Strona 2 z 2

I'm doin' fine, killin' time

: ndz wrz 13, 2026 8:54 pm
autor: River Cross
Uniosła brew zaskoczona taką odpowiedzią. Zdejmowanie butów w tym momencie pewnie nie byłoby zbyt wygodne, ale trudno było jej nie poczuć pewnego rozczulenia odwagą Aurory w kwestii spontaniczności.
— Lepiej je na razie zostaw — mruknęła w taki sposób, jakby to był komplement. Cóż, właściwie był. Podobała jej się w tej wersji. Nie była osobą, która uznawała, że wszyscy najlepiej wyglądają bez niczego i koniec kropka. Lubiła być kuszona również przez ubrania. Doceniała strój jako formę wyrazu i sama starała się korzystać z niego na przeróżne sposoby. Pewnie miała to po prostu we krwi przez wzgląd na matki krawcowe.
Z każdą chwilą przyglądała się Swan z coraz większym zainteresowaniem. Nie potrzebował dużo czasu, by się rozluźnić. Nie stresowała się przed nią w żaden sposób, co jej bardzo odpowiadało. Otwieranie jej teraz byłoby przecież stratą czasu. Nie musiała w ogóle jej namawiać, by zaczęła hipnotyzować ją własnymi biodrami. Wzrok rysowniczki podążał za ich ruchem, gdy tylko odrywał się na moment od oczu albo ust Aurory. Złapała z nią wspólny rytm, zamykając parkiet do ich dwójki. Nie lubiła się rozpraszać. Miała tendencję do fokusowania uwagi na jednym konkretnym punkcie, a tym razem była nim Swan. Zdobyła wreszcie jej zainteresowanie, stając się najważniejszym elementem wieczoru. Postawa Cross wyraźnie zaczęła się zmieniać. W takich chwilach emocje były widoczne jak na dłoni. Nie unikała jej wzroku, ani dotyku. Chciała, by Aurora czuła na sobie obłapiający ją wzrok. Zależało jej na tym, by czuła się w tym tańcu adorowana, choć River szczędziła słów. Nadmiar komplementów nie był przecież potrzebny.
— Będziesz próbować mi wmawiać, że myślisz teraz o czymkolwiek poza mną? — Uniosła podbródek i uśmiechnęła się z nutą politowania. Przede wszystkim jednak w uśmiechu widoczny był triumf. Czuła, że idzie jej całkiem nieźle. Podobał jej się kierunek, w którym to wszystko zmierzało. Obserwowanie Aurory, która coraz chętniej reagowała na wszystkie jej gesty i spojrzenia, a nawet sama zaczęła prowokować kolejne, było niesamowicie przyjemne.
Zatrzymała się na moment, gdy Swan obróciła się do niej tyłem. Jej wzrok przesuwał się po sylwetce dziewczyny. Łaknęła tej nowej perspektywy. Kto by się spodziewał, że wyglądała zajebiście z obu stron? No dobrze, River miała takie przypuszczenia. Oderwała wzrok od jej tyłka, gdy usłyszała jej głos. Swan zrobiła się wyjątkowo cwana i chyba wreszcie przestawała udawać. Czyżby to właśnie było jej prawdziwe oblicze? Nie ta nudziara o lodowatym sercu z zoo, tylko lekko pokręcona flirciara, która twerkowała przed nią na parkiecie? To miało swój urok.
Gdy obejrzała się na nią drugi raz, podeszła bliżej i ponownie objęła ją w pasie. Przylgnęła do jej pleców, poruszając biodrami w rytm muzyki wypełniającej pomieszczenie. Bliskość ciała Aurory zawróciło jej w głowie w podobny sposób jak alkohol.
— Jesteś tak bardzo złakniona komplementów czy łudzisz się, że mnie zawstydzisz? — zapytała, nachylając się w stronę ucha niższej od niej dziewczyny. Dobrze, że Cross nie zrezygnowała dziś z obcasów, bo byłaby zawiedziona utratą tej drobnej przewagi. Nawiązała do jej wcześniejszej uwagi, zastanawiając się, który sposób myślenia był bliższy temu Aurory. Oba zasługiwały na zaspokojnie.
— Podobasz mi się, Swan — zapewniła. Przesunęła ręką po brzuchu dziewczyny, docierając aż do biodra, na której się zatrzymała. Po drugiej stronie ulokowała drugą dłoń, przytrzymując Aurorę blisko siebie. Odsunęła biodra tylko nieznacznie. Rytmiczne kołysanie i tak sprawiało, że co rusz dotykały się ponownie.

Aurora B. Swan

I'm doin' fine, killin' time

: pn wrz 14, 2026 1:07 pm
autor: Aurora B. Swan
Aurora przez chwilę pozwoliła jej mówić, choć szeroki uśmiech na jej twarzy zdradzał, że słowa Cross trafiły dokładnie tam, gdzie powinny. Wcale nie zamierzała udawać, że nie sprawiło jej to przyjemności. Wręcz przeciwnie. Sama przecież od kilku minut prowokowała River, sprawdzała jej reakcje i podsuwała kolejne okazje, żeby powiedziała coś więcej. No i proszę. Udało się. Czyli jednak. Ta myśl przemknęła przez jej głowę z wyjątkowo przyjemnym poczuciem satysfakcji. Nie potrzebowała żadnego wielkiego komplementu. Wystarczyło jej to jedno proste zdanie. Zwłaszcza że Cross powiedziała je bez większego wahania.
Aurora przestała w końcu poruszać tyłkiem i powoli obróciła się do niej przodem. Nie odsunęła się przy tym nawet o krok. Wręcz przeciwnie - od razu objęła River, pozwalając, żeby ich ciała zetknęły się znacznie bliżej niż wcześniej. Ręce Cross nadal spoczywały na jej biodrach, a Swan zarzuciła swoje na jej ciało, obejmując ją w sposób, który był jednocześnie naturalny i zdecydowanie zbyt intymny jak na dwie kobiety, które jeszcze niedawno kojarzyły się sobie głównie z pozwem i graffiti.
Muzyka dudniła wokół nich, światła przecinały półmrok, a tłum zdawał się nagle zupełnie nieistotny. Aurora patrzyła River prosto w oczy. Były tak blisko, że wystarczyłby jeden niewielki ruch. Przez krótką chwilę rzeczywiście wyglądało to jak scena wyjęta z jakiegoś przesadnie romantycznego filmu tanecznego. Tylko że żadna z nich nie wykonywała tego ostatniego kroku.
Aurora uśmiechnęła się lekko.
- Udowodnij jak bardzo ci się podobam, Cross.
Powiedziała to niemal z triumfem, ale bez wcześniejszej złośliwości. Tym razem była zwyczajnie zadowolona. Alkohol rozluźnił ją na tyle, że przestała udawać przed samą sobą, że cała ta sytuacja jest tylko niewinną zabawą. Podobała jej się bliskość. Podobało jej się zainteresowanie River. Co chyba najbardziej niebezpieczne, zaczynała czerpać przyjemność z tego, że sama potrafiła ją sprowokować. Przesunęła dłonie nieco wyżej, obejmując ją mocniej, po czym nachyliła twarz. Ich nosy niemal się zetknęły. Aurora zatrzymała się jednak w ostatniej chwili. Spojrzała na jej usta, potem z powrotem w oczy. Nie. Jeszcze nie. Zamiast tego uśmiechnęła się pod nosem.

- Skoro już mamy jasność w tej kwestii...
Urwała, jakby przez moment zastanawiała się, czy naprawdę chce powiedzieć to, co właśnie przyszło jej do głowy.

- ...to może znajdziemy sobie trochę przyjemniejsze miejsce niż środek tego tłumu?
Nie brzmiało to jak niewinne pytanie. Bardziej jak sugestia, którą Aurora rzucała od niechcenia, jednocześnie nadal trzymając River blisko siebie. Nie precyzowała, dokąd właściwie miałyby pójść. Bar? Loża? VIP Room? Wyjście na zewnątrz? Cokolwiek, byle dalej od przypadkowych ludzi obijających się o nie na parkiecie. Chociaż z drugiej strony jakby jeszcze trochę popiła drinków to mogłaby nawet i tutaj coś odegrać. I wtedy cały klub nagle zgasł. Muzyka urwała się w połowie taktu. Światła zgasły. Bas ucichł. Przez dosłownie sekundę Aurora stała w kompletnej ciemności, nadal obejmując River, jakby jej mózg potrzebował chwili, żeby zrozumieć, co właśnie się stało.

- Kurwa.
Dopiero po chwili gdzieś w głębi sali zapaliły się awaryjne lampy. Czerwone lampy i zielone światełka nad wyjściami ewakuacyjnymi rzuciły na parkiet dziwną poświatę, a z tłumu natychmiast podniosły się głosy zdziwienia i śmiechu. Aurora parsknęła śmiechem, nadal stojąc zdecydowanie za blisko River.

- Jakieś pomysły?

Cross

I'm doin' fine, killin' time

: pn wrz 14, 2026 6:21 pm
autor: River Cross
Obrócenie się przodem przyjęła z uśmiechem. Skoro podobała jej się z obu stron, to jak mogłaby w tym momencie narzekać? Nie zabrała dłoni z jej bioder, uznając, że dokładnie to jest miejsce, w którym powinny być. Chciała, żeby była tak blisko. Nie, właściwie wolałaby ją mieć bliżej. Dotyk ciała Swan wydawał się kompletnie naturalny. Aż dziwiła się, że nie miały okazji robić tego wcześniej. Najwyraźniej zmarnowały nieco czasu na te wszystkie kłótnie i sądy. Schlebiało je, że Swan najwyraźniej była podobnego zdania. Też przylgnęła śmiało do rysowniczki, od razu ją obejmując. Działały na siebie niemal instynktownie.
Zmarszczyła nieznacznie brwi, gdy usłyszała nowe wyzwanie. Od razu wydało jej się interesujące. Od razu przyszło jej do głowy mnóstwo pomysłów na to, w jaki sposób mogłaby to zrobić. Który z nich będzie najlepszy w przypadku Aurory? Bądź co bądź naprawdę znały się krótko i nie wiedziały o sobie praktycznie niczego. Mogła kierować się jedynie jakimś wyczuciem. Oby intuicja tym razem jej nie zawiodła, bo bardzo nie chciała sprawić jej jakiegokolwiek zawodu.
— Mamy jasność? Nie słyszałam twojego zdania na ten temat — wytknęła jej cicho. Nie pokonała dzielącej ich twarze odległości, jeszcze przez moment rozkoszując się ekscytacją wynikającą z oczekiwania. Nie trudno było się domyślić, że musiała też podobać się Aurorze. W ogóle nie próbowała już tego ukrywać. Niemniej jednak Cross wychodziła z założenia, że tego typu słowa zawsze lepiej usłyszeć niż pozostawać w sferze domysłów. Uznawała to za świetny sposób na połechtanie czyjegoś ego. Na Swan to przecież zadziałało.
Jedna z dłoni River zaczęła powoli sunąć w górę wzdłuż boku Aurory. Nie miała jednak okazji zawędrować zbyt długo. Rysowniczka została rozproszona przez wyjątkowo gwałtowną zmianę scenerii. Może i była zapatrzona w swoją towarzyszkę, ale coś takiego była przecież w stanie zauważyć. Wewnątrz klubu zrobiło się małe zamieszanie. Do niektórych pijanych umysłów nie docierało, co się dzieje. Inni uznali to za świetną zabawę. Najgorzej zdecydowanie mieli pracownicy, którzy musieli teraz się z tym uwinąć, naprawić sytuację i wytłumaczyć ludziom, że bez prądu nie są w stanie niczego im sprzedać na barze, bo przecież muszą wprowadzić to do kasy fiskalnej.
— Chodź — rzuciła i oderwała jedną rękę od jej ciała. Drugą objęła ją mocniej w tali i przysunęła do swojego boku, prowadząc w głąb klubu. Dostrzegła coś wartego uwagi. Przeprowadziła ją zgrabnie przez zniecierpliwionych gości, docierając w końcu do baru. Ruchem głowy wskazała na drzwi, które prowadziły na zaplecze. Właśnie ktoś wszedł przez nie na teren klubu, mamrocząc pod nosem jakieś przekleństwa. Drzwi za pracownikiem się zamknęły, ale nie wydały z siebie charakterystycznego piknięcia, które świadczyłoby o tym, że elektroniczny zamek w nich działa. Gestem poprosiła ją, żeby przyczaiła się przy drzwiach i poczekała moment. Sama zrobiła kilka kroków do baru i sięgnęła na oślep za ladę. Złapała pierwszą rzecz, która wpadła jej w rękę i szybkim krokiem skierowała się do drzwi, które otworzyła jak gdyby nigdy nic. Weszła do środka, po drodze łapiąc rękę Aurory i wciągając ją za sobą. Weszły w długi korytarz, który prowadził do pokoju służbowego, z którego nie docierały żadne głosy, dodatkowej łazienki, magazynu i klatki schodowej. Pchnęła ostatnie z drzwi, które na szczęście też okazały się otwarte. Puściła Aurorę przodem i dopiero, kiedy się za nimi zamknęły, spojrzała na ukradzioną butelkę.
— Mam nadzieję, że lubisz gin? — zapytała, obracając ją etykietką w stronę Aurory. Odkręciła korek. W butelce na szczęście było jeszcze sporo alkoholu. Pociągnęła kilka łyków z gwinta i skrzywiła się niezadowolona.
— Poczekaj, nie pij jeszcze — zasugerowała i odstawiła butelkę na podłogę obok. Kiedy tylko się wyprostowała, natychmiast przylgnęła z powrotem do Swan. Naparła na nią, chcąc zmusić do oparcia się plecami o ścianę. Oparła jedną dłoń o chłodną powierzchnię obok głowy Swan, drugą znów umieściła na jej biodrze. Nachyliła się do niej jak do pocałunku, ale jedynie musnęła jej usta wargami, na których wciąż pozostał posmak niedobrego ginu. Nachyliła się bardziej i przylgnęła do jej szyi, by tam złożyć pocałunek.

Aurora B. Swan

I'm doin' fine, killin' time

: pn wrz 14, 2026 7:19 pm
autor: Aurora B. Swan
Zamieszanie na parkiecie początkowo irytowało Aurorę bardziej, niż chciała po sobie pokazać. Kilka osób przepychało się bez ładu, ktoś niemal wpadł na nią z pełnym impetem, a z drugiego końca sali dochodziły coraz głośniejsze przekleństwa ludzi, którzy najwyraźniej właśnie odkryli, że bez prądu nie działa im ani muzyka, ani bar, ani zdrowy rozsądek.
Swan tylko zacisnęła na moment szczękę i ruszyła za River. Nie zamierzała pozwolić, żeby banda podpitych idiotów zepsuła jej wieczór. Zwłaszcza teraz, kiedy miała obok siebie Cross. Zresztą sama świadomość, że chwilę później stała na czatach przy drzwiach na zaplecze i robiła dokładnie to, co River jej kazała, była wystarczająco absurdalna. Jeszcze kilka godzin temu nie przyszłoby jej do głowy, żeby łamać zasady w obcym klubie, a teraz zniknęła za drzwiami razem z kobietą, której w sumie nie znała inaczej niż z tej prawnej strony. TEGO JEJ BYŁO TRZEBA.
W pustej, ciasnej służbówce Aurora wypuściła powietrze z cichym śmiechem, czując jeszcze adrenalinę po całej akcji. Cieszyła się, że mimo wieku i stanowiska nadal jest w stanie robić takie rzeczy. Alkohol trochę już z niej schodził po tańcu, ale zamiast odbierać jej odwagę, sprawiał chyba, że wreszcie zaczynała trzeźwiej doceniać, jak cholernie spontaniczny stał się ten wieczór.
- Takich akcji nie robiłam od... dawna. Ostatni raz chyba na drugim końcu Kanady. Victoria. Ale to już temat na inną rozmowę.
Kiedy River wyciągnęła gin, Aurora nawet nie skomentowała. Spojrzała tylko na butelkę, wzruszyła ramionami i pozwoliła jej działać. Mogło być znacznie gorzej. Zresztą chwilę później cała uwaga Swan i tak skupiła się wyłącznie na Cross. Dała się docisnąć do ściany i tym razem nie próbowała odzyskiwać kontroli. Pozwoliła jej przez moment prowadzić, przymknęła oczy, kiedy poczuła usta na szyi, a przez jej ciało przemknęło przyjemne napięcie, którego nawet nie próbowała już ignorować. River naprawdę ją podniecała. Bardziej, niż Aurora chciała przed sobą przyznać. Jej lewa dłoń sama powędrowała na biodro Azjatki, a chwilę później niżej, zaciskając się lekko na jej pośladkach. Druga zaś już szukała dołu topu, który z chęcią mogłaby podwinąć w górę. Swan wygięła się delikatnie pod wpływem dotyku, po czym zaśmiała się cicho, kręcąc głową.

- Śmierdzisz tanim barem, Cross.
Nie było w tym jednak nawet odrobiny skargi. Wręcz przeciwnie - Aurora nadal pozwalała jej na tę chwilę, trzymając ją blisko siebie i zwyczajnie czerpiąc przyjemność z faktu, że tym razem nie musiała niczego kontrolować. W tym całym chaosie, pośród ciemnego klubu, ukradzionej butelki i spontanicznej ucieczki na zaplecze, było coś cholernie przyjemnego. Może dlatego, że po raz pierwszy od dawna nie próbowała przewidzieć następnych pięciu minut. Po prostu była tutaj.


Cross

I'm doin' fine, killin' time

: śr wrz 16, 2026 2:02 pm
autor: River Cross
Ucieczka z parkietu była oczywistością. Nie mogły tam dłużej ślęczeć i liczyć na to, że awaria prądu zostanie szybko ogarnięta. To byłoby przecież nudne, a Cross szczerze nie znosiła nudy. Spontaniczność dodawała jej właściwego ładunku energetycznego. Lubiła za nią podążać i doceniała każdego, kto się jej nie bał. Jeszcze wczoraj postawiłaby wszystkie pieniądze, że Aurora należy do tych, którzy panicznie boją się zabawy. Wyglądało na to, że nieco się pomyliła. Nic dziwnego. W kwestii hazardu była naprawdę beznadziejna. Dobrze, że jej do niego nie ciągnęło, bo na pewno dawno przegrałaby wszystkie drobiazgi, które posiadała i zaczęłaby popadać w długi. Lubiła się mylić w tego typu sytuacjach. Potrzebowała przyjemnych niespodzianek. Przewidywalność była przecież tym samym, co nuda. Wieczór ze Swan okazał się ciągiem niespodziewanych rezultatów wyjątkowo prostych decyzji.
— Bardzo chętnie cię nieco rozluźnię — zapewniła. Niespecjalnie interesowała ją poprzednia tego typu sytuacja z życia Aurory. Liczył się obecny moment i to, co przeżywała teraz z rysowniczką. Na szczęście nie próbowała ukrywać, że to wszystko jej się podoba, więc River też nie miała żadnego powodu do fałszywej skromności ani wykręcania się z coraz większej sympatii dziwnego rodzaju, którą odczuwała wobec Swan. Może za to wszystko było jednak odpowiedzialne jej ciało, a nie osobowość? Nie rozmawiały przecież zbyt długo. Ocenianie jej byłoby równie niesprawiedliwe, jak wszystkie oceny, na które zdecydowała się do tej pory. Z ciałem było prościej. Lgnęło do dłoni rysowniczki, układając się pod nimi w wyjątkowo kuszący sposób.
— A ty pachniesz jak nowobogacka pinda. Pasujemy do siebie — prychnęła z rozbawieniem, na moment chowając twarz w zagłębieniu jej szyi. Podobały jej się perfumy okalające skórę kobiety. Nie miała zamiaru strzelać, cóż to była za marka albo ile kosztował flakon. Domyślała się, że to po prostu nie są jej rejony i wcale nie było jej z tego powodu źle. Zawsze była pierwsza do pieprzenia kapitalizmu, a skoro tym razem spersonifikował się przed nią w postaci atrakcyjnej kobiety – tym lepiej.
Składała kolejne pocałunki na jej szyi. Ciepła skóra smakowała perfekcyjnie. Dużo lepiej niż ten tandetny gin, który udało jej się zwędzić. Dłoń z biodra zaczęła sunąć niżej, docierając w końcu do uda Swan. Artystka zacisnęła na nią palce, unosząc je nieznacznie, by móc jeszcze bardziej zbliżyć się do kobiety i naprzeć własnymi biodrami na jej ciało. Uniosła w końcu głowę, niechętnie odrywając się od jej szyi. Ich spojrzenia spotkały się tylko na krótki moment. River została zbyt szybko rozproszona przez usta Aurory. Była typem obserwatorki, ale od samego wpatrywania się nie będzie czerpać przecież pełni przyjemności. Zgięła nieznacznie rękę opartą o ścianę, nachylając się do Aurory i tym razem nawet nie myśląc o jakimkolwiek zatrzymywaniu się. Złożyła krótki pocałunek na jej wargach, jakby musiała najpierw sprawdzić, czy faktycznie były tak kuszące, na jakie wyglądały. Na szczęście były. Uśmiechnęła się więc tuż przy jej ustach i pogłębiła pocałunek, całkowicie oddając się nagromadzonej w ciele namiętności.

Aurora B. Swan

I'm doin' fine, killin' time

: śr wrz 16, 2026 8:55 pm
autor: Aurora B. Swan
Pierwszy kontakt wystarczył, żeby Aurora przestała udawać przed samą sobą, że jeszcze się nad czymkolwiek zastanawia. Kiedy River pogłębiła pocałunek, Swan odpowiedziała niemal natychmiast, mocniej przyciągając ją do siebie. Dłonie zacisnęły się na jej biodrach, a całe ciało Aurory instynktownie podążyło za tym ruchem, skracając i tak niewielką odległość między nimi. Przymknęła oczy, pozwalając, żeby cała reszta świata zwyczajnie zniknęła. Czuła ciepło jej ciała, własny przyspieszony oddech i to charakterystyczne napięcie, które jeszcze kilka minut temu próbowała obracać w żart. Teraz nie było już czego obracać w żart. Podobało jej się. Cholernie.
Nie zamierzała jednak pozwolić, żeby Cross przez cały czas prowadziła. Aurora docisnęła ją do siebie, a potem sama przejęła inicjatywę w pocałunku. Nie było w tym gwałtownego ruchu ani pośpiechu - raczej pewność kogoś, kto w końcu przestał się zastanawiać, czy powinien. Cały wieczór polegał przecież na sprawdzaniu granic. Na prowokowaniu. Na patrzeniu, jak daleko mogą się posunąć, zanim któraś z nich odpuści. Swan właśnie dała jasno do zrozumienia, że tym razem to nie ona zamierza się wycofać.
Na moment oderwała usta, tylko po to, żeby zaczerpnąć oddechu. Nie odsunęła się jednak. Ich twarze nadal dzieliło zaledwie kilka centymetrów, a Aurora przez krótką chwilę patrzyła jej prosto w oczy. W spojrzeniu miała coś zupełnie innego niż wcześniej - mniej zaczepki, mniej udawania, więcej czystej ciekawości i tego niebezpiecznego rodzaju fascynacji, który pojawia się wtedy, kiedy człowiek zaczyna naprawdę chcieć sprawdzić, co będzie dalej. Uśmiechnęła się pod nosem i ponownie przyciągnęła Cross do siebie, tym razem całując ją agresywniej niż poprzednio. Podobało jej się to wszystko, tego pragnęła w tym momencie.
Cała wcześniejsza pewność siebie nadal gdzieś w niej była, tylko pierwszy raz od dawna nie musiała jej używać. Nie musiała wygrywać rozmowy, kontrolować sytuacji ani zastanawiać się, co wydarzy się za pięć minut. Mogła po prostu stać w tej ciasnej służbówce, ale wolała iść zdecydowanie dalej. Dłoń znalazła top River i zaczęła go podwijać w górę by zdjąć go z niej i pokazać co kryje pod nim. Druga robiła podobnie, ale skierowana była w inne miejsce – pośladki. Tam też Swan znalazła górę od dolnej części garderoby i zaczęła wciskać palce by rozebrać Cross do bielizny. Miała gdzieś, że zza drzwi dochodziły dźwięki.
Swan czekała cierpliwie aż jej partnerka zrobi coś podobnego, bo sama od dłuższego czasu chciała się pochwalić co trzyma pod ubraniami. Na parkiecie chciała ściągać buty, teraz miała ochotę pokazać jej wszystko i poczuć przyjemność, którą kobieta jej dawała. Przelotna chwila, pewnie i szybki seks był na wyciągniecie ręki. Moment, w którym nie musiała myśleć o problemach, o zoo i o tym co wydarzy się jutro. Nie była sama, nie musiała się o nic martwić. Okej, może jedynie o to, czy będzie wystarczająca dla Cross. Tak, przeszło jej to przez myśl. Powoli robiło się jej mokro, bo podniecenie spowodowane bliskością River działało na nią jak widok jej byłej, którą do dzisiaj daży wielką sympatią.

Cross

I'm doin' fine, killin' time

: czw wrz 17, 2026 5:56 pm
autor: River Cross
Alkohol, który ukradła, okazał się kompletnie niepotrzebny. Mogła się nie narażać, ale przecież nigdy specjalnie nie czuła strachu w takich sytuacjach. Gdyby było inaczej pewnie nigdy nie wpadłaby na Aurorę. Nie miałby okazji poznać się w niespecjalnie sprzyjających okolicznościach, a nawet jakby trafiły dzisiaj do tego samego baru, to być może nawet nie zwróciłyby na siebie uwagi. Efekt motyla w takich przypadkach okazywał się naprawdę przedziwnym zjawiskiem. Fakt, że zgarnęła butelkę, może też zaprowadzi je w końcu do miejsca, którego wcześniej się kompletnie nie spodziewały. Najpierw jednak musiałyby się tym ginem jakkolwiek zainteresować, by uznać go za istotny przyczynek dla ciągu zdarzeń. Chwilowo nie zapowiadało się, by ich uwaga miała się rozproszyć.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description