Strona 2 z 2

Funny Seeing You Here

: pt wrz 18, 2026 5:40 pm
autor: Harris L. Morgan
Gotowy. – Harris skinął głową, choć jego wzrok wciąż pozostawał na lamie. – Tylko poczekajmy, aż wejdzie wystarczająco głęboko. Nie chcę, żebyśmy zbudowali jej ogrodzenie, a potem odkryli, że potrafi z niego wyjść szybciej niż my.
Przesunął się kilka kroków w bok, zostawiając Cobie po drugiej stronie przygotowanego prowizorycznego wybiegu. Lama przez chwilę obserwowała go z tym samym podejrzliwym zainteresowaniem, które towarzyszyło jej od momentu, gdy zdecydowała się obrać go za swój główny cel. Harris wyciągnął lekko rękę, ale zaraz ją opuścił, uznając najwyraźniej, że po wcześniejszych doświadczeniach lepiej nie prowokować jej do kolejnego kontaktu.
Chodź. Nie będziemy się przecież kłócić. – Jakby rzeczywiście rozumiała, o co chodzi, lama zrobiła kilka kroków w jego stronę. Harris spokojnie się cofnął, utrzymując odpowiedni dystans i prowadząc ją dokładnie tam, gdzie chciał. Jeszcze kilka kroków i zwierzę znalazło się wewnątrz prowizorycznej zagrody, a wtedy rzucił krótkie spojrzenie Cobie. – Teraz.
Cobie natychmiast ruszyła do bramy, a Harris zrobił to samo z drugiej strony. Lama zorientowała się, że jej przestrzeń właśnie znacząco się zmniejszyła, i spróbowała zawrócić, ale było już za późno. Cobie złapała za przęsło, Harris dopchnął drugą część ogrodzenia i przez moment oboje pracowali niemal bez słów, poprawiając metalowe elementy i upewniając się, że nic się nie przesunie. Kiedy ostatni zaczep wskoczył na swoje miejsce, odsunęli się od zagrody, a lama zatrzymała się pośrodku, najwyraźniej równie zaskoczona rezultatem co oni.
Przez chwilę patrzyła najpierw na Harrisa, później na Cobie, jakby próbowała ustalić, kto właściwie ponosił odpowiedzialność za to wyjątkowo nieuprzejme ograniczenie jej wolności. Na koniec tupnęła nogą, a Harris uniósł brwi. – Rozumiem. Jesteś niezadowolona.
Dopiero kiedy upewnił się, że ogrodzenie rzeczywiście trzyma, odsunął się jeszcze kilka kroków i oparł dłonie na biodrach. Przez moment przyglądał się efektowi ich pracy, próbując poukładać w głowie wszystko, co wydarzyło się w ciągu ostatnich kilkunastu minut: tymczasowe ogrodzenie z przypadkowych barierek, lama zamknięta na środku parkingu, kilkunastu gapiów obserwujących całe przedstawienie i policjantka stojąca obok niego. Do tego on sam, nadal w szpitalnych scrubsach, z zaschniętą na twarzy pamiątką po pierwszym spotkaniu z główną bohaterką tego wydarzenia.
Przez kilka sekund próbował zachować powagę, ale najwyraźniej jego organizm uznał, że właśnie wyczerpał limit rozsądnego reagowania na tę sytuację. Najpierw wyrwało mu się krótkie parsknięcie, potem kolejne, i zanim zdążył się powstrzymać, śmiał się już naprawdę, pochylony i oparty dłońmi na kolanach. Całe napięcie, które jeszcze przed chwilą utrzymywało go w pełnym skupieniu, znalazło sobie wreszcie ujście.
Przepraszam… – wydusił między kolejnymi urywanymi oddechami, choć jego rozbawienie zdecydowanie nie sugerowało, że rzeczywiście było mu przykro.
Kiedy w końcu podniósł głowę i spojrzał na Cobie, jej obecność tylko pogłębiła absurd całej sceny. Przypomniał sobie nagle, że jeszcze kilkanaście minut wcześniej rozmawiali po latach przerwy, próbując znaleźć jakikolwiek normalny sposób na rozpoczęcie tej rozmowy, a teraz wspólnie budowali na parkingu zagrodę dla lamy. Zaśmiał się jeszcze raz, tym razem ciszej, przecierając dłonią twarz, zanim spróbował wreszcie odzyskać resztki powagi. – Dobrze. To było... bardzo profesjonalne. Oboje poradziliśmy sobie znakomicie.


:lama: