and we're turnin' the floor into a zoo
: pn wrz 07, 2026 3:26 pm
Skinęła głową, dając znać narzeczonej, że powinny zachowywać się spokojnie i przede wszystkim nie robić niczego, co mogłoby dodatkowo sprowokować orangutana. Zwierzę i tak znajdowało się w dość nietypowej sytuacji, bo było poza swoim wybiegiem, otoczone przez bodźce, których przecież na co dzień nie doświadczało w taki sposób. Teddy podejrzewała, że orangutan nie byłby szczególnie zachwycony, gdyby ktoś zaczął się do niego zbliżać albo próbował zwrócić na siebie jego uwagę.
— Niech sobie spokojnie tutaj siedzi, dopóki ktoś nie przyjedzie go zabrać — oznajmiła, w ogóle nie zastanawiając się nad tym, dlaczego był tutaj całkiem sam. Orangutany, w przeciwieństwie do goryli, były samotnikami i całe życie spędzają w pojedynkę. Tak czy siak lepiej było go nie zaczepiać. To wydawało się najrozsądniejszym rozwiązaniem. Żadnego podchodzenia ani machania łapami przed pyskiem małpiszona. Strażaczka była pewna, że prędzej czy później znalazłby się jakiś kretyn, który wpadłby na genialny pomysł, żeby zaczepić kilkusetkilogramowe zwierzę tylko po to, żeby zobaczyć, jak zareaguje.
Oczywiście Teddy - pomimo bycia kretynką - nawet przez myśl nie przeszło, żeby robić coś podobnego! Im dłużej patrzyła na orangutana, tym bardziej dochodziła do wniosku, że najlepiej byłoby dać mu święty spokój. Nie zdziwiłaby się jednak, gdyby w końcu się wkurwił. Najbardziej obawiała się jednak grupki dzieciaków, która kręciła się w pobliżu. One na pewno potraktują orangutana jak atrakcję na placu zabaw. A potem któryś wpadnie na pomysł, żeby rzucić w niego czymś dla zabawy. Dzieciaki miały czasami zadziwiający talent do sprawdzania, jak daleko mogą posunąć się w robieniu czegoś skrajnie głupiego, zanim dorosły zdąży im powiedzieć, żeby przestały.
— Chyba do tej pory nie zdarzyło się, żeby zwierzęta zbiegły z zoo? A przynajmniej nie odkąd pracuję w jednostce. Kiedyś wyłapywaliśmy konie, które uciekły ze stadniny po podpaleniu. Dwa tygodnie potrwało, zanim zdołaliśmy wszystkie zabezpieczyć i odstawić do właściciela — westchnęła pod nosem na wspomnienie tamtej akcji. Niby April miała rację, bo to zawsze coś nowego, ale szczerze mówiąc, Teddy wolałaby już skakać w płomienie. Uganianie się za zwierzętami zdecydowanie nie dostarczało jej wystarczającej ilości adrenaliny.
Odwróciła głowę w kierunku, z którego dobiegały dziecięce chichoty, do czego dodatkowo zachęciła ją Finch, kładąc jej dłoń na ramieniu. Faktycznie, na gałęzi leżał straszny słodziak! Teddy aż podskoczyła z ekscytacji na widok pandy czerwonej. Najchętniej wzięłaby ją na ręce i ścisnęła tak mocno, aż wypadłyby jej oczy. Nie no, tak to nie! Obchodziła się z każdym napotkanym zwierzakiem bardzo delikatnie, ale ta panda wywołała w niej zdecydowanie zbyt silny atak cute aggression. Zupełnie jak April! Właściwie zaczynała rozumieć, dlaczego ludzie mieli ochotę na widok czegoś uroczego robić rzeczy kompletnie nieadekwatne do sytuacji. W tym przypadku Teddy musiała jednak zadowolić się patrzeniem.
— Z tej perspektywy przypomina kota. No popatrz tylko, ma uszy jak Liara — wskazała podbródkiem na pandę, która najwyraźniej próbowała właśnie uciąć sobie drzemkę.
Przez chwilę jeszcze przyglądała się jej z szerokim uśmiechem, aż w końcu przypomniała sobie o rozwrzeszczanej gromadce dzieciaków.
— Trzeba im powiedzieć, żeby jej nie dokuczali — stwierdziła, zerkając pobłażliwie na mikroludzi. Ostrożnie wycofała się z zasięgu wzroku orangutana i ruszyła w stronę drzewa. Nie chciała robić większego zamieszania, zwłaszcza że zwierzę i tak miało już wystarczająco dużo powodów, żeby czuć się nieswojo. — Jak będziecie tak piszczeć, to ją spłoszycie — pouczyła całą gromadkę.
Ruda jak sama panda dziewczynka skrzyżowała ręce na piersi i spojrzała na strażaczkę spod przymrużonych powiek, jakby właśnie miała do czynienia z najbardziej nudnym dorosłym na świecie.
— Wcale że nie. Jej to się podoba — stwierdziła przemądrzałym tonem. Reszta dzieci natychmiast ją poparła, ochoczo kiwając łepetynami.
April Finch
— Niech sobie spokojnie tutaj siedzi, dopóki ktoś nie przyjedzie go zabrać — oznajmiła, w ogóle nie zastanawiając się nad tym, dlaczego był tutaj całkiem sam. Orangutany, w przeciwieństwie do goryli, były samotnikami i całe życie spędzają w pojedynkę. Tak czy siak lepiej było go nie zaczepiać. To wydawało się najrozsądniejszym rozwiązaniem. Żadnego podchodzenia ani machania łapami przed pyskiem małpiszona. Strażaczka była pewna, że prędzej czy później znalazłby się jakiś kretyn, który wpadłby na genialny pomysł, żeby zaczepić kilkusetkilogramowe zwierzę tylko po to, żeby zobaczyć, jak zareaguje.
Oczywiście Teddy - pomimo bycia kretynką - nawet przez myśl nie przeszło, żeby robić coś podobnego! Im dłużej patrzyła na orangutana, tym bardziej dochodziła do wniosku, że najlepiej byłoby dać mu święty spokój. Nie zdziwiłaby się jednak, gdyby w końcu się wkurwił. Najbardziej obawiała się jednak grupki dzieciaków, która kręciła się w pobliżu. One na pewno potraktują orangutana jak atrakcję na placu zabaw. A potem któryś wpadnie na pomysł, żeby rzucić w niego czymś dla zabawy. Dzieciaki miały czasami zadziwiający talent do sprawdzania, jak daleko mogą posunąć się w robieniu czegoś skrajnie głupiego, zanim dorosły zdąży im powiedzieć, żeby przestały.
— Chyba do tej pory nie zdarzyło się, żeby zwierzęta zbiegły z zoo? A przynajmniej nie odkąd pracuję w jednostce. Kiedyś wyłapywaliśmy konie, które uciekły ze stadniny po podpaleniu. Dwa tygodnie potrwało, zanim zdołaliśmy wszystkie zabezpieczyć i odstawić do właściciela — westchnęła pod nosem na wspomnienie tamtej akcji. Niby April miała rację, bo to zawsze coś nowego, ale szczerze mówiąc, Teddy wolałaby już skakać w płomienie. Uganianie się za zwierzętami zdecydowanie nie dostarczało jej wystarczającej ilości adrenaliny.
Odwróciła głowę w kierunku, z którego dobiegały dziecięce chichoty, do czego dodatkowo zachęciła ją Finch, kładąc jej dłoń na ramieniu. Faktycznie, na gałęzi leżał straszny słodziak! Teddy aż podskoczyła z ekscytacji na widok pandy czerwonej. Najchętniej wzięłaby ją na ręce i ścisnęła tak mocno, aż wypadłyby jej oczy. Nie no, tak to nie! Obchodziła się z każdym napotkanym zwierzakiem bardzo delikatnie, ale ta panda wywołała w niej zdecydowanie zbyt silny atak cute aggression. Zupełnie jak April! Właściwie zaczynała rozumieć, dlaczego ludzie mieli ochotę na widok czegoś uroczego robić rzeczy kompletnie nieadekwatne do sytuacji. W tym przypadku Teddy musiała jednak zadowolić się patrzeniem.
— Z tej perspektywy przypomina kota. No popatrz tylko, ma uszy jak Liara — wskazała podbródkiem na pandę, która najwyraźniej próbowała właśnie uciąć sobie drzemkę.
Przez chwilę jeszcze przyglądała się jej z szerokim uśmiechem, aż w końcu przypomniała sobie o rozwrzeszczanej gromadce dzieciaków.
— Trzeba im powiedzieć, żeby jej nie dokuczali — stwierdziła, zerkając pobłażliwie na mikroludzi. Ostrożnie wycofała się z zasięgu wzroku orangutana i ruszyła w stronę drzewa. Nie chciała robić większego zamieszania, zwłaszcza że zwierzę i tak miało już wystarczająco dużo powodów, żeby czuć się nieswojo. — Jak będziecie tak piszczeć, to ją spłoszycie — pouczyła całą gromadkę.
Ruda jak sama panda dziewczynka skrzyżowała ręce na piersi i spojrzała na strażaczkę spod przymrużonych powiek, jakby właśnie miała do czynienia z najbardziej nudnym dorosłym na świecie.
— Wcale że nie. Jej to się podoba — stwierdziła przemądrzałym tonem. Reszta dzieci natychmiast ją poparła, ochoczo kiwając łepetynami.
April Finch