it's a trap
: sob paź 24, 2026 12:00 pm
Chrissy miała nieprzyjemną tendencję do porównywania swojego życia do życia innych w momentach, kiedy było jej to najmniej potrzebne. Właściwie nigdy nie było jej potrzebne, na pewno nie wtedy, gdy jej matka pytała "a jakie oceny dostały inne dzieci?", ale w takich momentach przypominała sobie, że na tle innych wypadała dużo gorzej i pomimo uporczywego wmawiania sobie, że ma to gdzieś, to jednak nie miała. Zatem Teddy zaadoptowała kota i się zaręczyła, a ona ledwo kilka miesięcy temu uciekła od chłopa manipulanta, z którym pewnie by dalej siedziała, gdyby jej porządnie nie przyłożył. Daleko jej do życia w szczęściu i miłości, i choć wiedziała, że bez względu na własną sytuację powinna życzyć tego innym, na przykład takiej Teddy, to jakoś ta refleksja dotarła do niej dopiero po chwili. Już po tym, jak pozwoliła pierwszej reakcji pójść w eter. Jeszcze nie znała koncepcji przesyłania innym dobrej energii, która wraca, i innych manifestacji.
- Jestem - wzruszyła ramionami. Przecież nie będzie głupio zaprzeczać, skoro takie były fakty. Cholera, niby ile minęło, odkąd się rozstały? Czy to już można liczyć w latach? Ile dzieci zdążyłoby się urodzić przez ten czas? Kilka na pewno. Nic więc przecież w tym dziwnego, że Teddy zdążyła znaleźć swoje szczęście gdzie indziej. Dziwniejsze, że kilka miesięcy starczyło na zaręczyny, i że to była April, którą nagle bez większego problemu Chrissy wygrzebała z pamięci. Przewróciła oczami i prychnęła, ale w całej swej łaskości postanowiła trzymać gębę na kłódkę. Oczywiście, że to ona. Kręciła się wokół, cichociemna, będąca doskonałym przykładem koleżanki, o którą nie musisz się martwić. Tak naprawdę nie chciała jednak słuchać tej historii. Lepiej będzie się jej żyło bez tych informacji; jeśli nie uda jej się wyrzucić Teddy z głowy, to wymyśli własną wersję, w której całą winę zwali na nią i tę jej April. Winę za co? Kto to wiedział.
- Gratuluję - rzuciła w końcu, mając nadzieję, że skończy tym temat. Trochę chciała, żeby to zabrzmiało szczerze, ale chyba jednak niewystarczająco, bo nawet ona sama usłyszała odrobinę przekąsu w swoich słowach. Jęknęła pod nosem. Niech już je uratują! Nie miała najmniejszej ochoty na słuchanie o szczęśliwym życiu swojej byłej.
Wszechświat chyba jej sprzyjał, przynajmniej ten jeden raz, bo po dłuższej chwili usłyszały z dołu okrzyki wyraźnie wskazujące na to, że przybyła pomoc. Windą zatrząsło, coś zaskrzypiało, szarpnęło i pisnęło, po czym nierównomiernie winda zjechała w dół i w końcu je wypuszczono. Chrissy wylewnie podziękowała jej dzisiejszym bohaterom, a do Teddy już się nawet nie odwróciła. W jej głowie znów się pojawiła wizja pizzy z pudełka, którą miała zjeść na obiad, więc zapominając o bożym świecie wyruszyła na zakupy do osiedlowego marketu.
koniec
teddy darling
- Jestem - wzruszyła ramionami. Przecież nie będzie głupio zaprzeczać, skoro takie były fakty. Cholera, niby ile minęło, odkąd się rozstały? Czy to już można liczyć w latach? Ile dzieci zdążyłoby się urodzić przez ten czas? Kilka na pewno. Nic więc przecież w tym dziwnego, że Teddy zdążyła znaleźć swoje szczęście gdzie indziej. Dziwniejsze, że kilka miesięcy starczyło na zaręczyny, i że to była April, którą nagle bez większego problemu Chrissy wygrzebała z pamięci. Przewróciła oczami i prychnęła, ale w całej swej łaskości postanowiła trzymać gębę na kłódkę. Oczywiście, że to ona. Kręciła się wokół, cichociemna, będąca doskonałym przykładem koleżanki, o którą nie musisz się martwić. Tak naprawdę nie chciała jednak słuchać tej historii. Lepiej będzie się jej żyło bez tych informacji; jeśli nie uda jej się wyrzucić Teddy z głowy, to wymyśli własną wersję, w której całą winę zwali na nią i tę jej April. Winę za co? Kto to wiedział.
- Gratuluję - rzuciła w końcu, mając nadzieję, że skończy tym temat. Trochę chciała, żeby to zabrzmiało szczerze, ale chyba jednak niewystarczająco, bo nawet ona sama usłyszała odrobinę przekąsu w swoich słowach. Jęknęła pod nosem. Niech już je uratują! Nie miała najmniejszej ochoty na słuchanie o szczęśliwym życiu swojej byłej.
Wszechświat chyba jej sprzyjał, przynajmniej ten jeden raz, bo po dłuższej chwili usłyszały z dołu okrzyki wyraźnie wskazujące na to, że przybyła pomoc. Windą zatrząsło, coś zaskrzypiało, szarpnęło i pisnęło, po czym nierównomiernie winda zjechała w dół i w końcu je wypuszczono. Chrissy wylewnie podziękowała jej dzisiejszym bohaterom, a do Teddy już się nawet nie odwróciła. W jej głowie znów się pojawiła wizja pizzy z pudełka, którą miała zjeść na obiad, więc zapominając o bożym świecie wyruszyła na zakupy do osiedlowego marketu.
koniec
teddy darling