Have a drink with me, my rescuer
: wt paź 27, 2026 11:19 pm
To, że Wesley nie był nigdy człowiekiem, któremu Carmen chciałaby zwierzać się ze swoich problemów to jedno. To, że pomimo ich poplątanej relacji i tak znalazł dla niej czas, by z nią porozmawiać i poczekać aż się uspokoi, to już zupełnie inna sprawa. Nie każdy zdecydowałby się na takie poświęcenie, bo wysłuchanie jej, było równoznaczne z odebraniem jej pewnego ciężaru, który dzielnie nosiła na swoich barkach zupełnie samodzielnie. A ludzie... Cóż, ludzie byli z natury egoistami. Myśleli o swojej wygodzie, o własnym komforcie, o własnych problemach. Dopóki w ich życiach nie panował spokój, nie potrafili pomóc drugiej osobie bezinteresownie. Torres miała przyjaciół i to naprawdę bliskich, ale z jakiegoś powodu, nie potrafiła ich zbyt mocno w to wszystko zaangażować. Jasne, informowała ich o swoich obawach, jak bliźniacy dopiero zaczynali się z nią kontaktować, ale nie prosiła ich o realną pomoc. Miała pieprzoną blokadę, za którą tej nocy niemal zapłaciła. Przed całą resztą, Carmen... po prostu grała. Bo co miała mówić?
Hej, jestem Carmen Torres. Pochodzę z Meksyku, a moi bracia handlują prochami od kiedy tylko pamiętam, a teraz chcą, bym wróciła i wytrzasnęła kasę, nie wiadomo skąd! Zostańmy przyjaciółmi!
No to chyba nie brzmiało zbyt zachęcająco do tego, żeby poznać ją nieco bliżej. Nie widziała więc nic zaskakującego w tym, że Austen mógł być nieco skołowany. Nie dawała mu żadnych znaków, że coś było nie tak jak powinno. Carmel uniosła piwo do ust, zerując praktycznie całą szklankę, dzięki której poczuła się nieco swobodniej. Sytuacja z uliczki zaczynała się od niej oddalać. Wspomnienie stawało się coraz bardziej zamglone, choć niepokój nadal pozostawał ukryty gdzieś z tyłu głowy. Ale może to dobrze? Może dzięki temu, zostanie czujna, dopóki wszystko się nie ułoży.
— Nie lubię się tym chwalić — przyznała nieco żartobliwie, zerkając na niego dość niepewnie. Jakby bała się, że nagle zacznie oceniać ją przez pryzmat tych opowieści, ale i tak na takie obawy było już za późno. — Na początku, mimo nieciekawego biznesu, wyglądało to znacznie lepiej. Dbali o nas. Nie wciągali nas w swoje brudy. Byliśmy wszyscy tak samo naiwni — westchnęła, odgarniając włosy za ucho. — Po prostu z czasem wszystko wymknęło się spod kontroli, ale to było do przewidzenia. Po prostu udawaliśmy, że tego nie widzimy — parsknęła ponuro.
Torres zerknęła na niego niepewnie, obracając pustą szklankę w swoich palcach. Uśmiechnęła się niemrawo, bo prawda była taka, że do powrotu musieliby... zmusić ją siłą. Nigdy dobrowolnie by tam nie wróciła — nie przy obecnych warunkach. — Tysiące... — westchnęła. — Tym bardziej boję się tego, co planują. Nie wierzę w to, że nie mają świadomości, ile zarabiam — parsknęła gorzko. — Chociaż podejrzewam, jak chcieliby wykorzystać kobietę w Meksyku —rzuciła, opadając plecami na poduszki za sobą, jakby zabrakło jej sił. Drgnęła z zaskoczeniem, gdy Wes złapał ją za dłoń i przeniosła spojrzenie na jego buzię. — Nie będę. Nie mogę — stwierdziła. — Nie wiem, czy Summer będzie zadowolona, że mi pomagasz — ostrzegła, nie zabierając swojej dłoni ani nie krzywiąc się z niesmakiem, jakby zrobiła to normalnie. — Nie chcę dokładać ci problemów. Coś wymyślę. Może po prostu spróbuję z nimi pogadać osobiście — wymamrotała niechętnie, bo to była ostatnia rzecz, o jakiej marzyła.
wesley
No to chyba nie brzmiało zbyt zachęcająco do tego, żeby poznać ją nieco bliżej. Nie widziała więc nic zaskakującego w tym, że Austen mógł być nieco skołowany. Nie dawała mu żadnych znaków, że coś było nie tak jak powinno. Carmel uniosła piwo do ust, zerując praktycznie całą szklankę, dzięki której poczuła się nieco swobodniej. Sytuacja z uliczki zaczynała się od niej oddalać. Wspomnienie stawało się coraz bardziej zamglone, choć niepokój nadal pozostawał ukryty gdzieś z tyłu głowy. Ale może to dobrze? Może dzięki temu, zostanie czujna, dopóki wszystko się nie ułoży.
— Nie lubię się tym chwalić — przyznała nieco żartobliwie, zerkając na niego dość niepewnie. Jakby bała się, że nagle zacznie oceniać ją przez pryzmat tych opowieści, ale i tak na takie obawy było już za późno. — Na początku, mimo nieciekawego biznesu, wyglądało to znacznie lepiej. Dbali o nas. Nie wciągali nas w swoje brudy. Byliśmy wszyscy tak samo naiwni — westchnęła, odgarniając włosy za ucho. — Po prostu z czasem wszystko wymknęło się spod kontroli, ale to było do przewidzenia. Po prostu udawaliśmy, że tego nie widzimy — parsknęła ponuro.
Torres zerknęła na niego niepewnie, obracając pustą szklankę w swoich palcach. Uśmiechnęła się niemrawo, bo prawda była taka, że do powrotu musieliby... zmusić ją siłą. Nigdy dobrowolnie by tam nie wróciła — nie przy obecnych warunkach. — Tysiące... — westchnęła. — Tym bardziej boję się tego, co planują. Nie wierzę w to, że nie mają świadomości, ile zarabiam — parsknęła gorzko. — Chociaż podejrzewam, jak chcieliby wykorzystać kobietę w Meksyku —rzuciła, opadając plecami na poduszki za sobą, jakby zabrakło jej sił. Drgnęła z zaskoczeniem, gdy Wes złapał ją za dłoń i przeniosła spojrzenie na jego buzię. — Nie będę. Nie mogę — stwierdziła. — Nie wiem, czy Summer będzie zadowolona, że mi pomagasz — ostrzegła, nie zabierając swojej dłoni ani nie krzywiąc się z niesmakiem, jakby zrobiła to normalnie. — Nie chcę dokładać ci problemów. Coś wymyślę. Może po prostu spróbuję z nimi pogadać osobiście — wymamrotała niechętnie, bo to była ostatnia rzecz, o jakiej marzyła.
wesley