Strona 2 z 7

i'm more than a bird, i'm more than a plane

: czw wrz 10, 2026 11:15 pm
autor: teddy darling
Nigdy nie była przesadnie pewna siebie. W pracy potrafiła wykazać się odwagą, ale wtedy robiła swoje buzująca w żyłach adrenalina. Na co dzień, kiedy przychodziło co do czego, raczej wychodziła z niej nieśmiała pizda. Teddy właściwie od zawsze uważała, że niespecjalnie dobrze porusza się na parkiecie. Kiedy wypiła, muzyka przestawała jej przeszkadzać, bo wtedy najzwyczajniej w świecie przestawała przejmować się tym, czy wygląda jak człowiek, czy jak ktoś, kto właśnie dostał skurczu wszystkich mięśni jednocześnie. Na trzeźwo było już zdecydowanie gorzej. Wtedy każdy ruch analizowała, a im bardziej próbowała tańczyć normalnie, tym bardziej przypominała kogoś, kto zapomniał, jak właściwie działają nogi i tkwiła w przekonaniu, że ma dwie lewe. W dodatku koślawe. Pewnie gdyby ktoś ją odpowiednio długo męczył układ, jakimś cudem udałoby jej się odtworzyć choreografię z Lip Sync Battle. Tylko że nie byłoby to nic szczególnie spektakularnego. Mogłaby za to zafundować April prywatny pokaz. Kiedyś. Gdzieś. I najlepiej po kilku drinkach, żeby Darling nie zdążyła się zorientować, że właśnie robi z siebie skończoną kretynkę. Zresztą już kilkakrotnie jej to obiecywała, ale jakoś tak się nie złożyło.
— To i dobre jedzenie — sprecyzowała, bo sala eventowa była połączona z włoską restauracją. A kto nie lubił włoskiego żarcia? Chyba tylko ktoś niespełna rozumu. Makarony, pizza, jakieś tiramisu na deser. Sama perspektywa, że po tych wszystkich przemowach będą mogła w końcu coś zjeść, była całkiem przyjemna! — Chyba już dawno zauważyłaś, że strażacy mają bzika na punkcie bezpieczeństwa? — zaśmiała się krótko. Skoro Finch żyła z taką jedną, to powinna już dawno zarejestrować ten nawyk. Wystarczyło, że wybrały się na zakupy do galerii handlowej, a Teddy automatycznie zaczynała zwracać uwagę na rzeczy, których normalny człowiek nawet nie zauważał. Wyjścia ewakuacyjne, oznaczenia, rozmieszczenie schodów, drzwi, gaśnice. Czasami sama orientowała się dopiero po fakcie, że znowu to robiła. Właściwie mogła wejść do jakiegokolwiek budynku i po kilku minutach wiedzieć, którędy najlepiej byłoby z niego spierdalać w razie pożaru. To zachowanie wrosło w nią tak mocno, że że mogła tego odruchu tak po prostu wyplewić.
Jett faktycznie wydawał się trochę rozdrażniony i to na pewno nie chodziło o żart. Siedział jakiś taki nadąsany i trudno stwierdzić, o co mu właściwie chodziło. Ale to chyba nie była odpowiednia pora, żeby wiercić mu dziurę w brzuchu. Burknął tylko coś pod nosem i wzruszył ramionami. Może czuł się niedoceniony, że nie dostał żadnej nagrody? Albo był niepocieszony, że Emma jednak nie mogła mu towarzyszyć? Cholera wie.
— Nie przejmuj się nim — mruknęła cicho do narzeczonej. — Przejdzie mu — dodała, chociaż nie miała takiej pewności. Mogła tylko liczyć, że faktycznie Donovan zapomni o wszystkich troskach, kiedy trochę wypije. — Ja wiem, że wręczyłabyś mi wszystkie statuetki świata. Nawet taką za najlepszą dupę — wyszczerzyła się i cmoknęła April w policzek.
Upiła łyk wina i przyjrzała się narzeczonej z nieukrywanym zdziwieniem. Ona naprawdę mówiła poważnie? Miała zamiar podejść do Jessopa Jełopa i zasugerować mu, jakie jeszcze kategorie powinny znaleźć się na liście? Teddy już widziała oczami wyobraźni, jak April bierze go na stronę i zaczyna mu tłumaczyć, że najwyraźniej organizatorzy popełnili poważny błąd, pomijając jej narzeczoną.
— Poważnie? I co właściwie mu powiesz? Wygarniesz mu, że twoja laska nic nie dostała? — zapytała, kręcąc z rozbawieniem głową. — Jesteś strasznie słodka, wiesz? — sięgnęła po jej dłoń i przystawiła ją sobie do ust.
W tym samym momencie na scenę został wywołany Blaze Young. O proszę! Czyli ktoś od nich jednak został wyróżniony! Teddy od razu spojrzała w stronę kolegi i poderwała się z miejsca, żeby obsypać go brawami. Co prawda była to statuetka za piętnastoletni staż pracy, ale to przecież i tak było wspaniałe osiągnięcie. Piętnaście lat w straży pożarnej to kawał czasu! Blaze mógł przecież zginąć. Ich jednostka straciła już naprawdę wiele osób i Darling doskonale wiedziała, że mundur wcale nie gwarantował nikomu kolejnej półtorej dekady.

April Finch

i'm more than a bird, i'm more than a plane

: pt wrz 11, 2026 10:03 am
autor: April Finch
Dobre jedzenie było świetnym argumentem właściwie w każdej kwestii. Dla jedzenia można się postarać, to przecież świetna nagroda. April naprawdę lubiła się porządnie nawpierdalać! Fakt, że dzisiaj trafiło im się włoskie, był oczywiście fenomenalny. Faktycznie trzeba być niespełna rozumu, żeby nie lubić tej kuchni. Zawierała przecież w sobie wszystko, co najlepsze i świetnie nadawała się dla biedaków! A przynajmniej takich, którzy mieszkają w ciepłych miejscach i to najlepiej lata temu, bo obecne ceny chociażby samej oliwy to przecież jakiś pierdolony żart. Dzisiaj jednak nie musiały się tym przejmować. Za nic przecież nie będą płacić. Posiłku fundowała straż, więc powinny się najeść na ich koszt, ile tylko się da. Cholera, Finch mogła pomyśleć i wziąć ze sobą blanty, żeby dorzucić im jeszcze porządne gastro i pobudzić kubki smakowe do działania. No trudno, bez tego też sobie przecież poradzą. Rozsądnie trzeba było się porządnie najeść, zanim zaczną pić, jeżeli nie chcieli skończyć imprezy spektakularnie przedwcześnie.
— Myślałam, że to głównie twoje zboczenie zawodowe — przyznała szczerze. Nie zakładała, że wszyscy strażacy mieli takiego fioła na punkcie bezpieczeństwa jak jej narzeczona. To całe obserwowanie dróg ewakuacyjnych miało swój urok. April już dawno się do tego przyzwyczaiła, nie dziwiło jej to w żaden sposób. Jeżeli to sprawiało, że Teddy czuła się bezpieczniej, to czemu miałaby to w jakikolwiek sposób negować? Każdy miał przecież jakieś swoje dziwactwa. Kochała w niej każde odchylenie od normy, choć była zaskoczona, że może nie być jedyną, która tak ma. No dobra, jedyna to przesada, biorąc pod uwagę, że na świecie jest osiem miliardów ludzi. Zakładała po prostu, że to nie jest norma, a tu nagle padła sugestia, że większość straży pożarnej jest w podobny sposób odklejona?
Pokiwała głową na znak, że nie będzie się teraz przejmować Donovanem. Cokolwiek go gryzło, pewnie rozejdzie się po kościach. Zakładała, ze gdyby było to coś poważnego, to raczej zwierzyłby się Teddy. Skoro jednak wolał dusić to w środku, to trudno. Może alkohol nie pogorszy sytuacji, ale za to rozwiąże mu język? Zyska wtedy dodatkową słuchaczkę w postaci April, a to całkiem niezły bonus! Finch lubiła gadać i jak trzeba było, to buzia jej się nie zamykała, ale wbrew pozorom potrafiła też słuchać. Zawsze była gotowa dać przestrzeń swoim bliskim na zajęcie się problemami, jeżeli tylko tego potrzebowali, a Jetta już od dłuższego czasu zaliczała do tego grona.
— To będzie punkt pierwszy. Jak zgodzi się przyznać ci jakieś specjalne wyróżnienie, to zacznę go uczyć, w jaki sposób można ulepszyć tę imprezę, żeby wszyscy byli zadowoleni — wyjaśniła i uśmiechnęła się dumna ze swoich pomysłów. Dobra będzie z niej żona, skoro już teraz aż tak przejmowała się karierą swojej partnerki. Była gotowa pomóc jej w każdy możliwy sposób, byle tylko została właściwie doceniona.
Ucieszyła się, kiedy Blaze znalazł się na scenie. To zawsze jakaś znajoma twarz! Biła mu głośno brawo i nawet zagwizdała na palcach, chcąc nieco rozgrzać ten aplauz. Pomachała mu radośnie, gdy spojrzał zaskoczony w ich stronę. Spojrzała na wszelki wypadek w stronę stolika, do którego wrócił, ale na szczęście nie było przy nim rudych szkrabów.
— Jemu to się należy jakiś dodatek za pracę w trudnych warunkach. A właściwie to kiedy mają termin? — zwróciła się znowu do Darling. Kto wie, może Young był jednym z tych, którzy uznają pracę – nieważne jak ciężką – za odpoczynek po życiu domowym? Nie no, na pewno nie! Wyglądał na takiego, co kocha całą rodzinę nad życie.

teddy darling

i'm more than a bird, i'm more than a plane

: pt wrz 11, 2026 11:11 am
autor: teddy darling
Straszna szkoda, że April nie wzięła ze sobą blantów, bo dawno razem nie paliły. Teddy w ogóle rzadko jarała, bo wiadomo, że jej to nie służyło. Po kilku buchach stawała się kadłubkiem, który miał problem z wyplątaniem się z własnej bluzy i zaczynała zastanawiać się nad rzeczami, nad którymi normalnie nawet nie poświęciłaby sekundy. Nie było więc większego sensu robić sobie z tego regularnego hobby. Ale pewnie jeszcze przydarzy się okazja, żeby się razem upalić!
Darling wcale nie potrzebowała pobudzać kubków smakowych, żeby wciągnąć wszystko, co znalazło się na stole. W bemarach czekały przeróżne makarony, a w kuchennych piecach dochodziły pyszne pizze, które miały zostać zaserwowane zaraz po wręczeniu nagród. Strażaczka, jako najlepsza narzeczona pod słońcem, odpowiednio wcześnie podkreśliła, że jej partnerka nie je mięsa, więc Finch mogła przebierać spośród wegetariańskich opcji.
— Nie jestem aż taka wyjątkowa — odparła z rozbawieniem. U niej też zwracanie uwagi na wyjścia ewakuacyjne i oznaczenia nie wzięło się przecież z powietrza. W dużej mierze to kapitan Whitman zaszczepił to w swoich podopiecznych. Przez lata służby tak ich wytresował, że nawet poza jednostką większość z nich mimowolnie rejestrowała rzeczy, których nikt normalny by nie zauważył. Może nie każdy strażak od razu rozglądał się dookoła, szukając drogi ucieczki i odgórnie zakładając, że zaraz wydarzą się same okropieństwa. Nie wszyscy mieli przecież aż taką obsesję jak Teddy i nie każdy obchodził się z tym tak ostentacyjnie.
Istniało niezerowe prawdopodobieństwo, że z takim nastrojem Jett upije się na smutno. No trudno. Najwyżej mu się uleje. Jak będzie potrzebował się wyrzgać, Darling użyczy mu swojego ramienia. Nie dosłownie, rzecz jasna, bo nie chciałaby potem łazić w zarzyganej marynarce. Była gotowa być dobrą przyjaciółką, ale istniały pewne granice. Każdy miał prawo mieć gorszy dzień. Albo tydzień. Miesiąc. Życie. A jeśli Donovanowi akurat przypadnie w udziale wieczór, podczas którego alkohol miał mu pomóc dojść do wniosku, że jednak świat nie jest taki chujowy, Teddy i April mogły mu w tym trochę potowarzyszyć. Nawet jeśli oznaczało to pilnowanie, żeby nie zrobił czegoś durnego albo nie skończył z mordą w spaghetti.
— Tak? A twoim zdaniem na jakie specjalne wyróżnienie zasługuję? — uśmiechnęła się do narzeczonej, spoglądając jej wyzywająco w oczy. Nie miała pojęcia, jak musiała Finch musiałaby się nagimnastykować i jaki kit wcisnąć dyrektorowi generalnemu straży pożarnej, żeby ten wziął sobie do serca jej uwagi. Z drugiej strony narzeczona miała gadane i dużą siłę perswazji. A nie, to po prostu Teddy była taką uległą cipą.
Jeszcze tego brakowałoby, żeby Blaze przyprowadził ze sobą waflokruchy! Sam pewnie odetchnął z ulgą, zostawiając je w domu z żoną, która ze względu na ciążę nie towarzyszyła mu podczas dzisiejszej uroczystości. Niby ciąża to nie choroba, ale ta jeszcze do niedawna była zagrożona, więc żona Blaze’a musiała teraz sporo odpoczywać i na siebie uważać. Teddy nie zamierzała więc narzekać, że Young przyszedł sam. Wręcz przeciwnie — lepiej, żeby jego rodzina była teraz w domu i miała się dobrze.
— Aha, jemu się należy, a mi to już nie? Pragnę ci przypomnieć, że do tej pory cudem uszłam z życiem jakieś sześćdziesiąt dziewięć razy — powiedziała, choć z tą liczbą trochę przesadziła. Takich naprawdę poważnych sytuacji było zaledwie kilka. Sześć? Może siedem. Nic wielkiego! — Chyba w grudniu? Albo styczniu? Coś takiego — dodała, bo nie znała dokładnego terminu porodu, ale na pewno miało to być zimą. O trzecim dziecku Youngowie dowiedzieli się dość późno, więc Teddy siłą rzeczy nie znała wszystkich szczegółów. Ciekawe, czy właśnie z tego wynikały te wszystkie komplikacje? Nie znała się na ciąży aż tak dobrze, żeby wysnuwać jakiekolwiek sensowne wnioski, dlatego wolała nie udawać ekspertki.
Blaze został oklaskany najgłośniej ze wszystkich. Johnsonowie i Secada, którzy siedzieli z nim przy stoliku, również zadbali o to, żeby kolega poczuł, że faktycznie na tę nagrodę zasłużył. Swoją drogą, bez sensu, że nie posadzili ich wszystkich razem. Trzeba będzie to później zmienić! Kiedy ostatnia statuetka zniknęła ze sceny, Darling od razu przeniosła wzrok na kelnerów, którzy zaczęli wchodzić na salę. Każdy z nich niósł ogromny włoski placek, a zapach pizzy natychmiast przebił się przez całe pomieszczenie.
— Od czego zaczynasz? Makaron? Pizza? — zapytała, zerkając na narzeczoną. Teddy była człowiekiem prostych potrzeb. Mogła siedzieć przez godzinę i słuchać przemówień, udając, że bardzo ją to wszystko interesuje. Ale jedzenie? Jedzenie interesowało ją naprawdę! No i jeszcze April, ale to akurat oczywiste.

April Finch

i'm more than a bird, i'm more than a plane

: pt wrz 11, 2026 9:40 pm
autor: April Finch
Zamyśliła się na moment, chcąc znaleźć takie, z którym mógłby zgodzić się ktokolwiek poza nią. Może i była elokwentna, ale nie była przecież cudotwórczynią. Nie była w stanie wcinać każdego kitu świata, a już na pewno nie facetowi, z którym będzie rozmawiała po raz pierwszy w żuciu. Z drugiej strony, gdyby udało się załatwić coś wyjątkowo osobistego albo chociaż śmiesznego, to byłaby z siebie podwójnie dumna! Intuicja podpowiadała jej jednak, że powinna zacząć od małych kroczków. Nie ma co zrzucać na człowieka bomby, bo się zestresuje i zamknie w sobie. Najpierw powinna zażądać palca, a dopiero potem całej ręki.
— No mówię ci, że na wszystkie. Powinni cię nagrodzić chociaż za liczbę godzin, jaką bierzesz na barki. Albo za postawę obywatelską i dawanie przykładu. Może wkręcimy cię w coś feministycznego? Nie będę mu może pokazywać kalendarza, ale jakby zasugerowała pomysł na akcję promującą straż wśród uczennic... — Pod koniec już się totalnie zamyśliła. Pomysły krążyły po głowie coraz szybciej i szybciej. Od dawna mówiła takie rzeczy, ale na gadaniu się kończyło. Może pora zakasać rękawy i faktycznie coś ogarnąć? Nie chciała uchodzić za taką, co potrafi tylko snuć durne pomysły i je omawiać, a w ogóle ich nie realizować. Niespecjalnie to pasuje do liderki, a przecież za to właśnie otrzymywała pieniądze. Cholera, szkoda, że Emma jednak nie przyszła, bo miałaby do tego wszystkiego doświadczoną pomocniczkę.
— Jak będziemy adoptować trzecie dziecko, to ci sama taka statuetkę kupię. Obiecuję. — Uśmiechnęła się i pogłaskała ją z czułością po policzku. Jedynymi trudnymi warunkami, z jakimi musiała mierzyć się Teddy, była atencyjność April. Potrafiła być niesamowitą przylepą i marudą, ale nie miała startu do dwójki tamtych waflokruchów. Nie było jeszcze wiadomo, co wyrośnie z trzeciego, ale przy takim rodzeństwie trudno będzie zachować zdrowy rozsądek i uchodzić za spokojnego. Może dzieciak nie będzie aż tak odklejony jak jego rodzeństwo, ale nie ma opcji, żeby był aniołeczkiem. Oby tylko nie okazał się gorszy, bo to już może być za ciężki krzyż do niesienia dla Youngów. To przecież bardzo sympatyczny ludzie, szkoda byłoby im strasznie!
— Zacznę od tego, co będę w stanie zjeść — mruknęła, wodząc spojrzeniem za kelnerami i próbując z tej odległości dostrzec, co takiego ze sobą przynieśli. Znała doskonale te wegetariańskie opcje z tego typu imprez. Lokale często szły na łatwiznę i oferowały najnudniejsze dania świata składające się z ugotowanego bądź opanierowanego i usmażonego warzywa podanego w towarzystwie ziemniaków. Na szczęście ten lokal specjalizował się w kuchni włoskiej, więc nie powinno być tak źle. Finch zauważyła też poruszenie wśród innych stolików. Mało kto już słuchał tego, co działo się na scenie. Myśli wszystkich zaczęły krążyć po sali, mieszając się z zapachami włoskich dań.
— Czy my się będziemy musieli o to napierdalać? — zapytała ostrożnie. Zaczęła od razu szukać wzrokiem na sali takich strażaków, którzy wyglądali na największych słabeuszy. Niewielu takich było. Domyślała się, że nawet największy chuderlak stąd będzie stanowił dla niej wyzwanie, ale innej opcji nie widziała niż złapać się takiego w razie bójki.

teddy darling

i'm more than a bird, i'm more than a plane

: pt wrz 11, 2026 10:48 pm
autor: teddy darling
April miała tak fantastyczny urok osobisty, że z łatwością omotałaby tutaj wszystkich, łącznie z Jessopem Jełopem i innymi szefami wszystkich szefów. Wystarczy, że uśmiechnie się uroczo, włączy swoją mistrzowską gadkę. No przecież będą tak zachwyceni, że łykną każdy jej pomysł. Jak gęś kluski! Teddy była tego pewna. Skoro Finch potrafiła tak łatwo przekonać ją do różnych rzeczy, to dlaczego miałoby jej nie wyjść z resztą? Darling dała się owinąć wokół palca, więc ci wszyscy wielcy panowie w mundurach mieliby się nie dać? No dobra, ona była łatwa, naiwna i miała po prostu ogromną słabość do April. Ale przecież nie bez powodu! Gdyby Finch nie miała tego całego uroku, inteligencji, poczucia humoru i sposobu bycia, który sprawiał, że strażaczka zwyczajnie przy niej miękła, to przecież nie trwałyby teraz w tak wspaniałym związku, prawda? PRAWDA?
— Poczekaj, dlaczego mieliby nie zobaczyć kalendarza? Sama mówiłaś, że wyszłam tam zajebiście — przypomniała, bo może to był jakiś sposób, żeby panowie rozważyli wszystkie za i sprzeciw? Poza tym kalendarz był ogólnodostępny, a Teddy wcale aż tak dużo tam nie odkrywała! A co nie przykuje większej uwagi typów jak nie nagość? To mógłby być jej klucz do sukcesu! A nie, chwila. Miała przecież pokazać się z jak najlepszej strony. Czyli od dupy strony. W sumie wszystko się zgadzało!
Nie powinna jednak ingerować w pomysły narzeczonej. To ona była mózgiem całej operacji, a Teddy... Teddy po prostu była i to musiało wystarczyć. Przynajmniej ładnie wyglądała w mundurze i potrafiła nienagannie zachowywać się w towarzystwie, nie przynosząc nikomu wstydu.
— To musimy jak najszybciej zaadoptować pozostałą dwójkę — stwierdziła natychmiast, niby będąc taka łasa na statuetkę, ale oczywiście nie mówiła poważnie. Gdzie dzieci, jakie dzieci? Trzeba wszystko zrobić po bożemu, więc najpierw ślub, a dopiero później cała reszta. A tak naprawdę, to nie, bo najpierw trzeba odłożyć na wesele i odłożyć na dom. Albo chociaż większe mieszkanie? To zajmie im pewnie mnóstwo czasu. Z dziesięć lat, jak nie więcej. Pobrać mogłyby się właściwie nawet dzisiaj, ale czy formalności były aż tak istotne? Właściwie Darling nie miała pojęcia, jak April zapatruje się na to wszystko. Wychodziła z założenia, że skoro nie naciskała, to miały podobne zdanie. Z drugiej strony, gdyby Finch w tym momencie zarządziłaby, że hajtają się dzisiaj, strażaczka weszłaby w to jak w dym.
— Ja ich dla ciebie pobiję — pokiwała energicznie głową, chociaż sama Teddy niewiele miała wspólnego z rękoczynami. Właściwie tylko raz w barze rzuciła się na plecy jednego gościa, kiedy Secada wdał się w pyskówkę z jakimś karkiem. Poza tym nie miała na swoim koncie większych wybryków tego typu. Zdecydowanie częściej zdarzało jej się rozdzielać ludzi. W teorii umiała się bronić. Przechodziła różne szkolenia, znała podstawowe techniki i wiedziała, co zrobić, kiedy ktoś próbowałby ją zaatakować. Tyle że w praktyce nigdy nie musiała wykorzystywać tego, czego nauczyła się na lekcjach samoobrony. I całe szczęście! — Ale raczej wystarczy dla wszystkich. Prawda, Jett? — zwróciła się do przyjaciela, który od jakiegoś czasu klikał coś w telefonie. Teddy poczuła ogromną ochotę, żeby skonfiskować mu to urządzenie i dać szlaban. Donovan najwyraźniej kompletnie nie rozumiał, że znajdował się na uroczystej gali, przy stole pełnym ludzi, jedzenia i alkoholu, a nie we własnym łóżku, gdzie mógł bezkarnie scrollować telefon przez pół nocy.
— Co? — Spojrzał na nie zbity z tropu. — Nie no, żarcia jest w opór. Chcecie Margheritę? W sensie pizzę, nie drinka — sprostował, bo brzmiało podobnie. Pomachał do przechodzącego obok kelnera. Ten zareagował natychmiast i po chwili na ich stole pojawiła się okrągła taca z pizzą. Bemary natomiast zostały napełnione przeróżnymi makaronami - zarówno w wersji mięsnej, jak i wege. A może nawet vegan. Cholera wie. Teddy nie zamierzała przecież przeprowadzać dochodzenia w sprawie składu każdego dania.
Sięgnęła po kawałek pizzy i nałożyła sobie na talerz spaghetti aglio e olio. Potem dorzuciła jeszcze trochę makaronu z krewetkami. I tego ze szpinakiem i kurczakiem. Tak na wszelki wypadek, gdyby jednak miało zabraknąć. Była jedynaczką, nigdy nie musiała z nikim walczyć o jedzenie! Słyszała od znajomych różne straszne historie, kiedy to nawet batona odmierzali linijką na równiusieńkie części, żeby nikt nie czuł się poszkodowany. Zabrała również o to, żeby April miała pełen kieliszek. Finch nie mogła trafić się lepsza kobieta.

April Finch

i'm more than a bird, i'm more than a plane

: sob wrz 12, 2026 2:47 pm
autor: April Finch
Dobrze było mieć wsparcie ukochanej osoby. Nikt na świecie nie wierzył w nią tak mocno jak Teddy. Jeżeli sama pewnego dnia uwierzyłaby w siebie chociaż w połowie tak mocno, jak kibicowała jej narzeczona, to naprawdę mogłaby zacząć przenosić góry. Z taką dodatkową motywacją nie ma opcji, żeby jej się dzisiaj nie udało. Facet powinien zgodzić się na wszystko chociażby w nagrodę za dostrzeżenie ich ogromnej miłości! Niech mu to wystarczy. Szkoda tlenu na dialogi, skoro tak czy siak decyzja powinna być pozytywna.
— Chcesz przekonywać szefostwo do docenienia cię swoim dupskiem? Ciekawa metoda. Szkoda, że nikt w moim dziale na to nie wpadł. — Pokręciła głową z rozbawieniem. Starała się znaleźć jakieś bardziej uniwersalne zalety narzeczonej albo chociaż takie bezpośrednio powiązane z jej profesją. Zaczynanie rozmowy z szefami wszystkich szefów od prezentacji dupy na pewno będzie skuteczne, ale zakładała, że strażaczka wolałaby jednak skupić się na innych atutach. Najwyraźniej się pomyliła! Nic nie szkodzi. April była naprawdę dumna z tego, jak wyszła ta cała sesja. Każdy chciałby mieć tak piękną narzeczoną. Była niesamowitą farciarą, że przytrafiła się akurat jej! Mogła ją pokazywać do woli wszystkim zainteresowanym. Póki nie będą dotykać, to niech się gapią, bo przecież jest na co.
Spojrzała na nią z rozbawieniem, ale też przede wszystkim wielką dawką czułości. Obie zdawały sobie sprawę, że na ten moment to są tylko żarty, bo nie miały odpowiednich warunków, by zapewnić dzieciakom spokojnie i dostatnie życie. Na szczęście obie też były święcie przekonane, że do tego dążą. April miała nadzieję, że to wydarzy się szybciej niż później. Czekanie aż dekadę na spełnienie marzeń to strasznie długo. Trzeba będzie to wszystko ogarnąć szybciej. Najlepiej w połowę tego czasu. Albo nawet jeszcze troszkę mniej. Najbliższe lata będą stały pod znakiem budowania wspólnej rodziny i przestrzeni dla nich wszystkich. Nic innego nie wypełniało serca April takim ciepłem jak ta myśl.
— Dziękuję, Księżniczko. — Nachyliła się do narzeczonej i musnęła wargami jej policzek, bo przecież same słowa to trochę za małe podziękowania za bycie taką dzielną. Miała nadzieję, że Teddy jednak nie będzie musiała się z nikim tłuc, ale tak czy siak była rozczulona tą deklaracją. April niespecjalnie nadawała się do bójek. Nigdy nikomu nie zrobiła fizycznej krzywdy i nie miała zamiaru tego zmienić. Nie dałaby rady naprawdę podnieść na kogoś ręki, nieważne jak bardzo byłaby zła. Ciśnięcie talerzem w podłogę to jednak całkowicie coś innego niż rzucenie naczynia w kogoś. Dobrze, że Teddy nigdy nie dawała jej powodów do kumulowania irytacji w taki sposób.
Obserwowała uważnie, jak Teddy nakłada sobie kilogramy jedzenia, mieszając ze sobą wszystko, co możliwe. Wyglądało na to, że była naprawdę głodna. Trudno jej się dziwić. Skoro było za darmo, to trzeba było korzystać z faktu, że ma się bezdenny żołądek! April na ten moment skupiła się jednak na pizzy. Miała wrażenie, że jak zacznie wpychać z siebie wszystko po kolei, to się prędzej porzyga niż ucieszy.
— Czy mi ci aby nie przeszkadzamy, młody człowieku? — zwróciła się do Jetta matczynym tonem, gdy ten zamiast skupić się na pochłanianiu postawionego przed nim żarcia, znowu wrócił do bawienia się telefonem. A więc tak czują się rodzice, których dziecko nie odrywa wzroku od ekranu? April zawsze myślała, że trochę dramatyzują, ale w tym był jakiś sens.

teddy darling

i'm more than a bird, i'm more than a plane

: sob wrz 12, 2026 4:14 pm
autor: teddy darling
Zdecydowanie powinny otrzymać jakieś odznaczenie za swoją wielką miłość. Nikt na świecie nie był przecież tak zakochany jak one. No dobra, może znalazły się jakieś pojedyncze przypadki. Może nawet istnieli ludzie, którzy kochali się mocniej, ale Teddy nie znała się na takiej skali. Dla niej i tak nie było żadnego konkursu. Kochała April całą sobą, tylko czasami nie miała pojęcia, czy w ogóle robiła to dobrze. Bo co, jeśli dawała z siebie za mało? Ta myśl od czasu do czasu pojawiała się w jej głowie, nawet jeśli nie miała ku temu żadnych konkretnych powodów. Teddy potrafiła zastanawiać się, czy wystarczająco dużo robi dla Finch, czy odpowiednio ją wspiera, czy poświęca jej wystarczająco dużo czasu. Przecież mogła dawać z siebie jeszcze więcej. Zawsze można było zrobić więcej, prawda? Tylko że robiła, co mogła. Tak jej się przynajmniej wydawało. A czy robiła to dobrze, musiała już pozostawić ocenie swojej narzeczonej. Sama mogła się zastanawiać nad tym godzinami, ale ostatecznie to April najlepiej wiedziała, czy czuła się kochana.
— Do tej pory nikt nie docenił moich umiejętności, więc może dostanę jakieś dodatkowe punkty za wygląd? — wzruszyła lekko ramionami. Powoli zaczynała tracić wiarę, że faktycznie kiedykolwiek otrzyma nagrodę za jakieś prawdziwe osiągnięcia. Na tle innych strażaków nie wyróżniała się niczym szczególnym. Każdy z nich był zdeterminowany. Każdy brał nadgodziny, bo wiecznie brakowało ludzi. Każdy wiedział, że czasami jedna zmiana przeciąga się w kolejną, a odpoczynek trzeba będzie odłożyć na później, a później nigdy nie nadchodziło. Jedni koledzy odchodzili na emeryturę, inni umierali. Taki to był już strażacki krąg życia.
Uśmiechnęła się szeroko, kiedy Finch nazwała ją księżniczką. Szkoda tylko, że sama Teddy nie miała na sobie niczego, co szczególnie pasowałoby do tego tytułu. Mundur strażacki raczej nie kojarzył się z księżniczkami, przynajmniej nie z tymi z bajek. Trzeba było jednak iść z biegiem czasu, bo przecież nawet prawdziwe księżniczki mogły nosić mundury! To będzie jedna z pierwszych zasad, które będą musiały wpić ich córce.
Żołądek Teddy nie miał dna. Był trochę jak torebka Hermiony, do której można było wcisnąć dosłownie wszystko. Ale przy jej trybie życia, gdzie wszystko spalała w przeciągu kilku godzin, nie można było się temu dziwić. Codziennie korzystała w siłownie, nawet w pracy! Musiała dbać o ten swój zajebisty tyłek, żeby nie stać się trzydrzwiową szafą. No i lepiej nie wlewać w siebie alkoholu na głodniaka, to nigdy nie kończyło się dobrze!
Spojrzała wymownie na Jetta, któremu April właśnie zwróciła uwagę. Przyjaciel nie zareagował od razu. Dopiero kiedy Teddy szturchnęła go lekko w ramię, ze zdezorientowaniem podniósł łeb znad telefonu, jakby dopiero teraz przypomniał sobie, że nie jest tutaj sam.
— A co wy tak się czepiacie? Może wam zazdroszczę i szukam miłości? — rzucił, przekręcając w ich stronę ekran telefonu.
Na Tinderze wyświetlało się zdjęcie jakiejś szatynki. Ładna była. Nawet bardzo! Teddy, będąc na miejscu Donovana, sama dałaby jej w prawo. Sama jednak nigdy nie korzystała z aplikacji randkowych. Nie musiała. Z jakiegoś powodu całkiem nieźle radziła sobie z poznawaniem dziewczyn na żywo. A właściwie to nie ona je poznawała, bo zwykle to one poznawały ją i dopiero po jakimś czasie Teddy orientowała się, że właśnie ktoś próbuje ją poderwać. No cóż, raczej nie należała do najbardziej spostrzegawczych kobiet pod tym względem.
— Kto by przypuszczał, że tak źle zniesie nieobecność Emmy — zwróciła się do April, zapijając kawałek pizzy winem. Może jednak między tą dwójką nic nie będzie? Trochę szkoda, pasowali do siebie.

April Finch

i'm more than a bird, i'm more than a plane

: sob wrz 12, 2026 6:58 pm
autor: April Finch
Spojrzała na narzeczoną z jakąś dozą smutku. Nie podobało jej sie stwierdzenie, że nie została do tej pory odpowiednio doceniona. Zdaniem April całkowicie na to zasługiwała. To nie była wyłącznie kwestia wyglądu, chociaż to też oczywiście bardzo pomagało. Uważała, ze strażaczka świetnie wykonywała swoją pracę. Domyślała sie, że największą nagrodą było po prostu widzieć, że jej działania mają sens i naprawdę ratują ludzkie życia, ale człowiek był taką istotą, która potrzebowała większej liczby zapewnień. Finch doskonale zdawała sobie z tego sprawę i starała się to w pracy kultywować. Nie mieli jak czerpać takiej satysfakcji jak strażacy z dobrze wykonanej roboty, bo ich działania nie były naprawdę istotne dla społeczeństwa. Starała się jednak być taką szefową, która z uwagą obserwuje działania swoich pracowników, potrafi ich docenić za sukcesy, a przy porażce nie opierzać, tylko obgadać, jak w przyszłości można zrobić to lepiej. Miała to szczęście, że jej zespół raczej nie zasługiwał sobie na ganienie.
— Za sam tyłek na pewno cię awansują. A kapitan chociaż was docenia jak należy? — dopytała, bo nigdy się nad tym właściwie nie zastanawiała. Docenienie na najwyższych szczeblach to jedno, ale dowódca każdej jednostki powinien dbać o swoją drużynę jak najdokładniej się da. Czy u nich to działało w ten sposób? Oby. Jeżeli nie, to Finch już na pewno porozmawia sobie z kim trzeba. W sumie tu było dużo prościej nie tylko do niego dotrzeć, ale i wywrzeć na nim jakąś presję. Nie chciałby jednak w jakiś sposób negatywnie wpłynąć na codzienną pracę jej ulubionej grupy strażaków. Może kapitan potem wyżywałby się na nich, że pozwolili nasłać na niego taką wiedźmę?
Widziała w swojej kobiecie księżniczkę niezależnie od tego, co miała na sobie i co robiła. Wbrew pozorom była przecież uroczym i delikatnym kwiatuszkiem. Dźwigała niesamowite ciężary, miała odpowiedzialną pracę, a na co dzień dużo częściej wybierała spodnie, a nie sukienki, ale to wszystko w żadnym stopniu nie odbierało jej księżniczkowatości. Przeciwnie! Uświetniało tylko ją jako całość, dzięki czemu April rozpływała się nad nią jeszcze bardziej.
Prychnęła pod nosem, gdy Jett nawet nie zwrócił uwagi na jej pytanie, póki Teddy go nie przywołała do porządku. Naprawdę zachowywał się jak nastolatek w okresie buntu. To kolejny dobry trening! Miały już do czynienia z dzieciakami, które nie wyrastały ponad stół, to teraz pora na takiego, co ten stół z frustracji chce przewrócić do góry nogami.
— Jesteś na imprezie, na której jest sporo pięknych kobiet i to takich, które będą cię dobrze rozumieć, a ty siedzisz na Tinderze? — Spojrzała na niego z niedowierzaniem. Zatoczyła szeroki gest dłonią, w której trzymała kawałek pizzy, wskazując na ogół sali, w której się znajdowali. Przecież nie wszystkie obecne tu strażaczki przyszły ze swoimi narzeczonymi. Ba, nie wszystkie były lesbijkami! Prawdopodobnie większość, ale na pewno nie wszystkie.
— Ja naprawdę nie słyszałam, żeby ona dała mu jakiegoś kosza. Może zapomniała o jego urodzinach czy coś? — zwróciła się do narzeczonej konspiracyjnym szeptem i sięgnęła po własne wino. Szczerze wierzyła, że Burnett powiedziałaby jej, gdyby uznała Donovana za totalny niewypał, ale nic takiego nie miało miejsca.

teddy darling

i'm more than a bird, i'm more than a plane

: sob wrz 12, 2026 7:46 pm
autor: teddy darling
To całkiem normalne, że każdy czasem potrzebował jakichś zapewnień. A już na pewno Teddy, która była pełna niewiary w samą siebie. Chociaż w środku wiedziała, że dobrze wykonywała swoją pracę i dawała z siebie wszystko, to jednak miło byłoby w końcu zostać zauważoną. Nie robiła tego wszystkiego dla statuetek czy dyplomów, ale chyba każdy człowiek lubił czasem usłyszeć, że robi coś dobrze. No i sama statuetka to przecież nic wielkiego. Kawałek metalu, który ostatecznie zbierałby tylko kurz. A jednak wyróżnienie przed taką ilością innych strażaków byłoby czymś naprawdę fajnym! Szczególnie dla kogoś takiego jak Darling, która przez większość czasu sam sobie wmawiał, że przecież nie zrobiła niczego szczególnego.
— A tak, czasami poklepie nas po plecach — uśmiechnęła się, ale jakoś tak smutno i bez większego przekonania. Tutaj chyba nawet jędrne pośladki nie przejdą.
Kapitan Whitman nie był zbyt wylewny i rzadko kiedy obsypywał swoich podwładnych komplementami. Nie miał też w zwyczaju wygłaszać oracji o tym, jak bardzo jest dumny ze swoich ludzi. A jednak Teddy potrafiła dostrzec w jego oczach ten specyficzny rodzaj szacunku po każdej dobrze wykonanej akcji. To musiało wystarczyć. Nie mogła przecież powiedzieć o nim złego słowa! Był dobrym kapitanem i przede wszystkim wiedział, co robi. Nikt też nie oczekiwał, że któregoś pięknego dnia wpadnie do jednostki z bukietem kwiatów i zacznie wychwalać całą załogę pod niebiosa.
Ale przynajmniej April ją doceniała, a to było ważniejsze od wszystkich innych pochwał! I naprawdę traktowała ją jak księżniczkę, nawet jeśli sama strażaczka czasami wcale się tak nie czuła. Wystarczyło jednak, że Finch na nią spojrzała i od razu robiło jej się cieplej na sercu. Na co komuś jakieś durne statuetki, skoro miała obok siebie kogoś, kto każdego dnia pokazywał jej, że jest wystarczająco dobra?
Jett wciągnął makaron z głośnym chlupnięciem, jednocześnie upierdalając się na brodzie. Jeszcze chwila i ujebie sobie cały mundur i tyle będzie z dzisiejszego podrywu. Chociaż właściwie trudno było powiedzieć, czy Donovan w ogóle miał zamiar kogokolwiek podrywać. Nie wyglądał na szczególnie zainteresowanego tym, co działo się wokół. A przecież Finch miała rację, na sali było pełno pięknych kobiet! Aż żal nie skorzystać z takiej okazji.
— A to ty nie wiesz, że w naszym zawodzie istnieje złota zasada, żeby nie umawiać się z innym strażakiem? — Donovan z uniesionymi brwiami spojrzał na April i w końcu łaskawie wcisnął telefon do kieszeni. Oczywiście dopiero po tym, jak zmatchowało go z tamtą szatynką.
— Niepisana — zaznaczyła Darling. — Tak się po prostu przyjęło, ale przecież nikt cię za to nie zabije — wywróciła oczami, bo chyba przyjaciel za bardzo brał sobie tę zasadę do serca. Nasłuchał się głupot od kumpli i teraz je powtarzał, jakby chodziło o jakiś przegrany zakład.
No dobrze, pewnie nie był to najrozsądniejszy pomysł na świecie, bo potem człowiek mógłby oglądać swoją partnerkę przez całą zmianę i po paru latach zacząć się zastanawiać, czy naprawdę chce jeszcze z nią siedzieć na jednej pryczy.
— Jasne. Jeszcze się okaże, że skończę z kimś z tej sali, a potem trafimy do jednej jednostki, rozstaniemy się i będziemy się mijać na korytarzu, udając, że się nie znamy — mruknął Jett, ocierając brodę serwetką.
Teddy spojrzała na niego z politowaniem.
— Najpierw naucz się jeść bez robienia sobie z gęby stołu, a dopiero potem martw się o związki — stwierdziła, wskazując palcem na jego brodę.
Byłoby znacznie łatwiej, gdyby po prostu powiedział, o co chodzi z Emmą. I czy w ogóle o coś chodzi. Z drugiej strony Burnett nie wspomniała o niczym April, a przecież mówiły sobie właściwie wszystko.
— Niemożliwe. Jett ma urodziny dopiero w listopadzie — odparła, również szepcząc. Nie czekając dłużej, po prostu sięgnęła po butelkę i dolała każdemu wina. Może po którymś kieliszku przyjaciel zrobi się o wiele bardziej rozmowny. Albo przynajmniej pójdzie potańczyć z jakąś strażaczką. — Tam jest bar, jakbyś wolała wypić jagerbombę — ruchem głowy wskazała w miejsce, gdzie ustawiło się kilka osób. Życie jest za krótkie, żeby pić marne wino. Chociaż to tutaj pewnie wcale nie było marne i butelka kosztowała jakieś chore pieniądze. Teddy nie znała się na winach na tyle, żeby odróżnić coś za pięćdziesiąt dolarów od czegoś za pięćset. Dla niej jedno i drugie smakowało jak sok winogronowy, który ktoś zaprawił etanolem.

April Finch

i'm more than a bird, i'm more than a plane

: sob wrz 12, 2026 10:17 pm
autor: April Finch
Spojrzała na nią smutno, gdy wyjaśniła, na jaki poziom docenienia mogą liczyć na co dzień. Liczyła jednak, że usłyszy o czymś lepszym niż poklepanie po plecach. Jak tak można traktować swoich podwładnych? Szczególnie takich, których praca polega na ratowaniu życia. Tak się przecież nie godzi. Trzeba było wiedzieć, jak budować morale. Oczywiście w takiej pracy to było podwójnie trudne, bo zdarzały się rzeczy, po których bardzo trudno jest się podnieść, ale tym bardziej w takim razie powinno się walczyć o codzienność. Smutek szybko zamienił się w determinację. Rozejrzała się uwaznie po sali, szukając Whitmana. Spodziewała się, że na takim wydarzeniu jak to będzie obecny i miała rację. Siedział przy jeszcze innym stoliku, przy którym nie było nikogo z ich jednostki. Może siedział z innymi kapitanami? Czy to był taki stolik dla tych lepszych? Bardzo możliwe! I było im tam wesolutko. Zaśmiewali sie właśnie z jakiegoś żartu. Brakowało tylko klepania się po udach. Zmarszczyła nos, obiecując sobie, że jeszcze mu da takie powody do śmiechu, że się chłop nogami przykryje. A to przecież kawał chłopa.
Uniosła zaskoczona brwi, obserwując, w jaki sposób Jett pożera posiłek. Była pod wrażeniem odwagi. Ale to przecież strażak! W ogóle nie bał się, że pobrudzi mundur i będzie musiał go oddać do pralni, bo przecież nie wrzuci takiej marynarki do pralki. O bogowie, a jeśli wrzuci? April od razu poczuła stres w kwestii jego ubrań, które mogły się bezpowrotnie zniszczyć. Chyba jednak za bardzo uwierzyła w tę matyczną rolę, która uformowała się jej w głowie. To dorosły chłop, sam przecież powinien umieć ogarniać swoje pranie. Chciała mu zwrócić uwagę, ale sobie darowała. Nie będzie się przecież aż tak wtrącać, bo już się kompletnie obrazi albo uzna, że jego męskość została w jakiś sposób naruszona.
— A niby czemu macie taką zasadę? — Spojrzała zaskoczona to na jedno, to na drugie. W ogóle jej się to nie składało w całość. Uznawała, że powinni lgnąć do siebie i to wyjątkowo mocno. Trochę jak lekarze. A może to tylko w serialach? Nie no. Lekarze też bez przerwy siedzą w szpitalu i nie mają czasu poznawać ludzi spoza niego. Strażaków powinno dotyczyć to samo! Ciągle siedzieli we własnym sosie, to się przecież aż prosi o miłość. O tym przecież też są seriale, heloł. I to też ze stajni Shondy.
— Ale czemu od razu zakładasz, że się rozstaniecie? Równie dobrze możesz się umawiać z księgową, a potem okaże się, że jesteście sąsiadami — zwróciła mu uwagę. Siał defetyzm i w ogóle nie wiadomo było, o co mu chodzi. Zazwyczaj był taki radosny, a teraz proszę! Pan maruda, niszczyciel dobrej zabawy. Coś go ewidentnie ugryzło. Gdyby był kobietą, uznałaby, że to wina miesiączki. Ale nie jest, a poza tym April jest feministką, więc tak nie wolno.
—Chyba żartujesz? W tym? — Wskazała gestem na samą siebie, mając zapewne na myśli sukienkę. — W tej kiecce muszę pić jak dama, a nie skończony szlauch — pouczyła ją. Jeszcze tego brakowało, żeby zaczęła się zataczać. I to na tych butach! Nie przeżyłaby. Nie żeby wino nie robiło z głową tego samego, ale człowiek czuł się jakiś taki bardziej dystyngowany.

teddy darling