Case I - Act I - The Briefing
: ndz wrz 13, 2026 8:16 pm
Cobie:
Rzeczywiście, wyszło głupio.
Takeda pokręciła głową i posłała mu ciepły uśmiech.
- Przecież nie mogliśmy wiedzieć... - powiedziała zgodnie z prawdą.
Przy tak delikatnych sprawach zawsze błądziło się trochę po omacku. Wyczucie było bardzo ważne, ale nie zawsze się udawało. Zresztą policjant pracujący tylko na intuicji nie był dobrym gliniarzem.
- Sam mi to kiedyś mówiłeś. - dodała, ale mimo wszystko wypuściła przez nos powietrze w kolejnym dzisiaj smutnym westchnieniu.
Zmarszczyła brwi, słuchając kolejnych jego słów, kiedy szli w kierunku parkingu. Ale ostatnie zdanie sprawiło, że spięła się na całym ciele i nie zdołała ukryć przewrócenia oczami. Na usta cisnął się komentarz, ale z trudem go przełknęła.
- No niestety trochę tego zaufania straciłam...
Lekki przekąs jednak był wyczuwalny pod udawaną lekkością.
Kiwnęła głową na jego decyzję i złapała kluczyki w locie, z niemałym zaskoczeniem na twarzy. Przez moment się zastanawiała, czy miało to związek z jego utykaniem...
Chwilę potem tonęła w samochodzie, właściwie całkowicie znikając w nim przy ustawieniach dostosowanych do Renoira. Wreszcie, po kilku chwilach walki z elektryką i ustawiania fotela, lusterek i kierownicy, ruszyła w kierunku hotelu.
- Zadzwonię na miejscu, żeby zaczęli namierzać telefon. Patrol przywiezie nam nakaz w papierowej formie. Menadżer nie był szczególnie chętny do współpracy. Pierwszy raz widziałam, żeby ktoś w takim miejscu zasłaniał się prywatnością innych gości. I niby mają do tego prawo, ale mimo wszystko... - nie dokończyła, że jej się to nie podoba.
Nie żeby miała szczególnie duże doświadczenie z hotelami tej klasy. Możliwe, że prywatność klientów, a przynajmniej niektórych, rzeczywiście była dla nich najważniejsza. Nauczyła się już, by nie ferować swoich opinii, a opierać się na sprawdzonych faktach.
- Jeśli chcesz, możemy też obejrzeć pokój, który Jill podała jako miejsce... Zabezpieczyliśmy go zaraz po wstępnej rozmowie, ale został już posprzątany.
Trochę dużo tych zbiegów okoliczności...
Chwilę jechali w milczeniu, mijając kolejne światła drogowe, aż w końcu Cobie zebrała się, by coś powiedzieć.
- Zauważyłam, że oszczędzasz nogę... Coś poważnego? - w jej głosie brzmiało autentyczne zainteresowanie i troska.
Renoir Delacroix
Rzeczywiście, wyszło głupio.
Takeda pokręciła głową i posłała mu ciepły uśmiech.
- Przecież nie mogliśmy wiedzieć... - powiedziała zgodnie z prawdą.
Przy tak delikatnych sprawach zawsze błądziło się trochę po omacku. Wyczucie było bardzo ważne, ale nie zawsze się udawało. Zresztą policjant pracujący tylko na intuicji nie był dobrym gliniarzem.
- Sam mi to kiedyś mówiłeś. - dodała, ale mimo wszystko wypuściła przez nos powietrze w kolejnym dzisiaj smutnym westchnieniu.
Zmarszczyła brwi, słuchając kolejnych jego słów, kiedy szli w kierunku parkingu. Ale ostatnie zdanie sprawiło, że spięła się na całym ciele i nie zdołała ukryć przewrócenia oczami. Na usta cisnął się komentarz, ale z trudem go przełknęła.
- No niestety trochę tego zaufania straciłam...
Lekki przekąs jednak był wyczuwalny pod udawaną lekkością.
Kiwnęła głową na jego decyzję i złapała kluczyki w locie, z niemałym zaskoczeniem na twarzy. Przez moment się zastanawiała, czy miało to związek z jego utykaniem...
Chwilę potem tonęła w samochodzie, właściwie całkowicie znikając w nim przy ustawieniach dostosowanych do Renoira. Wreszcie, po kilku chwilach walki z elektryką i ustawiania fotela, lusterek i kierownicy, ruszyła w kierunku hotelu.
- Zadzwonię na miejscu, żeby zaczęli namierzać telefon. Patrol przywiezie nam nakaz w papierowej formie. Menadżer nie był szczególnie chętny do współpracy. Pierwszy raz widziałam, żeby ktoś w takim miejscu zasłaniał się prywatnością innych gości. I niby mają do tego prawo, ale mimo wszystko... - nie dokończyła, że jej się to nie podoba.
Nie żeby miała szczególnie duże doświadczenie z hotelami tej klasy. Możliwe, że prywatność klientów, a przynajmniej niektórych, rzeczywiście była dla nich najważniejsza. Nauczyła się już, by nie ferować swoich opinii, a opierać się na sprawdzonych faktach.
- Jeśli chcesz, możemy też obejrzeć pokój, który Jill podała jako miejsce... Zabezpieczyliśmy go zaraz po wstępnej rozmowie, ale został już posprzątany.
Trochę dużo tych zbiegów okoliczności...
Chwilę jechali w milczeniu, mijając kolejne światła drogowe, aż w końcu Cobie zebrała się, by coś powiedzieć.
- Zauważyłam, że oszczędzasz nogę... Coś poważnego? - w jej głosie brzmiało autentyczne zainteresowanie i troska.
Renoir Delacroix