Strona 2 z 2

Damn, I hate bein' sober

: sob wrz 19, 2026 9:55 pm
autor: Neia Delacroix
Pokiwała powoli głową, przyjmując jej wyjaśnienie. W końcu Pixie była bardzo mądra, to na pewno wiedziała co mówi. Co prawda to Neia studiowała kryminalistykę, ale raczej skupiała się na tym co działo się już po tym, jak ludzie ginęli, a nie w trakcie, więc nie czaiła tych wszystkich morderczych zasad. Chociaż oglądała różne filmy dokumentalne o seryjnych mordercach, czy w ogóle mordercach i obejrzała wszystkie części Oszukać przeznaczenie, to jakoś nie mogła sobie tej kolejności przypomnieć.
Była zdecydowanie za bardzo spizgana na takie rozkminy.
Ale chyba za mało na wyobrażanie sobie poćwiartowanej laski w walizce. Słyszała o tym. To i owo, różne warianty, różne historie, jedna walizka. Czasami zastanawiała się ile ktoś musiał zadać sobie trudu, żeby upchnąć ciało w walizce. O ile było małe, a waliza dosyć duża, to jeszcze jakoś dało się może wcisnąć bez robienia bałaganu, ale w innym przypadku to przecież straszna robota. Jej na pewno by się nie chciało.
Ale czy Osie też by się nie chciało? Wyglądał na osiłka, miał dużo siły i pewnie bardzo mały rozumek, a w tym połączeniu było bardzo prawdopodobne, że zdecydowałby się na walizkę. Tylko, że to, co słyszały pod drzwiami nie było raczej odgłosami osiłka pakującego ciało do walizki. Co też więc się za tymi drzwiami działo, była coraz bardziej ciekawa.
Patrzyła na Pixie szeroko otwartymi oczami i sama już nie wiedziała co podpowiadają jej barwne obrazy, przesuwające się w jej głowie. Trochę była też podekscytowana i czuła przyspieszone bicie serca, a jednocześnie znowu zachciało się jej śmiać i już czuła, że robiła się głodna, jak wilk.
— Możliwe. O ile ma walizkę — zauważyła rozsądnie, bo nie można było niczego wykluczyć. Tak na wszelki wypadek. — A może ją dusi… no wiesz, żądłem — podsunęła, chociaż zdecydowanie wolała o tym w ten sposób nie myśleć. Czy to dziwne, że wolałaby przyłapać ich jednak na czymś innym, niż seks? Mimo obrzydliwości scenariusza parsknęła rozbawiona tym porównaniem, bo było beznadziejnie głupie, ale nie umiałaby nazwać tego w tym momencie inaczej.
Zdenerwowanie osiągnęło apogeum w momencie, w którym czekały już w drzwiach na rozwój wydarzeń i Pix szukała włącznika światła. Neia jeszcze patrzyła tylko czy nagrywanie jest włączone i gdy stała się światłość, otworzyła usta, patrząc na tak absurdalny widok, że chyba nikt na świecie by się go nie spodziewał.
— Masz to? — szepnęła do przyjaciółki, nie odrywając spojrzenia od sceny przed nią, jakby cały czas chciała się upewniać, że to prawda i że nic się jej nie wydaje. Czy to mogło być przez tego skręta? Aż tak dobry towar. — Bo widzisz to, co ja? — zapytała, aby się upewnić. Zamrugała. Osa i jego koleżanka też zamrugali, po czym Neia zdała sobie sprawę, że muszą chyba spierdalać, żeby nie dać sobie odebrać filmu.
— Odwrót. I zapisz to w chmurze — mruknęła, próbując się wycofać, ale wtedy coś ją tknęło. Zerknęła na laskę, na Osę, a potem na arbuza. Na czym im bardziej zależało? Bo Nei nagle zaczęło zależeć na arbuzie na tyle, że była gotowa o niego z nimi walczyć. Nagle, zamiast się wycofać, skoczyła naprzód i złapała za połówkę arbuza, którą trzymał Osa, bo ta była większa. Chyba wszystkich to zaskoczyło; Osę, że nagle ktoś próbuje mu zabrać owoc, laskę, że ktoś ich nagrał, bo już ruszyła za Pixie i jej telefonem i samą Neię, bo o dziwo udało się jej tego arbuza osiłkowi wyrwać. Nie zamierzała już go puścić, tylko ruszyła biegiem do drzwi, obejmując połówkę arbuza jak ciężarna brzuch.
— Zmywamy się!

pixie fontaine

Damn, I hate bein' sober

: ndz wrz 20, 2026 1:56 am
autor: pixie fontaine
Była mądra. W tym stanie może trochę mniej, ale inteligencję uważała za swój największy atut. Była też zabawna, więc bardzo pochlebiało jej, kiedy potrafiła rozśmieszyć kogoś swoimi żartami. Co prawda nie znała się na morderstwach tak, jak Neia, ale wiedziała, że kto umarł, ten nie żyje. To chyba najważniejsze, prawda?
Nie wiedziały, co takiemu Osie mogło siedzieć w głowie. Niby nie wyglądał na seryjnego mordercę, nie nosił takich głupich okularów jak Jeffery Dahmer, ale mordę miał równie idiotyczną. W sumie ciekawe, co Pola w nim widziała. Pewnie dobrze się ruchał. Albo jarało ją leżenie w walizce. W tym momencie Pixie powinna przestać myśleć, ale nie można było tak po prostu wyłączyć tych rozkmin, pomimo szczerych chęci. THC robiło swoje, a jej umysł żył własnym życie, pisząc przeróżne scenraiusze.
— Żądłem? — wypaliła Pixie, robiąc wielkie oczy. O ile te wąskie szparki można nazwać wielkimi. — Neia, ja mam uczulenie na pszczeli jad. Jad pszczół i os ma odmienny skład chemiczny i inne białka uczulające, ale podobno można mieć uczulenie na na oba te owady jednocześnie. Żadna osa nigdy mnie nie użądliła. Pszczoła tak, ale osa nie — powiedziała z wyraźnym przejęciem w głosie. Jak Osa ją dopadnie swoim żądłem, to ma przejebane.
Zastygła z telefonem w dłoni, patrząc to na arbuza, to na chłopaka Poli, aż w końcu przeniosła wzrok na dziewczynę, która Polą nie była. Co to za pojebana akcja?
— No — odparła niemrawo, kiedy przyjaciółka zapytała, czy zdołała to nagrać. — A ty widzisz to, co ja widzę? — zerknęła na nią kątem oka, chcąc się upewnić, że mają przed sobą ten sam obraz. Zostały jednak przyłapane na gorącym uczynku i musiały jak najszybciej się stąd ewakuować, zanim Osa postanowi skonfiskować im telefon z filmikiem.
— Chodźmy — wyszeptała, ale wtedy Delacroix rzuciła się w głąb pokoju. Wszystko działo się tak szybko, że Fontaine nawet nie zdążyła mrugnąć. Co ona, do cholery, wyprawiała? Niby widziała, jak Neia wyrywa Osie połówkę arbuza i jak tamta typiara zrywa się z łóżka i zmierza w kierunku drzwi, ale jej głowa odtwarzała to w zwolnionym tempie. Laska biegła w jej kierunku w jebanym slow montion i chyba tylko dlatego Pixie zdążyła zrobić zręczny unik. W rzeczywistości musiała wyglądać bardzo pokracznie, kiedy odbiła się od framugi, przepuszczając Neię z arbuzem i w ostatniej chwili zamknęła nie-Poli drzwi przed nosem. Ta odbiła się od nich z hukiem.
— Wychodzimy stąd. Idziemy do ciebie — zarządziła, obejmując ją ramieniem, jakby połówka arbuza była ich wspólnym dzieciątkiem. Pociągnęła przyjaciółkę w stronę schodów, po których zaczęły zbiegać co dwa stopnie. Prawie staranowały przy tym Itchy'ego, który niestrudzenie próbował swoich sił w narciarstwie. — Czemu to zrobiłaś? — wydyszała Pix, kiedy już znalazły się na werandzie przed domem. Gdyby Neia powiedziała jej, że ma ochotę na arbuza, to przecież Fontaine poszłaby jej takiego kupić. Trudno stwierdzić gdzie, bo był środek nocy, ale na pewno udałoby jej się znaleźć jakiś otwarty sklep arbuzopolowy.

Neia Delacroix

Damn, I hate bein' sober

: sob wrz 26, 2026 10:53 am
autor: Neia Delacroix
Zamrugała, przyglądając się Pixie, kiedy ta tłumaczyła jej, że jest uczulona na pszczeli jad. To była bardzo poważna deklaracja i przez chwilę Neia wyglądała na niezwykle przejętą, bo co jeżeli na jad osy również i po użądleniu coś się jej stanie? Po chwili skrzywiła się jak zniesmaczona barbie, bo dotarło do niej, że przecież nie chodziło o prawdziwą osę ani prawdziwe żądło.
— Oh, ale.. — zaczęła, chcąc wytłumaczyć, że mówiła o penisie, ale potem uznała, że wcale nie chce mówić o penisie Osy na głos, więc dotknęła czoła palcami, jakby chciała szybko wymyślić coś, żeby wybrnąć z tego bez skrętu żenady. — Ale ja nie pozwolę cię użądlić. Będę cię bronić własną piersią — dokończyła, składając uroczystą obietnicę. Dobrze, że Neia nie była uczulona na jad, chyba, że ktoś tryskał jadem złośliwie, to wtedy potrafiła dostać wścieklizny. To jednak zagrażało głownie życiu innych, nie jej samej, więc była to zgoła inna sytuacja, nawet jeżeli równie niebezpieczna.
Po wejściu do sypialni i zobaczeniu sceny rodem z owocowego horroru, Neia pokiwała tylko w odpowiedzi na słowa Pix, z lekko rozchylonymi ze zdziwienia ustami. Zamknęła buzię tak szybko, jak szybko zdała sobie z tego sprawę. Chwilę później pędziła z arbuzem do drzwi, a kiedy wypadła na korytarz, słysząc komendę, że zwiewają do niej, poczuła się nie tylko jak zwycięzca, ale zaraz na dodatek parsknęła śmiechem, bo zdała sobie sprawę, że ten huk i zdziwione stęknięcie zza drzwi to koleżanka Osy, która nie zdążyła za nią wybiec. W dodatku miały filmik i co jeść.
Po drodze złapała w kuchni łyżkę, a gdy wyszły na zewnątrz, spojrzała na Pix zdziwiona.
— Jak to? Jestem głodna — wyjaśniła, jakby to była oczywista oczywistość. Może powinna zacząć polować, bo upolowane jedzenie smakowało najlepiej, do czego doszła, kiedy wychodziły z posesji i kierowały się wzdłóż ulicy, wychodząc na gorszą część dzielnicy. Musiały przez nią przejść, żeby dostać się do York Mills. To właśnie wtedy nabrała arbuz na łyżkę i wpakowała sobie do buzi. Tę samą łyżkę po chwili wyciągnęła w stronę Pixie, proponując żeby też sie poczęstowała. Krople słodkiego soku spłynęły z kącika jej ust, ale zaraz zebrała je językiem.
Przechodziły akurat obok kamienic, przed którymi walały się kartony i ktoś rozwalił siatkę z owocami. Neia już pomyślała, że to jakieś śmietnisko, kiedy usłyszała syczenie od strony ulicy, co ją zaskoczyło i jednocześnie wystraszyło.
— Słyszałaś to? — zapytała pospiesznie, odskakując w bok i unosząc arbuza, jakby chciała się nim zasłonić. — Ktoś tam jest? — rzuciła zaraz, zerkając w stronę ulicy. Był środek nocy, ciemno i ponuro, a wokół powinna panować cisza i tylko cisza. No, poza ich paplaniną i siorbaniem przy jedzeniu arbuza. Swoją drogą to był jej ulubiony owoc i nie chciałaby musieć rzucać nim w cokolwiek, lub kogokolwiek, kto obecnie na nie syczał. Strasznie to nieuprzejme.

pixie fontaine

Damn, I hate bein' sober

: sob wrz 26, 2026 3:10 pm
autor: pixie fontaine
Wieść o tym, że Neia będzie bronić jej własną piersią bardzo ją uspokoiła. I ucieszyła! Najlepiej, gdyby robiła to nagą piersią, wtedy Pixie byłaby totalnie zachwycona. Jakoś wcześniej nie przyszło jej do głowy, że chodziło o penisa Osy. Teraz zresztą też nie nie. Dobrze, że była taka upalona, bo ostatnio, o czym chciała myśleć, to pindol faceta Poli. Po pierwsze - to był Osa. A po drugie, to nie można tak bezkarnie rozmyślać o przyrodzeniach cudzych typów. Najwyraźniej laska, którą Polą nie była, miała inne zdanie w tym temacie.
Całe szczęście, że podczas ucieczki nie musiały się z nikim szarpać. Fontaine jeszcze kilkakrotnie odwracała się za siebie, upewniając, czy nikt ni rzucił się za nimi w pościg, ale wszystko wskazywało na to, że są całkowicie bezpieczne. Po chwili zdała sobie sprawę z tego, że ona również była niesamowicie głodna. Nie była jednak przekonana, że zdołają nażreć się skradzionym arbuzem. Najchętniej, to Pix opierdoliłaby jakiegoś wege kebsa, ale było już późno i nie mogła skojarzyć, czy w drodze do York Mills było otwarte jeszcze jakieś budy z fastfoodami.
Otworzyła szeroko buzię, pozwalając Delacroix nakarmić się owocem. Mogła to zrobić sama, miała dwie, całkiem sprawne ręce, ale w obecnym stanie obie ważyły chyba z pięć ton.
— Dobry — stwierdziła, chociaż pewnie powiedziałaby tak samo, gdyby żuła starego trampka. Arbuz był jednak na tyle orzeźwiający, że skutecznie eliminował lepę w gębie. — Miała super pomysł, żeby go zabrać. Jesteś taka mądra — westchnęła z zachwytem, czego nie mogła teraz powiedzieć o samej sobie. Z mózgu miała budyń, a ostatnie dwie szare komórki odpowiadały za poruszanie nogami.
Przystanęła w miejscu, kiedy Neia przycisnęła arbuza do piersi. Musiała mieć jakieś omamy, bo Fontaine kompletnie nic nie słyszała.
— Nie. Ale strasznie śmiesznie oddychasz, wiesz? — uśmiechnęła się szeroko w przekonaniu, że to syczenie pochodzi z płuc przyjaciółki. O matko boska, może to odma, a Pixie nawet nie miała przy sobie długopisu ani słomki, żeby ją odbarczyć! Widziała to w Good Doctor. I pewnie w Grey's Anatomy też.
Wyjęła telefon i włączyła latarkę, kierując strumień światła w najciemniejsze zakamarki między kamienicami. Coś spojrzało na nią świecącymi ślepiami. Pixie aż podskoczyła w miejscu, prawie wypuszczając z ręki urządzenie.
— Kurwa, bazyliszek — wymamrotała, ruchem głowy wskazując na wypłzające spod samochodu stworzenie. — Jesteś wężousta? Powiedz mu, żeby ssspierdalał — poprosiła szeptem, wykonując krok w kierunku Delacroix. Wolną ręką ujęła jęła jej przedramię, wtulając się w nią mocno. Pixie wiedziała, że wyjarały dzisiaj dużo zielska, ale skoro obie widziały to samo, towar musiał być naprawdę mocny. Wzięły o dwa buchy za dużo i takie były tego skutki. Zarzekała się w myślach, że już nigdy więcej nie zapali, ale kogo ona chciała oszukać? Chyba tylko przeznaczenie, bo zaraz albo zostanie pożarta, albo zamieniona w kamień.

Neia Delacroix

Damn, I hate bein' sober

: ndz wrz 27, 2026 8:12 pm
autor: Neia Delacroix
Okazało się, że chociaż Osa generalnie do niczego się im nie przydał, to jego arbuz i owszem. Właściwie to już nie jego owoc, a Nei i Pixie. Dzięki niemu naćpana Antheia odnalazła w sobie siłę, żeby upolować sobie jedzenie, nieść je w dodatku po drodze i jeszcze karmić zarówno siebie, jak i Pix. W zasadzie całkiem dobrze się jej szło, jedząc, bo to zawsze poprawiało jej humor i wystarczyło dać jej coś dobrego do żarcia, żeby ją uspokoić, zadowolić i udobruchać. Kroki nawet nie były takie ociężałe, buzia sucha, a brzuch pusty. Pewnie po dojściu do domu opróżnią z Pix pół lodówki na dokładkę, a Clem i Ren robili w piątek zakupy, to będzie dużo pyszności do wyboru.
Uśmiechnęła się, słysząc komplement i mrugnęła do dziewczyny porozumiewawczo, Pewnie odpowiedziałaby coś w stylu, że świetnie się przecież dobrały, jak to mądry z mądrym, ale miała pełną buzię i pewnie gdyby ją otworzyła, to pociekłby jej po brodzie i szyi sok. W marzeniach o jedzeniu i arbuzowej sielance przerwało im syczenie. Nagle arbuz i łyżka stały się jedyną bronią, jaką miały, nie licząc walających się po chodniku owoców.
— To ja tak robię? — zapytała zaskoczona i odetchnęła głęboko, a potem wypuściła powietrze z płuc nasłuchując. Zmarszczyła brwi, bo nie usłyszała dziwnego dźwięku, ten za to ponownie rozszedł się dopiero po chwili, spod jednego z zaparkowanych aut. Pixie rzuciła na całą sprawę trochę światła i Neia mogła wtedy dostrzec, że to co syczało, na pewno miało oczy. Krzyknęła, słysząc o bazyliszku, a potem z kolejnym wrzaskiem rzuciła w stronę potwora zarówno niedojedzoną połówkę arbuza, jak i po krótkim namyśle łyżkę. Wtedy odwróciła się do Pizie i zasłoniła jej dłonią oczy.
— Nie patrz na niego, bazyliszki zabijają wzrokiem! — powiedziała głośno, wyraźnie tym wszystkim przestraszona. Skorupa arbuza uderzyła o chodnik i rozbiła się, a łyżka odbiła się od jednego z kartonów i wylądowała w arbuzowym soku, a wąż za to spłoszył się, wypełzł spod auta i ruszył w stronę uchylonych drzwi do jednej z kamienic.
— A to nie my powinnyśmy ssspierdalać? — zapytała po chwili, dalej ciasno spleciona z Pixie, bojąc się opuścić dłoń z jej oczu. Sama jednak wbrew własnej radzie, odwróciła głowę i spojrzała w ślad za wężem. Zobaczyła jak wślizguje się przez drzwi do budynku i dopiero wtedy opuściła powoli dłoń, układając ją na ramieniu dziewczyny. — Myślisz, żeby ostrzec mieszkańców? Włączyć jakiś alarm albo zadzwonić po gliny? — zapytała niepewnie, wracając wzrokiem do Pixie.
Znowu groziło im niebezpieczeństwo i śmierć, tym razem jednak nie zostałyby raczej wepchnięte do walizki, co najwyżej do kartonu. Antheia stała tam z bijącym sercem i walczyła ze swoją wrodzoną ciekawością, żeby zbadać dziwną sytuację i przekonać się czy to jakaś zbiorowa halucynacja, czy coś poważniejszego. Pixie mogła się domyślić, widząc jej minę, że już coś kombinuje, chociaż obie były w takim stanie, że nawet swoich własnych zachowań nie rozumiały.
— Sprawdźmy gdzie to poszło — szepnęła w pewnym momencie i uśmiechnęła się łobuzersko, pomijając wszystkie rozsądne pomysły i wybierając ten zdecydowanie najgłupszy. Może wykorzystała już swoją całą mądrość na dziś i nic nie zostało, albo wypaliła trochę razem z tym ostatnim skrętem. To była spontaniczna myśl i kompletnie nie miała planu. Złapała dziewczynę za rękę i naprawdę była gotowa pójść do budynku, chociaż jeżeli Fontaine zaciągnie ją na chatę na żarcie i spanie, to ostatecznie wcale nie będzie narzekać.

pixie fontaine

Damn, I hate bein' sober

: pn wrz 28, 2026 9:26 pm
autor: pixie fontaine
Im dłużej o tym myślała, tym częściej dochodziła do wniosku, że w sumie mogły po prostu pójść do niej, ale wtedy rodzice znowu zaczęliby jojczyć, że strasznie się upierdoliła. Oczywiście Pixie uważała, że trochę przesadzali. Przecież nie jarała aż tak często! Poza tym były wakacje, a oni sami kazali jej wreszcie wyciągnąć nos z książek. No to wyciągnęła. Niech się cieszą, że nie wciągała nim kokainy. Wtedy to dopiero zobaczyłaby nie tylko węża, ale i potwora z Loch Ness, który przypłynął do Toronto prosto ze Szkocji. Szkoda tylko, że te dziwne syki, które wcale nie dochodziły z najodleglejszych zakątków jej czaszki, skutecznie uniemożliwiły im zajadanie się pysznym, soczystym arbuzem. Na sam jego widok Fontaine język uciekał do dupy, a teraz musiała obejść się smakiem.
— A kto, jak nie ty? — wymamrotała, przekonana, że dźwięki wydobywają się spomiędzy ust przyjaciółki. Mogłaby się już przestać tak wydurniać, z łaski swojej.
Krzyk Delacroix poniósł się echem między kamienicami. Pix zacisnęła mocno powieki, bo bazyliszki były przecież takimi Meduzami. Żadna z nich nie chciała skończyć spetryfikowana. Nie zarejestrowała, że wąż przemknął spod samochodu do budynku, ale dlaczego miałyby się tym tak przejmować? Neia miała rację - powinny stąd ssspierdalać. I to w podskokach!
— Nie wiem, na razie boję się otworzyć oczy — mruknęła i zerknęła na nią spod przymrużonych powiek. — Co ty wyprawiasz? Chcesz tutaj zginąć? — zapytała z wyrzutem, ale ostatecznie spojrzała w tym samym kierunku. Jedyne, co zdążyła obaczyć, to kawałek ogona, który zniknął za uchylonymi drzwiami. Czyli to jednak nie była Delacroix. Dlaczego tak ją oszukała? Bardzo nieładnie z jej strony, będą musiały to sobie potem wyjaśnić.
Fontaine zagryzła dolną wargę w zamyśle i przestąpiła nerwowo z nogi na nogę.
— Musimy kogoś zawiadomić, Neia. Słyszałaś o sytuacjach, kiedy węże przemieszczały się kanalizacją i wychodziły w mieszkaniach przez muszle klozetowe? — westchnęła pod nosem. Kiedyś przeczytała o czymś takim w jakimś artykule na portalu informacyjnym. Jedni pisali, że to bujda na resorach. Inni - że wydarzyło się naprawdę i że to były fakty. Autentyczne, oczywiście.
Zanim zdążyła zastanowić się, pod jaki numer najlepiej zadzwonić, już była ciągnięta w stronę drzwi. Nie chciała tam iść, ale zarówno jej własne nogi, jak i nogi przyjaciółki najwyraźniej miały na ten temat zupełnie inne zdanie.
— A jak nas pożre? Widziałaś, jakie to bydle było wielkie? Miało chyba ze trzy metry! — wyrzuciła jedną rękę w powietrze, bo drugą wciąż zaciskała na dłoni Delacroix. I nie, Pixie wcale nie wyolbrzymiała. Nic, co miałoby normalny ogonek, nie wpełzałoby do klatki schodowej przez dwie godziny.
Ostrożnie nacisnęła na klamkę i zajrzała do środka. Wewnątrz było całkowicie ciemno. Po omacku nacisnęła na włącznik, zapalając światło. Jedne schody prowadziły na górę, a drugie na dół. Najpewniej do otwartej piwnicy.
— Jesteś pewna, że chcemy tam schodzić? — wyszeptała, mocniej splatając palce z placami Nei. Jeśli umrą, to przynajmniej razem. To nawet całkiem romantyczne.

Neia Delacroix

Damn, I hate bein' sober

: pt paź 02, 2026 3:56 pm
autor: Neia Delacroix
Zastanowiła się nad jej pytaniem, ale w rzeczywistości nie miała zielonego pojęcia kto mógł syczeć, jeżeli nie ona. Trochę zbiło ją to z tropu, chociaż w zasadzie żadnego nie miała i wszystko trochę się jej mieszało, ale ostatecznie odpowiedź przyszła sama (całe szczęście w nieszczęściu). Ten wąż był taki ogromny, że była przekonana, że nie widziała takiego nigdy wcześniej na własne oczy. No, może raz w zoo, ale z daleka. Absolutnie nie połączyła tej myśli z jakimś racjonalnym wyjaśnieniem dlaczego taki wąż znalazł się na ulicy. Właściwie w ogóle się nad tym nie zastanawiała, po prostu przyjęła to bez gadania. Był, to był. Po chuj drążyć.
Przestąpiła z nogi na nogę, trochę żałując, że rzucił w bazyliszka arbuzem, bo teraz nie miały co jeść, a Neia zdecydowanie była dalej głodna. Skrzywiła się z zatroskaniem wypisanym na twarzy i westchnęła zerkając to na drzwi, w których zniknął wąż, to na Pixie. W końcu pokiwała głową, bo oczywiście, że słyszała o wężu z toalety, nawet oglądała niedawno jakiś nowy sezon The Boys i tam właśnie tak zginął jeden z bohaterów. Chociaż to chyba był morderczy węgorz, a nie wąż, ale tak czy siak całkiem podobne.
— No tak, tak. Masz rację — przyznała w końcu i zatrzymała się na chwilę tuż przed wejściem, spoglądając na to, jak dziewczyna pokazuje jej jak wielki był wąż. No tak, co najmniej trzy metry, jak nie pięć! — Możemy zobaczyć czy tam ktoś mieszka, bo wygląda na opuszczony budynek — mruknęła po chwili, marszcząc brwi. A może żyli tam bezdomni? Oni czasami byli tacy straszni. Te zęby i smród… Niektórzy naprawdę o siebie nie dbali, chociaż to chyba nic dziwnego, skoro nawet nie mieli domu. Nie była pewna, nie była ekspertem od bezdomności.
Kiedy wślizgnęły się do środka, nawet ostrożniej od węża, Neia rozejrzała się ze strachem w oczach.
— Właściwie sama nie wiem, Pix — przyznała, ani myśląc puścić jej dłoni. — Nie możemy się rozdzielić — zastrzegła tylko, żeby to było jasne. Rozdzielanie się to najgorszy pomysł na świecie i zawsze, zawsze, kończył się źle. Przynajmniej był prąd i światło, to działało akurat na ich korzyść. Skoro węże wchodziły do kanalizacji i poruszały się rurami, jak bazyliszek w Harrym Potterze, to mogło znaczyć, że ten, co tu uciekł, spełzł na dół bo tam chyba było wilgotnie.
Neia zrobiła krok w stronę schodów, które prowadziły na dół, a wtedy usłyszała jakieś szuranie i zawahała się. Zerknęła na Pixie i westchnęła ciężko, czując jak mocno bije jej serce.
— A może pójdziemy coś zjeść? Wolę żeby coś było w moim brzuchu, niż ja w brzuchu tego potwora — powiedziała w końcu, marszcząc lekko nos, kiedy jej mina wyraziła niepewność i raczej niechęć. Trochę tchórzyła, ale na pewno wiele osób na jej miejscu by się tak zachowywało, szczególnie najebanych i upalonych osób. A może powinno jej być wszystko jedno albo nawet powinna mieć odwagę? Niestety nie miała jej i oby to nie przez zbliżający się kac.

pixie fontaine

Damn, I hate bein' sober

: sob paź 03, 2026 2:03 am
autor: pixie fontaine
Kto wie, może w ciągu tej imprezy, na której wylądowały, wszystko zdążyło się pozmieniać i od teraz pełzające po ulicach węże były już kompletnie normalnym zjawiskiem, a one zwyczajnie przegapiły moment, w którym społeczeństwo uznało to za coś akceptowalnego? Nie można było przecież wykluczyć żadnej możliwości. Pixie była w stanie w to uwierzyć. Zwłaszcza w swoim obecnym stanie. Była tak upalona, że można było jej wcisnąć praktycznie każdy kit, a ona łyknęłaby go jak gęś kluski. Ba, gdyby ktoś teraz z absolutną powagą powiedział jej, że węże zaczęły pełzać po ulicach, ponieważ w nocy odbywało się coroczne zebranie gadów i ustalały między sobą nowe zasady poruszania się po mieście, prawdopodobnie tylko pokiwałaby głową, uznając to za całkiem logiczne wyjaśnienie.
— Budynek wygląda na opuszczony, bo pewnie już wszyscy zostali pożarci — powiedziała cicho. Nie miała pojęcia, dlaczego właściwie szeptała, ale uznała, że tak będzie bezpieczniej. Podniesiony głos mógłby przecież zachęcić gada do zawrócenia. Lepiej nie wywoływać wilka z lasu. To znaczy… węża z piwnicy.
Pokiwała głową, zgadzając się ze słowami Delacroix. Oczywiste było, że nie mogły się rozdzielić. Każdy wiedział, jak kończyło się rozdzielanie grupy w horrorach. Na ich korzyść działało jedynie to, że nie były czarne, więc przynajmniej nie zginą jako pierwsze, jak to zwykle bywało w filmach. Chociaż właściwi i tak zginą. W budynku nie było przecież nikogo poza nimi.
Pixie rozejrzała się po pustym korytarzu. Musiała jeszcze tylko przygotować się mentalnie do zejścia na dół. Na szczęście Neia wspomniała o jedzeniu, więc Pixie natychmiast przestała się wahać. Odwróciła się do przyjaciółki i mocniej ścisnęła jej dłoń.
— To jest genialny pomysł! Już myślałam, że nigdy nie zapytasz! Mówiłam ci już, jak imponuje mi twoja inteligencja? — nachyliła się i cmoknęła ją w policzek. — Chodźmy coś zjeść. Dwie ulice od twojego domu jest taka buda z kebabem, no nie? Myślisz, że będzie otwarta? Ten z falafelem i frytkami jest nieziemski — powiedziała z nieukrywanym podekscytowaniem, jednak po chwili zorientowała się, że chyba mówi odrobinę za głośno.
Kontrolnie zerknęła przez ramię. W ciemności nie dostrzegła ani żadnych ślepiów, ani błysku kłów. Ani nawet kawałka łuski. Gad był wyjątkowo uprzejmy, żeby dać im spokojnie pogadać o kebabie. To naprawdę bardzo miłe z jego strony!
— Może po prostu zadzwonimy gdzieś i powiemy, co widziałyśmy? Ktoś tu przyjedzie, schwyta węża i po problemie — zaproponowała, delikatnie ciągnąc przyjaciółkę w kierunku uchylonych drzwi, przez które przed momentem weszły do środka. To była taka sugestia, że powinny się stąd jak najszybciej ulotnić. Ona też nie chciała zostać zjedzona przez ogromne węża. A jeszcze jak Pix pomyślała sobie, ja długo będzie trawił jej ciało, to aż zrobiło jej się słabo.

Neia Delacroix