Strona 2 z 2

Do you prefer dangerous freedom over peaceful slavery?

: śr wrz 16, 2026 11:54 am
autor: Sawyer Wright
Jej spojrzenie było czujne, skoncentrowane i nieruchome, kiedy mu się przyglądała, ale pod jego powierzchnią zdawał się przejść mały huragan w tych kilku uderzeniach serca ciszy. Sawyer nie znał jego źródła, nie rozumiał jego natury, ale nie potrzebował tych informacji. Wystarczyło, że go zauważył. Na moment jej twarz wydała się bliższa, bardziej żywa, ale później kobieta znów się wycofała.
Sawyer jednak nie zamierzał się cofać.
Szczególnie że każdy krok w przód zbliżał go . d o . n i e j , . nawet jeśli pozornie — przynajmniej w oczach postronnych klientów taniego baru — wciąż siedzieli bez ruchu.
I nie można jej zmienić — zgodził się z jej słowami o historii z krótkim, właściwie pomijalnym skinieniem głowy. — Właśnie dlatego jest tak kurewsko nudna.
W jego świecie nie było czegoś takiego jak poczucie bezpieczeństwa. Nie było miejsca, w którym Sawyer mógłby się spokojnie zatrzymać i oddychać nieskrępowanie, odrzucić czujność i zasnąć głęboko, a nie z jednym okiem wiecznie otwartym. Miejsca, w którym przeszłość przestałaby go gonić — choć przecież sam skutecznie jej to utrudniał, paląc za sobą mosty i zostawiając pożary strzelające płomieniami wysoko w niebo.
Dla niego zatrzymać się znaczyło umrzeć. W większości przypadków.
A oglądanie się za siebie traktował jak żałosną słabość; nigdy tego nie robił.
Gdy przyznała, że jej mąż jest bardzo zazdrosny, Sawyer pomyślał przelotnie o biednym, niczego nieświadomym mężczyźnie, który był gdzieś tam, na drugim końcu miasta, może zajętym swoimi zwykłymi, codziennymi sprawami, kiedy jego kobieta powoli poddawała się naciskowi, jaki Sawyer wywierał na niej wyłącznie za pomocą spojrzenia… Chociaż chętnie sprawdziłby, jak jej ciało zareaguje na jego szorstki dotyk, jego jednoznaczną bliskość, jego usta i język przesuwający się po nagiej skórze.
Czy ekscytowała go myśl o tym, że mógłby dotykać tę kobietę jak tylko chciał, kiedy tamten facet — facet, któremu coś pewnie obiecywała — pozostawał niczego nieświadomy?
K u r e w s k o .
Zazdrosny typ, hm? — mruknął nonszalancko, rozkoszując się tą wizją z nieoczywistym uśmiechem czającym się w kącikach ust. — A jednak wciąż tu jesteś. Interesujące. Czyżby to znaczyło, że miałem rację, nieznajoma? Że niektórych rzeczy się nie traci? — zapytał cicho, bardziej retorycznie niż żeby faktycznie usłyszeć jej odpowiedź, bo po chwili dostał potwierdzenie głośniejsze niż jakiekolwiek słowa. Prychnął krótkim, niskim śmiechem na jej kolejne stwierdzenie. — Pewnie tak, gdybym musiał być przekonywany. — Gdyby tylko Sawyer nie podejmował ryzyka chętnie, gdyby nie zdecydował już, gdzieś pomiędzy jednym jej długim spojrzeniem a drugim, między poważnymi, cichymi słowami a tym, co kryło się gdzieś za fasadą ułożonego spokoju, czymś dzikim, co mógłby z niej wydobyć, gdyby się postarał; krzyk na przykład, krzyk w bardzo konkretnych okolicznościach. Więc gdyby nie to i gdyby nie był już przekonany, tak, z pewnością fakt, że ma męża, pomógłby mu tę decyzję podjąć. — Zawsze miałem słabość do tego, co zakazane i niebezpieczne.
Nie był jeszcze pewien, czy ta kobieta jest niebezpieczna, ale nawet mimo jej słów założył, że jej mąż nie stanowi dla niego zagrożenia, niezależnie od tego, jak bardzo bywał zazdrosny. W końcu Sawyer nigdy nie zamierzał go spotkać, więc w przeciwieństwie do niej nie będzie musiał mierzyć się z ewentualnymi konsekwencjami tego drinka.
Chociaż już dawno nie chodziło o alkohol, prawda?
Mruknął przeciągłe, niskie „mhmm" w odpowiedzi na jej następne pytanie, ale zrobił to jakby . o b o k . siebie. Ponieważ większość jego świadomości skupiła się na jej ruchu. Na sposobie, w jaki podniosła szkło i wypiła jego zawartość — a raczej sposobie, w jaki powiedziała mu: . t a k .
Nie odrywając od niej spojrzenia, Sawyer uśmiechnął się szerzej i bardziej drapieżnie, kiedy nachyliła się w jego stronę. Nie próbował udawać, że nie rozumie, bo tę zasadę w ich nowej grze akurat znał doskonale — wydawała mu się starsza niż świat, a w pewnych aspektach zdecydowanie bardziej niż świat prymitywna. I dlatego Sawyer odwrócił się w jej stronę i podniósł wreszcie prawą dłoń. Nie gwałtownie, nie agresywnie, ale też bez wahania czy pytania o zgodę. Pozwolił swojemu spojrzeniu zsunąć się z ciemnych oczu kobiety w dół po jej twarzy, kiedy zdecydowanym gestem przesunął palcami po linii jej szczęki, żeby ostatecznie ułożyć dłoń na jej żuchwie.
Z tobą? — zapytał tak cicho, że właściwie mogła bardziej wyczytać to pytanie z ruchu jego warg niż faktycznie go usłyszeć. Z tym pytaniem Sawyer uniósł kciuk i przesunął nim po dolnej wardze kobiety, wciąż wilgotnej od wypitej przed chwilą whisky, a za jego palcem podążyło niespieszne spojrzenie. — Z tobą, nieznajoma, każde podjęte ryzyko i tak wydaje się śmiesznie niską ceną.
Ten gest mógł wyglądać dla postronnego obserwatora na niewinny, ale w połączeniu ze słowami i spojrzeniem Sawyera stawał się kurewsko intymny jak na dwójkę ludzi, którzy przed chwilą spotkali się w barze. Jak na mężczyznę, który nawet nie poznał jej imienia. Jak na kobietę, na którą ktoś czekał w domu.
Teraz jednak Sawyer się nad tym nie zastanawiał; patrzył wyłącznie na jej wargi i mógł myśleć tylko o tym, jak smakuje. A jednak równie celowo wciąż tego nie sprawdził.

Jinx Hart

Do you prefer dangerous freedom over peaceful slavery?

: śr wrz 16, 2026 10:39 pm
autor: Jinx Hart
Znowu mu się to udało. Znowu całkowicie nieświadomie sprawił, że w Jiji rodziła się n a d z i e j a.Nadzieja dla niej. Ledwie powstrzymała ten uśmiech, zerkając jedynie na niego zaskoczona, że mężczyzna, z którego biła śmierć, potrafił jednocześnie budzić coś tak przeciwstawnego. A może to właśnie w tym polegał cały jego urok, którego jeszcze nie potrafiła rozszyfrować? Może to właśnie śmierć miała stać się jej wybawieniem dając szansę na nowe, nieznane jutro? To powodowało, że zaczęła na niego patrzeć w nieco inny sposób. W jej spojrzeniu pojawiła się iskra zaciekawienia, do czego ten dzisiejszy wieczór i poznanie mężczyzny może ją doprowadzić?
Jak na razie wszystko, do czego ją doprowadzał, nie tylko ją ekscytowało, ale wręcz zaczynało budzić w niej głęboko uśpione pożądanie. Zagrać na nosie swojemu cholernemu, przemocowemu mężowi, pieprząc się z innym w ich domu? W ich sypialni? W łóżku, które dzielą od dwóch lat? Chyba faktycznie nie wszystko w niej zostało zniszczone. - Niewykluczone- odpowiedziała dosyć enigmatycznie, a następnie przekręciła na chwilę głowę w bok, dorzucając jeszcze dodatkowo jakby sama się zastanawiała nad prawdziwością tych słów. - A może z czasem pewne rzeczy się zyskuje- prawdopodobnie w innych okolicznościach, będąc w szczęśliwym małżeństwie, już dawno zakończyłaby ten flirt z innym mężczyzną w jakimś obskurnym barze. Jeszcze przed chwilą wydawało jej się, że Daniel całkowicie pozbawił ją woli walki, a jej zostało już egzystowanie, by unieść się na powierzchni tyle, aby nie opaść na dno basenu przy którym każdego poprzedniego dnia sączyła szampana. W tym momencie natomiast zaczęła się zastanawiać czy pozostawanie tak długo w pozycji ofiary bez prób walki, nie stworzyło w niej czegoś równie okrutnego , co nosił w sobie jej kat?
Jednak nie była w stanie skupić swoich myśli na mężu i zemście na nim, kiedy każde kolejne spojrzenie, którym obdarzał ją Sawyer, rozbierało ją z kolejnych wartstw. Chęć, aby ją dostrzegł, wydawała się coraz silniejsza. - Drink ze mną wydaje się niebezpieczny?- jeden z kącików jej ust uniósł się delikatnie do góry, kiedy uzmysłowiła sobie, że podoba się jej to połączenie. Że faktycznie to, co zakazane i niebezpieczne wydaje się kurewsko pociągające.
Dlatego wypiła drinka. Dlatego odwróciła w jego kierunku. Dlatego siedziała bez ruchu, kiedy dotknął jej gładkiej skóry swoją szorstką dłonią. Czuła jak w podbrzuszu rozpala się to cholernie przyjemne uczucie, do którego już od dawna nikt jej nie doprowadził. Delikatny dotyk, przeciągle spojrzenia- wydawać by się mogło, że tak niewiele, a w rzeczywistości czuła jak każda najdrobniejsza cząstka jej ciała rwie się do niego, pragnąc więcej.
By zrobić na złość mężowi.
A jednocześnie, by mieć przy tym cholernie dobry seks, podczas którego będzie się czuć pożądana. Podczas którego sama będzie pożądać, tak jak to powinno do cholery wyglądać.
Alkohol w jej żyłach zaczynał sprawiać, że umysł działał powoli lekko zamroczony. Natomiast gesty Wrighta wpływały na jej hormony, nad którymi nie była w stanie zapanować, gdy zaczęły buzować, więc przyjęła wyzwanie. Tak rzuconego nie sposób odmówić. - To może w takim razie powinnam zaprosić Cię w tym momencie na degustację znacznie lepszej whisky niż tą podawaną tutaj?- zaproponowała nachylając się jeszcze bardziej w jego kierunku. Sprawiając przy tym, że poczuła mocniejszy nacisk palca na ustach, ale zatrzymała się dopiero, gdy pod swoimi palcami prawej dłoni poczuła kawałek drewnianego stołka. Wystarczył jej drobny kawałek, aby się oprzeć o niego na tyle, aby być niebezpiecznie blisko jego ciała, gdy siedział przed nią w rozkroku, a jednocześnie nie dotknąć go wcale. Chociaż kusiło. Boleśnie kusiło. - Może się okaże, że takiej jeszcze nie miałeś okazji skosztować? - wyszeptała nie opuszczając spojrzenia z jego oczu, chociaż kusiło ją zerknięcie na usta. Tak bardzo pragnęła w tym momencie przesunąć dłońmi o kilka centymetrów , zbliżyć jeszcze nieco usta. Wiedziała jednak, że budowanie napięcie i delektowanie się tą chwilą, dawało jeszcze większą przyjemność z nagrody.- Może pomimo świadomości, że każdy kolejny łyk pozbawia Cię części kontroli, i tak nie będziesz w stanie się powstrzymać, by nie sięgnąć po więcej?- bo czyż nie lubił adrenaliny? A ta gra wydawała się teraz bardzo niebezpieczna. W końcu to Jiji była zakazana i niebezpieczna.


Sawyer Wright

Do you prefer dangerous freedom over peaceful slavery?

: czw wrz 17, 2026 10:40 am
autor: Sawyer Wright
Kciuk przesunięty po dolnej wardze kobiety nie starł lekkiego, nieoczywistego uśmiechu z jej ust, który wykrzywił jej wargi, kiedy pytała o niebezpieczeństwo.
Już od dawna nie rozmawiamy o drinku, nieznajoma — mruknął tylko, leniwie przeciągając kolejne sylaby, bardziej jak zadowolony kocur niż nieprzewidywalny, samotny wilk. Chociaż wilkiem nie przestawał być nigdy i dla nikogo. A jeśli nawet chował kły i szpony, robił to tylko dla własnych zysków; na przykład podczas polowania, żeby nie wystraszyć zwierzyny.
Wbrew własnym słowom wcale nie uważał, żeby ryzykował wiele jeśli chodziło o jej męża. Co prawda tym razem zamierzał zostać w mieście i nie potrzebował kolejnych wrogów na niebezpiecznie wydłużającej się z każdym dniem liście, żeby móc w spokoju pracować z córką Adlera, ale przy ludziach mafii i politykach jeden zdradzony facet wydawał się niegroźną komplikacją. Co najwyżej . u r o z m a i c e n i e m . . Sawyer jeszcze tylko nie zdecydował, na ile zagrożeniem może być sama kobieta; na ile niebezpieczne mogły stać się jej oczy, jej usta, którym się przyglądał uważnie, kiedy poruszały się przy wypowiadaniu kolejnych sylab, jej słowa i ewentualne oczekiwania. Chociaż dostał już swoją odpowiedź niemal na tacy — a wszystko to bez jednego dotyku — to nie zapominał o swoim pierwszym odczuciu; o ostrzeżeniu płynącym z ciała, kiedy nieznajoma odznaczyła się ewidentnym kontrastem na szarym tle podłego baru. A swojej intuicji Sawyer zwykł słuchać.
Wyraźnie poczuł, jak jego puls przyspiesza i wybija mocniejszy rytm w tętnicy szyjnej, kiedy kobieta znów się odezwała, kiedy wywarła nacisk na jego dłoń, nie pozostając tylko bierną stroną jego inicjatywy. Wtedy też podniósł wzrok, żeby spojrzeć jej w oczy, a w nich odnaleźć błyszczące odbicie tego, co rozlewało się w dole jego brzucha przyjemnym gorącem.
Pożądanie.
Zwykłe, fizyczne, tak prymitywne, że niemal bolesne w swojej prostocie.
A jednak tym jednym Sawyer nie potrafił się znudzić.
Wiedział, że mogła go dotknąć — sam mógł to zrobić już teraz, wystarczyło tylko przesunąć dłoń, nachylić się nad nią, żeby odnaleźć jej usta i zostawić na nich obietnicę — ale tego nie zrobiła. I jakaś masochistyczna część jego jestestwa była jej za to wdzięczna. Tak samo jak racjonalna, choć ta zdawała się niebezpiecznie tępić pod naporem alkoholu, jej wzroku i ciepła bijącego od jej ciała. Uśmiechnął się, pozwalając jej szeptom wibrować w coraz ciaśniejszej przestrzeni dzielącej ich twarze. A chociaż główną uwagę miał skierowaną na nią, część jego mózgu nieprzerwanie, uparcie skanowała otoczenie; ruchy innych klientów i barmana za ladą, otwierające się i zamykające drzwi, nowe twarze pojawiające się obok. Te rozpraszacze go irytowały, ale nie potrafił przestać ich zauważać.
Dlatego jej propozycja cholernie mu się spodobała.
Z przyjemnością — odparł krótko, tylko przelotnie w tyle świadomości zastanawiając się, czy to było zaproszenie do jej mieszkania i jeśli tak, to jakie konsekwencje ze sobą niosło. — Pod warunkiem, że nie będzie tam tego tandetnego jazgotu. — To jest: że nie będzie tam innych ludzi. — Gdzieś, gdzie będę mógł słyszeć tylko ciebie.
To znaczy: gdzie inne bodźce nie będą odciągać mojego mózgu od twojego ciała. Tego Sawyer nie dodał na głos, nie widział bowiem żadnego powodu, dla którego miałby się zdradzać przed nieznajomą kobietą, że część jego świadomości zawsze pozostaje czujna, a odruchy wszczepione przez instynkt bywają u niego silniejsze niż przelotne, nawet jeśli zwierzęco pierwotne pragnienia ciała.
A co do reszty… — Urwał na jedno uderzenie serca i wykorzystał tę pauzę, żeby nachylić się w jej stronę z precyzyjną, okrutną intencją skrócenia dystansu między ich wargami, ale nie pokonania go. Zatrzymał się w niewygodnej bliskości i krótko, choć bardzo wymownie, spuścił spojrzenie na jej wargi, żeby ostatecznie powrócić do oczu, zanim dokończył: — Za późno. Już wypiłem wystarczająco, żeby nie móc się powstrzymać.
Właśnie wtedy, wbrew swoim słowom, Sawyer ją puścił, cofnął dłoń i wyprostował się, urywając tę grę na ostrzeżeniu, niedopowiedzeniu i obietnicy zawartej w jednym zdaniu. Chociaż tylko na moment; na czas potrzebny, żeby zapłacić za butelkę whisky, którą zostawili w połowie wypitą na lepkim blacie baru, podnieść się z hokera i z kobietą, której nie znał nawet imienia, u boku przejść w milczeniu w stronę wyjścia z lokalu. W drzwiach przepuścił ją przodem nie dlatego, że był gentlemanem — tylko dlatego, żeby móc głodnym spojrzeniem bezczelnie przesunąć po krzywiźnie jej pleców i bioder ukrytych pod czarnym materiałem.
Nie na długo.
Z tą myślą, malującą cień drapieżnego uśmiechu na jego ustach, wyszedł za nią w noc i zatrzymał taksówkę.


— koniec —

Jinx Hart