Big Kahuna rzecze: ciepły wiatr spienione goni fale...
: czw paź 22, 2026 11:14 am
Chrząknął znacząco, chociaż nie do końca wiadomo było, czy ten dźwięk oznaczał to, że zaufał jej w kwestii wieku, czy raczej nie uwierzył za grosz. Chłopie, znowu się ładujesz w kłopoty. Może zapytać ją o dowód? Zresztą mile spędzony dzień wcale nie musi prowadzić do łóżka!
- Mała... Mógłbym być... A zresztą! - machnął ręką, bo jakie to miało znaczenie tak naprawdę?
Wręcz jeśli chcą się dzisiaj dobrze bawić, to może nie powinien ustawiać tak tej narracji? Już raz popełnił taki błąd.
- Jestem staroświecki... - wyjaśnił, wzruszając ramionami. - Jeśli mamy razem zjeść to śniadanie, a potem mam Cię odstawić na lotnisko, to musisz poznać moich rodziców i poprosić ich o zgodę, żeby mnie uwieść.
Zarechotał, po czym podniósł się, górując nad nią niczym jakiś olbrzym. Spojrzał na nią dzikim, nieco groźnym spojrzeniem, bo jakkolwiek ciepło by się nie zachowywał, to jednak jego resting bitch face przypominał niedźwiedzia.
- Naprawdę przyleciałaś tutaj na jeden dzień?! - powtórzył pytanie z niedowierzaniem. - Jesteś szalona! Ale w takim razie wyciągniemy z niego tyle, ile się da. Najpierw śniadanie. Girl has to eat! Później jedziemy poserfować na inną plażę. Tutaj jest za dużo galarety. Obiad u mnie, potem nauczymy Cię tańczyć hula, akurat są dzisiaj zajęcia w tutejszym ośrodku kultury. Na kolację owoce morza, znam świetną knajpkę.
No i co dalej, panie strategu? Rzeczywiście grill u twojej rodziny? Znaleźć jej hotel? Pozwolić spać pod namiotem na plaży? W sumie noc pod gwiazdami to dobry pomysł. Mogliby tutaj wrócić.
- Wolisz noc pod gwiazdami, czy szukamy dla Ciebie hotelu?
W końcu to jej magiczny dzień w raju, powinna sama zdecydować, na co ma ochotę!
W odpowiedzi na ostatnie pytanie pokręcił głową, powoli zasypując ognisko piachem, żeby je zadusić.
- Jestem Max... Kahuna to tutejsze określenie... Mędrca, mistrza albo kapłana. Ale do mnie przylgnęło przez cytat z Pulp Fiction. - uśmiechnął się pod nosem, ciekaw, czy w ogóle kojarzyła ten film albo czy mogła skojarzyć jego pseudonim artystyczny.
Nah! Nie miała na to najmniejszych szans! Za młoda była, kiedy był u szczytu kariery...
- By the way... To się nosi na biodrach. - zauważył, kiedy nieśli już rzeczy w kierunku samochodu.
Neia Delacroix
- Mała... Mógłbym być... A zresztą! - machnął ręką, bo jakie to miało znaczenie tak naprawdę?
Wręcz jeśli chcą się dzisiaj dobrze bawić, to może nie powinien ustawiać tak tej narracji? Już raz popełnił taki błąd.
- Jestem staroświecki... - wyjaśnił, wzruszając ramionami. - Jeśli mamy razem zjeść to śniadanie, a potem mam Cię odstawić na lotnisko, to musisz poznać moich rodziców i poprosić ich o zgodę, żeby mnie uwieść.
Zarechotał, po czym podniósł się, górując nad nią niczym jakiś olbrzym. Spojrzał na nią dzikim, nieco groźnym spojrzeniem, bo jakkolwiek ciepło by się nie zachowywał, to jednak jego resting bitch face przypominał niedźwiedzia.
- Naprawdę przyleciałaś tutaj na jeden dzień?! - powtórzył pytanie z niedowierzaniem. - Jesteś szalona! Ale w takim razie wyciągniemy z niego tyle, ile się da. Najpierw śniadanie. Girl has to eat! Później jedziemy poserfować na inną plażę. Tutaj jest za dużo galarety. Obiad u mnie, potem nauczymy Cię tańczyć hula, akurat są dzisiaj zajęcia w tutejszym ośrodku kultury. Na kolację owoce morza, znam świetną knajpkę.
No i co dalej, panie strategu? Rzeczywiście grill u twojej rodziny? Znaleźć jej hotel? Pozwolić spać pod namiotem na plaży? W sumie noc pod gwiazdami to dobry pomysł. Mogliby tutaj wrócić.
- Wolisz noc pod gwiazdami, czy szukamy dla Ciebie hotelu?
W końcu to jej magiczny dzień w raju, powinna sama zdecydować, na co ma ochotę!
W odpowiedzi na ostatnie pytanie pokręcił głową, powoli zasypując ognisko piachem, żeby je zadusić.
- Jestem Max... Kahuna to tutejsze określenie... Mędrca, mistrza albo kapłana. Ale do mnie przylgnęło przez cytat z Pulp Fiction. - uśmiechnął się pod nosem, ciekaw, czy w ogóle kojarzyła ten film albo czy mogła skojarzyć jego pseudonim artystyczny.
Nah! Nie miała na to najmniejszych szans! Za młoda była, kiedy był u szczytu kariery...
- By the way... To się nosi na biodrach. - zauważył, kiedy nieśli już rzeczy w kierunku samochodu.
Neia Delacroix