into an otter dimension
: wt wrz 15, 2026 5:49 pm
W sumie po paru głębszych mało kto przejmował się nutami zapachowymi albo rocznikiem pitego alkoholu, co nie? Byle miało bąbelki albo dobrze wchodziło z sokiem! Do takiego wniosku Perry dochodziła zazwyczaj wtedy, gdy dawała się wyciągnąć na imprezę z Griffinem i jego ekipą. Nie zdarzało się to jednak często - zazwyczaj AKURAT WTEDY (
) wypadała jej joga, pilates, spacer z psem sąsiadów albo inne superowe zajęcie angażujące szare komórki. - Masz rację, alkohol to alkohol, a że jesteśmy studentkami, nie ma co wybrzydzać - stwierdziła Perry z rozbawieniem i kiwnęła głową dla potwierdzenia swoich słów.
Co do palenia, Perry miała żałosne doświadczenie nawet ze zwykłymi fajkami, a co dopiero z marihuaną, ale jeden, jedyny raz z Pixie wystarczył, żeby uznała, że jej się podobało. Co prawda trochę wirowało jej w głowie, ale za to jaka była odprężona! Czuła się wtedy jak chmurka. - Już to uzgodniłyśmy, Piiiix! - stwierdziła Wallace ze śmiechem i dała koleżance kuksańca w bok. - Jestem twoim Frankensteinem, doktorze. Sama mnie powołałaś do życia, więc teraz bierz za to pełną odpowiedzialność, hahaha - wyszczerzyła się jak łobuz. - A tak przy okazji, żałuję, że nie zaczęłyśmy gadać wcześniej. Griffin w ogóle nie mówił, że jesteś taka zajebibi - dodała i wzruszyła ramionami, ale w sumie nie powinna być zdziwiona. Griffin rzadko wspominał o swojej rodzinie, a gdy spotykał się z Perry, ich rozmowy zazwyczaj krążyły wokół bieżących hobby albo planowania kolejnych atrakcji. W październiku na przykład mieli spróbować wspinaczki, ale nie licząc spacerów z pieskami ze schroniska, ich wspólne pasje zmieniały się bardziej dynamicznie niż wzorki w kalejdoskopie. Raz była to ceramika, z której na pamiątkę zostawili sobie po krzywym kubku z inicjałami, innym razem jogging, który rzucili po czterech dniach, potem zajarali się boksem, ale kiedy Perry dostała od jakiejś dziewczyny cios prosto w nos to szybko się zniechęciła... No i wyglądało na to, że nowym hobbym Perry zostało właśnie oglądanie zwierzątek z całego świata w towarzystwie siostry Griffina.
Nawet jeśli te zwierzątka były obrzydliwymi złodziejami. - Ano, podkradają też sobie nawzajem kamienie, żeby budować gniazda, wiesz, to towar mocno deficytowy na Antarktydzie - wtrąciła Perry, dalej przyglądając się tym słodkim pokrakom, no bo w sumie gdzieś patrzeć musiała, skoro jej policzki ciągle miały kolor pomidora albo buraczka, który nie chciał zniknąć z jej twarzy, MA-SAK-RA. Sio, sio, wstydzie, omagad. A na dodatek Pixie chciała dla niej zbierać kamyczki, ona się zaraz rozpłacze i będzie przypominać płaczącego pomidora (
). - Już myślałam, że zaczniesz nimi dekorować swoje terrarium albo coś, dziękuję - ucieszyła się szczerze, walcząc ze sobą, bo Pixie naprawdę była urocza, normalnie dla niej Perry mogłaby nałapać garść mrówek albo karaczanów, chociaż… zaraz? Jak to właściwie działało? Czy mrówki kupowało się w jakimś specjalistycznym sklepie zoologicznym czy po prostu szło się do lasu z łopatką i kradło je prosto z mrowiska? - Taki z napisem love dostałam już od Griffina, ale ty możesz narysować na swoim mrówkę - rozmarzyła się. - Już zawsze będziesz kojarzyć mi się z mrówkami, wiesz? Skąd w ogóle wzięłaś swoje pierwsze mrówki? - spytała mimochodem, bo skoro wcześniej ta myśl zadomowiła się w jej głowie, to musiała poznać odpowiedź. LUBIŁA WIEDZIEĆ!
A co do tych nieszczęsnych "oświadczyn"? Ech. - Ja też, powaga - przytaknęła natychmiast i z ulgą sobie uświadomiła, że czerwień w końcu zaczęła znikać! FINALLY! Bye, bye,apetite niezręczność. Ale w sumie coś w tym było, wiecie? Dziewczyny z natury miały o wiele bliższe (pod względem fizycznym!!!!) relacje niż faceci. Częściej chodziły, trzymając się za ręce, przytulały się bez powodu i dawały sobie buziaki w policzek na przywitanie, więc oświadczyny dla żartu wpisywały się w ten schemat idealnie, co nie? Jezu, spraw, żeby tak było. No ale skoro Pixie jeszcze od niej nie uciekła, to musiała polubić Perry chociaż w minimalnym stopniu, więc trochę ją to uspokoiło.
Ale, ale, prawdziwe pytanie brzmiało, czy pingwiny będą robić teraz jakieś sztuczki?! - Tak, przed otrzymaniem każdej rybki robią salto w tył! - obwieściła Perry z miną weterynaryjnego eksperta, zanim parsknęła głośnym śmiechem i zacisnęła palce na barierce. - Żartowałam. Tylko trochę powrzeszczą i będą bić się o ryby jak studenci o darmową pizzę… Widzisz? - zagadnęła, bo pingwinki właśnie zaczęły "dawać głos", a tłum wokół dziewczyn robił się coraz bardziej zbity. Perry była tak bardzo zafascynowana zamieszaniem na wybiegu i własnymi myślami, że całkowicie nie zauważyła, jak jakiś nastolatek w kapturze stanął tuż za nią i zaczął sięgać dłonią do tylnej kieszeni jej spodni, w której znajdował się jej telefon… Ojojoj?
Kolejne pytanie brzmiało - czy Pixie też tego nie zauważyła?!?!?!
pixie
Co do palenia, Perry miała żałosne doświadczenie nawet ze zwykłymi fajkami, a co dopiero z marihuaną, ale jeden, jedyny raz z Pixie wystarczył, żeby uznała, że jej się podobało. Co prawda trochę wirowało jej w głowie, ale za to jaka była odprężona! Czuła się wtedy jak chmurka. - Już to uzgodniłyśmy, Piiiix! - stwierdziła Wallace ze śmiechem i dała koleżance kuksańca w bok. - Jestem twoim Frankensteinem, doktorze. Sama mnie powołałaś do życia, więc teraz bierz za to pełną odpowiedzialność, hahaha - wyszczerzyła się jak łobuz. - A tak przy okazji, żałuję, że nie zaczęłyśmy gadać wcześniej. Griffin w ogóle nie mówił, że jesteś taka zajebibi - dodała i wzruszyła ramionami, ale w sumie nie powinna być zdziwiona. Griffin rzadko wspominał o swojej rodzinie, a gdy spotykał się z Perry, ich rozmowy zazwyczaj krążyły wokół bieżących hobby albo planowania kolejnych atrakcji. W październiku na przykład mieli spróbować wspinaczki, ale nie licząc spacerów z pieskami ze schroniska, ich wspólne pasje zmieniały się bardziej dynamicznie niż wzorki w kalejdoskopie. Raz była to ceramika, z której na pamiątkę zostawili sobie po krzywym kubku z inicjałami, innym razem jogging, który rzucili po czterech dniach, potem zajarali się boksem, ale kiedy Perry dostała od jakiejś dziewczyny cios prosto w nos to szybko się zniechęciła... No i wyglądało na to, że nowym hobbym Perry zostało właśnie oglądanie zwierzątek z całego świata w towarzystwie siostry Griffina.
Nawet jeśli te zwierzątka były obrzydliwymi złodziejami. - Ano, podkradają też sobie nawzajem kamienie, żeby budować gniazda, wiesz, to towar mocno deficytowy na Antarktydzie - wtrąciła Perry, dalej przyglądając się tym słodkim pokrakom, no bo w sumie gdzieś patrzeć musiała, skoro jej policzki ciągle miały kolor pomidora albo buraczka, który nie chciał zniknąć z jej twarzy, MA-SAK-RA. Sio, sio, wstydzie, omagad. A na dodatek Pixie chciała dla niej zbierać kamyczki, ona się zaraz rozpłacze i będzie przypominać płaczącego pomidora (
A co do tych nieszczęsnych "oświadczyn"? Ech. - Ja też, powaga - przytaknęła natychmiast i z ulgą sobie uświadomiła, że czerwień w końcu zaczęła znikać! FINALLY! Bye, bye,
Ale, ale, prawdziwe pytanie brzmiało, czy pingwiny będą robić teraz jakieś sztuczki?! - Tak, przed otrzymaniem każdej rybki robią salto w tył! - obwieściła Perry z miną weterynaryjnego eksperta, zanim parsknęła głośnym śmiechem i zacisnęła palce na barierce. - Żartowałam. Tylko trochę powrzeszczą i będą bić się o ryby jak studenci o darmową pizzę… Widzisz? - zagadnęła, bo pingwinki właśnie zaczęły "dawać głos", a tłum wokół dziewczyn robił się coraz bardziej zbity. Perry była tak bardzo zafascynowana zamieszaniem na wybiegu i własnymi myślami, że całkowicie nie zauważyła, jak jakiś nastolatek w kapturze stanął tuż za nią i zaczął sięgać dłonią do tylnej kieszeni jej spodni, w której znajdował się jej telefon… Ojojoj?
Kolejne pytanie brzmiało - czy Pixie też tego nie zauważyła?!?!?!
pixie