fast (pretty) and furious
: sob wrz 19, 2026 6:00 pm
Paris miała wrażenie, że wyścigi i imprezy, które były ich nieodłącznym elementem, zawsze takie były: dynamiczne, intensywne i głośne. Nie przeszkadzało jej to. Ba, skłamałaby mówiąc, że nie czuła się tutaj dobrze. To było jej miejsce na tym świecie, niezależnie od tego, czy jej się to podobało czy też nie. Tutaj miała większość swoich znajomych, tutaj dostawała upragnioną dawkę adrenaliny, tutaj była w swoim motoryzacyjnym raju i to tutaj dostawała chaos, od którego była uzależniona. Nic więc dziwnego, jak prędko wszystko zmieniało się tej nocy. Myślała, że skończy się na krótkiej kłótni z Kirą, ale G-Force wtrącił się, dodając temu wszystkiemu dodatkowego koloru. A teraz Paris zdecydowała sobie, że pomęczy trochę dziewczynę, bo jakimś dziwnym trafem, tym razem nie miała w zasięgu wzroku którejkolwiek ze swoich koleżanek.
— Besties for life — rzuciła śpiewająco i nieco ironicznie, gdy tak chętnie odciągała ją na bok, odrobinę z dala od tłoczących się razem ludzi. — Finch, dzisiaj ty będziesz moją przyjaciółką — mlasnęła na jej słowa. — A o moje życie towarzyskie to się, słodka, nie musisz martwić. Nie męczę ich swoimi sprawami, jeśli nie mam istotnych wyścigów — stwierdziła. No, bo tej nocy, na pewno nie postawili na nią tak dużo jak w niektóre wieczory, gdy mocno przygotowywała się do wyścigów. To miał być jej wieczór, upamiętniający śmierć ojca, a to że przegrała, to już zupełnie inna sprawa. Będzie musiała to jakoś przepracować. Przyznaj po prostu, że jesteś spragniona mojego towarzystwa. Rissy aż przystanęła, parskając pod nosem i kiwając z najprawdziwszym przekonaniem głową. — Masz rację. Jestem masochistką — mruknęła złośliwie.
Kingsley przeniosła spojrzenie na jej furę, po czym znów na nią. Paris niejednokrotnie spędziła noc w swoim samochodzie, więc to nie byłoby dla niej coś nowego. Chociaż zdarzało jej się też wracać pod wpływem alkoholu, z czego nie była dumna, ale... O tym Kira już nie musiała wiedzieć, racja? — Coś się wymyśli. Bez paniki, blondie. — Machnęła ręką, bo nie sądziła, żeby to był teraz największy problem. Rissy zacisnęła dłoń w pięść i szturchnęła ją mocno, gdy tak bezczelnie porównała go do tego idioty. — Zero zabawy z tobą — stwierdziła, mimo wszystko pijąc więcej szampana, zanim wskoczyła na murek tuż obok niej. — Nie powinien sobie pozwalać na to wszystko, tylko dlatego, że jego stary jest kimś ważnym — mruknęła z niezadowoleniem. — Chwila. Czy ty mnie nazwałaś Rizz? — zapytała, jakby nagle dostała olśnienia. Zwykle nazywała ją po prostu Paris albo Kinglsey, przez co Rissy roześmiała się nieco głośniej, nachylając się w jej stronę. — Czyli jednak jesteśmy przyjaciółkami? — rzuciła, uśmiechając się krzywo.
Odchyliła się lekko, opierając jedną dłoń za swoimi plecami, a drugą nadal obejmując butelkę. — Dlaczego zaczęłaś się ścigać, K? Nie wyglądasz, jakby brakowało ci pieniędzy. To adrenalina? — mruknęła, przypatrując się imprezy, trwającej w najlepsze.
k.
— Besties for life — rzuciła śpiewająco i nieco ironicznie, gdy tak chętnie odciągała ją na bok, odrobinę z dala od tłoczących się razem ludzi. — Finch, dzisiaj ty będziesz moją przyjaciółką — mlasnęła na jej słowa. — A o moje życie towarzyskie to się, słodka, nie musisz martwić. Nie męczę ich swoimi sprawami, jeśli nie mam istotnych wyścigów — stwierdziła. No, bo tej nocy, na pewno nie postawili na nią tak dużo jak w niektóre wieczory, gdy mocno przygotowywała się do wyścigów. To miał być jej wieczór, upamiętniający śmierć ojca, a to że przegrała, to już zupełnie inna sprawa. Będzie musiała to jakoś przepracować. Przyznaj po prostu, że jesteś spragniona mojego towarzystwa. Rissy aż przystanęła, parskając pod nosem i kiwając z najprawdziwszym przekonaniem głową. — Masz rację. Jestem masochistką — mruknęła złośliwie.
Kingsley przeniosła spojrzenie na jej furę, po czym znów na nią. Paris niejednokrotnie spędziła noc w swoim samochodzie, więc to nie byłoby dla niej coś nowego. Chociaż zdarzało jej się też wracać pod wpływem alkoholu, z czego nie była dumna, ale... O tym Kira już nie musiała wiedzieć, racja? — Coś się wymyśli. Bez paniki, blondie. — Machnęła ręką, bo nie sądziła, żeby to był teraz największy problem. Rissy zacisnęła dłoń w pięść i szturchnęła ją mocno, gdy tak bezczelnie porównała go do tego idioty. — Zero zabawy z tobą — stwierdziła, mimo wszystko pijąc więcej szampana, zanim wskoczyła na murek tuż obok niej. — Nie powinien sobie pozwalać na to wszystko, tylko dlatego, że jego stary jest kimś ważnym — mruknęła z niezadowoleniem. — Chwila. Czy ty mnie nazwałaś Rizz? — zapytała, jakby nagle dostała olśnienia. Zwykle nazywała ją po prostu Paris albo Kinglsey, przez co Rissy roześmiała się nieco głośniej, nachylając się w jej stronę. — Czyli jednak jesteśmy przyjaciółkami? — rzuciła, uśmiechając się krzywo.
Odchyliła się lekko, opierając jedną dłoń za swoimi plecami, a drugą nadal obejmując butelkę. — Dlaczego zaczęłaś się ścigać, K? Nie wyglądasz, jakby brakowało ci pieniędzy. To adrenalina? — mruknęła, przypatrując się imprezy, trwającej w najlepsze.
k.