Strona 2 z 2

for further evaluation

: sob wrz 19, 2026 3:22 pm
autor: Neia Delacroix
Chcąc czy nie chcąc nie była już dzieckiem — chociaż czasami za tym tęskniła, bo wszystko było prostsze — i rozumiała sprawy dorosłych, w końcu sama od dawna była aktywna w intymnych obszarach, może nawet bardziej, niż wypadało grzecznym dziewczętom, ale to było zupełnie co innego, niż przyłapanie na tym rodziców. Bo w końcu dalej była ich dzieckiem, tu zachodziły zupełnie inne procesy myślowe i całość obejmowały inne prawa.
A poza tym i tak już za dużo się jej przytrafiło, a tu na koniec otrzymała kolejny cios w miejscu, w którym liczyła na poczucie bezpieczeństwa. Oczywiście dalej je miała, to w końcu był jej dom, ale szczerze wolałaby odzobaczyć to, co właśnie zobaczyła. Niestety, nie dało się. Przynajmniej miała rodziców, którzy nie zlekceważyli jej stanu i rozumieli, że sytuacja wyszła niezręczna, co w sumie było mało powiedziane.
Oparła się na ramieniu ojca, z wiadomych względów starając się usilnie zapomnieć o wydarzeniu sprzed kilku chwil, chociaż nie pomagało to, że mężczyzna się nie ubrał, nawet jeżeli zasłonił się ścierką, która swoją drogą zbyt wiele nie dawała.
Najpierw oddychaj
To była dobra rada, więc złapała się jej kurczowo i zaczęła powoli nabierać powietrze przez nos i wypuszczać je spomiędzy warg. Powoli i uważnie. Zrobiło się jej trochę lepiej, chociaż dalej była głodna i rozbita. Otarła łzy wierzchem dłoni i pociągnęła krótko nosem, zerkając z ukosa na matkę. Trochę rozbawił ją komentarz o zabijaniu, bo wiedziała jaki Clea miała temperament, ale chyba była jeszcze zbyt roztrzęsiona, żeby się chociaż uśmiechnąć.
Na szczęście rodzice zawsze wiedzieli co powiedzieć, żeby podnieść ją trochę na duchu i chociaż spróbować poukładać trudną sytuację, żeby Neia mogła się jakoś ogarnąć. Nikt nie mógłby zaprzeczyć, że mieli bardzo dobrą rodzinną relację i przede wszystkim dlatego Neia nie decydowała się jeszcze na wyprowadzkę z domu rodzinnego. Właściwie wcale nie miała ku temu racjonalnego powodu — dobrze dogadywała się z rodzicami i rodzeństwem, miała własny pokój z łazienką i w domu było bardzo dużo miejsca dla wszystkich, w dodatku miała blisko do stajni, żeby pomagać przy koniach i opiekować się Chironem. Jeżeli w ogóle myślała czasami o wyniesieniu się, to raczej budowie własnego niewielkiego domu obok tego albo dobudowie skrzydła dla siebie, jeżeli w ogóle chciałaby kiedykowliek założyć własną rodzinę. Nie miała marzeń zakładających życie gdzieś dalej, tu miała wszystko, czego potrzebowała i pomimo wiązania swojej przyszłości z kryminalistyką, nie wyobrażała sobie rezygnacji z rozwijania Delacroix Equestrian.
Obecnie miała jednak poważniejsze sprawy w głowie, na pewno na temat moment dużo ważniejsze, bo oczywiście przede wszystkim żyła chwilą, a obecne chwile były po prostu straszne. Dobrze, że głównie słyszała namawianie na jedzenie, bo faktycznie była głodna i faktycznie jedzenie często rozwiązywało problemy, to mimo wszystko miała podejrzenia, że jej obecnych problemów nawet żarcie nie rozwiąże.
Musiała się jednak przytrzymać jakiegoś tematu, a przynajmniej nie będzie musiała nic mówić, jedząc, no i raczej nie będzie podczas jedzenia płakać. Dlatego w końcu skinęła głową i znowu pociągnęła nosem. Dzięki zmianie tematu trochę się uspokoiła, rzuciła ojcu spojrzenie z lekkim wyrzutem, a potem zabrała mu ścierkę i głośno wydmuchała w nią nos.
— Chcę wszystko… Możemy zjeść w salonie? — zapytała, kiedy już skończyła wycierać nos. Zasada była taka, że posiłki spożywali w jadalni przy dużym stole, ale czasami robili wyjątki i pakowali się na kanapę przed telewizor. Może to też mógł być taki wyjątek? Zdecydowanie preferowała teraz wygodniejsze miejsce, niż krzesło. — Pójdę pod prysznic — dodała, pozwalając podnieść się ojcu, bo on miał na to zdecydowanie więcej siły od niej.
— Tylko już… nie róbcie tego. Niczego… poza śniadaniem. I tak, od teraz udajemy, że od razu poszłam się umyć — mruczała, zmierzając już na górę. Zostawiła szpilki na korytarzu rozwalone, a wchodząc po schodach całkowicie nie myślała o tym, że nadal nie ma na sobie majtek, ale jeżeli ktokolwiek cokolwiek widział pod miniówką, to obowiązywała ich teraz zmowa milczenia. I po sprawie.
Umyła się, zaczesała wilgotne kosmyki włosów na plecy i założyła na siebie zwykły t-shirt i wygodne spodnie dresowe. Dopiero wtedy zeszła na dół, czując już wyraźnie apetyczne zapachy, które sprawiły, że zaburczało jej w brzuchu. Kiedy weszła do kuchni pierwsze co zrobiła, to przyssała się do butelki z wodą, nawet nie myśląc o tym, żeby najpierw może sięgnąć po szklankę i napić się jak człowiek.

Renoir Delacroix Clea Delacroix

for further evaluation

: ndz wrz 20, 2026 6:49 pm
autor: Renoir Delacroix
Renoir jeszcze przez chwilę patrzył za Neią, kiedy ta zniknęła na schodach. Dopiero kiedy ucichły jej kroki, wypuścił powoli powietrze i zerknął na Cleę. Nie powiedział nic. Wystarczyło im jedno krótkie spojrzenie, żeby oboje mniej więcej wiedzieli, że na żarty o całej sytuacji przy córce zdecydowanie nie ma teraz miejsca. Renoir odruchowo przeczesał dłonią włosy, po czym rozejrzał się po kuchni. No dobra. Śniadanie. To przynajmniej było coś, co potrafił ogarnąć bez robienia większego bałaganu.
Ścierka. Służyła mu jako ochrona przed widokiem dużego penisa, a Neia się w nią wysmarkała. Delacroix miał wrażenie, że to się nie dzieje, ale nie skomentował tego nawet przez moment. Liczyła się dla niego córka. To było ważniejsze. Przy okazji poprawił szpilki Neii, ustawiając je porządnie przy ścianie. Nie zamierzał jej zostawiać rozwalonych na środku przejścia, żeby jeszcze się o nie potknęła po zejściu. Dopiero wtedy zniknął na chwilę na górze, żeby w końcu założyć normalne domowe ciuchy. Bokserki były fajne, kiedy człowiek siedział sam w kuchni o piątej rano (z żoną), ale po tym, co właśnie się wydarzyło, Renoir miał serdecznie dość świecenia tyłkiem i wszystkim, co wystawało z przodu. Wrócił po kilku minutach w dresowych spodniach i zwykłym T-shircie, znacznie bardziej przypominając człowieka, który zamierza zrobić rodzinie śniadanie, a nie jak dzikus.
- Ubierz się trochę ładniej. - rzucił do Clei, podchodząc do blatu. - Neia już dzisiaj widziała wystarczająco dużo. Nie dokładajmy jej kolejnych traum.
Kącik ust drgnął mu przy tym w lekkim uśmiechu, ale zaraz sięgnął po patelnię i zaczął ogarniać jajka. Zerknął jeszcze na żonę.
- Poza tym wprowadziła nowe zasady. - powiedział z całkowicie poważną miną. - Kuchnia chwilowo objęta celibatem. Musimy się dostosować. Chociaż przez jakiś czas udawajmy, że jesteśmy odpowiedzialnymi dorosłymi.
Parsknął cicho pod nosem i od razu zabrał się za śniadanie, nie ciągnąc już tematu. Jajka poszły na patelnię, chleb do tostera, a przy okazji wyciągnął jeszcze coś słodkiego i ustawił wszystko tak, żeby po powrocie Neia nie musiała czekać. Co chwilę zerkał w stronę schodów. Nie nerwowo, bardziej kontrolnie. Chciał po prostu wiedzieć, kiedy wróci i w jakim stanie. Przy okazji postawił na stole dużą butelkę wody, bo skoro dziewczyna wróciła po całonocnym piciu, to zdecydowanie przyda jej się coś więcej niż sama kawa. Alkohol potrafił człowieka wysuszyć jak cholera, więc przynajmniej tyle mógł zrobić od ręki.
Kiedy w końcu usłyszał kroki na schodach, akurat kończył jajka. Odłożył łopatkę, zerknął w stronę wejścia i zobaczył Neię już po prysznicu, w wygodnych ubraniach. Wyglądała zdecydowanie lepiej niż kilka minut wcześniej, choć nadal było po niej widać zmęczenie. Renoir nie skomentował tego ani słowem. Po prostu przesunął talerz bliżej jej miejsca i wskazał brodą butelkę.
- No. Najpierw woda. Powoli.
Sam wrócił do ogarniania jedzenia, jakby to była najbardziej normalna rzecz na świecie. Dopiero kiedy Neia praktycznie przyssała się do butelki, spojrzał na nią z boku i uśmiechnął się pod nosem.
- Warto było mieszać tyle alkoholu? - zapytał, po czym sam się zaśmiał. - Bo ja już wiem, jak takie eksperymenty się kończą. Człowiek wieczorem jest wielkim znawcą trunków, a rano odkrywa, że jednak chemia była przeciwko niemu.
Nie ciągnął jednak tematu. Zamiast tego podsunął jej talerz z jajkami i tostami.
- Jedz powoli. Nikt ci tego nie zabierze. - powiedział spokojnie, a potem jeszcze raz wymienił krótkie spojrzenie z Cleą. Tym razem już bez żadnego uśmiechu czy żartu. Po prostu sprawdził wzrokiem, czy wszystko jest okej, po czym zajął się własnym talerzem i pozwolił córce dojść do siebie we własnym tempie.

Clea Delacroix Neia Delacroix

for further evaluation

: śr wrz 23, 2026 11:48 pm
autor: Clea Delacroix
Clea przez chwilę stała przy kuchennym blacie z rękami skrzyżowanymi na piersi, patrząc, jak Neia znika na schodach. Dopiero kiedy drzwi na górze zamknęły się za nią, wypuściła powoli powietrze i przymknęła oczy. W całym tym poranku było coś tak absurdalnego, że gdyby ktoś opowiedział jej podobną historię przy kawie, prawdopodobnie uznałaby, że autor przesadził. Własna córka wracająca nad ranem z imprezy, płacząca w kuchni, ojciec zasłaniający się ścierką po wyjątkowo niefortunnym przerwaniu małżeńskich igraszek, a na dokładkę ścierka chwilę później służąca jako chusteczka do nosa. Trudno było zdecydować, który element tej układanki powinien zostać uznany za najbardziej kompromitujący. Spojrzała na Renoira, potem na ścierkę, której Neia już nie było w pobliżu, i pokręciła głową.
— Nawet nie próbuj. — uprzedziła go od razu, choć kącik ust zdradził, że sama ledwo powstrzymuje śmiech. — Nie chcę słyszeć ani jednego komentarza na temat tego, co właśnie się wydarzyło. Jeszcze przez kilka lat zamierzam udawać, że ta ścierka nigdy nie istniała. — sama potrzebowała chwili, żeby odzyskać normalny rytm oddechu i przestać czuć to osobliwe połączenie zażenowania, rozbawienia oraz niedowierzania, które pojawiało się za każdym razem, gdy wracała myślami do ostatnich kilku minut. Przed chwilą siedziała na kuchennym blacie zdecydowanie z innych powodów, a teraz miała ochotę zakryć twarz dłońmi i śmiać się z własnego losu.
— Celibat w kuchni brzmi rozsądnie. — rzuciła, sięgając po pozostawione naczynie, po czym zorientowała się, że jest puste — Przynajmniej przez najbliższe... dziesięć minut. — w jej głosie pojawiło się rozbawienie, lecz zaraz potem spojrzenie skierowało się ku schodom. Żarty żartami, Neia wróciła do domu w stanie, który niepokoił ją znacznie bardziej niż sama katastrofa przyłapania rodziców. Płacz, zataczanie się, głód, zmęczenie — wszystko razem nie wyglądało jak zwykły kac po udanej imprezie. Clea znała córkę wystarczająco dobrze, żeby widzieć, kiedy pod tym całym chaosem kryje się coś jeszcze. Nie zamierzała jednak wyciągać z niej tego siłą. Jeśli będzie chciała mówić, powie. Jeżeli nie, najpierw dostanie jedzenie, wodę i kilka godzin snu. Zwykle od tego należało zacząć większość rodzinnych kryzysów.
— Zrób jej coś porządnego. — powiedziała spokojniej, odsuwając się od blatu — Jajka, tosty, coś słodkiego. Cokolwiek, co nie będzie wyglądało jak kara za grzechy poprzedniego życia. — sama ruszyła w stronę szafek, wyciągając talerze i sztućce, bo najwyraźniej poranek postanowił wrzucić ją z powrotem w tryb gospodyni domowej, zanim zdążyła nacieszyć się snem. — I wodę. Dużo wody. Zerknęła na Renoira z ukosa. — Tobie też się przyda, skoro już postanowiłeś zostać kucharzem o piątej rano. — kiedy wrócił na dół ubrany, sama zdążyła narzucić na siebie spodenki od piżamy i poprawić szlafrok, uznając, że skoro Neia miała już wystarczająco dużo materiału do rodzinnych traum, nie należało dokładać kolejnych. — I przestań się tak rozglądać. — mruknęła, widząc jego kontrolne spojrzenie w stronę schodów. — Wróci. Dała sobie radę z gorszymi rzeczami niż zejście po schodach po prysznicu.
W kuchni zaczęło pachnieć jedzeniem, co rzeczywiście miało w sobie coś uspokajającego. Clea oparła się biodrem o blat, obserwując przygotowania i przez chwilę pozwoliła sobie po prostu milczeć. Dobrze wiedziała, że w tym domu jedzenie potrafiło rozwiązać zaskakująco wiele problemów. Nie wszystkie, oczywiście. Nie tę noc, nie to, co wydarzyło się Neii, ani zapewne to, co doprowadziło ją do domu w takim stanie. Mimo wszystko pełny żołądek był całkiem przyzwoitym początkiem. Kiedy wreszcie usłyszała kroki na schodach, od razu odwróciła głowę. Widok córki w czystych ubraniach i z mokrymi włosami przyniósł jej wyraźną ulgę, choć nie zamierzała robić z tego wielkiego przedstawienia. Butelka wody została już podstawiona pod jej rękę, talerz znalazł się na stole, a Clea zajęła miejsce naprzeciwko niej.
— Dobrze. Teraz jesz. — powiedziała, wskazując widelcem na jajka. — Nie negocjuj. Nie pytaj, czy musisz. Musisz. — dopiero potem sięgnęła po własną kawę i upiła pierwszy łyk, skrzywiając się lekko, bo organizm nadal pamiętał o wczorajszym winie — Jak już odzyskasz człowieczeństwo, dostaniesz wykład. — dodała spokojnie, po czym uniosła brew. — Krótki. Obiecuję. Najpierw jednak śniadanie. Nie zamierzam prowadzić rodzinnej terapii z kimś, komu burczy w brzuchu. — spojrzenie przesunęło się na Renoira, a na ustach pojawił się cień uśmiechu. — Właściwie to chyba nasza nowa zasada. Jak pojawia się problem, najpierw karmimy wszystkich, dopiero później pytamy, co się stało. — oparła łokieć o stół i spojrzała na córkę znacznie łagodniej. — A ty dzisiaj nigdzie nie jedziesz, niczego nie załatwiasz i nie udajesz, że świetnie się czujesz. Zjesz, napijesz się, odpoczniesz. Resztą zajmiemy się później. — na moment zamilkła, po czym zerknęła na jej twarz i dodała już lżej: — I zdecydowanie nie musisz mi opowiadać, co robiłaś na tej imprezie. Wystarczy mi, że wróciłaś do domu. — zrobiła krótką pauzę — Chociaż szpilki zostawiłaś w przedpokoju. Przynajmniej tyle dobrego, że nie będę ich zbierać z całej posesji. — dopiero wtedy pozwoliła sobie na niewielki uśmiech, sięgając po własną kawę. Poranek był kompletnym chaosem, lecz przynajmniej jedno pozostawało niezmienne: bez względu na to, co wydarzyło się poza domem, tutaj zawsze było miejsce przy stole.

Renoir Delacroix
Neia Delacroix

for further evaluation

: czw paź 01, 2026 9:42 pm
autor: Neia Delacroix
Jeszcze podczas płaczu miała trochę energii, bo to, co zobaczyła w kuchni w połączeniu z jej stresem trochę podbiło jej adrenalinę, ale jak tylko weszła pod ciepły strumień wody, opadła z sił i zaczęło znowu myśleć tylko o tym, co wydarzyło się na imprezie. W tej chwili chciała cofnąć czas i zrobić wszystko, by do tego nie dopuścić. To był istny koszmar i sama nie wiedziała która część tego wszystkiego była najgorsza. Czy to, że Aster był od wielu lat jej najlepszym przyjacielem, a teraz wszystko się zepsuło? Przecież on chyba od zawsze się z nią przyjaźnił, czasami nawet żartowano, że jest członkiem rodziny, bo jako jedyny jej znajomy swobodnie wpadał bez zapowiedzi i czasami siedział tu nawet, jak jej nie było. Czasami musiał dłużej na nią poczekać albo szedł do Chirona, zająć się nim pod jej nieobecność. Wszyscy go znali i chyba lubili. Co miała teraz zrobić? Tym bardziej, że sądziła, że on tego też bardzo żałował. Jak będą mogli spojrzeć sobie po tym w oczy?
Co za koszmar.
Oprócz tego straszne było również to, że się nie zabezpieczyli. Kiedy tylko sobie o tym przypomniała, przez jej ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Musiała wyjść do apteki, jak tylko zje. Było duże prawdopodobieństwo, że jak tego nie zrobi i nie kupi odpowiedniej tabletki, to zajdzie w ciążę, a wtedy jej świat już całkowicie się zawali, bo nie tylko relacja z Asterem ucierpi, ale na dodatek zawali studia i generalnie utraci wszystko, co lubiła do tej pory robić. Nie była na to gotowa, ani trochę.
Opuściła prysznic, czując coraz szybciej zbliżającego się kaca zarówno fizycznego, jak i moralnego. Ubrała się w coś wygodnego, zaczesała wilgotne włosy i zeszła, żeby coś zjeść, chociaż jednocześnie była głodna i było jej niedobrze. Wiedziała jednak, że musi coś zjeść. Najpierw woda. Usiadła i zaczęła pić, słuchając słów rodziców. Zapachy były bardzo apetyczne i chciała już mieć posilanie się za sobą i najchętniej iść spać, ale droga do łóżka wydawała się taka strasznie długa (szczególnie, że po drodze musiała do tej cholernej apteki).
Słysząc słowa ojca spojrzała na niego z buzią wypełnioną kawałkami jajek i tosta i znowu zapłakała nagle, jakby przypomniała sobie coś traumatycznego. Mama wcale nie pomagała, mówiąc, że nigdzie nie musi wychodzić i nic mówić, bo przecież musiała. Może nie na uczelnie, nie do znajomych i na pewno nie na kolejną imprezę, ale do apteki po ważną pigułkę. Chyba powinna o tym powiedzieć? Sama nie wiedziała. Wcześniej co prawda nie mówiła, ale nie była też aż tak rozbita emocjonalnie i bezsilna. Wcześniej nie było jej aż tak przykro.
— Nie mogę później — jęknęła rozpaczliwie, kiedy już pogryzła żywność i z trudem ją przełknęła. Otarła usta z okruszków i napiła się wody, a potem łapczywie i nierówno odetchnęła. Patrzyła to na matkę, to na ojca i nie miała pojęcia co powiedzieć i od czego zacząć. — Muszę do apteki — powiedziała w końcu i znowu załkała, a potem niedbale przetarła oczy wierzchem dłoni, ocierając je z łez. Powinna zdradzić więcej, żeby rodzice zrozumieli z czym się zmagała. Jeszcze kilka lat temu może by się ze wstydu na to nie zdecydowała, ale teraz była odważniejsza w tych tematach, a ponadto dopiero co przyłapała Cleę i Renoira na seksie w kuchni.
— Byłam tam a Asterem — zaczęła, co akurat nie było absolutnie niczym dziwnym, bo na większości imprez był Aster i wszyscy mu ufali, bo miał na Neię oko i zawsze odprowadzał ją do domu. Poza tym Neia była święcie przekonana, że on był gejem i nawet kiedyś zdradziła to już rodzicom, więc pewnie wszyscy właśnie tak o nim myśleli. — No i on też dużo wypił, a potem… Ja i on. Nie wiem jak to się stało, ale chyba jednak nie jest gejem — mówiła dalej, na koniec znowu bardziej się rozklejając. Płakała i jadła na zmianę, opowiadając jeszcze o tym, że nie pamięta, żeby się zabezpieczyli i dodała jeszcze, że czuje się taka głupia i że zgubiła swoje ulubione majtki, a potem zamknęła się w końcu i siedziała tam, nad pustym talerzem, pociągając nosem, w dłoni ściskając szklankę z resztką wody.

Clea Delacroix Renoir Delacroix