież dzisiaj tylko piła! W grę nie wchodziły żadne narkotyki. Chyba? Niczego sobie nie przypominała, ale to nie był właściwie wyznacznik. Nie czuła jednak nawet znamion szczękościsku, więc istniała jakaś szansa, że nie doprawiała się dzisiaj MDMA. Z tego wszystkiego nawet nie zauważyła, że przebiło się tutaj nieco znanej jej Rue. Konkretnie tej, która notorycznie ignoruje jej pytania.
Niespecjalnie docierało do niej, jakie miała szczęście, że Prescott jednak się o nią zmartwiła i postanowiła odwieźć bezpiecznie do domu. Jakimś sposobem pewnie w końcu dotarłaby do siebie, ale jakim kosztem? A może zaczęłaby po prostu wypisywać do znajomych, którzy mogliby jej pomóc z dobroci serca i któryś w końcu by wymiękł i się zaangażował? Wystarczyłoby zamówić jej ubera na przystanek. Dałaby radę przecież przewieźć dupsko samochodem. Forma, w której opiekowała się nią Rue, podobała jej się dużo bardziej.
Wydała z siebie pomruk świadczący o tym, że faktycznie dopiero teraz dotarło do niej, że latynoska cały czas miała przy sobie te buty. Trudno było jej się skupić na czymkolwiek poza swoją muzą. Obiekty do niej przyklejone również się nie liczyły. Była na tyle uprzejma, że do tej pory nie zaczęła wyobrażać sobie jej nago. To akurat wolała oglądać na żywo.
— Wcale, że kontaktuje! — zaprzeczyła gwałtownie, odsuwając się od niej. Może faktycznie przez moment zrobiło jej się błogo i była gotowa spróbować zasnąć na stojąco, ale przecież noc była jeszcze młoda! Chyba. Dobra, nie miała pojęcia, która jest godzina, ale kto by się tym przejmował? Czas to tylko konstrukt.
— Mam dużo energii. Mogłabym iść dalej tańczyć — zapewniła, rozkładając szeroko ręce, jakby to miało cokolwiek udowodnić. Kiedy usłyszała własne słowa, ożywiła się jeszcze bardziej.
— Może pójdziemy tańczyć? Chodź ze mną potańczyć, Mała — poprosiła i zbliżyła się do niej z powrotem. To brzmiało dużo ciekawiej niż podróż autobusem. Nachyliła się, by móc trącić czubkiem nosa jej policzek.
— Nie widziałam nigdy jak tańczysz. Chciałabym z tobą zatańczyć — dodała cichszym, mrukliwym tonem. Chyba nie docierało do niej jak często powtarza to jedno słowo, ale musiało to świadczyć wyłącznie o tym, że jej na tym zależy. Mogła jednak zostać w klubie i tam zaprosić Prescott, cholera jasna.
Ruelle I. Prescott
The same old fears, wish you were here
: śr wrz 02, 2026 2:01 am
autor: Ruelle I. Prescott
Żartowała wcześniej, bo wydawało jej się, że jeśli już Cross miewała z nią sny to należały one raczej do tych z kategorii mokrych lub tych artystycznych. Zupełnie jakby znowu sprowadzała ją do seksu i twórczego chaosu, ale czy potrafiła inaczej?
- Jestem, aż tak straszna? - zapytała, starając się zbyć to śmiechem, ale to wyznanie osiadło w niej i zaczęło ją męczyć.
Nie miała pojęcia jaką formę przybierały te koszmary, ale tak czy inaczej musiały być one wyjątkowo nieprzyjemne. River znajdowała się w trybie, w którym na pewno nie pozwoliłaby sobie na nieszczerość. Może Prescott powinna z tego skorzystać i wyciągnąć z niej jak najwięcej? Chociaż tak się zwyczajnie nie godziło.
Wracały powoli do znanego sobie rytmu. Przynajmniej na drobną chwilę do ich rozmowy przebił się ton, którym zazwyczaj się posługiwały. Pewna czułość, która była połączona z zaczepką. Dziwne było to, że spędziły ze sobą wystarczająco dużo czasu, aby zacząć wytwarzać swoje własne zwyczaje. Nie dało się jednak zaprzeczyć temu, że był to naturalny proces, który postępował wraz z każdym kolejnym spotkaniem. Chyba w żaden sposób nie można było temu zapobiec.
Być może River przetrwałaby noc i bez jej ingerencji, ale jakim kosztem? Wolała tego nie sprawdzać. Zamiast tego zjawiła się na miejscu, gotowa do tego, aby suszyć jej głowę za to, co właściwie ze sobą robiła. Tylko, że nie mogła tego robić w momencie, gdy dziewczyna kleiła się do niej w tak rozkoszny sposób. Może to był jej system obronny? Rozmiękczała ją, aby zaoszczędzić sobie ostrych słów. I, cholera, to działało.
Może i w tej postaci River myślała nieco wolniej, ale była przy tym na tyle urocza, ze można jej było to wybaczyć. Zwłaszcza w momencie, gdy zaszczycała ją tak pełnym uwagi oraz czułości spojrzeniem. Niby nie robiły nic szczególnego, a ponownie czuła się jakby była centrum jej wszechświata. Naprawdę ta dziewczyna za bardzo na nią oddziaływała.
- Ah, ¿si? - zapytała, wątpiąc szczerze w to czy na pewno dziewczyna kontaktowała.
Wydawało jej się, że na chwilę odpłynęła gdzieś daleko, ale może było to tylko zgubne wrażenie. Kto mógł to wiedzieć poza samą rysowniczką? Nie zamierzała jednak dalej się o to wykłócać. Zwłaszcza, że Cross znalazła całkiem dobry temat zastępczy w postaci tańca. Najwyraźniej nie wyszumiała się odpowiednio.
- Jeszcze się nie wytańczyłaś? - zapytała, przyglądając jej się uważnie, gdy tylko artystka postanowiła odkryć w sobie jakieś zapasowe pokłady energii.
Najwyraźniej też wpadała na dobre pomysły jeden po drugim. Ledwie powiedziała o tym, że mogłaby potańczyć, a już zaczęła sobie wyobrazić, że robiły to wspólnie. Fakt. Dotychczas nie spotykały się w okolicznościach, które sprzyjały podobnym rozrywkom.
- Teraz? Miałyśmy jechać do domu - przypomniała jej, gdy tylko rysowniczka po raz kolejny się do niej zbliżyła.
Uniosła wolną dłoń i umieściła ją na karku dziewczyny, który zadrapała swoimi paznokciami. Z tej odległości jeszcze lepiej wyczuwała na jej skórze i ubraniach obce perfumy, które do końca nie zdążyły wywietrzeć. Nie przejmowała się jednak nimi zbytnio. Nie, gdy River znajdowała się tak blisko, że mogłaby ją pocałować w każdej chwili.
- Może następnym razem? Wtedy ci pokaże jak potrafią się bawić Latynoski. Będziemy mieć dla siebie całą noc - obiecała jej jeszcze ściszonym głosem.
Teraz zależało jej jedynie, aby dowieźć dziewczynę w jednym kawałku do domu. Niezależnie od tego jak bardzo chciałaby się oddać nocnemu szaleństwu.
River Cross