Strona 2 z 2
the idea was not to fall in love
: pt wrz 18, 2026 7:31 pm
autor: Debbie McDowell
W okamgnieniu pożałowała, że w ogóle zadała mu tamto pytanie. Pożałowała, że chciała zaspokoić własną ciekawość i dowiedzieć się, czy chociaż momentami myślał o tym, co mogłoby między nimi być, gdyby tylko nie narzucali sobie żadnych granic. Prawdę powiedziawszy pragnęła to cofnąć nie tylko dlatego, że on sam chwilę później pociągnął ją za język, ale również przez to, że jego odpowiedź ani trochę jej nie u s a t y s f a k c j o n o w a ł a.
Teraz już naprawdę nie wiedziała, czy przypadkiem nie wyobraziła sobie czegoś, czego wcale między ich dwójką nie było.
Kiedy o tym pomyślała, poczuła wzbierające w niej zdenerwowanie, które dodatkowo nasiliło się, kiedy Tracy nie dał jej spokoju. Gdy podszedł bliżej, Debbie nie tylko poczuła, jak bicie jej serca przyspieszyło tempa, ale przede wszystkim po jej wnętrzu rozlało się to nieprzyjemne uczucie gorąca. Poczuła też wzbierającą w niej panikę, ponieważ nagle zdała sobie sprawę z tego, że nie posiadała drogi ucieczki. Zadała pytanie, na które szczerze jej odpowiedział, a teraz, kiedy w zamian oczekiwał od niej tego samego, ona wcale nie czuła się gotowa, aby mu to dać.
Jej ciało całkowicie odmówiło jej posłuszeństwa, dlatego bezwiednie pozwoliła mu poprowadzić się w stronę łóżka, na którego brzegu przysiadła. W tamtej chwili mogła myśleć wyłącznie o tym, że nie było już drogi odwrotu, a ona mogła zepsuć wszystko wyłącznie poprzez udzielenie mu odpowiedzi. Bo tak, bała się, że kiedy powie mu prawdę, Tracy zwyczajnie się wycofa, a ona całkowicie go straci.
Nie tylko jako mężczyznę, którego polubiła trochę za bardzo, ale przede wszystkim jako p r z y j a c i e l a.
Kiedy o tym pomyślała, zabrała swoją dłoń, a później uciekła spojrzeniem gdzieś w bok, potrzebując chwili, aby zapanować nad własnymi myślami. Był to zaledwie drugi raz, kiedy czuła się w jego obecności w ten sposób, po raz pierwszy doświadczając tego, gdy dowiedziała się o jego wspólnej nocy z Ellen.
Czuła się, jakby miała zostać o d r z u c o n a.
— Co mam ci powiedzieć, Tracy? — odezwała się w końcu, wciąż na niego nie patrząc. — Że cię l u b i ę? — nie miała odwagi nazwać tych uczuć inaczej, ponieważ w tym momencie wyjątkowo mocno odczuwała ich ciężar.
Zacisnęła usta w wąską linię, a później w końcu przeniosła na niego spojrzenie. Spojrzała mu w oczy, ale z jakiegoś powodu w jej własnych nie było już tych wesołych iskierek, które towarzyszyły jej przy nim w ciągu minionych dni. — Lubię — wzruszyła nieznacznie ramionami, przyglądając mu się tak, jakby czuła się z tego powodu w i n n a. Trochę tak, jakby przez to miała odpowiadać za rozpad ich relacji. — Czasami trochę mieszasz mi w głowie — to dodała już nieco ciszej, bo przecież wiedziała, że nie miała prawa niczego mu zarzucić. N i g d y niczego jej nie obiecywał, od samego początku będąc z nią w stu procentach szczerym. Cokolwiek sobie wyobrażała, sama była za to odpowiedzialna, a on nie mógł ponosić za to winy.
A jednak bywały chwile, kiedy mogłaby przysiąc, że widziała w jego spojrzeniu coś więcej. Coś, czego u nikogo innego nie była w stanie wcześniej zobaczyć.
Tracy Raynott
the idea was not to fall in love
: sob wrz 19, 2026 10:30 am
autor: Tracy Raynott
Niepotrzebnie panikowała. Tracy nie bez powodu prosił ją o szczerość. Już od pewnego czasu domyślał się, co mogło chodzić jej po głowie, ponieważ Debbie nie była mistrzynią maskowania się ze swoimi uczuciami. Można było czytać z niej jak z otwartej księgi, ale mimo to Raynott chciał od niej usłyszeć wszystko to, co chodziło jej po głowie, żeby potwierdzić swoje domysły. Dopiero wtedy miał poczuć się pewniej z tym, co ona do niego czuła i być może też z tym, co chciał zrobić, ale przed czym powstrzymywał się od dłuższego czasu.
Dlatego potrzebował tej szczerej rozmowy, a skoro Debbie już ją zaczęła, on postanowił wykorzystać tę okazję i pociągnąć ją dalej, nawet jeśli mocno pogorszyła panująca między nimi atmosferę. Czuł jednak, że jeśli teraz odpuszczą, to później będzie im trudniej do tego tematu wrócić, a jeśli tego nie zrobią, on na pewno nie zdoła podjąć jakiejkolwiek decyzji.
Czekał więc na to, aż McDowell powie mu coś więcej i gdy zapytała, czy chciał dowiedzieć się, czy go l u b i ł a, on pokiwał głową, potwierdzając, że dokładnie o to mu chodziło. I domyślał się, że za lubieniem kryło się coś więcej, dlatego wystarczyło mu nazwanie tego w ten sposób. I gdy wreszcie usłyszał od niej to, co chciał, jego serce zabiło szybciej. Choć spodziewał się takiej odpowiedzi, ta i tak mocno w niego uderzyła.
Podobnie jak późniejsze słowa brunetki, po którym westchnął głośno. – Przepraszam za to – odparł, przyznając się do tego, że faktycznie mieszał jej w głowie i wiedział o tym. Zdawał sobie przecież sprawę z tego, co robił przez ostatnie tygodnie, trzymając ją blisko siebie, ale nie dając jej wiele ponad to, co miała od początku. I to nie było z jego strony w porządku. Nie dziwił się, że Debbie przez niego miała w głowie mętlik i nie wiedziała, co myśleć.
Ale chociaż wcześniej zdawał sobie sprawę z tego, co robił, to dopiero, gdy McDowell mu to wytknęła, zrozumiał, że należały się jej jakieś wyjaśnienia. – Naprawdę chciałbym czegoś więcej, Debbie, ale… Nie wiem, czy byłbym dobrym partnerem, a nie chciałbym cię zranić. Już wystarczająco w swoim życiu spieprzyłem, a tego jednego naprawdę nie chciałbym popsuć – mówił jej teraz coś bardzo osobistego, czym wcześniej nie chciał się z nikim dzielić. Był jednak na tyle blisko z Debbie i ufał jej wystarczająco, aby zdobyć się na szczerość z nią. Tym bardziej, że zasługiwała na nią po tym, jak mieszał jej w głowie przez cały ten czas. Jeśli mógł robić to, to teraz nie mógł ukrywać przed nią prawdy, nawet jeśli dzielenie się nią nie było łatwe, bo odsłaniał się teraz ze swoimi najbardziej ukrywanymi obawami oraz słabościami. – Poza tym wiesz jak zakończył się mój poprzedni związek i nie chciałbym znów przez to przechodzić. I tak, wiem, że ty byś mi tego nie zrobiła, ale… – nie umiał dokończyć, ale powinno być oczywiste, że zwyczajnie się b a ł. Problem nie leżał więc w niej, a w jego strachu przed kolejnym dużym zranieniem.
Tracy mówił jej to wszystko nie bez powodu. Gdyby chciał zamknąć tę furtkę, powiedziałby jej po prostu, że nic z tego nie będzie. Zamiast tego dzielił się z nią rzeczami, które go hamowały i z którymi jakoś musiałby sobie poradzić, gdyby miał jednak dać im szansę.
Debbie McDowell
the idea was not to fall in love
: ndz wrz 20, 2026 9:31 pm
autor: Debbie McDowell
Nie wiedziała, co powinna myśleć. Miała wrażenie, że od pewnego czasu coś się między nimi zmieniało, a jednocześnie nie była w stanie stwierdzić, czy przypadkiem jedynie sobie tego nie wyobrażała. Pamiętała przecież, jak jeszcze niedawno otworzyła się przed nim i podzieliła się z nim historią bolesnego rozstania, aby zaledwie chwilę później doświadczyć tego samego z jego strony.
Nie mówiła o tym głośno, a jednak to wciąż w pewien sposób ją bolało.
Miała więc wrażenie, że Tracy odpychał ją, choć bywały też chwile, w których wydawało jej się, że chciał mieć ją bliżej. Sprawiał wówczas wrażenie, jakby czuł przy niej wszystko to, co ona czuła przy nim, a jednak problem mógł polegać na tym, że on n i g d y nie chciał niczego z tym faktem zrobić. Nie chciał zmieniać układu, który rozgrywał się między nimi od samego początku, ponieważ w ten sposób było mu wygodniej. Debbie rozumiała to, a jednak nad tym ubolewała.
I wbrew temu, co próbowała mówić, nie akceptowała tego tak do końca, skoro od pewnego czasu zastanawiała się, jak pomóc mu zrozumieć, że przy niej niczego nie musiał się obawiać.
Pokręciła głową na boki, kiedy zaczął ją przepraszać, ponieważ nie tego od niego oczekiwała. Wcale nie uważała, że cokolwiek było tutaj jego winą, bo przecież od samego początku pozostawał z nią szczery w kwestii tego, że niczego od niej nie oczekiwał. Wiedziała o tym, a mimo to pozwoliła sobie coś do niego poczuć, więc jeśli do kogoś chciała kierować pretensje, mogła mieć je wyłącznie do siebie.
— Nie musisz ze mną być, żeby móc mnie zranić, Tracy… Pewnych rzeczy po prostu nie da się uniknąć — stwierdziła, wzruszając lekko ramionami. Mógł przecież nie robić tego celowo, a jednak pewne jego działania zwyczajnie sprawiały jej przykrość. Nie zależało to wyłącznie od niego, a ona sama również nie miała na to wpływu.
Jeśli nie chciała się od niego odsunąć, a tego zdecydowanie nie chciała zrobić, musiała pogodzić się z myślą, że pewne rzeczy nigdy nie ułożą się tak, jak sama mogłaby tego chcieć.
Wypuściła głośniej powietrze, czując ten dziwny ciężar, który pociągała za sobą ta rozmowa. Rozumiała go, dlatego lekko pokiwała głową. — Nigdzie się nie wybieram — odezwała się po chwili, spojrzeniem odnajdując jego oczy. Nie mówiła tego po to, aby przekonać go, że mógł jej w tej kwestii zaufać. Chciała po prostu, żeby wiedział, że nie musiał dawać jej siebie, aby mieć gwarancję, że Debbie za moment nie zniknie z jego życia.
Nawet jeśli nie mogła mieć go jako partnera, chciała mieć go obok przynajmniej jako p r z y j a c i e l a. Już i tak nie była w stanie wyobrazić sobie codzienności, w której jego miałoby zabraknąć.
Tracy Raynott
the idea was not to fall in love
: wt wrz 22, 2026 2:58 pm
autor: Tracy Raynott
Tracy po prostu nie czuł się już pewnie na polu związkowym, bo jego poprzedni związek zakończył się w tak niejasny sposób, że nie wiedział, co ma o tym wszystkim myśleć. Miał wrażenie, że musiał gdzieś w przeszłości popełnić błąd, ale ilekroć o tym myślał, nic nie przychodziło mu do głowy. I to było najgorsze, bo nie wiedział, co ewentualnie musiałby w sobie zmienić, żeby tamta sytuacja już nigdy się nie powtórzyła.
Oczywiście problem mógł w ogóle nie leżeć w nim, ale przez to, że nigdy nie udało mu się porozmawiać z byłą narzeczoną, nie miał pojęcia, na czym stał, a uciążliwe myśli nie dawały mu spokoju.
Odkąd został porzucony, sam nakręcał się na to, że nie nadwał się do związków, że one nie były dla niego, a samotność mu odpowiadała. Wmawiał sobie masę rzeczy, robiąc to wszystko ze strachu o to, że ktoś znów złamie mu serce albo on ponownie kogoś zawiedzie. Ani jedno, ani drugie mu nie odpowiadało, dlatego uznał, że najbezpieczniej będzie się nie angażować.
Debbie sprawiła jednak, że pomimo swojego postanowienia i wszelkich prób dystansowania się, on mimowolnie i tak zdołał zaangażować się w relację z nią. I chociaż żadne z nich nie miało odwagi nazwać tego związkiem, to ich relacja od pewnego czasu go przypominała. Dzisiejsza rozmowa z McDowell mu to uświadomiła, bo w jej trakcie zaczął zastanawiać się nad wszystkim, co między nimi było. Najważniejsze było jednak dla niego to, że powiedziała mu na głos o swoich uczuciach, bo to one najdobitniej dały mu teraz do myślenia. Sprawiły też, że coś w nim drgnęło.
Może też musiał usłyszeć, że nigdzie się nie wybierała? Choć to było oczywiste, a jednocześnie nie dawało mu żadnej gwarancji, kiedy wypowiedziała to na głos, Raynott poczuł dzięki temu jakąś ulgę. Zauważył też, że na nią ta rozmowa nie wpłynęła najlepiej, czemu się nie dziwił, bo rzeczywiście nie należała do lekkich. Dlatego postanowił wyciągnąć do niej ręce i objąć ją, przyciągając ją do siebie. Gdy przytulił ją, oparł brodę o czubek jej głowy, zastanawiając się nie tylko nad tym, co zostało dziś powiedziane, ale też nad rzeczami, które chodziły mu po głowie od pewnego czasu.
– Dajmy temu szansę – wypalił nagle po dłuższej chwili namysłu, w trakcie której milczał. Tracy zrozumiał, że jeśli teraz nie zaryzykuje, później będzie tego żałował.
Debbie McDowell
the idea was not to fall in love
: wt wrz 22, 2026 8:41 pm
autor: Debbie McDowell
Debbie nie miała względem niego oczekiwań - na pewno nie dziś, ponieważ nie sądziła wcale, że Tracy mógłby okazać się na takie posunięcie g o t o w y. Była bowiem świadoma tego, że posiadał nieco niezabliźnionych ran, a jego własne podejście uniemożliwiało mu ruszenie naprzód.
Wydawało jej się bowiem, że z jakiegoś powodu sam usilnie wzbraniał się przed tym, aby otworzyć się na coś nowego, choć to wcale nie musiało oznaczać, że miałby kogokolwiek zawieść. Sama wychodziła z założenia, że z tamtą dziewczyną najwyraźniej po prostu ze sobą nie współgrali, a ona musiała być wybitnie głupia, że wypuściła go ze swoich rąk.
McDowell uważała, że sama n i g d y by tego nie zrobiła.
Mogła jednak wierzyć w to, a jednocześnie nigdy nie mieć okazji na to, aby tę hipotezę zweryfikować. Nie sądziła bowiem, że Tracy mógłby realnie się na nią otworzyć, choć od pewnego czasu chodziło jej po głowie to, aby pokazać mu, jak dobrze ze sobą współgrali. Chciała, żeby zrozumiał, że ona mogła zaoferować mu coś więcej, ale jednocześnie wierzyła, że to miało okazać się wyjątkowo czasochłonne.
Na pewno nie przypuszczała, że do jakichkolwiek zmian dojdzie d z i s i a j.
A za sprawą tej rozmowy też wcale nie czuła się pewnie. Obawiała się bowiem, że tak naprawdę sprowadzi ona na nią rozczarowanie, co zresztą nasiliło się wtedy, kiedy Tracy zdecydował się zamknąć ją w swoich ramionach. To właśnie w tamtej chwili poczuła na policzkach to palące uczucie zażenowania. Była przekonana, że przytulił ją, ponieważ nie chciał sprawiać jej przykrości.
Dlatego też absolutnie nie spodziewała się tego, co padło z jego ust chwilę później. Na jej reakcję nie musiał długo czekać, ponieważ już za moment Debbie wyplątała się z jego objęć. Zrobiła to po to, aby z wyraźnym zaskoczeniem wymalowanym na twarzy móc spojrzeć w jego oczy. — Mówisz poważnie? — zapytała, ani przez sekundę nie przestając wyglądać na p o g u b i o n ą. — Naprawdę chcesz dać temu szansę? — dopytała, nabierając tego dziwnego przekonania, że serce za moment wyskoczy jej z piersi.
Tracy potrafił zagwarantować jej istny rollercoaster emocji, ale jednocześnie jako jedyny potrafił sprawić, że czuła się zwyczajnie s z c z ę ś l i w a.
Tracy Raynott
the idea was not to fall in love
: śr wrz 23, 2026 5:13 pm
autor: Tracy Raynott
Tracy był cały czas pogubiony. Ale była jedna rzecz, której od pewnego czasu był pewny – poczuł coś do Debbie i zależało mu na niej. Chciał też, żeby była jego, ale jeśli tego od niej oczekiwał, sam też musiał jej coś od siebie dać. Nie mógł przez cały czas jej zwodzić, dlatego mimo licznych obaw, które nadal siedziały w jego głowie, postanowił dać temu szansę, jednocześnie ignorując wszystkie te głosy, które wcześniej powstrzymywały go przed wykonaniem jakiegoś ruchu.
Zrozumiał, że jeśli czegoś w końcu nie zrobi, to ją straci, a do tego nie chciał dopuścić. Wiedział już przecież, jak kiepsko znosił jej odejścia. Nawet jeśli mieliby pozostać przyjaciółmi, Tracy nie zniósłby tego, że spotykała się z kimś innym, a skoro tak to na niego działało, to musiał jej coś zaoferować. Nie mógł pogrywać z nią i trzymać ją blisko siebie, jednocześnie nie zapewniając jej pewnej stabilizacji.
Ale robił to nie tylko dla niej, lecz również dla siebie, ponieważ w ostatnich miesiącach tylko przy niej czuł się naprawdę szczęśliwy. Zauważył to, jak dobry wpływ miała na niego Debbie i jak przyjemne potrafiło być życie z nią u boku.
A skoro w życiu tak naprawdę niczego nie można być pewnym, musiał zaryzykować, jeśli chciał naprawdę zacząć żyć, zamiast pozwalać na to, żeby wszystko go wciąż omijało. Bo właśnie taka była prawda o ostatnich latach jego życia – Raynott pozwalał na to, żeby życie przelatywało mu przez palce.
Wystarczyło jednak, że pojawiła się Debbie, a on zaczął dojrzewać do tego, żeby coś z tym zrobić. Oczywiście nadal miał w głowie masę wątpliwości i części z nich być może nigdy się nie pozbędzie, ale w tej chwili najważniejsze było to, że wykonał krok i był gotowy na to, żeby zaprowadzić zmiany we własnym życiu. Albo raczej uczynić je oficjalnymi, biorąc pod uwagę to, że już i tak od pewnego czasu żył z Debbie tak, jakby byli w związku.
Widząc jej zaskoczenie Tracy nie potrafił nie uśmiechnąć się łagodnie. Była w tej chwili u r o c z a. – Właśnie to przed chwilą powiedziałem – zapewnił ją, że się nie przesłyszała, nie przestając się przy tym do niej uśmiechać. Raynott naprawdę chciał dać im szansę… To znaczy, chciał być z nią w związku.
W tej chwili to wydawało się być jedyną właściwą decyzją i kiedy ją podjął, nie czuł strachu, tylko zadowolenie.
Debbie McDowell
the idea was not to fall in love
: sob wrz 26, 2026 9:23 pm
autor: Debbie McDowell
Debbie w ogóle się tego nie spodziewała… A może inaczej, spodziewała się, że Tracy mógł coś do niej czuć, a jednak kompletnie nie przypuszczała, że już w tym momencie mógłby być gotów przyznać, że czegoś od niej oczekiwał. Prawdę powiedziawszy w tę drugą kwestię kompletnie przed chwilą zwątpiła, a kiedy doszło do tej rozmowy, poczuła się na tym gruncie wyjątkowo niepewnie.
To, co przed chwilą padło z jego ust, wydawało jej się zatem niesamowicie n i e w i a r y g o d n e.
Jednocześnie było jednak wszystkim, co kiedykolwiek chciała od niego usłyszeć. Miała tego świadomość, dlatego w ogóle nie była zaskoczona tym, jak przyjemne uczucie gorąca rozlało się teraz przez całe jej ciało. Usta mimowolnie wykrzywiły się w uśmiechu, podczas gdy ona sama spoglądała prosto w jego oczy, jak gdyby to w nich szukała teraz potwierdzenia.
I chyba rzeczywiście je znalazła, ponieważ panika sprzed chwili minęła całkowicie, dzięki czemu Debbie zapomniała również o tym, iż jeszcze moment temu martwiła się, że kompletnie to wszystko zepsuła.
Zagryzła policzek od środka, chcąc nieco przytłumić uśmiech, który musiał wydawać się z b y t szeroki. Ona sama mogła sprawiać wrażenie, jakby cieszyła się tym aż za bardzo, ale z drugiej strony, czy przesada w tej kwestii rzeczywiście była możliwa? Miała przecież przy sobie mężczyznę, którego pragnęła mieć tylko dla siebie, a pomimo początkowych wątpliwości, on w końcu przyznał, że również pragnął jej.
Jeśli to nie stanowiło najlepszego powodu do radości, Debbie nie potrafiła wskazać innego.
Nie powiedziała nic więcej, nie wiedziała nawet co, dlatego odpowiedziała mu w sposób, który sama znała najlepiej. No, p r a w i e najlepiej, ponieważ wbrew temu, co mogło się wydawać, Debbie nie pospieszyła, aby zerwać z niego ubrania. Zamiast tego ujęła jego twarz w dłonie i zaczęła składać na jego ustach drobne pocałunki - takie, na które ciężko było odpowiedzieć. Zrobiła to kilka, może kilkanaście razy, a później odsunęła się lekko, aby móc spojrzeć mu w oczy, podczas gdy sama ścisnęła trochę jego policzki, zmuszając go tym samym do zrobienia głupiej miny. — Dalej chcesz? — zapytała, nie przestając się uśmiechać. Cieszyła się jak dziecko i pewnie dlatego trochę też tak właśnie się zachowywała.
Tracy Raynott
the idea was not to fall in love
: ndz wrz 27, 2026 2:08 pm
autor: Tracy Raynott
Tracy również się tego nie spodziewał. Wcale nie zaplanował sobie jakichkolwiek wyznań na dziś czy w ogóle na ten wyjazd. Już od dłuższego czasu był rozdarty przez to, co działo się w jego głowie i prawdę powiedziawszy zaczynał wątpić, czy dojdzie do jakichś konkretnych wniosków, bez których nie zamierzał niczym dzielić się z Debbie, ponieważ nie chciał robić jej jeszcze większego mętliku w głowie.
Ich dzisiejsza rozmowa pomogła mu jednak zrozumieć pewne rzeczy, za sprawą czego doszedł do wniosku, że nie mógł dłużej ulegać własnym wątpliwościom. Wiedział, co czuł do Debbie. Znał ją, ufał jej, więc nie mógł pozwalać na to, żeby dłużej od własnego szczęścia odsuwała go decyzja jego byłej partnerki.
To nie był dobry sposób na przeżycie własnego życia, dlatego Raynott w końcu poczuł się gotowy, żeby zaryzykować.
I widząc szczęście malujące się na twarzy McDowell upewnił się, że podjął dobrą decyzję, bo widząc to, jak bardzo ona się cieszyła, sam był szczęśliwszy. Dlatego również na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, z którym nie zamierzał walczyć. Po prostu spoglądał z nim na brunetkę, a gdy zdecydowała się go wycałować, jego grymas tylko poszerzył się pod naciskiem jej ust. I kiedy skończyła, Tracy roześmiał się póki jeszcze mógł, bo później jego twarz została ściśnięta, przez co pewne rzeczy stały się dla niego trudniejsze.
Przez chwilę przyglądał się jej w milczeniu, jakby musiał jeszcze raz się nad tym zastanowić, choć rozbawienie, które przebijało się przez jego spojrzenie, powinno podpowiedzieć brunetce, że tylko się zgrywał. – A co mi tam – stwierdził i wzruszył ramionami, mówiąc w tej chwili, że nie zaszkodzi związać się z takim głuptasem, do którego teraz zdecydował się wychylić, aby skraść jej pocałunek, choć on zdecydował się na głębszy i dłuższy, podczas którego zaczął na nią napierać, aby położyła się na łóżku, a on mógł się nad nią znaleźć. I gdy mu się udało, oparł się dłońmi po jej obu bokach, nie przestając ją całować.
Musiał teraz nacieszyć się swoją d z i e w c z y n ą i przekonać się, jak to będzie wyglądało, gdy już są oficjalnie razem. Od babci mieli już błogosławieństwo (i spory zapas gumek), więc tym razem Raynott nie zamierzał zastanawiać się nad tym, czy może sięgnąć po jej bliskość. Zamierzał po prostu to zrobić.
Debbie McDowell
the idea was not to fall in love
: wt wrz 29, 2026 8:28 pm
autor: Debbie McDowell
Cały ten wieczór wydawał się dość niespodziewany, ale jednocześnie też naprawdę przez Debbie u p r a g n i o n y, bo choć nie przyznawała tego na głos, niejednokrotnie uciekała myślami w kierunku tego, jak byłoby, gdyby jednak zdecydowali się do siebie zbliżyć. Nierzadko wyobrażała sobie to, iż rzeczywiście stawali się parą, co wydawało jej się na tyle odległe, iż wręcz nierealne.
I tym zabawniejsze, że przecież i tak żyli już tak, jakby poza sobą nie widzieli świata.
A jednak do tej pory nic nie było oficjalne, a ona sama nie wiedziała, na jak wiele realnie mogłaby liczyć. Teoretycznie chciała dać mu do zrozumienia, że przy niej niczego nie musiał się bać, ponieważ ona naprawdę nie zamierzała zniknąć. Zależało jej na nim, a także wydawało jej się, że to właśnie z nim chciała zbudować swoją przyszłość.
Nie, nie wydawało jej się - Debbie naprawdę była tego pewna, a jedynym, czego przez bardzo długi czas się obawiała, było to, że Tracy zwyczajnie jej na to nie pozwoli.
A jednak znaleźli się w tym miejscu. Siedzieli w jednym z pokojów jej babci, dyskutując ze sobą na temat wspólnej przyszłości. Debbie czuła się trochę tak, jakby to nie działo się naprawdę, a to uczucie przeplatało się z tym, jak niesamowicie była teraz szczęśliwa. Właśnie z tego powodu pragnęła się z nim wygłupiać i przeżyć ten dzień tak, aby został z nimi jak najdłużej.
Po prostu razem z nim pragnęła się tym cieszyć.
Nie miała też nic przeciwko temu, aby posmakować jego bliskości, choć o tym, jak bardzo była jej spragniona, przekonała się zaledwie chwilę później. Gdy Raynott zmusił ją do tego, aby opadła plecami na łóżko, nie oponowała, a wręcz sama zadbała o to, aby przyciągnąć go jeszcze bliżej, co zrobiła, kiedy ułożyła jedną dłoń na jego karku. Teraz już dość zachłannie wpiła się w jego usta, drugą dłonią odnajdując drogę do jego pleców. Nie odmówiła sobie również tego, aby pozostawić na nich wyraźny ślad sugerujący, że należał już wyłącznie do niej.
Ilekroć uciekała myślami w tamtym kierunku, stawała się go jeszcze bardziej spragniona, przez co w oddawane przez nią pocałunki mógł wkradać się drobny chaos. Niby wiedziała, że nigdzie nie musiała się już spieszyć, a jednak sama myśl o tym, że miała go teraz dla siebie sprawiała, że nie była w stanie go sobie odmówić.
Tracy Raynott