jakim tostem dzisiaj jesteś?
: wt lis 03, 2026 12:25 pm
Te słowa tak pięknie rozbrzmiewały w jej głowie, dając jej wrażenie, że naprawdę była częścią jakiegoś tajemniczego planu, misji nawet, o której wiedzieli tylko oni i nikt inny na świecie. Czy czyniło ją to złą kobietą, skoro nie czuła się z tym źle ani przez moment? Nie obchodziło jej, czy jej narzeczony siedział właśnie przed komputerem, grając w jakąś grę i zastanawiając się, co robiła. Ona w tym czasie stała dosłownie naprzeciwko przystojnego chłopaka i pierwszy raz od dłuższego czasu, a może nawet od zawsze, nie chciała się nigdzie ruszać ani szukać wymówki, żeby uciec. Po prostu chciała spędzić z nim jeszcze chwilę. - Zobaczymy - odparła, mrużąc oczy. - Nawet nie wiesz, ilu turystów reaguje tak jak ty. Mówią, ''Bleee, fuuuj, ślimak, w życiu nie zjadłbym takiego świństwa'', a potem zajadają się nimi tak bardzo, że aż im się uszy trzęsą, trust me - uśmiechnęła się do niego szeroko. - Zander, nie martw się, upewnię się, że się nie zrzygasz, a nawet jeśli, to obiecuję, że się tobą zaopiekuję, dobrze?
Cały czas się uśmiechała, nawet nie zauważając, kiedy znalazła się tak blisko niego. Wpatrywała się w jego jasne tęczówki, czując zapach jego perfum, który działał na nią tak mocno jak nic nigdy wcześniej. Starała się nic nie zrobić, tak bardzo starała się pilnować siebie i nie dać po sobie poznać, co w tamtym momencie czuła… kogo chciała, jak bardzo chciała, a chciała… Jezu, chciała jego. I to zrobiła… Zbliżyła usta do tych jego i musnęła je czule, delikatnie, jakby jeszcze mogła sobie wmówić, że przecież nic takiego się nie stało. Bała się, że uzna ją za wariatkę... że zaraz się odsunie i okaże się, że wszystko sobie dopowiedziała, że wcale nie patrzył na nią w ten sposób, że przekroczyła granicę, której nie powinna była nawet dotykać. A mimo to nie cofnęła się nawet o centymetr. Została tak blisko, z sercem tłukącym się w piersi, czekając, aż zrobi coś… cokolwiek.
A on pogłębił pocałunek.
Przez moment chyba nawet zapomniała, jak się oddycha, bo jej chłopak, to znaczy narzeczony, nigdy jej tak nie całował. Rzadko kiedy w ogóle ją całował, a już na pewno nie tak, żeby poczuła, że naprawdę tego chciał, że chciał jej. Odwzajemniła pocałunek, czując, jak wsuwa palce w jej włosy, i zaraz sama uniosła dłonie, zaciskając je na jego koszuli. Trochę po to, żeby przyciągnąć go bliżej, a trochę dlatego, że nagle nie chciała, żeby to się skończyło. Jeszcze nie. Jeszcze chwilę mogła przecież poudawać, że nie było niczego poza nimi, no nie? Kiedy nieznacznie się odsunął, powoli rozluźniła palce i opuściła ręce wzdłuż ciała, choć najchętniej znowu by go do siebie przyciągnęła. Czuła gorąco na policzkach i wciąż miała na ustach jego pocałunek. Uśmiechała się, zanim w ogóle zdążyła nad tym zapanować, no i to zawstydziło ją najbardziej. Bo właśnie zdradziła narzeczonego, a zamiast żałować, zastanawiała się, czy Zander pocałuje ją jeszcze raz. Jezu. Przecież nie mogła mu teraz tego powiedzieć. Nie chciała zobaczyć, jak ten uśmiech znika mu z twarzy, kiedy dowie się, kogo tak naprawdę miał przed sobą. - Nikt się o tym nie dowie - powiedziała cicho, zerkając mu w oczy. Złączyła palce i przyłożyła je do ust, udając, że zamyka je na kluczyk, zanim parsknęła śmiechem, trochę po to, żeby ukryć własne zdenerwowanie.
Chwilkę później chwyciła go za rękę i pociągnęła wzdłuż ulicy. Tak było łatwiej. Iść obok niego, czuć jego dłoń w swojej i nie zastanawiać się nad tym, co właśnie zrobiła. - Gdybyś mógł teraz znaleźć się w dowolnym miejscu na ziemi, gdzie by to było? - uśmiechnęła się do niego szeroko, zaciskając mocniej palce na jego dłoni. Chciała wiedzieć. Tak samo jak chciała wiedzieć o nim jak najwięcej, co go śmieszyło, czego nie znosił i czy też czuł jeszcze na ustach słodki posmak ich pocałunku. To było trochę przerażające, jak szybko przestał być jej obojętny. - Wiesz, jeżeli mogę zdradzić ci kolejny sekret, to chciałabym coś z siebie wyrzucić - zatrzymała się na moment i odwróciła do niego. - Bo ja, ja… - przygryzła policzek od środka, przez chwilę szukając słów. - Nie przepadam za ludźmi, którzy mieli w życiu łatwo i szastają pieniędzmi na prawo i lewo. Powiedz mi, Zander, czy należysz do nepo bananów? - Zmrużyła oczy, niby żartobliwie, ale naprawdę czekała na odpowiedź. Bo dobra, ledwo się znali i nie miała prawa rozliczać go z całego życia, ale już teraz chciała, żeby powiedział, że nie. Żeby chociaż pod tym względem nie było między nimi czegoś, czego nie potrafiłaby przeskoczyć. Wiedziała przecież, że nikt nie wybierał sobie rodziny, ale znała zbyt wielu ludzi, którzy dostawali wszystko, a potem patrzyli z góry na tych, którzy musieli sobie na to zapracować. Nie chciała nagle zobaczyć tego samego w nim. Nie teraz, kiedy wciąż trzymała go za rękę i tak cholernie dobrze jej z tym było.
zander