Strona 2 z 2

are we dreaming?

: śr wrz 09, 2026 5:30 am
autor: vita holloway
To nie było żadne zaskoczenie, że cholernie ich do siebie ciągnęło. No co mogli na to poradzić? Może ich biologiczne feromony po prostu zajebiście ze sobą współgrały? Nie miała pojęcia, ale gdyby tylko nie musiała, to wcale nie wychodziłaby z łóżka. Spędzałaby z nim tam wszystkie wolne chwile, bez potrzeby mierzenia się ze światem. Aiden nie tylko z nią uprawiał seks. On się nią z a j m o w a ł. Tak bardzo to uwielbiała. Do tego stopnia, że najwyraźniej zapomniała się ze swoim chłopakiem i teraz no co? No wpadli. Nie mogła w to uwierzyć, bo takie rzeczy jej się nie przydarzały. Nigdy. A teraz los, widząc, że zaczęła faktycznie robić się szczęśliwa, najwidoczniej postanowił sobie z niej zakpić i powiedzieć - ha! Robi się dobrze i stabilnie? Sike, już nie. Jedynym ukojeniem dla jej myśli było to, że nawet w tak przerażającej chwili Aiden potrafił ją uspokoić. Rozluźnić. A nawet rozweselić do tego stopnia, że przez moment mogła zapomnieć o tym, że jej życie…

Ich życie...

... mogło za chwilę przewrócić się do góry nogami. Albo zmienić ich w jakikolwiek inny, nieodwracalny sposób, bez względu na to, jaką decyzję ostatecznie podejmą... No i nawet w cieniu przerażenia oraz niewiedzy on patrzył na nią z niezwykłą czułością. Trzymał ją w swoich ramionach, sprawiając, że pomimo ziemi, która zdawała się zapadać pod nią i wciągać ją w dół jak ruchome piaski, wiedziała, że nie zatonie... bo miała w nim oparcie. I to poczucie najzwyklejszego b e z p i e c z e ń s t w a.

Słysząc, jak potwierdził, że nie podejrzewałby jej o coś takiego, poczuła, jak coś ciężkiego odrobinę odpuszcza w jej klatce piersiowej. Ostatnim, czego chciała, było zburzenie zaufania, które tak powoli odbudowywała po tym, jak okłamała go wtedy i nie przyznała się, że miała męża. Obiecała sobie, że już zawsze postara się być z nim szczera - że nawet jeśli prawda będzie niewygodna, albo cholernie przerażająca, to i tak mu ją powie. Gdyby choć przez moment poczuła, że nie dotrzymała tej obietnicy, którą tak naprawdę złożyła samej sobie, chyba naprawdę by się załamała. - idealnie, będziesz stał na czele hate clubu moich rodziców - uśmiechnęła się szerzej. Po chwili jednak trochę zmarkotniała i zerknęła w dół. - Po prostu… nie wiem. Boję się powiedzieć im, co o nich myślę? Głupie, wiem. - Spojrzała na niego, posyłając mu ciepły uśmiech. W sumie i tak zbytnio nie potrzebowała ich w swoim życiu. Cieszyła się, że miała w nim jego.

Starała się nie panikować. Naprawdę się starała. Tylko że odkąd skończyła osiemnaście lat, była sama. Nie dostawała żadnej pomocy od rodziców, a ojciec bardzo szybko odciął ją od pieniędzy. Dlatego w sumie, pomimo skończonych studiów, w dalszym ciągu pracowała jako barmanka, zamiast robić to, co naprawdę było jej pasją. W barze zawsze miała gwarancję napiwków... I chyba ten styl życia po prostu jej przypasował. W ciągu zmiany zawsze była otoczona ludźmi, a w domu samotna. Tylko że teraz? Teraz, odkąd od blisko trzech miesięcy była jego, inni ludzie zaczynali ją coraz bardziej irytować. To jego towarzystwo działało na nią kojąco. To przy nim jej głowa robiła się cichsza. To przy nim miała wrażenie, że nie musi cały czas walczyć z całym światem i jeszcze przy okazji udawać, że świetnie sobie z tym radzi.

Tylko teraz? Bała się, że sobie właśnie nie poradzi.

Nie miała żadnych oszczędności i na dobrą sprawę miała wrażenie, że byłaby okropnym materiałem na matkę. A przecież dziecko potrzebowało kogoś stabilnego, no nie? Kogoś, kto wiedział, co robi, a nie kobiety, która była taka jak ona... Słuchała go, czując, jak kolejna fala łez nabiera jej się do oczu, gdy ją uspokajał i zapewniał, że to nie będzie dla niego żadna presja. - Wiem, ale oczywiście, że będę się przejmować - westchnęła zrezygnowana. - Też chcę ci w jakiś sposób pomóc. Chcę czuć się użyteczna. - Zerknęła prosto w jego oczy i już chciała mu coś powiedzieć, że może jednak nie... może znajdzie sobie drugą pracę, zacznie odkładać więcej, byle tylko nie miał poczucia, że wszystko spada na niego. Ale kiedy oznajmił, że to już postanowione, tylko parsknęła cicho pod nosem, a po chwili złożyła na jego ustach długi, czuły pocałunek.- Hmm - mruknęła, marszcząc brwi, zanim dodała ciszej, - Masz rację. Już cię nikomu nie oddam. - Odwzajemniła czule jego pocałunki, wsuwając palce w jego włosy. Kurcze. Strasznie podobała jej się wizja, że mogliby mieć dziecko, które byłoby cholernie pewne siebie. - Myślisz, że będziemy mogli im kiedyś opowiedzieć historię, jak się poznaliśmy? - zapytała, uśmiechając się do niego. - Uznają to za coś czad czy raczej kiczowego?

- Myślisz, że damy sobie radę, Aiden? - spojrzała prosto w jego oczy, jakby naprawdę miała nadzieję znaleźć w nich odpowiedź. Bała się. Nie wiedziała, czy podejmuje właściwą decyzję. Czy w ogóle istniała jakaś właściwa decyzja w sytuacji, w której wszystko nagle stanęło na głowie i zaczęło wymagać od niej dorosłości, której przecież przez większość życia uczyła się sama. Ale gdzieś głęboko w sercu wiedziała jedno. Już nigdy nie zostanie z niczym sama.

Parsknęła śmiechem, zerkając na Milo, który ani trochę nie wyglądał na zadowolonego z tej rewelacji. - Ej! - pacnęła płomiennowłosego w ramię, śmiejąc się pod nosem. - Wypraszam sobie, Milo ma lepszy charakterek niż niejedna osoba! Od mamci odziedziczył same zalety. - Zaśmiała się, ale po chwili jej spojrzenie znowu zatrzymało się na oczach Aidena. I kurcze. Znowu robiła się rozemocjonowana. Tym razem przez to, jak bardzo go k o c h a ł a. Fuuuuck. - Jesteś gotowy szybciej osiwieć? - uniosła brew, obdarowując go rozbawionym spojrzeniem. Chwilę później oplotła nogi wokół jego bioder i zarzuciła ręce na jego szyję. - Łóżko - mruknęła, całując go po całej buźce, zanim powoli zjechała pocałunkami na jego szyję. - Ty będziesz moją przekąską. - Powiedziała to cicho, wsuwając palce w jego włosy. Pociągnęła za nie delikatnie do tyłu, żeby przez chwilę móc spojrzeć mu prosto w oczy. - Wiesz, że teraz możemy się kochać bez zabezpieczenia?

Grunt to znaleźć jakiś pozytyw, no nie?


kochanie ‪‪❤︎‬

are we dreaming?

: pt wrz 11, 2026 8:26 pm
autor: Aiden O'Cahallan
W tej chwili wszystko było niewiadomą — wiedzieli tyle, że zostaną rodzicami, ale cała reszta? Nie mieli kontaktu z żadnymi dziećmi, nikt z ich bliskich znajomych nie opowiadał im o tych wszystkich sprawach związanych z rodzicielstwem czy wyborem odpowiedniego fotelika, czy o odparzeniach pod pieluszką. Pewnie wiedzieli tyle, co mogli dojrzeć w internecie, kiedy ludzie odkrywali się ze swoimi życiami i pokazywali jego cząstkę, a jednocześnie posiadali bobasy. Aiden nie czuł się szczególnie przerażony, napięcie coraz bardziej opuszczało jego barki i… no cóż, nauczą się, tak? Nie od razu Rzym zbudowano i również nie każdy rodzic od początku wiedział, jak posługiwać się swoim dzieckiem. Chcąc nie chcąc, niestety nie dołączali do nich specjalnej instrukcji obsługi. Miał tylko nadzieję, że koniec końców wychowają swoje dziecko na porządnego człowieka, który nie będzie myślał tak mało sympatycznie o nich, jak oni o swoich rodzicach. — Wspaniale, mam doświadczenie. Kiedyś byłem przewodniczącym samorządu uczniowskiego — parsknął, wspominając randomowy fakt i w zasadzie samo mianowanie było kompletnie randomowe i bezpodstawne, a to tylko i wyłącznie dlatego, że jego znajomi nakręcili pozostałą część klasy i zrobili mu dobrą kampanię reklamową. Koniec końców, nieskromnie sądził, że jego szkoła miała wtedy najlepszy okres świetności. — To nie jest głupie. Mimo wszystko to twoi rodzice — rzucił spokojnie, gładząc lekko jej policzek. — Ja w stosunku do swoich też nie jestem takim chojrakiem, jak może się to wydawać, chociaż nie szczędzę swoich opinii, bo oni nie potrafią się opanować ze swoimi uwagami. — Już nie, chociaż w okresie, kiedy stracił swoją byłą narzeczoną, to siedział jak mysz pod miotłą, dając się manipulować. Może po czasie powinien im podziękować? W prawie czuł się jak ryba w wodzie, miał dobrze płatną pracę, dzięki której był teraz tak spokojny o ich przyszłość. Miał oszczędności z czasów, jak rodzice go dofinansowywali, ale już od kilku lat był od nich niezależny, dostając jedynie coś jak ojcu się przypomni i jak miał tak zwany dzień dobroci dla zwierząt. Aiden był kompletnie inny niż jego ojciec, pod względem uczuć, bo jednak w pracy był tak samo szczegółowy i profesjonalny jak on za czasów, kiedy był adwokatem. Teraz zasiadał na rozprawach jako sędzia i naprawdę cieszył się, że przez konflikt interesów omijał wszystkie sprawy, w których sądził winnych.

Teraz jednak mieli siebie i mieli budować własną rodzinę na swoich zasadach. Myśląc o tym w ten sposób, całkiem mu się to podobało. W końcu ile razy słyszał, że zrozumie jak będzie mieć własne dzieci. Wtedy myślał sobie pierdu pierdu, a teraz zaczynało się to urzeczywistniać szybciej niż myślał — chociaż nigdy nie miał dla siebie deadline’u, jeśli chodziło o potomstwo i również nie było to dla niego pewnikiem, zwłaszcza gdy usłyszał, że Vita nie chciała mieć dzieci. Dla niego ważniejsze było spędzenie życia z osobą, którą kocha i która go rozumie, niż uwiązać się na siłę z kimś, z kim w przyszłości miał po prostu przedłużyć nazwisko.

— Za bardzo się wszystkim przejmujesz, wiesz? — zapytał, muskając jej czoło, do którego przycisnął swoje usta na kilka sekund dłużej. — Pozwól mi się teraz trochę pomartwić, okej? Ty już masz wystarczająco dużo odpowiedzialności na sobie, żeby przez najbliższe osiem miesięcy gościć w brzuchu lokatora. Albo lokatorkę? — zaśmiał się cicho. Ona miała lokatora (albo lokatorkę, who knows?), a on musiał zadbać, żeby obydwoje czuli się dobrze. Nawet nie chciał słuchać o jej użyteczności, kiedy on sam odgrywał tutaj rolę kompletnie drugoplanową. Cieszył się, że nie podjęła dalszej dyskusji i nie zaczęła się kłócić z podjętą już decyzją. Przyciągnął ją bliżej siebie i uśmiechnął się przez jej czuły pocałunek, traktując to jako jej uległość w sprawie. — Całe szczęście, już się bałem, że mnie pogonisz i oddasz innej — rzucił rozbawiony, oczywiście, że żartując, bo on sam nie dałby się jej wygonić ze swojego życia. Ani wcześniej, ani teraz, kiedy budowanie wspólnej przyszłości nabierało nowego wymiaru. — Im? — zapytał, unosząc lekko brew. — Już nam wróżysz więcej dzieci? Czy może czujesz, że skrywasz tam bliźniaki? — dodał, spoglądając na jej brzuch, który był jeszcze płaski i aż dziwnie było mu sobie wyobrażać, że za niedługi czas może rozwijać się tam jakiś kosmita. — I myślę, że opowiemy im. Powiemy, że mamusia miała męża i to wcale nie ich tatę, a tata jak prawdziwy rycerz wyrwał księżniczkę z zamku — rzucił, próbując się nie zaśmiać i był przygotowany, że za te pierdoły, które gada, zaraz może oberwać. — A poza tym, zależy jakie dziecko nam się wylosuje. Chociaż patrząc na dzisiejszą młodzież, nie zdziwiłbym się, gdyby uznało to za coś kiczowatego — parsknął, bo przecież dla niego ich historia była super fajna, jak poznali się w barze, pyskował jej, ona jemu, polała go lemoniadą, a później nie mógł się od niej oderwać… no właśnie. — Gdzie moje nagranie, które dostałaś i którym mnie szczułaś na naszej pierwszej randce? — przypomniał sobie nagle, mrużąc oczy. Czy ona go wtedy podpuściła i zrobiła nadzieję?!

Zaraz zadała mu ultra ważne pytanie, na które trochę wzruszył ramionami. Nie umiał odpowiedzieć jej jednoznacznie, bo skąd miał to wiedzieć? — Mam nadzieję, ale to chyba kwestia nauczenia się, żeby dawać sobie radę — stwierdził, odgarniając jej włosy za ucho. — Zrobimy to po swojemu, jak wszystko. I na pewno będzie dobrze. — Nie było jednego przepisu na sukces, jednego wzoru, według którego powinni postępować i nauczą się być rodzicami, a także organizować swoje życie tak, aby nadal czuli się swobodnie. Nawet nie sądził, że mogłoby być inaczej.

— Lepszy? Na pewno ma barwny charakterek. Gdyby był człowiekiem, to nie wiem jaka by z nim wytrzymała — zażartował, zaraz nawiązując z nią nieco dłuższy i bardziej czuły kontakt wzrokowy. Miał nadzieję, że do końca swojego życia będzie mógł spoglądać w ten niebieskie oczy, które za każdym razem przybierały inny rodzaj oceanu. I mimo początkowego wzburzenia, teraz wydawało się, że sztorm minął, a ich głębia zdecydowanie uspokaja się. — Już mi grozisz, że tak mnie wymęczycie? — zaśmiał się, przenosząc dłonie na jej pośladki i od razu skierował się z nią do sypialni, w międzyczasie zostając obcałowanym w każdym możliwym obecnie miejscu. Zatrzymał się przed łóżkiem, kiedy spojrzała mu znowu w oczy i pociągnęła lekko za włosy, przez co mruknął cicho, chociaż jej następne słowa rozbawiły go po raz kolejny tego wieczoru. — Lubię twój optymizm. — Pokręcił niedowierzająco głową, rzucając ją na łóżko, choć zdecydowanie delikatniej niż zwykle i opierając się nad nią na rękach. — Seks z ciężarną, nowe doświadczenie. Chcesz już przetestować? — wymruczał jej do ucha, pocałunkami przechodząc na jej policzek, żuchwę i mokrymi muśnięciami całując jej szyję i zjeżdżając delikatnie na dekolt, korzystając z tego, że bluzka nieco go odsłania. Z cichym westchnieniem położył się obok niej na boku, podpierając głowę na jednej ręce, a drugą lekko odsuwając materiał jej ubrania, aby ulować ją zaraz na brzuchu. Przejechał dłonią po jej skórze i zatrzymał ją w pewnym momencie, unosząc spojrzenie i przyglądając się swojej dziewczynie. — Chciałabyś, żebyś coś konkretnie się tam znajdowało? Kosmita, zombie? Lama? Chłopiec lub dziewczynka? — zapytał z lekkim żartem, ale sam zaczął się zastanawiać nad tym. Chyba najważniejsze, żeby było zdrowe, co nie?

słoneczko

are we dreaming?

: wt wrz 15, 2026 12:38 am
autor: vita holloway
maybe it's the way you
say my name


Uniosła brew, przyglądając mu się z rozbawieniem. - Byłeś przewodniczącym samorządu uczniowskiego? - zapytała, przez moment wpatrując się w niego uważnie, zanim parsknęła śmiechem. - Czemu mnie to nie dziwi? Ja co najwyżej byłam stałym bywalcem na dywaniku u dyrektora za palenie za budynkiem szkoły podczas lunchu. - Zaśmiała się, chociaż sam okres liceum wcale nie kojarzył jej się zbyt dobrze. Był dla niej cholernie ciężki. To właśnie wtedy po raz pierwszy przekonała się na własnej skórze, co znaczyło zostać zdradzoną przez osobę, której bezgranicznie ufała. Być odrzuconą, obgadywaną na każdym kroku i wytykaną palcami, nawet przez ludzi, którzy tak na dobrą sprawę niczego o niej nie wiedzieli.

Poczucie bezwartościowości?
Izolacji?
Oh, znała je aż za dobrze.

Na moment zmroziło ją samo wspomnienie tamtego czasu. Tego, jak bardzo chciała wtedy zniknąć, żeby chociaż przez jeden dzień nikt nie szeptał za plecami, nie oceniał. Zaraz jednak spojrzała na Aidena i przypomniała sobie, gdzie była. Przy nim. Przy człowieku, którego tak cholernie mocno kochała i który, co nadal czasami trudno było jej pojąć, kochał ją równie mocno. W takich chwilach te wszystkie paskudne myśli, wmawiające jej, że na podobne uczucia zwyczajnie nie zasługiwała, trochę cichły. Nie znikały całkowicie, ale przynajmniej przestawały zagłuszać to, co miała tuż przed sobą. - To spotkanie z naszymi rodzicami zdecydowanie będzie interesujące. Tym bardziej że tak na dobrą sprawę dopiero poznamy nawzajem swoich rodziców i od razu dowiedzą się, że będziemy mieli własną rodzinę - westchnęła, uśmiechając się do niego. Własną rodzinę. Jezu. Brzmiało to… przerażająco, a jednocześnie świadomość, że miała stworzyć z Aidenem coś swojego, coś, o czym wcześniej nawet bała się marzyć, przynosiła jej odrobinę spokoju. Nadal się bała, no bo jak miałaby się nie bać? Ale chciała tego. Z nim tak cholernie tego chciała.

Spojrzała na niego, trochę wybita z rytmu. - Muszę się tym wszystkim przejmować, bo kto zrobi to za mnie? - westchnęła, zanim zaraz dodała, - A tak poza tym, jakie nazwisko będzie miało nasze dziecko? Chyba twoje, co nie? Czy dwuczłonowe? Jezu, widzisz, Aiden? Ja nie potrafię wyluzować - jęknęła zrozpaczona, przymykając na moment oczy, gdy musnął ustami jej czoło. - Naprawdę chcesz się trochę pomartwić za mnie? - Spojrzała mu prosto w oczy, a na jej ustach powoli pojawił się uśmiech. - No dobrze. Pewnie niedługo i tak będę nie do zniesienia, więc i guess mogę oddać ci trochę tego zamartwiania. - Pocałowała go czule, po czym złożyła na jego ustach jeszcze kilka krótkich pocałunków, bo przecież na jednym nie mogła skończyć. - Nie ma szans - zaprzeczyła, kręcąc głową. - Już nie masz wyjścia, a toooo… - skierowała palec na swój brzuch - done deal, kochanie. - Zaśmiała się i pocałowała go jeszcze raz, zanim oczywiście musiała dodać, - Tak długo, jak będziesz mnie chciał. No pressure. - No musiała, okej? Nie chciała, żeby poczuł się zobowiązany do bycia z nią tylko dlatego, że była w ciąży. Pragnęła mieć go przy sobie, cholernie mocno, ale chciała też wiedzieć, że zostawał, bo sam tego potrzebował.

cause I'm in a field of dandelions
wishing on every one that you'd be mine

Chwilę później jej policzki pokryły się rumieńcem. - To znaczy… nie… No, musi mieć rodzeństwo, prawda? Ty miałeś Elkę przez całe życie i nadal ją masz, a ja nie miałam nikogo - powiedziała, spoglądając na niego z nikłym uśmiechem. Nie chciała, żeby ich dziecko dorastało bez rodzeństwa. Sama pamiętała, jak bardzo brakowało jej kogoś, kto rozumiałby bez tłumaczenia, co działo się w domu. Z kim mogłaby pogadać, pokłócić się o jakąś głupotę, a później wspólnie ponarzekać na rodziców, hehe. No przecież musieli zapewnić dziecku kogoś, z kim mogłoby wymieniać porozumiewawcze spojrzenia, kiedy mamie znowu odbije, co nie? - Nagranie? Ja nie wiem, o czym mówisz, O’Cahallan. Musiałbyś mi przypomnieć. - Spojrzała na niego z niewinną minką udając, że nie miała pojęcia co do niej mówił... ale nagranie miał dostać w swoim czasie, hihi.

and I see forever
in your eyes

Wpatrywała się w jego abstrakcyjne tęczówki, czując, że całe to zamartwianie się i strach, że może jednak nie dadzą sobie rady, powolutku ustępowały. Myśli, które jeszcze przed chwilą tłoczyły jej się w głowie, odrywały się jedna po drugiej niczym puszyste nasionka dmuchawca porwane przez wiatr. Nadal gdzieś tam były, ale już nie musiała trzymać ich wszystkich przy sobie. - Wiesz, Aiden… - zaczęła, przybliżając twarz do jego twarzy. - Świadomość, że mam cię w swoim życiu… - przesunęła dłonią po jego policzku, uśmiechając się czule - sprawia, że naprawdę zaczynam wierzyć, że poradzę sobie ze wszystkim, co mnie spotka. - Musnęła delikatnie jego usta, zanim powoli pogłębiła pocałunek, napawając się tą chwilą i jego bliskością. Jezu, jak dobrze było móc go tak po prostu kochać. Bez powstrzymywania się, bez udawania, że wcale nie potrzebowała być aż tak blisko. Uśmiechnęła się, czując jego dłonie na swoich pośladkach, i oplotła go nogami w pasie. - Oczywiście. Ze mną, a teraz już z nami, masz to zagwarantowane - parsknęła śmiechem.

when you're looking at me,
I've never felt so alive and free

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

and I've heard of a love that comes once in a lifetime
and I'm pretty sure that you are that love of mine

I see forever in your eyes ❤︎