let it burn
: czw paź 08, 2026 7:10 pm
trigger warning
przekleństwa, dziwne rzeczyTo pytanie zadawała sobie od jakiś dwudziestu minut.
Dosłownie od momentu, w którym razem z Wendy obudziły się w jakieś zamkniętej, ruszającej się skrzyni. Dookoła nie było wyjścia, a jeszcze jakby tego było mało, okazało się, że był z nimi jakiś odpierdolony na Gandalfa krasnal, który w zamian za pokazanie drogi wyjścia chciał, żeby mu obiągnąć?
Cyrk.
Cyrk na kółkach.
Nie było nawet opcji, że którakolwiek z nich wyląduje przed tym gościem na kolanach
Pozwoliła Gardner czynić swą powinność, nawet lekko poklepała ją po pleckach, co by jej się cała żółć ładnie oderwała, chociaż spojrzenie miała cały czas wbite w krasnala. Nie mogły spuści go z oczu, bo gość był nieobliczalny. Jeszcze by na nie naskoczył i co by było? Tylko zaraz okazało się, że zamiast krasnala, powinny bać się miejsca, w jakim się znajdowały, bo ziemi znowu się poruszyła. W tym samym czasie coś głośno huknęło i na moment w pomieszczeniu zapanowała jasność.
Pilar momentalnie zmrużyła oczy, oślepiona nagłym promieniem światła i dopiero po chwili, uchyliła powoli powieki, rozglądając się za wyjściem. W pierwszej kolejności w oczy rzuciło jej się… niebo. Bo tylko tyle było widać z otworu. Pieprzone niebo. Jakby dosłownie były w chmurach. Nawet nie zwróciła uwagi na to, że krasnal zaczął świecić się na złoto, bo już wyrwała się do krat.
— Wendy, tutaj! — krzyknęła głośniej, zaciskając palce na metalu. W pierwszej chwili gówno nawet nie chciało drgnąć, przez co Pilar powoli tracił nadzieje, ale wtedy z boku wyczuła… uchwyt. Niewielką klamkę, którą chyba dało się… — Pomóż mi to przekręcić! — poprosiła i zaraz obie chwytały wajchę w dłonie, szarpiąc się z nią i stękając przy tym głośno.
— A mojej to nie chciałyście tak chwycić — wtrącił oburzony Gandalf, tylko dziewczyny już nie zwracały na niego uwagi. Były zbyt zajęte siłowaniem się z zawiasem, który… W KONCU puścił. Okno wyleciało na zewnątrz, a Pilar automatycznie przytrzymała Wendy, jasno dając jej do zrozumienia, że powinna iść pierwsza, gdyby było niebezpiecznie. Przerzuciła jedną nogę, stając na konstrukcji, która lekko się zachwiała, a zaraz drugą, rozglądając się dookoła i…
— O ja pierdole — tylko tyle była w stanie z siebie wydusić, patrząc w dół jakieś solidne kilkadziesiąt metrów. Ile to było? Jakieś solidne cztery piętra, jak nie pięć! Ludzie na dole wyglądali jak mrówki, a one znajdowały się na samym szczycie… jakiegoś kutasa? Tak. Niewielki balkonik, na jakim stały decydowanie przypominał różowiutki napletek. Pytanie tylko teraz brzmiało jak one się tam dostały i przede wszystkim: jak teraz zejść na dół?!
Wendy Gardner Madox A. Noriega William N. Patel
