Strona 2 z 2

we've been doing all this late-night talking

: ndz wrz 20, 2026 11:53 am
autor: kendall weavers
Kiwa głową ze zrozumieniem i przenosi wzrok z Elmo wyklikującego kolejną wiadomość do ojca na renifera. Zaciąga się jednym z papierosów w jego dłoni. Chyba tym dłuższym, ale jakie to ma znaczenie po wszystkich tych sesjach wymiany płynów, które już odbyli ze sobą (i z narzeczoną Kenny’ego)?
Zastanawia się, czy nie powinien pójść po Sage, póki renifer wciąż spokojnie i powolnym krokiem chodził sobie przed ich domem. W gwarze imprezy z pewnością nie usłyszy powiadomienia, a w trakcie interesującej rozmowy nie pomyśli o tym, by spojrzeć na telefon. Ostatecznie jednak nie rusza się z miejsca, jeszcze musi dopalić papierosa i poczekać, aż z Elmo w końcu ustalą, co powinni zrobić. Czeka więc cierpliwie, aż uda mu się dogadać z ojcem i gdy w końcu słyszy odpowiedź na wcześniej zadane pyta, kiwa głową.
– Zadzwonię – decyduje od razu, wzruszając ramionami. Oddaje mu papierosa, a sam znów przybliża swojego do ust. Zaciąga się spokojnie i wypuszcza dym, zanim sięga po telefon, by wybrać odpowiedni numer. Młoda dziewczyna, która słychać po drugiej stronie, nie wydaje się specjalnie zdziwiona nietypowym zgłoszeniem. Kenny unosi więc brwi do góry, czując się conajmniej, jakby trafił do alternatywnej rzeczywistości, w której najwidoczniej nie ma absolutnie niczego dziwnego w chadzającym po torontońskich ulicach reniferem. Sytuacja zdaje się nieco bardziej zrozumiała, gdy dziewczyna beznamiętnym głosem informuje go, bez niepotrzebnych szczegółów, że z tutejszego zoo uciekły tego dnia zwierzęta. W tym momencie ściąga brwi, dosyć zaskoczony tą informacją, ale ostatecznie po prostu podaje jej swój adres ze wskazówkami dotyczącymi lokalizacji zwierzęcia i rozłącza się, kończąc tę niesamowicie dziwną rozmowę.
– To renifer z zoo, zaraz po niego przyjadą – wyjaśnia Elilelowi i chowa telefon do kieszeni. – Dobrze, że nie trafiliśmy na lwa – dodaje z lekkim rozbawieniem, choć teraz wie nieco więcej o sytuacji, nie wydaje się to ani trochę zabawne. Teraz stoją na balkonie, a przed nimi, w odpowiedniej odległości znajduje się renifer, ale gdyby byli na zewnątrz i trafili na lwa, tygrysa czy inną pumę, mogłoby nie być tak ciekawie. Spodziewa się, że w jutrzejszych wiadomościach usłyszy o paru nieprzyjemnych, a może i nawet śmiercionośnych wypadkach. Teraz jednak stara się o tym nie myśleć, spogląda na Elmo, jakby chciał coś powiedzieć, ale zanim zdąża choćby rozchylić usta, słyszy jak otwierają się drzwi balkonowe.
– O czym ty mówisz, Kenny? Braliście coś? – pyta Sage, patrząc podejrzliwie to na Kendalla, to na Elmo, aż w końcu zauważa sprawcę całego zamieszanie. Podchodzi do barierki, stając między nimi i wbija wzrok w zwierzę. – Jezu, to naprawdę renifer! – niemal krzyczy z ekscytacji. Wyciąga telefon z kieszeni i robi mu parę zdjęć na pamiątkę. Coś, o czym Kendall kompletnie nie pomyślał.
Wpatruje się zachwycona w renifera na podwórku, gdy nagle marszczy nos i patrzy w stronę Kenny’ego. Jej wzrok pada na jego dłoń, w której wciąż znajduje się papieros, choć jest go już najwyżej na dwa buchy.
– Kenny… – rzuca z wyraźną dezaprobatą i w głosie, i w wyrazie twarzy. Potem zwraca uwagę na Elmo, w którego ręce też przecież znajduje się wciąż papieros. – I ty też? – dodaje tym samym tonem głosu, kręcąc głową.
– Wiesz, jak jest na imprezach, Sage – odpowiada, wzruszając ramionami, ale gasi papierosa w pustej popielniczce. Staje tuż za nią, kładąc dłonie na barierce po obu jej stronach tak, że delikatnie ją obejmuje. Całuje ją w czubek głowy, jakby chciał ją udobruchać w ten sposób, a potem zerka niepewnie w stronę Elmo. Czasem zastanawia się, czy czuje się przy nich nieswojo. Z jednej strony nie wydaje się taki, gdy są w trójkę w łóżku, ale w innych sytuacjach, takich jak ta, gdy Kenny i Sage stoją razem, zachowując się jak para, którą przecież są, gdy Elmo stoi sam obok, czuje się niemal winny. Choć przecież nie powinien. Od początku tak było – Kenny i Sage jako duet i Elmo jako miły dodatek.

eliel m. saynsberry

we've been doing all this late-night talking

: wt wrz 22, 2026 7:24 pm
autor: eliel m. saynsberry
Elmo popala powoli, obserwując dym, który rozprasza się nad absurdalnym obrazem renifera w miejskiej dziczy i jednocześnie w ciszy słuchając zwięzłej konwersacji, którą Kenny prowadzi z operatorką linii po drugiej stronie słuchawki. Sądząc po jego rzeczowym tonie głosu, jest brany na poważnie i Eliel zastanawia się, czy jego też potraktowaliby w taki sposób, czy jakimś cudem wyczuliby, że ma za sobą epizody z substancjami halucynogennymi, i że w związku z tym nie należy ufać żadnemu jego słowu. Z jakiegoś powodu zawsze ma wrażenie, że ludzie w i e d z ą, mimo że nigdy nie mówi głośno o tych częściach swojej przeszłości, które wywołują w nim wstyd.
Cierpliwe, niepospieszne oczekiwanie na to, aż Kendall skończy rozmowę Elmo wykorzystuje na przypatrzenie się jego twarzy. Ma wyjątkową urodę. Subtelną i intensywną jednocześnie, co brzmi głupio, lecz Eliel tak właśnie określa to w swojej głowie i wie, że nie znalazłby na to lepszych słów. Rysy jego twarzy wyglądają na ostre i nadają mu wrażenie nieprzystępnego, ale wygładzają je niewymuszenie uniesione w neutralnym wyrazie kąciki ust. Elmo lubi na nie patrzeć. Znajduje w nich ten sam rodzaj ukojenia, który kryje się też w oczach Kenny’ego; brązowo-zielonych, głębokich, przenikliwych i jednocześnie nienatrętnych. W przeciwieństwie do spojrzenia Sage, które czasami błyszczy od wyzwań i wymagań, te patrzą spokojnie. Nienachalnie. Może nawet trochę kojąco, chociaż Eliel wątpi, że Kenny zdaje sobie z tego sprawę W sytuacjach, w których są we trójkę – on, Kendall i Sage – często łapie się na tym, że to w te oczy patrzy, gdy coś w prowadzonej właśnie konwersacji albo w otoczeniu zmusza go do poszukiwań spokoju.
Dobiegający do jego uszu głos Weaversa zbiega się w czasie z momentem, w którym telefon Elmo znowu wibruje, pewnie na znak kolejnej wiadomości od zmartwionego Benjamina. Nagłe wyrwanie z zamyślenia sprawia, że gwałtownie porusza ręką, którą opiera o balustradę, przez co trochę ledwo trzymającego się na końcówce papierosa popiołu spada na zewnętrzną, odstającą od fasady krawędź balkonu. Elmo na krótko zawiesza na nim wzrok.
– Z zoo? – powtarza ze zdziwieniem. W końcu wraca wzrokiem do twarzy Kenny’ego; wygiętych w uśmiechu ust i małych zmarszczek, które tworzą się wokół jego oczu, gdy marszczy je w rozbawieniu. Ma ochotę zapytać go o szczegóły właśnie odbytej przez niego rozmowy telefonicznej, bo czuje, że do zrozumienia całej tej sytuacji brakuje mu kontekstu, ale w tym samym momencie słyszy za sobą głos Sage. Elmo odwraca się nagle, jakby on i Kendall byli w trakcie robienia czegoś nieodpowiedniego, lecz ku jego uldze, blondynka wcale nie jest zainteresowana tym, co dzieje się na balkonie. Całą jej uwagę zabiera dla siebie, oczywiście, renifer.
Eliel uśmiecha się lekko i robi krok do tyłu, żeby ułatwić Sage przyjrzenie się zwierzęciu. Malujący się na jej twarzy wyraz zachwytu jest promienny i autentyczny. Na jego widok Elmo momentalnie czuje się źle z myślą, która siłą i zupełnie wbrew jego woli wprasza się do jego głowy: że wolałby jeszcze przez chwilę pobyć tutaj z Kennym sam.
Bo przecież jeszcze nie skończyli rozmowy. I nie wie, czy jego technika masażu ma jakikolwiek sens ani czy Kendall czuje się teraz lepiej. I nie zdążył wspomnieć mu, że kiedy był mały, Hannigan, o którym rozmawiali w kontekście hodowania dzikich zwierząt, zachowywał się całkiem normalnie, i dopiero po rozwodzie coś przestawiło mu się pod kopułą.
Dopiero gdy słyszy bezpośrednio skierowane do niego pytanie Sage, Elmo wyrzuca ze swojej głowy tę przebrzydłą myśl. Nie wie jak w ogóle do niej trafiła. Nigdy nie powinna się tam pojawić.
Wzrusza przepraszająco ramionami, nie wiedząc co powiedzieć. Głos Sage brzmi na pełen wyrzutów i o ile w przypadku Kendalla ma to jakiś sens, tak w odniesieniu do niego jest zupełnie niedorzeczne. Elmo nie musi iść za przykładem Kenny’ego i zgasić swojego papierosa, ale i tak to robi; dymienie na Sage w jej domu, w dodatku w dzień jej urodzin nie wydaje mu się ani trochę odpowiednie.
Przeciska się więc nieporęcznie w stronę popielniczki, a później wraca na swój kąt balkonu, nagle czując się na nim jak ktoś nadmiarowy. Jego twarz pozostaje niewzruszona – lekko wygięte ku górze kąciki ust mogą nawet wskazywać na to, że jest mu tu całkowicie dobrze – ale w myślach dramatycznie szuka słów, którymi uratuje się od niezręczności.
Z pomocą przychodzi mu, o boże, Jennifer, która wciska swoją głowę przez wejście na balkon, prawie uderzając nią w plecy Eliela.
– Halo, solenizantka, a dokąd to się ucieka? – pyta piskliwie, otwierając drzwi szerzej, żeby wepchnąć się pomiędzy ich trójkę. – O jeny, aha, bo wy tutaj tak na romantycznie… – reflektuje się, gdy zauważa sposób, w jaki Kenny obejmuje Sage. – Jezu, sory, my może przeszkadzamy? – Odwraca się do Eliela tak naturalnie, jakby jego widok wcale nie był dla niej dziwny. – Chodź, Elmo, pokażę ci… O kuźwa, renifer! – krzyczy, a potem przeciska się bliżej barierki i z wrażenia aż otwiera pomalowane mocno różową szminką usta. – Cholercia, jaki fajny! – zachwyca się, a potem macha do renifera, jakby wierzyła, że jest to nieodzowną częścią ludzko-zwierzęcej etykiety. Patrząc na nią, Elmo nie ma pojęcia jakim cudem udało mu się ją zapomnieć.

kendall weavers

we've been doing all this late-night talking

: pt paź 02, 2026 12:59 pm
autor: kendall weavers
Układa głowę w zagłębieniu jej szyi, przez chwilę skupiając się bardziej na swojej narzeczonej niż reniferze. Jej obecność, gdy wokół nie ma wszystkich tych ludzi z salonu, a ona nie odblokowuje przy przyjaciółkach innej osobowości, w której zupełnie nie rozpoznaje swojej Sage, jest niemal kojąca. Wydaje się to zupełnie niepasujące przy tak żywiołowej osobie, jaką jest jego narzeczona, a jednak tak właśnie jest. Sage jest dla niego bezpieczną przystanią; daje mu poczucie, że w końcu odnalazł swój dom. Po wszystkich nieudanych, chaotycznych poszukiwaniach, w końcu staje pewnie na obu nogach, czuje stabilny grunt.
A może po wszystkim, co przeżył, właśnie w to chce wierzyć, ignorując chwiejące się fundamenty.
Nagle wokół nich robi się zbyt duże zamieszanie, a na balkonie zostaje przekroczone dopuszczalne (przede wszystkim: dobrze tolerowane przez Kenny’ego) zagęszczenie osób na metr kwadratowy. Cały się spina, gdy słyszy głos Jennifer ze sobą. Gdy słyszy jej zbyt entuzjastyczne i piskliwe okrzyki okraszone niepotrzebną egzaltacją, czuje, jak wwiercają się w tył jego czaszki i wydaje się, że praca Eliela idzie na marne. Odsuwa się od Sage, nie dlatego, że Jennifer zwraca na to uwagę, a on nie lubi okazywać uczuć publicznie (chociaż to prawda [Eliela z jakiegoś powodu to nie dotyczy]) – po prostu po jej lewej stronie ma dla siebie trochę więcej miejsca.
– Ciszej, bo go wystraszysz – rzuca do niej, bo choć jej okrzyki są dla niego niekomfortowe, przede wszystkim martwi się o to, że spłoszy renifera. Cała akcja ratunkowa poszłaby na marne, gdyby zwierzę uciekło, zanim pojawiliby się po niego ludzie.
– Nie przesadzaj, przecież nawet nie zwraca na nas uwagi. Patrz, jaki jest wyluzowany! – odpowiada Kenny’emu i zwraca się w stronę Elmo. – Zrób mi z nim zdjęcie, ale tak żeby było go dobrze widać. Musisz dać zoom 1,5x i się trochę odsunąć – instruuje go i podaje mu swój telefon. Zanim zdąży zareagować, wciska się między niego a Sage, by stanąć przy barierce, zmuszając tym samym Elmo do tego, by zajął odpowiednie do swojej roli miejsce na przeciwko niej. Jej ton głos, jak i cała postawa informują go, że nie przyjmie sprzeciwu. Eliel ma wykonać zadania o tyle.
Kenny wywraca na to wszystko oczami, za co od razu dostaje kuksańca w bok od Sage, choć wydaje się bardziej rozbawiona niż oburzona jego zachowaniem.
– Nie taak, musisz bardziej z dołu. I dlaczego mi nie powiedziałeś, że widać mi ramiączko od stanika? – rzuca z rezygnacją, gdy widzi efekt pracy Elmo. – To jest ładne, ale zasłaniam tu trochę renifera – dodaje jeszcze i oddaje telefon Elielowi, bez uprzedniej prośby o to, by wykonał kolejną serię zdjęć. Renifer ma jednak inne plany – jak tylko Elmo podnosi telefon, by zrobić kolejne zdjęcie, postanawia zostawić po sobie na trafie brązowy ślad.

eliel m. saynsberry

we've been doing all this late-night talking

: sob paź 03, 2026 7:41 pm
autor: eliel m. saynsberry
Przez cały czas Eliel patrzy na Jennifer z delikatnym uśmiechem i bez słowa skargi pozwala jej rozstawiać się po kątach. Nie przeszkadzają mu ani jej niestworzone wymagania odnośnie idealnego zdjęcia z reniferem, ani przesadna głośność, z którą akcentuje każde swoje kolejne słowo. Właściwie to, jak wiele przestrzeni zajmuje sobą Jenny jest mu na rękę, bo to właśnie dzięki niej nie musi na szybko głowić się nad prawdopodobnie bardzo mało wiarygodnym powodem na nagłe wycofanie się z balkonu, aby zostawić Kenny’ego i Sage sam na sam. Chociaż wciąż wydaje mu się, że tak byłoby bardziej odpowiednio (zwłaszcza biorąc pod uwagę powód, dla którego wszyscy znajdują się teraz pod dachem jednego mieszkania), szum, jaki robi dookoła siebie Jenny skutecznie odwraca uwagę Elmo od tego wniosku.
– Tu wyszłaś bardzo ładnie – mówi, pochylając się nad jej telefonem, gdy pokazuje jej pierwszą porcję zdjęć. Mimo tego pochlebstwa, Jennifer wciąż jest niezadowolona, więc Elmo stara się jeszcze raz. Próbuje uchwycić ją pod innym kątem; bardziej z dołu, a później bardziej z lewej. Obserwująca jego wysiłki Sage chichocze, gdy Jennifer po raz kolejny kręci nosem, a jeszcze później, kiedy renifer dosadnie pokazuje im co myśli o całym tym poruszeniu wywołanym jego obecnością, parska głośnym śmiechem. Jenny, chyba w szczycie rezygnacji, w końcu też porzuca poważną minę. Kręci głową nad ostatnimi zdjęciami Eliela, ale na jej ustach błąka się blady uśmiech.
– Są masakryczne – stwierdza, wsuwając telefon z powrotem do tylnej kieszeni krótkich, obcisłych spodenek. Jest duży, więc wystaje z nich tak bardzo, że prawie dotyka dołu jej koszulki. – Jezu, Elmo, masz szczęście, że jesteś słodki – komentuje, a potem przeczesuje mu włosy dłonią. Słysząc te słowa, znów uwieszona na ramieniu Kenny’ego i wyraźnie rozbawiona Sage puszcza Elielowi oczko; widok, na który policzki Saynsberry’ego pokrywają się warstwą nieznośnego różu.
– No, jasne – przebąkuje i jest to błąd. Jennifer najwyraźniej uznaje, że kwestia jego braku wiary w bycie słodkim jest czymś, czemu należy położyć kres tu i teraz.
– Jesteś! – zarzeka się. – Wiesz, że gdy chodziliśmy do szkoły to totalnie miałam na tobie krasza? – Nie wiedział, więc wpatruje się w nią nieufnie, z lekko uniesionymi brwiami. Jenny jednak, może na szczęście, nie wchodzi w szczegóły swojego życia uczuciowego z czasów liceum. – Byłeś i jesteś super uroczy. Chcesz to też ci zrobię zdjęcie z reniferem. Wtedy na pewno to zobaczysz. No, ustaw się – zarządza, machając na Kenny’ego i Sage ręką i tym samym dając im niemy znak, aby odsunęli się na boki. Niestety w tym samym momencie zza zakrętu wyłania się furgonetka z otwartą, zabezpieczoną jedynie kratami przestrzenią ładunkową z tyłu. Zatrzymuje się niedaleko renifera, gasi silnik, a później wychodzi z niej dwóch mężczyzn, którzy, sądząc po ich strojach, muszą być pracownikami zoo.
– To chyba koniec zdjęć, Jenny – zauważa Elmo, pocieszająco poklepując dziewczynę po ramieniu. Jennifer tylko przewraca oczami.
– No trudno, ja mam swoje zdjęcie. Tylko was mi żal. – Wzrusza ramionami, po czym zerka na Sage. – Szoty? – proponuje na szybko zanim wycofuje się z balkonu. Eliel czuje, że powinien zrobić to samo, ale mimo wszystko chce zobaczyć jak renifer traci swoją chwilową wolność. Jest w tym coś smutnego, chociaż doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że w mieście, w kompletnie nieznajomych i trudnych warunkach, pewnie nie przetrwałby zbyt długo.

kendall weavers