are we dreaming?
: śr wrz 09, 2026 5:30 am
To nie było żadne zaskoczenie, że cholernie ich do siebie ciągnęło. No co mogli na to poradzić? Może ich biologiczne feromony po prostu zajebiście ze sobą współgrały? Nie miała pojęcia, ale gdyby tylko nie musiała, to wcale nie wychodziłaby z łóżka. Spędzałaby z nim tam wszystkie wolne chwile, bez potrzeby mierzenia się ze światem. Aiden nie tylko z nią uprawiał seks. On się nią z a j m o w a ł. Tak bardzo to uwielbiała. Do tego stopnia, że najwyraźniej zapomniała się ze swoim chłopakiem i teraz no co? No wpadli. Nie mogła w to uwierzyć, bo takie rzeczy jej się nie przydarzały. Nigdy. A teraz los, widząc, że zaczęła faktycznie robić się szczęśliwa, najwidoczniej postanowił sobie z niej zakpić i powiedzieć - ha! Robi się dobrze i stabilnie? Sike, już nie. Jedynym ukojeniem dla jej myśli było to, że nawet w tak przerażającej chwili Aiden potrafił ją uspokoić. Rozluźnić. A nawet rozweselić do tego stopnia, że przez moment mogła zapomnieć o tym, że jej życie…
Ich życie...
... mogło za chwilę przewrócić się do góry nogami. Albo zmienić ich w jakikolwiek inny, nieodwracalny sposób, bez względu na to, jaką decyzję ostatecznie podejmą... No i nawet w cieniu przerażenia oraz niewiedzy on patrzył na nią z niezwykłą czułością. Trzymał ją w swoich ramionach, sprawiając, że pomimo ziemi, która zdawała się zapadać pod nią i wciągać ją w dół jak ruchome piaski, wiedziała, że nie zatonie... bo miała w nim oparcie. I to poczucie najzwyklejszego b e z p i e c z e ń s t w a.
Słysząc, jak potwierdził, że nie podejrzewałby jej o coś takiego, poczuła, jak coś ciężkiego odrobinę odpuszcza w jej klatce piersiowej. Ostatnim, czego chciała, było zburzenie zaufania, które tak powoli odbudowywała po tym, jak okłamała go wtedy i nie przyznała się, że miała męża. Obiecała sobie, że już zawsze postara się być z nim szczera - że nawet jeśli prawda będzie niewygodna, albo cholernie przerażająca, to i tak mu ją powie. Gdyby choć przez moment poczuła, że nie dotrzymała tej obietnicy, którą tak naprawdę złożyła samej sobie, chyba naprawdę by się załamała. - idealnie, będziesz stał na czele hate clubu moich rodziców - uśmiechnęła się szerzej. Po chwili jednak trochę zmarkotniała i zerknęła w dół. - Po prostu… nie wiem. Boję się powiedzieć im, co o nich myślę? Głupie, wiem. - Spojrzała na niego, posyłając mu ciepły uśmiech. W sumie i tak zbytnio nie potrzebowała ich w swoim życiu. Cieszyła się, że miała w nim jego.
Starała się nie panikować. Naprawdę się starała. Tylko że odkąd skończyła osiemnaście lat, była sama. Nie dostawała żadnej pomocy od rodziców, a ojciec bardzo szybko odciął ją od pieniędzy. Dlatego w sumie, pomimo skończonych studiów, w dalszym ciągu pracowała jako barmanka, zamiast robić to, co naprawdę było jej pasją. W barze zawsze miała gwarancję napiwków... I chyba ten styl życia po prostu jej przypasował. W ciągu zmiany zawsze była otoczona ludźmi, a w domu samotna. Tylko że teraz? Teraz, odkąd od blisko trzech miesięcy była jego, inni ludzie zaczynali ją coraz bardziej irytować. To jego towarzystwo działało na nią kojąco. To przy nim jej głowa robiła się cichsza. To przy nim miała wrażenie, że nie musi cały czas walczyć z całym światem i jeszcze przy okazji udawać, że świetnie sobie z tym radzi.
Tylko teraz? Bała się, że sobie właśnie nie poradzi.
Nie miała żadnych oszczędności i na dobrą sprawę miała wrażenie, że byłaby okropnym materiałem na matkę. A przecież dziecko potrzebowało kogoś stabilnego, no nie? Kogoś, kto wiedział, co robi, a nie kobiety, która była taka jak ona... Słuchała go, czując, jak kolejna fala łez nabiera jej się do oczu, gdy ją uspokajał i zapewniał, że to nie będzie dla niego żadna presja. - Wiem, ale oczywiście, że będę się przejmować - westchnęła zrezygnowana. - Też chcę ci w jakiś sposób pomóc. Chcę czuć się użyteczna. - Zerknęła prosto w jego oczy i już chciała mu coś powiedzieć, że może jednak nie... może znajdzie sobie drugą pracę, zacznie odkładać więcej, byle tylko nie miał poczucia, że wszystko spada na niego. Ale kiedy oznajmił, że to już postanowione, tylko parsknęła cicho pod nosem, a po chwili złożyła na jego ustach długi, czuły pocałunek.- Hmm - mruknęła, marszcząc brwi, zanim dodała ciszej, - Masz rację. Już cię nikomu nie oddam. - Odwzajemniła czule jego pocałunki, wsuwając palce w jego włosy. Kurcze. Strasznie podobała jej się wizja, że mogliby mieć dziecko, które byłoby cholernie pewne siebie. - Myślisz, że będziemy mogli im kiedyś opowiedzieć historię, jak się poznaliśmy? - zapytała, uśmiechając się do niego. - Uznają to za coś czad czy raczej kiczowego?
- Myślisz, że damy sobie radę, Aiden? - spojrzała prosto w jego oczy, jakby naprawdę miała nadzieję znaleźć w nich odpowiedź. Bała się. Nie wiedziała, czy podejmuje właściwą decyzję. Czy w ogóle istniała jakaś właściwa decyzja w sytuacji, w której wszystko nagle stanęło na głowie i zaczęło wymagać od niej dorosłości, której przecież przez większość życia uczyła się sama. Ale gdzieś głęboko w sercu wiedziała jedno. Już nigdy nie zostanie z niczym sama.
Parsknęła śmiechem, zerkając na Milo, który ani trochę nie wyglądał na zadowolonego z tej rewelacji. - Ej! - pacnęła płomiennowłosego w ramię, śmiejąc się pod nosem. - Wypraszam sobie, Milo ma lepszy charakterek niż niejedna osoba! Od mamci odziedziczył same zalety. - Zaśmiała się, ale po chwili jej spojrzenie znowu zatrzymało się na oczach Aidena. I kurcze. Znowu robiła się rozemocjonowana. Tym razem przez to, jak bardzo go k o c h a ł a. Fuuuuck. - Jesteś gotowy szybciej osiwieć? - uniosła brew, obdarowując go rozbawionym spojrzeniem. Chwilę później oplotła nogi wokół jego bioder i zarzuciła ręce na jego szyję. - Łóżko - mruknęła, całując go po całej buźce, zanim powoli zjechała pocałunkami na jego szyję. - Ty będziesz moją przekąską. - Powiedziała to cicho, wsuwając palce w jego włosy. Pociągnęła za nie delikatnie do tyłu, żeby przez chwilę móc spojrzeć mu prosto w oczy. - Wiesz, że teraz możemy się kochać bez zabezpieczenia?
Grunt to znaleźć jakiś pozytyw, no nie?
kochanie ❤︎
... mogło za chwilę przewrócić się do góry nogami. Albo zmienić ich w jakikolwiek inny, nieodwracalny sposób, bez względu na to, jaką decyzję ostatecznie podejmą... No i nawet w cieniu przerażenia oraz niewiedzy on patrzył na nią z niezwykłą czułością. Trzymał ją w swoich ramionach, sprawiając, że pomimo ziemi, która zdawała się zapadać pod nią i wciągać ją w dół jak ruchome piaski, wiedziała, że nie zatonie... bo miała w nim oparcie. I to poczucie najzwyklejszego b e z p i e c z e ń s t w a.
Słysząc, jak potwierdził, że nie podejrzewałby jej o coś takiego, poczuła, jak coś ciężkiego odrobinę odpuszcza w jej klatce piersiowej. Ostatnim, czego chciała, było zburzenie zaufania, które tak powoli odbudowywała po tym, jak okłamała go wtedy i nie przyznała się, że miała męża. Obiecała sobie, że już zawsze postara się być z nim szczera - że nawet jeśli prawda będzie niewygodna, albo cholernie przerażająca, to i tak mu ją powie. Gdyby choć przez moment poczuła, że nie dotrzymała tej obietnicy, którą tak naprawdę złożyła samej sobie, chyba naprawdę by się załamała. - idealnie, będziesz stał na czele hate clubu moich rodziców - uśmiechnęła się szerzej. Po chwili jednak trochę zmarkotniała i zerknęła w dół. - Po prostu… nie wiem. Boję się powiedzieć im, co o nich myślę? Głupie, wiem. - Spojrzała na niego, posyłając mu ciepły uśmiech. W sumie i tak zbytnio nie potrzebowała ich w swoim życiu. Cieszyła się, że miała w nim jego.
Starała się nie panikować. Naprawdę się starała. Tylko że odkąd skończyła osiemnaście lat, była sama. Nie dostawała żadnej pomocy od rodziców, a ojciec bardzo szybko odciął ją od pieniędzy. Dlatego w sumie, pomimo skończonych studiów, w dalszym ciągu pracowała jako barmanka, zamiast robić to, co naprawdę było jej pasją. W barze zawsze miała gwarancję napiwków... I chyba ten styl życia po prostu jej przypasował. W ciągu zmiany zawsze była otoczona ludźmi, a w domu samotna. Tylko że teraz? Teraz, odkąd od blisko trzech miesięcy była jego, inni ludzie zaczynali ją coraz bardziej irytować. To jego towarzystwo działało na nią kojąco. To przy nim jej głowa robiła się cichsza. To przy nim miała wrażenie, że nie musi cały czas walczyć z całym światem i jeszcze przy okazji udawać, że świetnie sobie z tym radzi.
Nie miała żadnych oszczędności i na dobrą sprawę miała wrażenie, że byłaby okropnym materiałem na matkę. A przecież dziecko potrzebowało kogoś stabilnego, no nie? Kogoś, kto wiedział, co robi, a nie kobiety, która była taka jak ona... Słuchała go, czując, jak kolejna fala łez nabiera jej się do oczu, gdy ją uspokajał i zapewniał, że to nie będzie dla niego żadna presja. - Wiem, ale oczywiście, że będę się przejmować - westchnęła zrezygnowana. - Też chcę ci w jakiś sposób pomóc. Chcę czuć się użyteczna. - Zerknęła prosto w jego oczy i już chciała mu coś powiedzieć, że może jednak nie... może znajdzie sobie drugą pracę, zacznie odkładać więcej, byle tylko nie miał poczucia, że wszystko spada na niego. Ale kiedy oznajmił, że to już postanowione, tylko parsknęła cicho pod nosem, a po chwili złożyła na jego ustach długi, czuły pocałunek.- Hmm - mruknęła, marszcząc brwi, zanim dodała ciszej, - Masz rację. Już cię nikomu nie oddam. - Odwzajemniła czule jego pocałunki, wsuwając palce w jego włosy. Kurcze. Strasznie podobała jej się wizja, że mogliby mieć dziecko, które byłoby cholernie pewne siebie. - Myślisz, że będziemy mogli im kiedyś opowiedzieć historię, jak się poznaliśmy? - zapytała, uśmiechając się do niego. - Uznają to za coś czad czy raczej kiczowego?
- Myślisz, że damy sobie radę, Aiden? - spojrzała prosto w jego oczy, jakby naprawdę miała nadzieję znaleźć w nich odpowiedź. Bała się. Nie wiedziała, czy podejmuje właściwą decyzję. Czy w ogóle istniała jakaś właściwa decyzja w sytuacji, w której wszystko nagle stanęło na głowie i zaczęło wymagać od niej dorosłości, której przecież przez większość życia uczyła się sama. Ale gdzieś głęboko w sercu wiedziała jedno. Już nigdy nie zostanie z niczym sama.
Parsknęła śmiechem, zerkając na Milo, który ani trochę nie wyglądał na zadowolonego z tej rewelacji. - Ej! - pacnęła płomiennowłosego w ramię, śmiejąc się pod nosem. - Wypraszam sobie, Milo ma lepszy charakterek niż niejedna osoba! Od mamci odziedziczył same zalety. - Zaśmiała się, ale po chwili jej spojrzenie znowu zatrzymało się na oczach Aidena. I kurcze. Znowu robiła się rozemocjonowana. Tym razem przez to, jak bardzo go k o c h a ł a. Fuuuuck. - Jesteś gotowy szybciej osiwieć? - uniosła brew, obdarowując go rozbawionym spojrzeniem. Chwilę później oplotła nogi wokół jego bioder i zarzuciła ręce na jego szyję. - Łóżko - mruknęła, całując go po całej buźce, zanim powoli zjechała pocałunkami na jego szyję. - Ty będziesz moją przekąską. - Powiedziała to cicho, wsuwając palce w jego włosy. Pociągnęła za nie delikatnie do tyłu, żeby przez chwilę móc spojrzeć mu prosto w oczy. - Wiesz, że teraz możemy się kochać bez zabezpieczenia?
kochanie ❤︎